Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dokument o ochotniczych "białych hełmach", organizacji pomagającej syryjskim cywilom, pokazuje perspektywę zwykłych ludzi. Reżyser Feras Fayyad ryzykował życie, by pokazać środek syryjskiego piekła, ale nie stracił w nim swoich bohaterów: "białe hełmy" widzimy w chwilach heroizmu i codzienności, wśród rodziny i towarzyszy.

„Podaj worek na zwłoki” – to najczęściej padające w filmie zdanie. Ochotnicy zbierają zwłoki i fragmenty ciał, dopasowują urwaną rękę do kadłuba, analizują na podstawie szczątek, ilu może być zabitych. Mimo tych doświadczeń starają się zachować pozory normalności – hodują ozdobne rybki w podniszczonej ogrodowej fontannie, śpiewają, urządzają skromne wesela, w spokojniejszy dzień prowadzą dzieci na wstrząsający plac zabaw pośród ruin.

Ostatni w AleppoOstatni w Aleppo 

Przy każdym zabitym dziecku Ahmed myśli o swoich córkach. Rozważa: zostać i ratować bezbronnych czy uciekać z rodziną do Turcji? Wybrać niepewny los uchodźcy czy walczyć, mając nadzieję, że kolejna bomba nie trafi w jego dom? 

Fabryka patriotów. PiS wyrzuca edukację antydyskryminacyjną ze szkół

Lekcja człowieczeństwa

„Ostatni w Aleppo” każe myśleć: dlaczego w Polsce, która tak czci pamięć o powstaniu warszawskim i "żołnierzach wyklętych" – tych, którzy walczyli pomimo beznadziejnych okoliczności – z taką obojętnością, wręcz nienawiścią, traktuje się uchodźców z płonącej Syrii?

Młody Mahmoud od razu przypomina warszawskiego powstańca. Przed wojną był studentem, grał w piłkę z kolegami, myślał o założeniu rodziny. Teraz rzucił wszystko (rodzicom powiedział, że wyjechał pracować do Turcji) i walczy o wolną ojczyznę. „Arabowie o nas zapomnieli, Zachód zapomniał. Wszyscy są przeciwko nam” – skarży się w filmie. Jego litania skarg przypomina tę, którą mogli wypowiadać "Zośka" lub "Rudy" – „Londyn nas nie słucha, świat jest obojętny na cierpienie Polaków”.

„W tym mieście się urodziłem, wychowałem. Nie zostawię go obcym” – opowiada Khaled. To ta sama determinacja, która towarzyszyła młodych chłopakom i dziewczynom z Warszawy w 1944 roku, gdy z pistoletem szli na śmierć.

 

Czy za niecały miesiąc, wspominając kolejną rocznicę powstania warszawskiego pomyślimy o nowym „mieście niezłomnym”, które walczy samotnie 3 tys. km stąd? Czy pamiętając o przeszłości, znajdziemy dość odwagi, by zmienić teraźniejszość? Może nie bliskich, nie braci czy współwyznawców, ale ludzi, którzy mają te same ideały, które mieli bohaterowie z naszych koszulek marki Red is bad.

Feras Fayyad w uzasadnieniu dla producenta napisał: „Wojna wyciąga z ludzi to, co najbardziej obrzydliwe, ale też to, co najlepsze”. I w Polsce najlepiej słychać, że to zdanie nie tylko o tych, którzy są tam, na miejscu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.