Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Widzę cię na zdjęciu z 1989 roku, na którym jesteś razem z Tadeuszem Mazowieckim. To zdjęcie z czasu rozmów Okrągłego Stołu. Rozumiem, że byłaś obecna w rozmowach przy stoliku do spraw kultury.

Nie, nie było takiego stolika, kultura w rozumieniu polityki kulturalnej nikogo też po stronie społecznej wówczas nie interesowała. Był stolik do spraw mediów i stolik do spraw młodych, ale to nie to samo.

Do dziś kultura nie była przedmiotem zainteresowania żadnego rządu, a minister kultury był zawsze ostatni na liście i marzył, by zostać ministrem obrony lub jakiegoś równie męskiego resortu, co dałoby mu prawdziwą władzę i prawdziwy budżet.

Tu jest jednak jakiś postęp. Spójrz na ministra Glińskiego, który wziął na siebie zadanie budowy nowych elit!

Rzeczywiście, po raz pierwszy minister do spraw kultury jest równocześnie wicepremierem rządu i jego kompetencje są o wiele szersze niż ministra kultury.

Jest na przykład odpowiedzialny za powołanie Narodowego Instytutu Wolności, który ma być rządowym narzędziem kontroli społeczeństwa obywatelskiego.

Przypominają się przedwojenne ministerstwa propagandy?

PiS należy traktować bardzo poważnie: jako jedyni doceniają działania w tak zwanej nadbudowie, czyli kulturze i edukacji – też edukacji obywatelskiej, i jako jedyni robią to skutecznie.

Wszystko, co działo się na ulicach Warszawy 1 sierpnia, to przecież efekt wieloletniej strategii PiS, by przechwycić pamięć o powstaniu warszawskim i zbudować własną narrację wokół niego: militarną, bohaterską, do której dopiero niedawno włączono kwestię kilkuset tysięcy cywilnych ofiar.

Kiedy analizujemy to na spokojnie, widzimy, że antyinteligenckie filipiki czy zapowiadane na jesień lub już wręcz wprowadzane zmiany w systemie kultury i edukacji moją służyć tworzeniu nowego narodowego wzorca kulturowego. Wzorca sprzecznego z zasadami różnorodności i otwartości. 

Dopiero teraz odzyskujemy pamięć o kobietach. Związkowczynie z pierwszych szeregów, redaktorki, wydawczynie i te, które woziły bibułę w wózkach dla dzieci upamiętniają co najwyżej anegdoty.

Wciąż za mało jest pamięci o roli dziewczyn w „Solidarności”. Prasa podziemna nie byłaby tak ważną siłą w latach 80. bez staranności i talentów kobiet. Choćby tych z „Tygodnika Mazowsze” - Heleny Łuczywo, Joanny Szczęsnej czy Anny Bikont. 

Zapleczem organizacyjnym Okrągłego Stołu były przede wszystkim dziewczyny i kobiety. To one trzymały w garści wszystko, co się tam działo.

Poczynając od maszynistek, bo wtedy wszystko było przepisane. Nasze nieprawdopodobne mistrzynie, między innymi Wanda Ostrowska, w uznaniu umiejętności określane były nazwami ówczesnych rakiet dalekiego zasięgu: Pershing i SS-22. Nikt tak szybko nie myślał, jak one pisały. Bez komputerów te wszystkie podstawowe, fundamentalne, niezbędne czynności zajmowały masę czasu: przepisywanie niewyraźnych, odręcznych notatek, powielanie, składanie tego na klęczkach w całość.

Jedną z najważniejszych osób przy Okrągłym Stole była wszechobecna Ludka Wujec, która razem z Henrykiem ogarniała organizacyjnie stronę społeczną. Jedyna kobieta, Grażyna Staniszewska z podkarpackiej „Solidarności”, była obecna podczas obrad przy „dużym stole”. Kobiety zasiadły w negocjacjach przy stolikach i podstolikach. 

Gwałt bez kobiet. Nieme ofiary i ich hałaśliwi rzecznicy

'Gwałt', kadr z filmu'Gwałt', kadr z filmu reż. Virgine Despentes

A ty?

