Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mogę sobie wyobrazić, że jeśli Prawo i Sprawiedliwość za chwilę „wsłucha się w głos społeczeństwa” i projekt ustawy o Sądzie Najwyższym pośle do kosza, to mobilizację przeciwników szlag trafi. Opozycja wręcz gotowa ogłosić zwycięstwo, część demonstrantów pójdzie do domu szczęśliwa i dumna, że obronili Sąd Najwyższy i wolne wybory. A wraz z podpisem prezydenta w ręce PiS miękko wpada Krajowa Rada Sądownictwa.

Wilk będzie syty, owca cała – a opisany przez Wojciecha Czuchnowskiego plan wykorzystania wymiaru sprawiedliwości do polityki Prawa i Sprawiedliwości będzie działał i bez zmian w Sądzie Najwyższym.

Na poparcie tej tezy mam cztery argumenty.

Operacja ustawa o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa

Po pierwsze i najważniejsze, PiS od stycznia przygotowywało się do uchwalenia napisanej w Ministerstwie Sprawiedliwości ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa.

Ta ustawa to barbarzyństwo. Przerwanie (na podstawie zapisu ustawy) trwającej (na podstawie przepisu konstytucji) czteroletniej kadencji członków KRS to zupełnie nowy poziom łamania ustawy zasadniczej.

Przy Trybunale Konstytucyjnym PiS jeszcze cokolwiek udawało – w projekcie o Krajowej Radzie Sądownictwa rżnie konstytucję wprost, bezczelnie, na chama.

Jeśli chce zrobić z Polski swój folwark, to nie ma innego wyboru – KRS jest kluczową, konstytucyjną instytucją chroniącą niezależność sądownictwa i sprawującą kontrolę dyscyplinarną nad sędziami. Jeśli spełni się koszmarny plan Ziobry, by piętnastu sędziów-członków KRS wybierał Sejm (czyli PiS), to trójpodział władzy przejdzie w Polsce do historii i bez ustawy o Sądzie Najwyższym. Jedyną instytucją, która mogła pogrzeb niezależnej władzy sądowniczej powstrzymać, był Trybunał Konstytucyjny – a Trybunału już w Polsce nie ma.

Akurat przy tej ustawie kierownictwo PiS nie działało pochopnie, bo wiedziało, że przegłosowanie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa wywoła potężny opór społeczny i reakcję międzynarodowej opinii publicznej. Projekt został najpierw zgłoszony, na kilka miesięcy wyciszony. Idzie normalną ścieżką rządową, nie uproszczoną ścieżką poselską. Wrócił pod obrady Sejmu nagle, bez uprzedzenia, błyskawicznie został przepchnięty przez Sejm i Senat. Podczas wakacji, gdy Warszawa jest opustoszała.

I tuż po jego uchwaleniu pojawił się kuriozalny projekt ustawy o Sądzie Najwyższym. Gdybym był politykiem PiS, dokładnie to bym kierownictwu partii radził - jeśli ustawę o Sądzie Najwyższym uda się przeforsować, to dobra nasza. Jeśli nie - przynajmniej osłoni gwałt na konstytucji w sprawie Krajowej Rady Sądownictwa. 

Zbigniew Ziobro to nie Temida. Cztery powody, by rzucić wszystko i iść bronić sądów

Pomnik 'Lady Justice' z Brukseli z głową Zbigniewa ZiobryPomnik 'Lady Justice' z Brukseli z głową Zbigniewa Ziobry fotomontaż 'Osiem Dziewięć'

Długopis prezydenta

Po drugie, uchwalenie ustawy o Sądzie Najwyższym jest tym mniej prawdopodobne, że Andrzej Duda musiałby być skończonym idiotą, żeby ustawę o takiej treści podpisać – z racji związku Sądu Najwyższego z Trybunałem Stanu prezydent, składając ten podpis, dałby PiS proste narzędzie do sterowania nim jak pacynką: jeśliby się postanowił rzeczywiście PiS postawić, mógłby się spodziewać szybkiego postawienia przed Trybunałem Stanu. Również Andrzej Duda wydaje się przygotowywać grunt pod złożenie podpisu pod ustawą o KRS – weto w sprawie Regionalnych Izb Obrachunkowych w tej perspektywie nabiera sensu, dużo trudniej będzie go nazywać długopisem prezesa.

Po trzecie, PiS ma już pewną tradycję wrzucania do kosza na śmieci ustaw, które wywołują duże emocje społeczne. Dno kubła wyściela projekt zaostrzający prawo aborcyjne, którego przyczyną był powszechny strajk kobiet, a na nim spoczywa niesławna, idiotyczna ustawa metropolitalna przygotowana przez Jacka Sasina. Sam Zbigniew Ziobro zapowiedział w TVP, że nie wyklucza „jakichś modyfikacji” projektu.

Efekt tego jest taki, że PiS może projektem ustawy o Sądzie Najwyższym jak pokrętłem w kuchence regulować temperaturę protestu przeciwko przejęciu Krajowej Rady Sądownictwa.

Symbole a rzeczywistość

Piękny, nowoczesny gmach Sądu Najwyższego przy placu Krasińskich dużo lepiej się nadaje na symbol i redutę niż Krajowa Rada Sądownictwa (konia z rzędem temu, kto wie, gdzie KRS ma siedzibę), choć w rzeczywistości ustrojowej Polski dla niezależności sądów i niezawisłości sędziów Rada ma przynajmniej takie samo znaczenie jak Sąd Najwyższy.

To jest niestety w interesie PiS, że większość energii społecznej poszło w protest przeciwko nasmarowanemu na kolanie, idiotycznemu projektowi ustawy o Sądzie Najwyższym, a nie przeciwko uchwalonej już przez Sejm i Senat ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa, którą od wejścia w życie dzieli tylko podpis Andrzeja Dudy.

Wyobraźmy sobie, że gdy prezydent podpisze ustawę o KRS, to dobry car Jarosław pogoni złych bojarów, którzy swoją głupiutką ustawą sprowadzili na PiS podejrzenie o plan fałszowania wyborów. Opozycja i demonstranci ogłoszą zwycięstwo – obronili Sąd Najwyższy i wolnych wyborów nie oddali. Wszyscy będą zadowoleni – a trójpodział władzy przejdzie do historii, bo Zbigniew Ziobro będzie mógł ręcznie sterować sądami.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.