Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Roman Żuchowicz – dziennikarz, doktorant na Wydziale Historycznym UW. Od czterech lat zajmuje się jezydami, przygotowuje na ich temat książkę. Prowadzi blog popularnonaukowo-podróżniczy Piroman.org.

Trzy lata temu, kiedy do mediów trafiły informacje o tym, co się dzieje na północy Iraku, dziennikarze w pośpiechu przyswajali sobie informacje, kim są jezydzi. Próbując wytłumaczyć opinii publicznej, dlaczego ta mniejszość - rzekomi „czciciele diabła” - stała się celem ataku ISIS, koncentrowali się na różnicach religijnych.

Pytanie, skąd się wzięły wierzenia jezydów, fascynuje orientalistów od prawie 200 lat. Nasza wiedza o historii tej religii pełna jest białych plam. Sufizm, ezoteryczny nurt islamu, z którego wywodzi się jezydyzm, był zawsze otwarty na inspiracje z różnych źródeł, więc dziś naukowcy dość bezradnie doszukują się w wierzeniach jezydów wpływów m.in. manicheizmu, gnozy, religii perskich, mezopotamskich, mitraizmu, filozofii starożytnej i rozlicznych chrześcijańskich sekt.

Paradoksem jest, że znienawidzony przez radykalnych islamistów jezydyzm założył muzułmanin, którego prawomyślności nikt nie podważał - Szech Adi ben Musafir (ok. 1070-1162), suficki mistyk, który osiadł w dolinie Lalish na północy dzisiejszego Iraku. Nowa religia wyłoniła się w ciągu dwóch pokoleń spośród jego uczniów i nienawróconej wcześniej na islam lokalnej ludności.

Niesiołowski: Wiem, że kusi, żeby zobaczyć, jak ci tchórze skaczą z okien. Ale to byłby błąd. Dyktatury upadają bez użycia siły

Stefan Niesiołowski na tle (niedoszłej) eksplozji Muzeum Lenina w Poroninie.Stefan Niesiołowski na tle (niedoszłej) eksplozji Muzeum Lenina w Poroninie. ilustracja Karoliny Skrzyniarz

„Czciciele szatana” z pustkowi Sindżaru

Jezydzi są społecznością podzieloną na trzy kasty - dwie duchowne (Szechów i Pirów) oraz jedną świecką - Mridów. Małżeństwa dozwolone są wyłącznie w obrębie kasty, a Jezyda nie może poślubić również nikogo spoza swojej religii. Na jezydyzm nie można się też nawrócić.

Obiektem wiary jest Bóg i siedmiu aniołów, spośród których najważniejszym jest Król Paw (Malak Tawus) - anioł, który jako jedyny z podpuszczonych przez Boga odmówił pokłonienia się przed Adamem, powołując się na wyższe prawo nakazujące okazywanie czci wyłącznie Bogu. Postać Króla Pawia leży u podstaw łączenia jezydów z szatanem, choć patrząc na rzecz od strony religioznawczej, Malak Tawus nie ma żadnych cech demonicznych.

Niektórzy z jezydzkich duchownych twierdzą jednak, że w ich wierzeniach nie ma diabła, bo bluźnierstwem jest myśl o istnieniu jakiejś siły opozycyjnej wobec Boga. Ich zdaniem zło jest po prostu brakiem dobra.

Nie można tego ostatecznie zweryfikować, bo choć wydaje się, że jezydzi dawniej mieli własne święte księgi, to zaginęły one wraz z kolejnymi prześladowaniami. Od tego czasu wierzenia funkcjonują w przekazie ustnym, wobec czego współcześnie w każdej wiosce można usłyszeć trochę co innego, a dla jezydów istotniejsze od szczegółów wiary jest zachowywanie tradycyjnych tabu - od ubioru po kuchnię; w XXI wieku zakazy jedzenia sałaty oraz wieprzowiny i noszenia koloru niebieskiego powoli jednak zanikają.

Pod koniec XX wieku powstała myśl o narodowej odrębności jezydów, ale większość jezydów uważa się współcześnie za Kurdów. Prawdopodobnie na świecie żyje ich około miliona, ale trudno podać dokładne liczby - poza Iracką Autonomią Kurdystanu jezydzi tradycyjnie zamieszkiwali tereny dzisiejszej Turcji oraz Syrii i do dziś istnieją tam ich drobne skupiska. Po rzezi Ormian w latach 1915-17 tysiące jezydów osiedliło się w Gruzji i Armenii, a współcześnie spore mniejszości jezydzkie żyją w Niemczech i Rosji. W Polsce żyje raptem dwóch jezydów. 

