Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W dalekim kraju, nie tak dawno temu, żył młody i silny Kalid z ojcem, żoną i trojgiem dzieci. Od dziesięciu lat pracował w dziale zaopatrzenia i organizacji w firmie budowlanej, która stawiała wysokie wieżowce. Jego ojciec uprawiał ziemię.

Niestety w tym dalekim kraju - nazwijmy go Syroi - zaczęła się wojna. Nie była jednak to wojna z obcym najeźdźcą, tylko wojna grup żądnych władzy. Ani Kalid, ani inni obywatele nie mogli walczyć o kraj tak, jak niegdyś dzielni Polacy bronili swej ojczyzny - bo w Syroi obie strony uważały, że kraj jest ich i należy go bronić innymi obywatelami tego kraju. Obywatele byli werbowani przez obie grupy lub zabijani, jeśli pojawiło się najmniejsze podejrzenie o współpracę z drugą stroną. Zabijano z byle powodu - nawet dlatego, że czyjś ojciec pracował w ministerstwie.

Jedyne, co mogli zrobić obywatele, to uciec. Tak zrobił Kalid - ludziom z rządu sprzedał swój dom. Za niewielką część jego wartości, bo w kraju objętym wojną nie było popytu na nieruchomości.

Za otrzymane pieniądze kupił od Załatwiacza pięć paszportów Sąsiedniego Kraju dla swojej rodziny, każdy po 5 tysięcy dolarów.

Paszporty dla rodziny były prawdziwe, tylko pozyskane nielegalnie. Aby uzyskać paszport Sąsiedniego Kraju zgodnie z prawem, trzeba było mieć na koncie ogromną ilość pieniędzy - taką, która pozwoliłaby rodzinie żyć swobodnie przez dwa lata. Kalid nie miał tylu pieniędzy - sobie kupił fałszywy paszport za 1,2 tys. dolarów i zostało im 1 tys. dolarów na życie.

W Sąsiednim Kraju żyli szczęśliwie przez osiem miesięcy, a Kalid pracował jako kierowca autobusu. Niestety, pewnego dnia został przyłapany z fałszywym paszportem i kazano mu wracać do Syroi.

Wolisz działać, niż lajkować - pomóż Alinie Czyżewskiej pomagać. Zbiórkę prowadzi w serwisie zrzutka.pl

Porwani przez Mężczyzn w Czerni

Szczęściem w nieszczęściu było to, że Kalidowi nie udało mu się przed wyjazdem z Syroi sprzedać jednej cennej rzeczy - traktora. Gdy mieszkał w Sąsiednim Kraju, przyjaciel Kalida znalazł kupca, więc gdy go deportowano, dokonał transakcji - 6 tysięcy dolarów pozwalało Kalidowi kupić u Załatwiacza prawdziwy paszport i wrócić do rodziny.

Kalid położył się spać w domu przyjaciela. Niestety w środku nocy wtargnęli do niego Mężczyźni w Czerni. Mieli czarne kominiarki, więc nie można było rozpoznać ich twarzy. Kalidowi i jego przyjacielowi skuto kajdankami na plecach ręce, zawiązano oczy i wrzucono do ciężarówki. Nie tylko ich - po niedługim czasie w aucie było 37 mężczyzn - najmłodsi mieli zaledwie 15 lat. Nikt nie wiedział, kim są Mężczyźni w Czerni, dlaczego ich złapano ani gdzie są wiezieni.

Po całym dniu bez jedzenia i picia wypuszczono ich z ciężarówki na jakiejś farmie i posadzono na ziemi. Zaczęło się przesłuchanie. Każdego po kolei.

- Lubisz rząd? - pytali.
- Wiemy, że lubisz króla Baszara! - oskarżali.
- Wiemy, że pracujesz dla rządu! - krzyczeli.

Słuchając przesłuchań, Kalid zrozumiał, że Mężczyźni w Czerni kiedyś sami pracowali dla rządu, a teraz są członkami tej szajki, która chce rząd obalić.

