Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mateusz Mazzini - socjolog pamięci, doktorant na University College London i w Polskiej Akademii Nauk. Absolwent Uniwersytetu Oksfordzkiego, współpracownik m.in. tygodnika "Przegląd", magazynów "Foreign Affairs" i "Foreign Policy".

Być może demonstracje ostatniego tygodnia były rzeczywiście najlepiej zorganizowanymi protestami od czasu, gdy PIS zaczął demontaż polskiej demokracji.

Być może rzeczywiście presja tłumów na ulicach spowodowała chociaż moment refleksji w wąskiej grupie członków obozu rządzącego.

Być może naprawdę szalę połowicznego zwycięstwa na korzyść demokracji przechylili młodzi, którzy wreszcie wyszli na ulice pomimo antypatii do KOD-u, niechęci do partii opozycyjnych i nagminnego łamania przez tych ostatnich zasady „no logo”.

Być może.

Nie ma miejsca na fałszywy ruch

Niemniej jednak nie powstrzymamy Jarosława Kaczyńskiego w jego krucjacie stworzenia własnej Polski, jeżeli nie pociągniemy tego frontu. A przede wszystkim, jeżeli nie będziemy na tym froncie walczyć wszyscy razem.

Raz po raz przez media i internet przetaczają się dzisiaj komentarze, że nareszcie młodzi wyłączyli Netflixa, wstali od kawy na placu Zbawiciela i zrobili coś pożytecznego dla kraju - ta klasa próżniacza, roszczeniowe pokolenie milenialsów, magistrzy bez celu, zawodu i pracy wreszcie się na coś przydali.

Choć daleki jestem od jakichkolwiek ogólników generacyjnych i nie zgadzam się z twierdzeniem, że młodzi do tej pory byli zupełnie bierni, to również cieszę się niezmiernie, że tylu moich rówieśników i młodszych znajomych otwarcie sprzeciwiło się dyktatorskim zapędom prezesa PiS.

Jednak wiem też doskonale, że jeden fałszywy ruch ze strony PO, KOD, Nowoczesnej czy Razem, i te młode masy wrócą do domu.

#NieKokietujWszystkoWetuj! Ogólnopolski Strajk Kobiet stawia ultimatum Andrzejowi Dudzie

Ultimatum Ogólnopolskiego Strajku KobietUltimatum Ogólnopolskiego Strajku Kobiet Tekst: Elżbieta Podleśna. Grafika: Ola Jasionowska.

Żadnych kłamstw

Nie uda się wygrać wojny o demokrację bez młodych Polaków - co do tego nie ma wątpliwości. Ale opozycja, jeśli chce ich zatrzymać na ulicach, a potem zdobyć ich głosy w - daj Boże - uczciwych wyborach, musi zrozumieć, dlaczego młodzi tym razem wyszli na ulice tak tłumnie i o co w ich proteście chodziło.

Nie uda się zatrzymać ich na ulicach, jeśli przeterminowani politycy opozycji będą zaczynać swoje mowy pod Sejmem od słów „nasuwa mi się refleksja z 1976 r.”. Nie uda się ich zatrzymać, jeśli partyjne zastępy w wyprasowanych garniturach będą chodzić po Krakowskim Przedmieściu i kłamać, że to oni organizują te demonstracje.

Nie uda się wygrać ich zaufania, jeśli będą zmuszani do bycia grupą rekonstrukcyjną Solidarności Sierpień 80’. Przede wszystkim jednak nie przekona się ich do zjednoczonego frontu prodemokratycznego, jeśli nie zobaczymy polityków opozycji chcących nowej Polski - i to nie Polski A.D. 1989, nie Polski A.D. 2005 ani 2014.

Polska 2017

Dziś jesteśmy ogarnięci chwilową euforią, ale nie wolno nam zapomnieć, że jeszcze dwa tygodnie temu młodzi wybierali dobrowolną wewnętrzną emigrację od posttransformacyjnej sceny politycznej.

Większość z nich nie chodziła na KOD nie tylko dlatego, że KOD jest przaśny i nie odpowiada ich estetyce. Nie chodziła na te marsze głównie dlatego, że KOD nie proponował żadnej zmiany.

Kwintesencją tej chęci powrotu do status quo była jedna z demonstracji, podczas której ze sceny Komitetu padło hasło: „chcemy, żeby było, tak jak było”. To jest właśnie ten moment, w którym oczekiwania młodych i zawodowej opozycji rozjeżdżają się zupełnie.

Młodzi Polacy dali przez ostatnie dni dowód na to, że są w stanie wiele czasu i energii poświęcić obronie demokracji w Polsce. Nagle demonstracje stały się modne - wychodzenie „na spacer” w Polsce, w Londynie i w Berlinie, było stałym punktem wieczoru i lejtmotywem mediów społecznościowych.

Ta obrona demokracji nie oznacza obrony III RP i jej cech genetycznych, takich jak izolacja wywyższających się elit, łamanie praw pracowniczych, zamiatanie problemów rynku pracy pod dywan i naruszanie praw kobiet czy mniejszości seksualnych.

Młodzi Polacy wbrew popularnym opiniom wielu równie przeterminowanych ekspertów mają dość sprecyzowane poglądy na życie. I choć czasami nie wiedzą, czego chcą (kto to wie do końca!), wiedzą na pewno, czego nie chcą: nie chcą życia w kraju, w którym główne osie podziału, decyzje polityczne, konflikty, symbole i kłótnie są determinowane przez kilka historycznie nierozliczonych decyzji z czasów, gdy większości z nich nie było nawet na świecie.

Nie chcą status quo - chcą resetu, budowy od nowa. A wychodząc na ulice przez ostatnie dni pokazali, że są gotowi w tej budowie uczestniczyć i dać tej nowej Polsce od siebie wiele dobrego.

Jakie to dziwne uczucie: obronić demokrację

Szósty dzień protestu w obronie niezależności polskiego sądownictwa w Lublinie.Szósty dzień protestu w obronie niezależności polskiego sądownictwa w Lublinie. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Polityczna organizacja młodych

My, młodzi, też mamy długą drogę przed sobą. Musimy zrozumieć to samo, co nasi starsi partnerzy z barykady - że koniec z fochami. Nie można już się obrażać, że KOD jest zgniły, a Schetyna wystrzeliwuje z siebie debilizmy o uchodźcach.

KOD do tej pory był dla nas, młodych, wąsatym wujkiem na wigilii. Niby się go wstydzimy, zwłaszcza jak się napije i opowiada, jak spał na kartonie w stoczni, ale z drugiej strony ciągle oczekujemy od niego prezentów pod choinką.

Koniec z tym, czas dorosnąć. Protesty w obronie sądownictwa pokazały, że to już też jest nasza walka, a może przede wszystkim nasza - relikty przeszłości usuną się w cień jedynie wtedy, gdy będziemy wywierać na KOD taką samą konstruktywną presję, jaką wywarliśmy na prezydenta Dudę.

Protesty ostatnich dni wywołały prawdziwą zmianę, również w nas. Właśnie dlatego nie możemy teraz zostawać w domach. Czas dorosnąć - to też jest przecież nasz kraj.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.