Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Burza wybuchła, gdy Donald Trump napisał na Twitterze, że Mika Brzezinski (córka Zbigniewa Brzezińskiego, amerykańska dziennikarka i gospodyni programu „Morning Joe”) jest „wariatką o niskim IQ”.

Została obrzucona inwektywami, bo w swoim programie skrytykowała administrację Trumpa. Kiedy ośmieliła się zareagować, Trump odpowiedział natychmiast – tym razem informując Amerykę i świat, że Brzezinski niedawno miała lifting twarzy, „po którym bardzo krwawiła”.

Zachowanie Trumpa to niby nic nowego, bo seksizm towarzyszy wielu jego wypowiedziom, ale tym razem znów przekroczył jakąś granicę. „Making feminism great again” – tak CNN zatytułowało komentarz do zdarzenia, bo seksizm i brak kultury zaczynają kosztować Donalda Trumpa zdolność do prowadzenia skutecznej polityki. Wszystko wskazuje na to, że jego zachowanie na Twitterze opóźni lub uniemożliwi zebranie poparcia w Senacie dla likwidacji Obamacare. „Proszę przestać! Prezydencka platforma powinna być używana do czegoś więcej niż poniżanie ludzi” – napisała senator Lisa Murkowski z Alaski, a w podobnym tonie wypowiedziała się senator Susan Collins z Maine. Głosy tych dwóch polityczek są kluczowe w głosowaniu nad ustawą zdrowotną, którą próbuje przepchnąć administracja Trumpa.

Trumpa krytykują demokraci, republikanie, dziennikarze i liderzy opinii publicznej oraz – w mediach społecznościowych – tłumy wyborców, którzy uważają, że komentarze Trumpa są niedopuszczalne. Analitycy zwracają uwagę, że Trump musi się opanować, bo obrażając kobiety, traci szanse na drugą kadencję – choć 54 proc. Amerykanek głosowało przed rokiem na Clinton, to aż 42 proc. poparło Trumpa. Bez ich głosów przepadnie w następnych wyborach.

O ile wcześniej nie zostanie poddany procedurze impeachmentu – według sondażu z czerwca więcej osób popiera wyrzucenie go z pracy (43 proc.) niż jego administrację (36 proc.).

Ivanka Trump. Farbowana feministka wyzyskuje kobiety w Indonezji

Kobietonom ręki się nie podaje

Seksizm w polityce ma szeroką reprezentację: turecki prezydent Recep Erdogan uważa, że miejsce kobiety jest w kuchni i sypialni, bo jeśli kobieta nie jest matką i nie krząta się z miotłą po domu, to jest człowiekiem tylko w połowie. Minister zdrowia Brazylii Ricardo Barros twierdzi, że mężczyźni pracują ciężej niż kobiety i dlatego nie mają czasu dbać o swoje zdrowie. Jeden z południowoafrykańskich polityków uznał, że RPA nie jest gotowa na kobietę lidera, bo „nawet mężczyźni potrafią być przytłoczeni problemami kraju”.

W Polsce jest podobnie. Do Barbary Nowackiej zwracano się w debacie politycznej w formie „pani Basiu”, Jacek Kurski miał czelność nazwać „kobietonami” te kobiety, które nie spełniają jego wygórowanych oczekiwań estetycznych, a Janusz Korwin-Mikke opowiadał w Parlamencie Europejskim, że kobiety są mniej inteligentne od mężczyzn.

To mężczyźni tacy jak Donald Trump, do których nie dotarło jeszcze, że kobiety to połowa elektoratu, a rozwścieczanie ich wcale nie jest dobrym pomysłem. Polski rząd Beaty Szydło testował tę hipotezę na własnej skórze, gdy rakiem wycofywał się z zaostrzenia prawa antyaborcyjnego po masowym strajku kobiet w październiku 2016 r.

Anne Applebaum: I PiS, i Donald Trump działają na korzyść Rosji. Ale Stanom ujdzie to na sucho

Fot. Getty Images

Gigant małych myśli

Gigantem seksistowskiej antymyśli jest Silvio Berlusconi. Nazwał Angelę Merkel „niepieprzalną”, Marze Carfagni powiedział, że natychmiast by ją poślubił – gdyby nie to, że oboje już noszą obrączki, a działaczki Włoskiej Sekcji Emerytów nazwał „sekcją menopauzy”. Podczas jednej z oficjalnych wizyt stanął za policjantką i zaczął wykonywać ruchy frykcyjne.

