Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To właśnie te dziesiątki tysięcy ludzi, którzy wyszli na ulice w ostatnich dniach, są największymi zwycięzcami w tej historii. Te wszystkie nastoletnie „mordeczki zdradzieckie”, „obrończynie komuny” z powstaniem warszawskim w biografii, studenci w Google’u sprawdzający, co to była „ubecja”. Rodzice z dziećmi, kobiety i mężczyźni, starzy i młodzi, geje i heterycy, zwolennicy twardego rozliczenia PiS i ci nawołujący, by nie straszyć więzieniem. Zwolennicy opozycji i ci, którzy przyszli tam dlatego, że chcą wziąć jeszcze udział w prawdziwych, wolnych wyborach.

W ciągu tygodnia zawłaszczone przez ksenofobiczną prawicę symbole narodowe przejął ruch demokratyczny. Czytano konstytucję, śpiewano hymn, machano flagami Polski i Unii Europejskiej. Było po prostu fajnie tam być i szybkie zwycięstwo tylko ten sukces podkreśli.

Demokratyczna, europejska Polska dowiedziała się, że może zwyciężać nad PiS tylko wtedy, gdy jest zróżnicowana i solidarna. Że nie musi się żreć na swoim podwórku, bo wygra wspólnie i mimo różnic. Demokraci się spotkali, policzyli, pokłócili i posłuchali nawzajem. 

Za jednym zamachem wygraliśmy wszyscy: partie, organizacje, firmy, pojedyncze osoby. Lewica i centrum, symetryści i piewcy III Rzeczypospolitej, krytycy Władysława Frasyniuka i entuzjaści jego żartów.

Najprawdziwsze okazało się to stare zdanie: „nie ma wolności bez solidarności”.

Wyjdź na ulicę, sparaliżuj miasto. Przygniatająca większość to jedyny sposób, żeby złamać Kaczyńskiego

Ostatnia chwila na demonstracjęOstatnia chwila na demonstrację Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

Andrzej Duda nam się udał 

Politycznie największym zwycięzcą jest Andrzej Duda, a największymi przegranymi – Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro. Prezydent od kilku miesięcy szukał sposobu na wybicie się na polityczną niepodległość. 

Czekał, czekał i się doczekał. Gdy Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro rzucili się do przodu bezmyślnie i na rympał, dali prezydentowi sto i jeden powodów, by zawetował te niekonstytucyjne, na kolanie pisane koszmarki - nie tylko Sejm przegłosował wewnętrznie sprzeczne prawo, ale jeszcze Senat przyjął je w innej treści.

PiS może i okazał się posłuszny woli prezesa, ale jednocześnie wyszły na wierzch wszystkie wady tej partii: potworna buta, niechlujność, brak szacunku dla prawa i pełnionych urzędów oraz niski poziom merytoryczny. 

Lepszej okazji Andrzej Duda nie mógł sobie wymarzyć. Jedną decyzją zatarł koszmarny dorobek dwóch pierwszych lat swojej prezydentury, wybił się na polityczną niezależność i przywrócił milionom nadzieję na to, że Polska przestanie się staczać w stronę Rosji.

Warto w tym miejscu wspomnieć jeszcze jedno: Lech Kaczyński byłby dziś bardzo dumny ze swojego byłego ministra.

Nie jesteśmy "kanaliami", panie prezesie Kaczyński. Nie pójdziemy "won", kiedy nam pan tak powie

20 lipca PiS podpaliło Sejm głosowaniem nad ustawą o Sądzie Najwyższym20 lipca PiS podpaliło Sejm głosowaniem nad ustawą o Sądzie Najwyższym Karolina Skrzyniarz

Wakacje za demokrację

Wakacje będą dla partii władzy złym czasem. Betonowy elektorat PiS zobaczył słabość Jarosława Kaczyńskiego, który mylił się w tej historii raz za razem. Chciał przepchnąć te ustawy podczas wakacji, kiedy ludzie siedzą na plaży i przy grillu – nie udało się! Był pewien, że przejęte media publiczne pozwolą mu narzucić Polsce swoją narrację – nie udało się! Uważał, że prezydent rzeczywiście siedzi na krzesełku pod jego gabinetem – pomylił się straszliwie.

Po drugiej stronie te wakacje będą świętem. Te dziesiątki tysięcy młodych ludzi, którzy w końcu wyszli na ulice nie w obronie resztek swoich praw, jak było podczas Strajku Kobiet, ale w obronie państwa, w którym chcą żyć, w te wakacje będą opowiadać sobie, co robili i kogo poznali w czasie tego gorącego, lipcowego tygodnia.

Brzmi to ckliwie, ale trudno: w te wakacje na plażach, w górach, nad jeziorami i przy ogniskach będzie się wznosić toasty za konstytucję, za demokrację, za trójpodział władzy.

Już nie będzie tak, jak było - ani przez poprzednie osiem lat, ani przez dwa ostatnie. Nic nie smakuje tak jak zwycięstwo i ci wszyscy ludzie, którzy właśnie ten smak poznali, będą niecierpliwie wyglądać w stronę Sejmu i Senatu, czy im Jarosław Kaczyński nie da następnej okazji, by to święto wolności powtórzyć.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.