Kochany Panie Jarosławie, Droga Pani Beato. Ostatnio mieliście dużo burzliwej pracy po nocach. Mam nadzieję, że teraz już odpoczywacie...

Jądro ciemności

„Sindżar” brzmi obco - na słuch mieszkańca Zachodu mógłby równie dobrze leżeć się w Pendżabie, Kotlinie Turfańskiej albo na Półwyspie Malajskim.

To jedno z tych miejsc, w których geografia traci miano nauki ścisłej. Sindżar to miasto na północy Iraku (przed ostatnią wojną liczyło blisko 90 tys. mieszkańców), sąsiadujący z miastem masyw górski ciągnący się na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów i przecinający płaskie pustkowia od miasta Tall Afar aż po granicę syryjską oraz nazwa dystryktu w gubernatorstwie Niniwy, którego granice w XX wieku zmieniano tak często, że urzędowe granice nijak nie pokrywają się z tymi, które wytyczone są w głowach okolicznych mieszkańców.

Należący do Iraku Sindżar, przylegając do granic Turcji i Syrii, ma ogromne znaczenie strategiczne. Z tego powodu jest obszarem spornym pomiędzy władzami w Bagdadzie a Iracką Autonomią Kurdystanu.

Niejasny status tego obszaru komplikuje dodatkowo mozaika etniczna i religijna. Sindżar wraz z sąsiednią równiną Niniwy przez stulecia był schronieniem dla różnych mniejszości - zamieszkiwali go jezydzi, chrześcijanie, szyici, jarsaniści i inne, jeszcze mniej znane grupy religijne.

Saddam Husajn próbował to zmienić polityką arabizacji - aby jezydzi nie wspierali kurdyjskich powstańców, burzono ich górskie wioski i zmuszano ich do zamieszkania w łatwiejszych do spacyfikowania, nowych osadach na nizinie. Sunnicka ludność, którą osiedlano w wioskach, skąd wysiedlano jezydów, od początku pozostawała w cichym konflikcie z rdzennymi mieszkańcami.

Sprawy skomplikowały następnie dwie wojny w Zatoce. Po pierwszej Husajn pozwolił na pewne ustępstwa wobec jezydów - m.in. zwolniono ich z obowiązkowej służby wojskowej, dzięki czemu tradycyjnie biedni pasterze zaczęli się kształcić i bogacić. Druga wojna nie rozstrzygnęła o statusie tych ziem, ale po obaleniu Husajna Sindżar stał się polem rywalizacji pomiędzy Bagdadem a władzami kurdyjskiej Autonomii ze stolicą w Irbilu.

Sunnici zauważyli również entuzjazm jezydów dla amerykańskiego wojska. Siły okupacyjne witały powiewające amerykańskie flagi, a Amerykanie, działając w myśl starożytnej reguły „dziel i rządź”, ochoczo z tego entuzjazmu korzystali. Między innymi, nie ufając muzułmanom, jako tłumaczy zatrudniali najchętniej członków mniejszości religijnych - przede wszystkim chrześcijan oraz właśnie jezydów.

Narastające napięcie między jezydami a ludnością arabską znalazło ujście w 2007 roku.

"Wizard of the Crow". Powieść o strukturze dyktatury

Okładka pierwszego anglojęzycznego wydania książki 'Wizard of the Crow'Okładka pierwszego anglojęzycznego wydania książki 'Wizard of the Crow' wyd. Harvill Secker

 Śmierć Du’i Khalil Aswad

W Iraku zabójstwa honorowe pozostają smutną codziennością - zwykle dokonywane są po cichu, a rodziny na różne sposoby fingują samobójstwo „zhańbionej” kobiety.

Śmierć 17-letniej Du’i Khalil Aswad była inna. W kwietniu 2007 roku w Internecie pojawiło się nagranie z linczu - tłum ukamienował dziewczynę w biały dzień na ulicach Bashiqa, jezydzkiego miasteczka na przedmieściach Mosulu. Szybko rozeszła się plotka, że zabito ją za spotykanie się z muzułmaninem i potajemne przejście na islam.