Czasem słyszał strzał, a po nim krzyk i jęk. To znaczyło, że ofiara nie została uznana za bardzo niebezpieczną, bo innym razem słychać było tylko strzał, a potem zapadała absolutna cisza.

Zanim opowiem wam, co było dalej, musicie poznać prawdę o przeszłości Kalida. On nie urodził się w Syroi. Jego rodzina pochodziła z kraju zwanego Ziemią Obiecaną. Jednak władze Starego Państwa uważały, że Ziemia Obiecana też należy do nich, więc odebrały ziemię rodzinie Kalida i wypędziły ją z kraju.

Tak znalazła się w Syroi. Tam zaopiekowała się nią pomagająca uciekinierom Organizacja z Zachodu. Kalid był słodkim dzieciakiem, więc ludzie z OZ bardzo go lubili. Szybko nauczył się ich języka, a że w Syroi niewiele osób mówiło po angielsku, to maluch stał się nieformalnym tłumaczem OZ i miejscowych.

Niesiołowski: "W Polsce PiS jest dużo elementów z 1968 roku. Uchodźcy pełnią funkcję Żydów, których wtedy w Polsce w gruncie rzeczy nie było [WYWIAD]

Stefan Niesiołowski na tle (niedoszłej) eksplozji Muzeum Lenina w Poroninie.Stefan Niesiołowski na tle (niedoszłej) eksplozji Muzeum Lenina w Poroninie. ilustracja Karoliny Skrzyniarz

Przyszła kolej na niego

- Ja go znam. On jest szpiegiem - usłyszał i poczuł lufę przyłożoną do tyłu swojej głowy. - Nie było cię prawie rok, teraz wróciłeś. Jesteś szpiegiem sąsiedniego kraju czy rządu? Wiemy, że pieniądze na paszporty miałeś ze szpiegostwa!

Mężczyzna bił go czymś po głowie i krzyczał: “Palestinian dog! Palestinian dog!".

- Jesteś pewien, że mamy go zabić? On mówi po angielsku - zapytał mężczyzna stojący przed nim.

- Tak - odpowiedział mężczyzna stojący za nim i Kalid usłyszał szczęk metalu.

"Jak to będzie? - przemknęło mu przez myśl - czy usłyszę strzał, czy śmierć nadejdzie przed dźwiękiem? To była chwila, w której przed oczami przemknęło mu całe jego życie. Od dzieciństwa po czekającą na niego w sąsiednim kraju żonę i dzieci.

- Nie, czekaj - powiedział ten z przodu. - On nam się przyda. Za dwa dni mają przybyć nasi przyjaciele, wśród nich są patroni z Zachodu, a oni mówią po angielsku. Ten tutaj może być naszym tłumaczem.

Zapadła cisza.

- Idź do domu. Weź potrzebne rzeczy i wróć tu za dwa dni - powiedział ten za nim.

- Dobrze. Tylko proszę, zdejmijcie mi kajdanki - odpowiedział Kalid.

- Wstań i idź! - krzyknął mu Mężczyzna w Czerni, więc Kalid wstał i szedł. Powoli, krok za krokiem, z opaską na oczach i kajdankami na rękach. Cały czas bał się, że to tylko ich okrutna zabawa i zaraz go zastrzelą. Głosy były jednak coraz odleglejsze. 

W końcu Kalid pod nogami poczuł asfalt i usłyszał samochód. Kierowca przeganiał go z drogi, ale Kalid stał przed maską. - Nie zejdę z ulicy, póki nie zdejmiesz mi opaski z oczu! Możesz mnie rozjechać, ale nie zejdę, póki mi nie pomożesz. Chcę tylko, żebyś mi zdjął opaskę z oczu! - krzyczał.

Kierowca zrobił to, o co prosił Kalid, i wystraszony pognał dalej. Kalid szedł tak długo, aż zobaczył jakiś dom, a wtedy usiadł pod jego ścianą i zasnął.