6 lutego 1989 roku weszliśmy do Pałacu Namiestnikowskiego, a ja zostałam prawą ręką Tadeusza Mazowieckiego. On pełnił funkcję faktycznego szefa strony solidarnościowej, dzisiaj powiedzielibyśmy dyrektora wykonawczego.

Wykonywałam wszystko to, co dziś należy do roli osobistego asystenta, choć wtedy takie pojęcie zwyczajnie nie istniało. Byłam sekretarzem Tadeusza Mazowieckiego. Tak, w formie męskiej, tak odróżniano wówczas zakres obowiązków sekretarza, inny jednak od pracy sekretarki, która zawsze była w formie żeńskiej.

Funkcja sekretarzy została stworzona także do obsługi negocjatorów strony społecznej przy wszystkich stołach i stolikach. Zazwyczaj pełnili ją młodzi dziennikarze i dziennikarki związani z podziemną prasą, gdyż ich ważną rolą było nie tylko protokołowanie obrad, ale i przygotowywanie informacji na potrzeby naszego biura prasowego. Oczywiście, muszę to podkreślić, wszyscy pełnili te funkcje społecznie.

 Wyście zrobili ładnych parę rzeczy przy Okrągłym Stole. Hannah Arendt nazywa to “umiejętnością zapoczątkowywania”, cechą wyróżniającą człowieka, która łączy się z politycznością. Z naszej perspektywy – młodszego pokolenia – najciekawsze jest nie kto z kim i przeciw komu, ale to, jak się robi różne rzeczy, jak coś zapoczątkować, jak zrobić, żeby to działało.

Już we wczesnych klasach szkoły podstawowej byłam królikiem doświadczalnym w krótkotrwałym eksperymencie pedagogicznym polegającym na uczeniu dzieci samorządności. To się potem na eksperymentujących okrutnie zemściło, bo jak już kogoś dobrze nauczysz samorządności – a w tym eksperymencie było to naprawdę dobrze zaplanowane – potem trudno ten pociąg do samorządności odebrać. Chęć decydowania o sobie zostaje na zawsze, a do tego dochodzi umiejętność zarządzania tą chęcią.

Jacek Kuroń mówił to od zawsze wszystkim swoim uczniom. Pierwsza zasada samorządności to: “Organizuj się”, a czym innym jest jego słynna rada: “Nie palcie komitetów, zakładajcie własne”?

Druga zasada, o której się pamięta znacznie rzadziej, to jawność. Działając w słusznej sprawie, na rzecz demokracji i praw człowieka, nie popełnia się żadnego przestępstwa, a zatem nie ma powodu się ukrywać.

I nie ma powodu się bać.

Działać powinno się jawnie i przejrzyście. To, że Jacek w latach 70. i 80. mimo – a w zasadzie wbrew – podsłuchów i rewizji prowadził otwarte biuro informujące o tym, co się dzieje w Polsce, było aktem odwagi, ale też efektem uznania tej zasady.

Było jasne, że konieczne jest podejmowanie różnych uzgodnień bez wiedzy policji politycznej, wtedy pisze się na kartce albo wychodzi na spacer. Ach, no i nie było telefonów komórkowych, więc nie trzeba było pamiętać o wyjmowaniu baterii. Są różne rozwiązania na różne sytuacje, ale trzeba wyrzucić z głowy konspirację. Wszystkie działania w demokracji powinny być jawne.

Konspiracja prowadzi po podejrzliwości, paranoi.

Kiedy na Uniwersytecie Warszawskim powstawał zespół interwencyjny na rzecz zatrzymanych i internowanych studentów i pracowników naukowych, został on powołany jawnie przez Senat UW i działał jawnie, jawnie zbierał informacje i jawnie interweniował.

Miał jednak niejawny zespół, do którego należałam razem z prof. Joanną Mantel-Niećko i dr Marią Stanowską z Wydziału Prawa, który opracowywał i przechowywał dokumenty oraz zebrane informacje w niejawnym miejscu. Znowu trzy kobiety z trzech różnych pokoleń.

Mówi się, że kobiety mają więcej tzw. miękkich umiejętności, które przydają się w pracy w zespołach. Moim zdaniem to jednak kwestia wychowania – tego, czego się uczymy w życiu i jakie wzorce spotykamy. Wiem, że takim wzorcem umiał być Jacek Kuroń...

