Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Emilia Konwerska (1985) - literaturoznawczyni, krytyczka literacka i filmowa.

Patryk Jaki napisał na Twitterze, że dla „takich bydlaków” jak ci, którzy w Rimini zgwałcili Polkę i pobili jej partnera, powinna być kara śmierci. Przywróciłby dla nich również tortury. Zbigniew Ziobro wypowiada się na temat traktowania przez prokuratorów sprawców, którzy przez dziesięć dni gwałcili i torturowali kobietę w łódzkim mieszkaniu. Zmarła po kilku tygodniach.

Mężczyzna wysyła innego mężczyznę na tortury, mężczyzna skazuje mężczyznę na śmierć, mężczyzna oczekuje odwetu na mężczyźnie. Mężczyzna orzeka karę za gwałt, nawet w „Osiem Dziewięć”, młodej „Gazecie Wyborczej”, to mężczyzna pisze komentarz do wypowiedzi innych mężczyzn.

Zbigniew Ziobro w gwałtach sobie przebiera

Gwałt na ekranie

Problem doświadczenia gwałtu i zemsty pojawiał się w kinie wielokrotnie. Do jednych z najważniejszych filmów należy „Pluję na twój grób” z 1978 r., w którym młoda pisarka pada ofiarą zbiorowego gwałtu i mści się na oprawcach. Wszyscy znamy obrazy takie jak „Nieodwracalne” Gaspara Noé czy „Thelma i Louise” Riddleya Scotta.

Wśród filmów na temat zgwałceń znajdziemy jednak jeden wyjątkowo brutalny, radykalny i obrazoburczy. I jest to film nakręcony przez kobietę, która sama padła ofiarą gwałtu.

Virigine Despentes, francuska pisarka i reżyserka (polscy czytelnicy znają ja przede wszystkim z serii książek „Vernon Subutex” oraz eseju „Teoria King Konga”), zasłynęła książką pt. „Baise-moi” („Pieprz mnie”) i filmu, który nakręciła na jej podstawie. W Polsce tytuł przetłumaczono jako „Gwałt”.

Despentes w wieku 17 lat została zgwałcona. Pracowała jako prostytutka, zawsze była biedna i nigdy się tego nie wstydziła. Twierdzi, że kobieta może przeżyć gwałt, bo jest do niego przyzwyczajona, doświadcza go dużo częściej, niż zwykliśmy sądzić. Może przeżyć gwałt, otrząsnąć się i nie stracić przy tym siebie, honoru, poczucia własnej wartości. Właśnie o tym mówi jej film.

 

Kaseta, pieniądze i narzędzie

Gwałt (i „Gwałt”) to konsekwencja patriarchatu, jeden z jego najbardziej bolesnych aktów, dokonanie się w sposób symboliczny i realny całej dyskryminacji, której doświadczają kobiety.

Rzeczywistość, w której funkcjonują bohaterki już od pierwszych scen, wydaje się brutalna i mroczna. Ktoś mówi do dziewczyny, żeby się nie wtrącała, ktoś inny traktuje ją obcesowo, ktoś nazywa „dupą”. Nadine i Manu mieszkają obok siebie, ale się nie znają. Obie doświadczają przemocy, jedna ze strony współlokatorki, która nieustannie ją krytykuje, druga ze strony starszego brata. W ich świecie niewiele znaczą, są przestawiane z miejsca na miejsce, nie mają pieniędzy („We Francji nie ma pracy”), nikt ich nie słucha.

Nadine jest prostytutką, podczas stosunku z klientem ogląda telewizję. W telewizji mężczyzna mierzy do kobiety z pistoletu. Sceny seksu są brutalne i pornograficznie dokładne. Taka jest prawda, zdaje się mówić reżyserka i podaje nam kobiecą rzeczywistość bez upiększeń, bez litości, widzimy wszystkie penisy, słyszymy każde stęknięcie. Nikogo nie dziwi tutaj gwałt, jest jednym ze stałych elementów tego świata.