- Pomóż mi zdjąć kajdanki - poprosił Kalid, a dobry człowiek nie tylko go nie przepędził i przeciął łańcuch kajdanek, ale również dał mu pić i pozwolił skorzystać z telefonu. Kalid zadzwonił do swojego bratanka, który pracował dla rządu.

- Nie możesz jechać do rodziny. Oni wiedzą, że będziesz chciał się tam dostać, i cię złapią. Czekaj tam, przyślę kogoś po ciebie - powiedział ten Kalidowi.

Byłam w Partii Razem. Inna polityka jednak nie jest możliwa

Bratanek przyjechał z panem Szmuglerem

“Musisz uciekać. Jedź do Osmanii, a stamtąd do Lepszego Świata” - powiedział mu jego krewny. Rozmawiali na ulicy w pośpiechu.

Szczęśliwie Kalidowi udało się zachować pieniądze ze sprzedaży traktora - gdy pod domem jego przyjaciela pojawili się Mężczyźni w Czerni, włożył do kieszeni 200 dolarów, a resztę pieniędzy schował w majtkach. Porywacze zabrali 200 dolarów, jego dokumenty i telefon. Myśleli, że to cały łup - Kalid mógł więc teraz kupić nowy telefon i opłacić nadchodzącą podróż.

Szmugler kazał Kalidowi wejść do bagażnika. Przykrył go kocem i poinstruował, żeby odzywał się tylko wtedy, jak go zawoła. Jechali bardzo szybko, ale pan Szmugler często stawał, by z kimś porozmawiać. Wyglądało na to, że wszyscy go znali, i Kalid pomyślał, że pewnie to policjanci, którym Szmugler daje łapówki z 4,5 tysiąca dolarów, które Kalid zapłacił za przemycenie go do Lepszego Świata.

Po czterech godzinach dojechali do granicy i stamtąd szli pieszo przez jakąś godzinę. Spotkali drugiego Szmuglera, który wiózł go samochodem przez sześć godzin. Dotarli do miasta zwanego Bizancjum. Tej nocy Kalid spał w wygodnym, hotelowym łóżku. Następnego dnia wsiadł do autobusu jadącego do portu Izmir.

W Izmirze czekał na znak od Szmuglerów. Dwudziestego dnia zadzwonił telefon. - Dziś płyniecie! Wyjazd wieczorem! - usłyszał w słuchawce.

Przyjechała furgonetka przewidziana na 20 pasażerów, w której było 45 osób. Samochód pędził tak, że dzieci płakały i krzyczały ze strachu. Dojechali do Ayvalik, gdzie przy brzegu stał ponton z małym silnikiem.

Napompowali ponton i odbili od brzegu. O siódmej rano, to późno. Mimo iż korzystali z nawigacji w telefonach, w drodze stracili kierunek. Dopiero po godzinie i 45 minutach - Kalid liczył czas dokładnie, śledząc trasę na ekranie swojej nokii - przekroczyli morską granicę z Helladą.

Wtedy w ich stronę wyruszył statek. Przestraszyli się, że są ścigani, ale gdy statek się zbliżył, zobaczyli biało-niebieską banderę. Odetchnęli z ulgą.

Ludzie ze statku pomogli im przejść z pontonu na pokład. Bezpiecznie przybili do brzegu Lepszego Świata. Tam czekał na nich autobus, który zawiózł ich do najgorszego miejsca, jakie Kalid widział w swoim życiu - do miejsca utworzonego i finansowanego przez Unię Dobrych i Humanitarnych Państw Szanujących Prawa Człowieka. Do obozu Moria.

Tu kończy się ta baśń, a zaczyna Procedura Tysiąca i Jednej Nocy, o której opowiem Wam w jednym z kolejnych listów.

Śpijcie dobrze,

Wasza

Alina Czyżewska

(1980) - aktorka Teatru Miejskiego w Gliwicach. Członkini Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska i ruchu miejskiego Ludzie dla Miasta. Pochodzi z Gorzowa Wielkopolskiego. W "Osiem Dziewięć" pisze "Listy z wakacji do Jarosława Kaczyńskiego i Beaty Szydło".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.