Śmierć wyzwoliła spiralę agresji. W Mosulu islamscy radykałowie rozpoczęli polowanie na jezydów. Kilka tysięcy ludzi zostało zmuszonych do porzucenia studiów i pracy.

W sierpniu 2007 roku cysterna i trzy samochody wyładowane materiałami wybuchowymi wjechały do wiosek Al-Kahtanija i Siba. Był to drugi największy zamach terrorystyczny w XXI wieku - po World Trade Center.

Od jednego z krewnych Du’i usłyszałem, że do radykalnego rozwiązania rodzinnego dramatu przyczynili się lokalni działacze kurdyjscy, którzy mieli liczyć, że zbrodnia uczyni jezydów celem religijnych ekstremistów, więc dla własnego bezpieczeństwa będą musieli popierać kurdyjskie roszczenia do Sindżaru i równiny Niniwy. Trudno zweryfikować tą informację, ale faktem jest, że od 2007 roku jezydzi mieli do wyboru Kurdów albo śmierć.

Do ludobójstwa doszło w 2014 roku, gdy po stronie ISIS masowo opowiedzieli się zamieszkujący rejon Sindżaru sunnici. Nie wszyscy popierali ich metody. Wiadomo m.in., że liderzy lokalnych społeczności arabskich próbowali powstrzymać zagładę oblężonej przez ISIS jezydzkiej wioski Tell Kocho.

Prawdą jest jednak również, że sąsiedzi sięgali po broń, by zabijać sąsiadów. Starali się przy tym zachować anonimowość - zakładali zwierzęce maski, peruki, sztuczne brody. Znając dobrze okolicę, pomagali wyłapywać uciekających cywilów. Potem brali udział w grabieży pozostałego po jezydach dobytku i handlu wziętymi do niewoli kobietami.

Media skupiały się na najeźdźcach, wkraczających do Sindżaru pod czarnymi flagami. Skomplikowane przyczyny ludobójstwa przykryła maska religijnego fanatyzmu.

Partia Razem to najpoważniejsza w naszym pokoleniu próba stworzenia partii lewicowej. Zasługuje na poważne traktowanie

Władze w Irbilu zawiodły jezydów

Tragiczny sierpień 2014 przyczynił się do rozdarcia pomiędzy jezydami a władzami Autonomii Kurdyjskiej. Jezydzi poczuli się zdradzeni, a popularna teoria spiskowa głosi, że prezydent Barzani porozumiał się z ISIS i umożliwił islamskim fanatykom wkroczenie do Sindżaru.

Za taką decyzją miała stać prosta kalkulacja polityczna - gdy ISIS dokona zbrodni na jezydach, Zachód będzie musiał wesprzeć Kurdów. Ta teoria nie jest zupełnie absurdalna.

Pokazuje to przebieg wydarzeń: choć w sierpniu 2014 roku Kurdowie nie mieli możliwości utrzymania Sindżaru, to do samego końca żołnierze zapewniali okoliczną ludność, że nic im nie grozi. Niektórzy z moich rozmówców wspominali również, że kurdyjskie wojsko utrudniało jezydom ucieczkę z zagrożonego rejonu.

O świcie 3 sierpnia, gdy ISIS rozpoczęło ofensywę na Sindżar, peszmergowie (tradycyjna nazwa kurdyjskich żołnierzy) wycofali się bez walki i nie zrobili nic, by ewakuować lub chronić bezbronną ludność.

Stąd powszechna, choć maskowana niechęć do rządzącej kurdyjską autonomią Demokratycznej Partii Kurdystanu (KDP), która rządzi Autonomią. Wielu moich rozmówców należało do KDP, nosiło partyjne przypinki i breloczki, ale po cichu opowiadało się za Partią Pracujących Kurdystanu (PKK). PKK, operując ze zbuntowanej przeciwko Asadowi syryjskiej części Kurdystanu zdołało zapewnić drogę ewakuacyjną tysiącom uciekających jezydów. Potem bojownicy tej partii brali czynny udział w walkach z ISIS o wyzwolenie regionu.

