29 sierpnia w USA do księgarń trafił długo wyczekiwany "Przewodnik do rewolucji politycznej" Berniego Sandersa. "Osiem Dziewięć" jako pierwsze w Polsce publikuje wstęp do książki senatora z Vermont.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

75-letni głos młodych ludzi. Fenomen Berniego Sandersa

Tadeusz Bara-Słupski

Na początku 2015 roku o Berniem Sandersie słyszało niewielu Amerykanów. W marcu 2015, kiedy ten senator ze stanu Vermont ogłosił swoją kandydaturę na prezydenta z ramienia Partii Demokratycznej, opinię na jego temat miało jedynie 20 proc. Amerykanów.

Zanim więc Bernie choćby zaczął myśleć o przekonaniu ich do swojego programu, musiał zaistnieć w ich świadomości. Było to nie lada wyzwanie, bo jego kontrkandydatka, Hillary Clinton, miała poparcie partyjnego establishmentu, wspierały ją wielki biznes, korporacje oraz ogromna machina polityczna, jaką są rodzina Clintonów i Krajowy Komitet Partii Demokratycznej

Sanders, w przeciwieństwie do Clinton, swoją kampanię finansował, polegając na wpłatach od zwykłych Amerykanów – ich średnia wysokość wynosiła 27 dolarów. U Clinton dotacje indywidualne nie przekroczyły 17 proc.

Sanders był również jedynym kandydatem, który zrezygnował z otrzymywania pieniędzy poprzez tzw. PAC-s (Super Political Action Committee – specjalne organizacje, które umożliwiają korporacjom i innym grupom interesów przekazywać kandydatom nieograniczone kwoty pieniędzy (podczas gdy indywidualni obywatele mogą przekazywać na ten cel maksymalnie 2,7 tys. dol.).

A jednak odniósł spektakularny sukces - jego kampania odniosła zwycięstwo w 22 stanach, zdobywając niemal 13 milionów głosów. Zabrakło mu jedynie 2 milionów głosów, aby pokonać Hillary i stanąć do walki z kandydatem Republikanów Donaldem Trumpem, z którym – według sondaży – Sanders niewątpliwie by wygrał. Dzisiaj Sanders jest najpopularniejszym i najlepiej odbieranym politykiem w Stanach Zjednoczonych. Wielu ma nadzieję, że senator stanie do wyborów prezydenckich w 2020 roku. Choć ma już 75 lat, mówi: “nasza rewolucja trwa”.

Sanders zdobył ogromną popularność, mimo że od początku określał siebie jako socjalista, co w Stanach jest przez ekspertów uznawane za klucz do politycznej porażki. Powodem były głosy młodych.

Na kandydata z Vermont głosowało ponad 70 proc. ludzi w wieku 17-29 lat. I to właśnie dla nich Sanders napisał najnowszą książkę - “Przewodnik po politycznej rewolucji”.

Okładka amerykańskiego wydania książki 'Guide to Political Revolution'
Okładka amerykańskiego wydania książki 'Guide to Political Revolution'  Macmillan Books

Bernie Sanders: „Guide to political revolution”

przełożył Tadeusz Bara-Słupski

Jestem dumny z mojej kampanii prezydenckiej i tego, że podczas prawyborów Partii Demokratycznej, stając naprzeciw praktycznie całego partyjnego establishmentu, zwyciężyliśmy w 22 stanach, zdobywając ponad 13 milionów głosów. Jestem dumny, że sfinansowaliśmy naszą kampanię bez udziału super PAC-ów (Super Political Action Committee), ale dzięki milionom małych darowizn o średniej kwocie 27 dolarów, oraz dzięki temu, że to obywatele aktywiści – nie politycy – odegrali kluczową rolę w osiągnięciu tych sukcesów.

Jestem szczególnie dumny, że w prawyborach, w praktycznie w każdym stanie odnieśliśmy miażdżące zwycięstwo wśród ludzi młodych – czarnych, białych, Latynosów, Azjatów i rdzennych Amerykanów. W rzeczy samej, moja kampania zdobyła więcej głosów ludzi młodych niż kampanie Donalda Trumpa i Hillary Clinton razem wzięte.

