Ministerstwo Edukacji Narodowej wykreśla edukację antydyskryminacyjną z rozporządzenia o zadaniach szkoły. To realizacja postulatów katolickich fundamentalistów, m.in. Ordo Iuris i małżeństwa Elbanowskich
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wprowadzony w 2015 roku przez minister Joannę Kluzik-Rostkowską zapis o edukacji antydyskryminacyjnej – walce z uprzedzeniami ze względu na płeć, orientację seksualną, wiek, niepełnosprawność, pochodzenie oraz wyznanie – był elementem tzw. wymagań wobec szkół i placówek.

Minister Anna Zalewska z PiS postanowiła zapis usunąć - w ogłoszonym przez MEN projekcie nowelizacji rozporządzenia w sprawie wymagań wobec szkół i placówek nie ma już mowy o równości czy przeciwdziałaniu dyskryminacji. 

Dokładnie z fragmentu dotyczącego podstawówek i szkół ponadpodstawowych, zatytułowanego “Kształtowane są postawy i respektowane normy społeczne”, znika m.in. zadanie “w szkole lub placówce są realizowane działania antydyskryminacyjne obejmujące całą społeczność szkoły lub placówki“.

Analogiczne zmiany dotkną przedszkoli, szkół specjalnych i placówek edukacyjnych w zakładach karnych. Projekt rozesłano co prawda do konsultacji społecznych, ale lista pytanych przez MEN o opinię podmiotów nie objęła organizacji prowadzących edukację antydyskryminacyjną.

Donald Trump - seksizm to jego trampolina do politycznej porażki

Równość, nie postawa patriotyczna

W uzasadnieniu nowego sformułowania tego wymagania stwierdza się, że w szkole “istotne jest kształtowanie postaw patriotycznych, obywatelskich, poczucia tożsamości, świadomości narodowej i kulturowej”. 

Wcześniej w tym miejscu dokumentu napisane było, że w szkole istotne jest zapewnienie “poczucia bezpieczeństwa, sensu i rozumienia oraz akceptacji tego, co się dzieje wokół nas”, i budowanie “postaw zgodnych z wartościami i normami społeczeństwa demokratycznego”.

Wprowadzenie zajęć antydyskryminacyjnych było zgodne z ratyfikowanymi przez Polskę międzynarodowymi traktatami: od konwencji o prawach dziecka i zwalczaniu przemocy domowej po cele milenijne ONZ. 

MEN realizuje marzenia prawicy

Zmiana jest realizacją postulatów prawicowych fundamentalistów - monitoring działalności antydyskryminacyjnej w szkołach prowadziło m.in. Ordo Iuris.

Ustalenia organizacji opisywał w czerwcu "Nasz Dziennik": "Stworzone przez poprzedni rząd w prawie furtki wykorzystywane są przez organizacje promujące ideologię gender. W efekcie, w szkołach działają, często bez wiedzy i zgody rodziców, organizacje związane ze środowiskiem LGBT lub feministycznym". 

Wymagania z 2015 roku krytykowali też Tomasz i Karolina Elbanowscy, znani głównie z walki ze szkołami dla sześciolatków. Przedstawiona przez ich fundację lista zarzutów wobec edukacji antydyskryminacyjnej obejmowała między innymi "niekonstytucyjność" oraz “przygotowanie i wprowadzanie treści przez organizacje realizujące cele polityczne w zakresie zmiany prawa dot. rodziny, w kierunku nieakceptowanym społecznie”.

Problemem dla nich było również to, że towarzyszący wdrożeniu założeń konkurs grantowy “Bezpieczna+” był zgodny z postulatami m.in. Towarzystwa Edukacji Antydyskryminacyjnej oraz Kampanii przeciw Homofobii. 

Masz się bać, bardzo bać. Strach udający rozum tworzy wiernego wyborcę

PiS produkuje strach, który przekuwa w kapitał polityczny
PiS produkuje strach, który przekuwa w kapitał polityczny  Karolina Skrzyniarz

Fabryki patriotów (komentarz)

Edukacja równościowa, inaczej zwana edukacją antydyskryminacyjną, to wątek edukacji, w którym porusza się kwestie różnorodności, akceptacji i tolerancji. Nieco upraszczając, na wcześniejszych etapach nauczania – w przedszkolu czy podstawówce – nacisk kładzie się przede wszystkim na aspektach wychowawczych, czyli uwrażliwianiu na różnorodność, kształtowaniu postaw czy prowadzeniu działań na poziomie całej placówki.

Później wątek równościowy i antydyskryminacyjny powinien się pojawić w treściach programowych, np. uczniowie powinni rozumieć, że zagwarantowanie równych szans wymaga łagodzenia nierówności ekonomicznych. W tej dziedzinie mieszczą się także wszystkie działania zapobiegające aktom przemocy i hejtu między uczniami – prowadzone interwencyjnie lub jako element programu nauczania, jak choćby walka z antysemityzmem na historii.

Ważną częścią edukacji antydyskryminacyjnej jest to, co konserwatystom najbardziej nie podobało się w konwencji antyprzemocowej: walka ze stereotypami na temat społecznych ról kobiet i mężczyzn. Wątek równościowy w nauczaniu oznacza wzmacnianie dziewcząt i chłopców w rozwijaniu swoich indywidualności i pasji, a od nauczycieli wymaga, by nie powielali wśród podopiecznych społecznie narzucanych ról - m.in. że dziewczynki nie nadają się do matematyki, a chłopcy mają być twardzi. 

Przepracowanie stereotypów daje uczniom większą wiedzę o sobie i świecie i nowe kompetencje społeczne. Ale uwrażliwienie nauczycieli na równość to jeszcze więcej: uczy tego, by sensownie reagować na dyskryminację i przemoc dzieci wobec dzieci. Szkoła równościowa to szkoła przyjazna i bezpieczna dla młodego człowieka, który odkrywa nie tylko świat zewnętrzny, ale i samego siebie. 

Od września polska szkoła może się stać piekłem dla młodych odmieńców i wrażliwców, dzieci z nieco ciemniejszym kolorem skóry czy małych imigrantów. Nie będzie też sposobu na przywołanie do porządku nauczycieli tłoczących uczniom do głowy swoje uprzedzenia.  

W najgorszym scenariuszu oznacza to, że w miejsce szkół odpowiadających na indywidualną wrażliwość uczniów pojawią się “fabryki patriotów” narzucające dzieciakom odgórnie zdefiniowaną narodową tożsamość.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem