Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Anna Pajęcka (1992) - kulturoznawczyni, pisze o sztuce i feminizmie.

Drżyjcie artyści, krytycy i kuratorki! „Historiofilia. Sztuka i polska pamięć” to nie tylko wystawa, ale próba przetarcia szlaków i otwarcia pytań o to, czy dominację lewicowo-liberalnej sztuki współczesnej da się dziś przełamać.

Jeśli jednak nie poprzez budowanie „kontrkulturowej rewolucji”, to przynajmniej przez redukcję środków dla artystów "nieswoich". Czy po pierwszej wystawie – ostatecznie absolutnie nieistotnej, po której nic wielkiego się nie zadziało – przyjdą kolejne, tyle że tym razem w muzeach sztuki współczesnej?

Wystawa 'Historiofiia. Sztuka i polska pamięć'Wystawa 'Historiofiia. Sztuka i polska pamięć' kurator: Piotr Bernatowicz

„Idzie nowe, a społeczeństwo trzeba uświadomić” – zdaje się brzmieć nowa kulturowa misja NCK. Zadanie uświadomienia przez sztukę zlecono Piotrowi Bernatowiczowi – byłemu dyrektorowi poznańskiej Galerii Arsenał. Lojalności jedynego prawicowego kuratora w Polsce nie można było wszak zmarnować. Bezrobociem nie cieszył się długo. Szybko znalazło się dla niego miejsce w budowaniu nowej, „narodowej” wizji sztuki.

Tytułowa „historiofilia” oparta jest na resentymencie. Wskazuje bardziej na rodzaj fiksacji, niż próbę stworzenia krytycznego gestu, który włączałby w nurt sztuki współczesnej jej tradycjonalistyczny – jeśli nie konserwatywny – blok, zaczynając wreszcie traktować go poważnie. Oto sztuka prawicowa ma wstać z kolan. Coś jednak widocznie poszło nie tak, bo dalej nie wstaje.

Festyn i nacjonalizm w puszkach. PiS to modelowy przykład "kultury kłamstwa"

Sztuka bez myślenia

Sięgnąwszy po szereg narodowych symboli, NCK wsparło prawicowe wyobrażenia, ale pozbawiło się tego, co dla sztuki najistotniejsze - wolności myślenia.

Od sztuki nie możemy żądać apolityczności. Ale jeśli sztuka staje się jawnie polityczna, to musi być też politycznie świadoma.

Od sztuki nie wymagamy w końcu ustawiania się w rzędzie gotowych idei, ale produkowania własnego systemu znaków, który – jeśli taka wola twórcy – będzie mógł zostać odczytany albo jako gest zaangażowany, albo gest oporu. Problem zaczyna się w momencie, w którym za ekspozycją skrywają się wściekłość i bezradność wynikające z odrzucenia.

Polska sztuka współczesna, ufundowana w zbiorowej świadomości na sztuce krytycznej, raczej lewicowo-liberalnej niż konserwatywnej, przetarła szlaki świadomości odbiorców.

Tymczasem sztuka konserwatywna pozostała daleko w tyle. Istnieje raczej jako odbicie tego, co dzieje się na paskach informacyjnych telewizji publicznej. Kadry wyjęte z TVP Info mają raczej potencjał internetowego mema, a sztuka z ”Historiofilii” jest śmiertelnie poważna, choć dysponuje dokładnie tym samym potencjałem propagandowym .

FOTORELACJA Z WERNISAŻU WYSTAWY 'HISTORIOFILIA. SZTUKA I POLSKA PAMIĘĆ'  - źródło: Narodowe Centrum KulturyFOTORELACJA Z WERNISAŻU WYSTAWY 'HISTORIOFILIA. SZTUKA I POLSKA PAMIĘĆ' - źródło: Narodowe Centrum Kultury fot. Agata Ciołek

Prawica nadal śpi

Kurator Piotr Bernatowicz nie stworzył na Pradze niczego nowego. Nie sposób potraktować „Historiofilii” jako przejawu przebudzenia sztuki prawicowej - wciąż powtarza populistyczne hasła, a im mocniej uderza w postkomunę i europejskość, chwaląc przy tym tradycję i symbole narodowe, tym mniej atrakcyjna się staje.

Kurator dysponuje wąskim repertuarem artystów, za którymi stoi świadomość polityczna, o której można powiedzieć tyle, że twardo reprezentuje samą siebie.

Po raz kolejny po „Strategiach buntu” na wystawie widzimy Jacka Adamasa, Jerzego Zielińskiego, kolektyw The Krasnals, Wojciecha Korkucia i Zbigniewa Warpechowskiego. Do całości nie przystaje jedynie wybór pracy Michała Szlagi, który w przeciwieństwie do innych zaproszonych na wystawę twórców nie zapisywał się do żadnego obozu idei. Filmy Grzegorza Królikiewicza oraz prace Piotra Drozdowicza mają natomiast zapowiadać, jeśli nie pokoleniowe, to przynajmniej środowiskowe przemieszanie.

Pamiętajmy o plakacie!

Plakaty polskich artystów.Plakaty polskich artystów. od lewej: Piotr Mierzwiak, Łukasz Rayski, Grzegorz 'GABZ' Domaradzki, Tomasz Opasiński

Sztuka mówienia tak samo o tym samym

Brak widoczności prawicowych artystów w instytucjach publicznych nie wynika z ich wykluczenia, ale faktu, że pole ich twórczości operuje systemem znaków i symboli, których nie sposób za każdym razem przepracowywać od nowa.

O ile za pomocą sztuki można próbować wyjaśniać mechanizmy zbiorowej fiksacji (na przykład na punkcie katastrofy smoleńskiej) to nie sposób przepracować ich za pomocą quasi-dokumentacji zbiorowej paranoi.

Wystawa uwidacznia prawicowy fetysz na punkcie elementarza dziejów, a za swoją misję obiera napisanie ich od nowa. Wyłożenie jeden do jednego zarówno założeń, które stoją za twórcą, jak i sięganie po przeładowaną symbolami estetykę, wyklucza z udziału w wystawie odbiorcę, ograniczając jego rolę do odczytu napisanego w trybie oznajmującym tekstu.

Na koniec zostawiam przewidywalną oczywistość: na wystawę nie zaproszono żadnej artystki. Jeśli pole tak rozumianej sztuki jest powiązane z polem władzy, to komunikat „Historiofilii” jest dość prosty: kobiety nie mają do niego dostępu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.