Młodzi ludzie są, oczywiście, przyszłością Ameryki. To dla nas dobre wieści. Z moich obserwacji wynika, że obecne pokolenie ludzi młodych jest najbystrzejszym, najbardziej idealistycznym i najmniej kierującym się uprzedzeniami pokoleniem we współczesnej historii Stanów Zjednoczonych. To jest pokolenie, które jest przygotowane, by myśleć z rozmachem i pchnąć ten kraj w zupełnie innym kierunku niż ten, w którym podążał od lat. Jest ono szczególnie dobrze przygotowane, aby odrzucić system wartości głoszony przez Donalda Trumpa oraz prawicowych reakcjonistów w Kongresie, którzy wspierają jego pomysły.

Podstawowa teza tej książki jest prosta. Mianowicie, w każdej niemal kwestii zdecydowana większość Amerykanów popiera progresywną agendę i odrzuca ekonomiczne przekonania Partii Republikańskiej.

Odwiedź jakąkolwiek społeczność w tym kraju – w tym nawet w przeważająco konserwatywnych stanach – i nie znajdziesz wielu ludzi, którzy uważają za właściwe przyznawanie miliardów dolarów w ulgach podatkowych dla najbogatszego 1 proc. obywateli, zarazem obcinając finansowanie dla ubezpieczeń społecznych, Medicare, Medicaid, edukacji i służby zdrowia. Nie znajdziesz wśród tych społeczności wielu ludzi, którzy uważają, że zmiana klimatu to 'oszustwo'. To są jednak idee popierane przez prezydenta Trumpa oraz większość republikanów w Kongresie.

Wręcz przeciwnie, większość Amerykanów uważa, że koniecznie musimy podnieść płacę minimalną do poziomu płacy godnej, że musimy zagwarantować równą płacę dla kobiet, że musimy dołączyć do reszty świata i zagwarantować płatny urlop macierzyński i chorobowy. Amerykanie rozumieją, że opieka zdrowotna to prawo każdego człowieka, a nie przywilej, oraz że w konkurencyjnej globalnej gospodarce nasze publiczne szkoły i uniwersytety muszą być darmowe. Chcą, abyśmy utworzyli miliony dobrze płatnych stanowisk pracy poprzez odbudowę naszej niszczejącej infrastruktury, poprzez inwestycje w odnawialne źródła energii oraz budowę mieszkań w przystępnych cenach.

Amerykanie wiedzą, że w momencie ogromnej nierówności majątków i dochodów najbogatsi muszą zacząć płacić podatki, które są sprawiedliwe, oraz że koniecznie musimy wprowadzić reformy dotyczące imigracji oraz systemu sprawiedliwości karnej. Rozumieją, że kobiety muszą mieć prawo do stanowienia o swoim ciele oraz że musimy stanowczo walczyć z rasizmem, seksizmem i homofobią. Tego nie mówi tylko Bernie Sanders. To pokazują kolejne sondaże dotyczące tego, czego naprawdę chcą Amerykanie.

Cóż, jak mógłbyś zapytać, skoro to wszystko prawda, to dlaczego Republikanie mają teraz władzę w Białym Domu, Senacie, Izbie Reprezentantów i prawie dwie trzecie gubernatorów należy do tej partii? Dlaczego mają całkowitą kontrolę – pełnią funkcje gubernatorów, rządzą stanowymi Izbami Reprezentantów i Senatami – w połowie wszystkich stanów? To świetne pytanie. Ta książka jest na nie odpowiedzią.

Moim zdaniem, jeśli mamy skutecznie odpowiedzieć na ogromne problemy, z jakimi boryka się obecnie nasz kraj i planeta, musimy zrozumieć, że demokracja nie jest widowiskiem sportowym. Nie możemy już bezczynnie siedzieć z założonymi rękami, podczas gdy nasz kraj ma jedną z najniższych frekwencji wyborczych wśród wszystkich znaczących krajów na świecie. Nie możemy więcej pozwalać na to, aby bogaci i ich datki na kampanie wyborcze determinowali przyszłość naszego rządu.

Musimy podjąć odważne kroki, aby zrewitalizować amerykańską demokrację i włączyć miliony młodych i pracujących ludzi do niepowstrzymanego politycznego ruchu, który walczy o rząd reprezentujący nas wszystkich, a nie tylko klasę miliarderów.