Manu i jej koleżanka zostają zgwałcone. Despentes obrazuje dwa odmienne podejścia kobiet do gwałtu. Koleżanka wrzeszczy, wyrywa się, wpada w histerię. Manu posłusznie zdejmuje majtki, wyłącza się, nie wydaje żadnego dźwięku. „Mogło być gorzej. Nadal żyjemy”, mówi później.

Jednak reakcja na gwałt może być tylko jedna i to mężczyźni decydują o tym, która jest poprawna.

Jedyną rzeczą, która interesuje brata, jest sprawca. Zadaje jej tylko jedno pytanie: „Kto ci to zrobił?”. Jego również, podobnie jak polskich polityków, nie interesuje stan kobiety. Interesuje go zemsta i uratowanie honoru.

Czyjego? Najpewniej własnego, bo brat Manu konkluduje: „Niezbyt się przejęłaś, brzydzę się tobą, ty kurwo”. I w tym zdaniu jest cała odpowiedzialność za gwałt przypisywana kobietom, cenzura i kontrola ich reakcji i emocji.

Ale odpowiedź Despentes jest jednoznaczna: Manu zabija brata i przejmuje kontrolę. Spotyka Nadine, która również jest morderczynią (zabiła współlokatorkę – kobietę mówiącą innej kobiecie, co ma robić). Dziewczyny wyruszają w swoją ostatnią podróż, pełną przemocy, seksu i wolności.

Byłam w Partii Razem. Inna polityka jednak nie jest możliwa

To nie meczet

„Gwałt” Virginie Despentes to kobieca wersja „Mechanicznej pomarańczy”. Jednak brutalność i agresja kobiet szokują dużo bardziej, wydają się niewiarygodne, niedopuszczalne.

Reżyserka pokazuje nam rzeczy, które wydają się dziś oczywiste, ale oglądane na ekranie szokują. Kobiety lubią seks. Kobiety się masturbują. Oglądają pornografię. Potrafią być okrutne. Chcą mieć pieniądze i dobrze się bawić. Klisze, które znamy z gangsterskich filmów, sceny, które widzieliśmy w kinie setki razy, napawają zgrozą.

Kiedy tylko dziewczyny decydują się na przejście poza granicę prawa (która w ich przypadku nic nie znaczy, bo przecież prawo nigdy ich nie chroniło), przejmują męskie symbole. Przejmują seksualność, przejmują broń (Nadine wybiera „najbardziej męski pistolet”) i dobrą zabawę. W ten sposób uzyskują podmiotowość, której nigdy nie miały.

Scena, w której dokonują masakry w seksklubie, jest ich ostatecznym końcem, a zarazem ich wyrokiem na społeczeństwo, w którym rola kobiet jest przesądzona, w którym mają być albo prostytutkami, albo ofiarami gwałtu.

Dziewczyny nie chcą być ofiarami, wybierają zniszczenie. Właściciel klubu zaskoczony mówi: „To seksklub, nie meczet”, tak jakby w świeckość wpisany był gwałt, a jedyną alternatywą dla religii była eksploatacja kobiecych ciał.

Pchnęliście rowerek odrobinę za mocno. Jedziemy sami, czy wam się to podoba, czy nie

'Gwałt', kadr z filmu.'Gwałt', kadr z filmu. reż. Virgine Despentes

Nic o nas bez nas

W filmie „Malcolm X” Spike’a Lee jest scena, w której biała, młoda dziewczyna podchodzi do Malcolma X i pyta, czy może coś zrobić dla sprawy Afroamerykanów. „Nie” – odpowiada bohater i podobną strategię powinny przyjąć kobiety.

To my powinniśmy mówić o gwałcie, domagać się zemsty, walczyć o swoje prawa. Kiedy oddajemy głos mężczyznom, padamy ofiarą ponownie.

Virginie Despentes mówi, że kobiety są w stanie przeżyć gwałt, bo są do niego przyzwyczajone. Gwałt dzieje się każdego dnia - kiedy nazywasz ją „dupą”, kiedy wykorzystujesz swoją pozycję, kiedy mówisz jej, co ma robić.

Gwałt to nie tylko 10 dni tortur w łódzkim mieszkaniu, bo patriarchat gwałci i wykorzystuje gwałty do swoich celów od lat. Czas, żeby za gwałcicieli wzięły się kobiety.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.