Więc jako uczennica Jacka Kuronia powtarzam uparcie: jawność, przejrzystość, umiejętność wspólnego podejmowania decyzji.

Wystarczy spojrzeć na działalność takich podopiecznych Jacka jak choćby Kuba Wygnański. Przestrzeganie tych zasad pozwoliło zbudować w Polsce środowisko organizacji pożytku publicznego oraz stworzyć system konsultacji legislacji państwowej, dziś kompletnie zarzucony na rzecz chwytu prawnego „projekt poselski”, który pozwala na obejście prawa i przedstawianie w parlamencie ustaw napisanych w zaciszu politycznych czy rządowych gabinetów.

Niesiołowski: Wiem, że kusi, żeby zobaczyć, jak ci tchórze skaczą z okien. Ale to byłby błąd. Dyktatury upadają bez użycia siły

Stefan Niesiołowski na tle (niedoszłej) eksplozji Muzeum Lenina w Poroninie.Stefan Niesiołowski na tle (niedoszłej) eksplozji Muzeum Lenina w Poroninie. ilustracja Karoliny Skrzyniarz

Porozmawiajmy o tej umiejętności wspólnego podejmowania decyzji. Nauki Jacka Kuronia nie przyjęły się zbyt szeroko, teraz dopiero w ruchach społecznych pomału uczymy się współpracy w grupie. Czego może się nauczyć z doświadczeń Okrągłego Stołu Front Demokratyczny czy Komitet Ratujmy Kobiety, które skupiają ludzi z wielu różnorodnych organizacji?

Ale Okrągły Stół to nie jest jedyny wzór. Mamy też późniejsze doświadczenia, choćby przeprowadzenie przez niesformalizowany ruch Obywatele Kultury negocjacji z poprzednim rządem, którego efektem było podpisanie w 2011 roku przez premiera Donalda Tuska Paktu dla Kultury, dzięki któremu wydatki na nią wzrosły z niecałych 0,4 proc. w roku 2010 do 1 proc. budżetu państwa.

Wtedy, po latach rządowych zaniedbań, z obywatelskiej inicjatywy powstały i zostały uruchomione programy na rzecz czytelnictwa i uczestnictwa w kulturze. W tym nasz flagowy program „Bardzo Młoda Kultura”, którego społeczny mechanizm powtarza w programie „Niepodległa” obecne ministerstwo. Szkoda, że równocześnie ograbia i tak niewielki budżet trafiający do animatorów i edukatorów w najmniejszych miejscowościach, gdzie nie ma żadnej instytucji kultury.

I wtedy, i dziś: warto być pewnym słuszności swoich racji, stale je przedstawiać, uparcie negocjować i pamiętać, gdzie jest granica ustępstw taktycznych, a gdzie jest bariera nieprzekraczalna, sine qua non. W dzisiejszej Polsce nie pamięta się o jeszcze jednej zasadzie – może podstawowej: zasadzie szacunku. Ja jestem obsesyjną przeciwniczką języka pogardy, a dziś słyszymy go po wszystkich stronach.

Masz pomysł, co z tym można zrobić?

Gdy zakładaliśmy w 2015 roku koalicję „Wybieram bez hejtu”, która miała eliminować mowę nienawiści z życia publicznego i polityki, dotyczyło to tylko jednej strony sporu politycznego w Polsce; w tej chwili rozkłada się w zasadzie równo, a nawet bardzo mili i grzeczni na co dzień ludzie potrafią sięgać po język agresji w życiu publicznym.

Tymczasem podstawą skutecznych negocjacji jest szanowanie drugiej strony. Trzeba też szanować samego siebie, nie wolno więc używać języka stygmatyzującego, nienawistnego i agresywnego, nie wolno antagonizować. Ironia jest rzeczą cenną, ale przeciwnik zagoniony szyderstwem do kąta uderza w sposób niekontrolowany. 

Tak było przy Okrągłym Stole?

Okrągły Stół to nie była towarzyska kolacja, choć wielu dzisiaj tak uważa. To były dwa miesiące wielogodzinnych, twardych negocjacji. Zrywania ich, powracania, ustępowania, odchodzenia od stołu, poszukiwania słabych ogniw i sojuszników po drugiej stronie.