Tak Sindżar stał się polem rywalizacji pomiędzy kurdyjskimi partiami. Dla syryjskich Kurdów w dobie trwającej od lat wojny domowej Sindżar stał się jedynym oknem na świat. Dlatego wraz z PKK proponowali stworzenie na terenie Sindżaru i równiny Niniwy autonomicznego kantonu, którym zarządzaliby przedstawiciele mniejszości religijnych.

Tego rodzaju pomysły nie podobają się ani w Irbilu, ani Bagdadzie, które starają się po swojemu rozgrywać jezydów, wspierając różne milicje uformowane do walki z ISIS.

Wielka polityka i maleńki naród

Na losy Sindżaru próbują wywierać wpływ lokalne potęgi, Turcja i Iran. Swoje interesy w tym regionie mają oczywiście także Amerykanie i Rosja. Czyni to jezydów zakładnikami w rozgrywce silniejszych graczy, z których każdy ma odmienny pomysł na przyszłość Sindżaru.

Choć w skali regionu Iracki Kurdystan może uchodzić za oazę tolerancji, jest krajem dalekim od demokratycznych standardów. Administracja, wojsko i służby bezpieczeństwa są upartyjnione. Terror polityczny nie należy do rzadkości, a coraz bardziej nerwowo zachowuje się dominująca na obszarach zamieszkiwanych przez jezydów KDP, która po walkach z ISIS uzyskała kontrolę nad znacznymi obszarami Sindżaru i stara się za pomocą represji podtrzymać swoją dominację.

Przykłady można mnożyć: w styczniu tego roku, z powodu krytycznych wobec władz w Irbilu wypowiedzi działaczy, zakazano działalności jezydzkiej organizacji humanitarnej Yazda. W marcu peszmergowie otworzyli ogień do protestujących w mieście Khanasor przy granicy syryjskiej. Zginęła jezydzka działaczka, a kilkanaście osób zostało rannych.

"Śmierdź wrogom ojczyzny!". Noce z demokracją są jeszcze piękniejsze niż dni

Blokada pod SejmemBlokada pod Sejmem Adam Banaszek

Naciski Turcji spowodowały wprawdzie ograniczenie działań PKK i Kurdów z Rożawy w Sindżarze, ale do gry włączył się Bagdad, któremu ofensywa na Mosul dała bezpośredni dostęp do regionu.

Na wiosnę wspierana przez Bagdad, zdominowana przez szyitów milicja Hashd al-Sha’bi rozpoczęła odbijanie jezydzkich wiosek na południe od miasta Sindżar, podczas gdy oddziały związane z Irbilem wstrzymywały ofensywę w tym kierunku. To była zła decyzja, bo działania Bagdadu zostały entuzjastycznie przyjęte przez jezydów, którzy dezerterowali z milicji związanych z władzami w Irbilu do działających przy Hashd jezydzkich batalionów.

Pierwszego czerwca do właśnie wyzwolonego Tell Kucho przyjechała Nadia Murad - rozpoznawana na całym świecie jezydzka działaczka społeczna, która po wyzwoleniu z niewoli ISIS jeździła po świecie, opowiadając o tragedii jezydzkich kobiet. Za swoją działalność została uhonorowana m.in. Nagrodą Sacharowa i Nagrodą Vaclava Havla. W rodzinnym Tell Kucho Murad wygłosiła płomienną przemowę, w której między innymi podziękowała Hashd al-Sha’bi.

Pogrom numer 74

Sami jezydzi nie wierzą, że w Iraku czeka ich cokolwiek dobrego. Wśród uchodźców z Sindżaru często słyszałem głosy, że nie powrócą do swoich domów, o ile bezpieczeństwa w rejonie nie będą strzegły międzynarodowe siły pokojowe.

Kto ma taką możliwość, wyjeżdża, choć tendencjom tym stara się przeciwdziałać Baba Szech, „papież” jezydów, który w ostatnich tygodniach powołał prowizoryczny jezydzki „rząd”, aby zatrzymać falę emigracji i zachęcić jezydów do powrotu z diaspory.

To odważny plan w świetle coraz bardziej nerwowych działań ze strony rządzącej KDP. W Kurdystanie zbliżają się wybory parlamentarne, prezydenckie i wielokrotnie zapowiadane referendum niepodległościowe, więc napięcie będzie rosnąć.

Dlatego pamiętajmy jezydach nie tylko podczas rocznic rzezi z 2014 roku - 74. pogromu na tej społeczności na przestrzeni wieków.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.