I to właśnie widzę wśród społeczności w całym kraju. Miliony ludzi wychodzą na ulice, aby wyrażać sprzeciw reakcyjnej agendzie Trumpa. Walczą o służbę zdrowia, o prawa kobiet, o środowisko naturalne oraz stają w obronie ubezpieczeń społecznych i emerytur. Walczą o przystępne czesne w szkołach wyższych, o godną płacę i warunki pracy dla amerykańskich pracowników.

Zaczynają również kandydować na stanowiska polityczne. Czasem jest to rada szkolna, rada miasta lub stanowisko burmistrza. Czasem jest to stanowa Izba Reprezentantów. Czasem jest to federalna Izba Reprezentantów lub Senat.

Ten pęd musi zostać podtrzymany i rozwinięty. To jest Twój kraj. Pomóż nam go odzyskać. Dołącz do Politycznej Rewolucji.
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Bartosz T. Wieliński poleca
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
To wspaniale! Jeden intelektualista, lewicowy (o zgrozo!), przywrócil w Ameryce wlasciwe rozumienie slowa "socialism". Bylem w USA przez rok gdy postepowala kampania wyborcza Obamy. Nie rozumialem dlaczego na demonstracjach przeciw niemu ludzie nosili transparenty z "Hitler = Obama". Dopiero po jakims czasie którys ze znajomych z uniwersytetyu na kt bylem powiedzial mi ze przecietny maerykanin uwaza ze socjalizm = narodowysocjalizm. Pomyslalem ze choc znam Ameryke od lat, zaskakuje mnie ciagle. Taki kretynizm, sadzilem, da sie zobaczyc tylko w Tea Party gdzies "in the void" miedzy New England (glównie Massachusetts) a California (dla nie wtajemniczonych powiem tylko ze intelektualna mapa Ameryki wyglada zupelnie inaczej niz to co sie w Polsce rozumie przez slowo "Ameryka"). A tymczasem bylo to w New Jersey!
No a teraz slysze /czytam ze 70 % mlodziezy mimo tradycji McCarthyzmu zaczyna dojrzewac politycznie do poziomu europejskiego, zauwaza np ze brak powszechnegio ubezpieczenia to nie "sprawiedliwe" upokorzenie za zycia "potepienców", jak jeszcze 25 lat temu prezbiterianie na owym uniwesytecie przekonywali, ale dowód zacofania (mentalnego) ich kraju i wczesniejszych pokolen oglupionych przez republikanska propagande i mitologie o karierze od pucybuta do milionera.
Rewolucje mentalne sa chyba najtrudniejsze i zabieraja dziesieciolecia ...
już oceniałe(a)ś
9
0
Fajny gość. Może w USA poza oczywiście omotanymi religijno - prawackimi bzdurami zrozumieją do czego prowadzi pogrążanie się w ciemnocie i dyktat intelektualnego prostactwa. Dzięki niemu właśnie.
@tksiazek
Mi szczególnie podobało się to, że podczas kampanii łamał większość "zasad", którym kierują się zawodowi politycy. Nie da się prowadzić kampanii bez finansowego wsparcia wielkiego biznesu - a tymczasem Sanders oparł kampanię na indywidualnych darowiznach i odrzucił Super-PACs. Nazwanie się socjalistą to polityczne samobójstwo - a tymczasem Sanders tak właśnie się nazwał i otarł się o nominację. Trzeba wyglądać profesjonalnie, mieć sztab ludzi od wizerunku i pracować nad mową ciała - a tymczasem Sanders wyglądał jak idź stąd. Czas lewicy przeminął, There Is No Alternative, możemy się co najwyżej kłócić o gejów, bo w gospodarce istnieje tylko Naukowa Naukowość Jego Balcerowiczości i Obiektywna Słuszność deregulacji i tax cuts - a tymczasem Sanders zaproponował klasyczną socjaldemokrację. Myślę, a przynajmniej mam nadzieję, że macherzy Demokratów, którzy Sandersa utrącili, dziś plują sobie w brodę widząc Trumpa.
już oceniałe(a)ś
3
0
Mam nadzieję, że w tym wszystkim uwzględnił rozliczenie się z partią demokratyczną, której w większości zapewne bliżej do republikanów niż do postulatów Sandersa.
już oceniałe(a)ś
0
0
Jednym słowem "Manifest Antyliberalny", zapowiedź wybuchu pełzającej Rewolucji Społeczeństwa USA, ale czy tylko w USA?
już oceniałe(a)ś
1
1