Celowo mówię o stronie, a nie przeciwniku, bo jestem też za eliminowaniem metaforyki walki z życia publicznego. Jeśli wiemy, do czego dążymy, trzeba strategicznie pamiętać o celu i zmieniać taktykę w zależności od okoliczności i działań drugiej strony. 

W praktyce jest to bardzo trudne, zwłaszcza wychodzenie z paradygmatu walki. Krzyczymy: "Solidarność naszą bronią", a potem nieświadomie używamy retoryki rywalizacji. Praca przy komunikacji to praca tyle nad kontaktami ze światem, co nad samym sobą.

Teraz jesteśmy dużo bardziej świadomi różnych technik komunikacyjnych i negocjacyjnych, mamy od tego fachowców, szkolenia, wyspecjalizowane firmy. Wiemy, czym jest identyfikacja wizualna, logo i „no logo”. Wtedy się tego uczyliśmy w biegu.

Mieliśmy świetny znak „Solidarności” zaprojektowany przez Jerzego Janiszewskiego, ale dopiero jego właściwe wykorzystanie stało się jednym z najbardziej znaczących momentów dla całej okrągłostołowej komunikacji.

Widzimy to w filmie „Opowieści Okrągłego Stołu”: wybitna dziennikarka radiowa Janina Jankowska nakleiła na byle jakiej, podniszczonej tekturowej teczce znaczek Solidarności. Każdy z nią występował przed kamerami. Im bardziej nienaturalnie ją trzymał, prezentując logo, tym wyraziściej widać było wspólną, społeczną identyfikację w państwowej, podlegającej cenzurze telewizji.

Negocjacje przy Okrągłym Stole trwały dwa miesiące. Takich rzeczy jak ta tabliczka nie da się zrobić w jeden dzień ani nawet w tydzień. To jest proces, w którym wszyscy dojrzewają, wszyscy się uczą, w pracy zespołowej nabywają nowe umiejętności i uczą się ufać tym, którzy prowadzą negocjacje i tym, którzy je wspomagają.

Potem już jest łatwo, potem tylko trzeba tego nie spieprzyć, że posłużę się jeszcze jednym cytatem z filmu o Okrągłym Stole.

Nie żal ci postanowień Okrągłego Stołu, które w końcu nie weszły w życie?

Bardziej mi żal tego, że nie szanujemy tego, co mamy, co sami wymyślimy, do czego z trudem doszliśmy. Taka polska umiejętność marnowania.

Ostatnio reżyser teatralny Paweł Wodziński przeczytał protokoły z pierwszego zjazdu "Solidarności" w 1981 roku. Dwa czy trzy ogromne tomy, w których zapisanych jest mnóstwo niezwykle nowoczesnych rozwiązań dotyczących na przykład samorządności i autonomii instytucji. Gdybyśmy częściej wpadali na to, by sięgać po to, co już zostało wymyślone, nie uciekali w toku codziennych działań od tego, by usiąść, zastanowić się, pogrzebać w pamięci czy historii, pogadać, może bylibyśmy w zupełnie innym miejscu. Wodziński zrobił o tym w Teatrze Polskim w Bydgoszczy bardzo pouczający spektakl „Solidarność. Rekonstrukcja”.

No i warto pamiętać. Nie wypominać, ale pamiętać. Adam Strzembosz przypomniał ostatnio koncepcję formatowania ustroju prawnego w Polsce, wypracowaną właśnie przy Okrągłym Stole.

Przypomniał też, że Jarosław Kaczyński, który był członkiem stolika prawnego przy Okrągłym Stole od samego początku optował za karą śmierci. Mimo, że zasiadał tam po stronie „Solidarności”, od zawsze głosił poglądy sprzeczne z prawami człowieka i z wypracowaną w opozycji demokratycznej wizją państwa prawa. Myśmy o tym zwyczajnie zapomnieli.

*Beata Chmiel – menedżerka kultury, specjalistka ds. komunikacji, współinicjatorka ruchu Obywatele Kultury oraz koalicji „Wybieram bez Hejtu”–, współorganizatorka Kongresu Kultury 2016.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.