Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Z takiej perspektywy różnice nawet pomiędzy skrajnie przeciwstawnymi obozami ideowymi jawią się jako nieistotne niuanse – dla sekty liczy się tylko to, że wszyscy oponenci nie podzielają jej doktryny i nie chcą się do niej przyłączyć” – napisał w felietonie „PiS-PO to jedno, czyli sekta tropicieli zła”.

Być może ta jego krytyka części środowisk lewicowych i tzw. symetrystów jest słuszna, ale

z przykrością donoszę redaktorowi Maziarskiemu, że jest sekciarzem, bo przytoczone powyżej, popełnione przez niego zdania doskonale opisują również to, co napisał w cytowanym felietonie.

Sekta wyznawców III RP 

Wojciecha Maziarskiego poruszyło hasło „PiS-PO jedno zło” na demonstracji zorganizowanej w Krakowie przez Alternatywę Socjalistyczną. „Jeśli chcemy walczyć o prawa demokratyczne, to naszym sojusznikiem nie powinien być pan Balcerowicz odpowiedzialny za marginalizację i zepchnięcie w biedę milionów ludzi” – powiedział na tym wiecu Kacper Pluta. 

Hasło to sekciarz Maziarski nazwał „absurdalnym i kłamliwym” i pochwalił „oburzonych członków KOD”, którzy „po tych słowach opuścili zgromadzenie”. Bowiem Maziarski i oburzeni członkowie KOD są - cytuję Maziarskiego! - „depozytariuszami jedynej prawdy, a wszystko, co poza sektą, jest niegodne uwagi i wrogie”.

„Słusznie zrobili, że wyszli. Po co chodzić na demonstracje, skoro takie same słowa i tezy można usłyszeć, nie ruszając się z domu? Wystarczy włączyć telewizor i nastawić na propagandową PiS-owizję Jacka Kurskiego” - pisze dalej Maziarski.

I nie widzi, że sam wyżej krytykował sekciarską perspektywę, której wadą jest to, że w niej „różnice nawet pomiędzy skrajnie przeciwstawnymi obozami ideowymi jawią się jako nieistotne niuanse – dla sekty liczy się tylko to, że wszyscy oponenci nie podzielają jej doktryny i nie chcą się do niej przyłączyć”.

Zandberg: Zjednoczona opozycja? Partia Razem nie zrobi tej uprzejmości Kaczyńskiemu [Wywiad]

Adrian Zandberg tłumaczy strategię Partii Razem.Adrian Zandberg tłumaczy strategię Partii Razem. Karolina Skrzyniarz

O faktach wygodnych i niewygodnych

„Głoszący zgodnym chórem takie tezy propagandyści PiS i neosocjalistycznej lewicy przechodzą do porządku dziennego nad niewygodnymi faktami” – pisze dalej Maziarski i wymienia fakty o III Rzeczypospolitej: wzrost średniej długości życia o sześć lat, czterokrotny wzrost PKB i dziesięciokrotny eksportu oraz dwukrotny - liczby absolwentów na rynku pracy.

I znów sam sobie Maziarski wymierzył ten policzek, bo również on i jemu podobni entuzjaści neoliberalnej transformacji ustrojowej mają swoje za uszami i z uporem godnym lepszej sprawy nie widzą żadnego związku między brutalnością nadwiślańskiego kapitalizmu a tym, że demokratyczna i europejska Polska po ćwierćwieczu zwyczajnie dogorywa.

To niesamowite, że po 28 latach nikt nie zastanawia się, jak to się stało, że III RP jest tak słaba, że przejął ją facet wrzeszczący z sejmowej mównicy (!) „bez żadnego trybu” (!) o „mordach zdradzieckich” i „kanaliach” (!), którego partia łamie konstytucję (!), który Ministerstwo Obrony Narodowej (!) oddał ludziom o niejasnych powiązaniach z Moskwą Putina (!), któremu uchodzi płazem wyciąganie Polski z Unii Europejskiej (!) i wycinanie Puszczy Białowieskiej (!).

Maziarski również przemilczał niewygodne fakty, które stoją za tym, że PiS zdobyło władzę. Polska jest pogrążona w głębokim kryzysie działania instytucji państwa. Polityka prywatyzacji wszystkiego i cięcia kosztów państwa za wszelką cenę doprowadziła m.in. do tego, że brak w Polsce publicznej służby zdrowia (Polska jest na 36. z 44 miejsc pod względem wydatków na ochronę zdrowia jako odsetka tego cudownie rosnącego PKB wg raportu OECD z 2015 roku), a większość usług publicznych to kpina i plucie w twarz słabszym. Brakuje miejsc w żłobkach i przedszkolach, transport publiczny poza dużymi ośrodkami zanika, egzekucja alimentów to skandal absolutny (ich ściągalność to 19,5 proc., a długi – 10 mld zł), prawo pracy jest warte mniej niż papier, na którym się je drukuje, ustawa antyaborcyjna, choć jest skrajnie brutalna, to i jej niewielu wyjątków państwo nie umie wymóc na katolickich fundamentalistach, eksmisje lokatorów i „czyszczenie” kamienic są na porządku dziennym.

74. ludobójstwo. Minęły trzy lata od rzezi jezydów w Sindżarze

Syrena i volkswagen

Można tak wyliczać w nieskończoność: emigracja, reprywatyzacja w Warszawie, pożyczki „chwilówki”, śmieciowe zatrudnienie, spready walutowe oraz „zmienić pracę i wziąć kredyt” jako motto na półtonowym czekoladowym orle.

„Miejmy nadzieję, że PiS wznowi także produkcję wytwornych automobili marki Syrena. To dopiero będzie prawdziwie socjalistyczna alternatywa, gdy wreszcie wszyscy będziemy mogli się do nich przesiąść z neoliberalnych opli i volkswagenów” – puentuje Maziarski.

I to jest właśnie sedno problemu: Maziarski nie widzi, że PiS nie mogłoby uruchomić peerelowskich sentymentów i narodowosocjalistycznych demonów, gdyby alternatywą dla symbolizujących polski kapitalizm dwudziestoletnich samochodów z Niemiec (przyczyniających się m.in. do fatalnej jakości powietrza w miastach) był powszechnie dostępny ekologiczny transport publiczny z prawdziwego zdarzenia - a nie pendolina i płatne autostrady dla ekonomicznie uprzywilejowanych, na które większości po prostu nie stać.

I jedynym rzecznikiem takiego podejścia - które pozwala opuścić łączącą PiS i PO, (trującą, korkującą i uniemożliwiającą poruszanie się po miastach) neoliberalną fascynację indywidualną własnością, w której każdy ma swój samochód, którym codziennie dojeżdża do pracy i pod tą pracą go parkuje - jest dziś właśnie młoda lewica.

Ale tego Wojciech Maziarski, niestety, nie może dostrzec - z powodów, które sam doskonale opisał.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.