Potem było „bunga bunga” – wystawne kolacje, na których uprawiano seks z prostytutkami. Dopiero to spowodowało, że Berlusconi – który wszystkiego się wypierał, zachowując się zupełnie skandalicznie – został odsunięty od władzy w 2011 r.

We Włoszech, kraju, w którym patriarchat ma się świetnie, ekscesy Berlusconiego i jego kretyńskie żarty zapewniają mu poparcie. Publicznie popierały go młodziutkie dziewczyny marzące o karierze w jego telewizji, dobrze wykształcone przedstawicielki rzymskiej i mediolańskiej burżuazji uważały Il Cavaliere za gwaranta politycznej stałości Włoch, a starsze konserwatystki przekonywały, że mężczyzna musi być silny, męski i znać swoje miejsce. On przynosi pieniądze, ona robi obiad. On zasiada na świeczniku, ona ten świecznik poleruje. Bo tak było zawsze.

Ale ostatecznie nawet Berlusconi się na tym przekonaniu przejechał - kobiety, traktowane przez niego jak zaplecze seksualne i przedmiot pogardy (obrażał również Ildę Boccassini, jedną z oskarżających go prokuratorów), stały się przyczyną jego upadku. Tyle tylko, że Italia ma krótką pamięć: lepiej pamięta stabilną gospodarkę za Berlusconiego niż jego ekscesy. To dlatego dziś jego Forza Italia jest trzecią siłą polityczną we Włoszech, w sondażach notującą 15-procentowe poparcie. Obecność Berlusconiego w ostatniej kampanii wyborczej pomogła partii.

Zdaniem ekspertów nie tylko stosunek do kobiet spowodował upadek Berlusconiego, choć miał duże znaczenie (zwłaszcza na arenie międzynarodowej). – Wkurzył kobiety, to prawda, ale Silvio miał być żarliwym katolikiem. Włochy to kraj na wskroś katolicki i dlatego Berlusconi upadł – uważa Alberto Berlini, dziennikarz serwisu Today.it. I dodaje: – To, co Włochy potrafią szybko zapomnieć, a przedtem długo tolerować, w USA jest nie do przyjęcia.

Tusk: "Możecie myśleć, że jestem marzycielem, ale nie jestem sam". Czy da się przerwać brexit?

Krwotok w Kongresie

Polska jest na tym tle bardziej podobna do Włoch niż do Stanów Zjednoczonych – choć kultura maczyzmu nie jest tak ugruntowana jak we Włoszech, to Polkom daleko do praktycznego feminizmu dużej części Amerykanek.

Donald Trump może nauczyć się na swojej „deformie” służby zdrowia, że choć chamskie, seksistowskie komentarze podobają się skrajnemu elektoratowi, to kosztują go poparcie umiarkowanych republikanów, a przede wszystkim republikanek.

Kobiety są jedną z największych, najważniejszych i najtrudniejszych do przekonania grup wyborców w USA. Frekwencja wśród nich jest wyższa niż wśród mężczyzn, ale dotarcie do nich trudniejsze – dobrym przykładem jest to, że na Obamę w 2008 r. zagłosował większy odsetek kobiet (56 proc.) niż na kobietę, Hillary Clinton, w 2016 r. (54 proc.).

A po wyborach w 2012 r. „The Guardian” pisał: „Beyoncé miała rację: single ladies podniosły ręce. Barack Obama zawdzięcza reelekcję niezamężnym kobietom, które stawiły się milionami, by oddać na niego głos”. 

Jeżeli Donald Trump nie będzie umiał rozstać się z wizerunkiem kretyna i seksisty, czeka go polityczna izolacja, bo w przeciwieństwie do niego republikańscy politycy i polityczki liczą się już z głosem kobiet – utracona szansa na reelekcję oraz rosnąca szansa na impeachment.

Używając języka prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donald Trump powinien zacząć bardzo uważać, bo kobiety mogą go „złapać za fiutka” i spowodować, że „będzie bardzo krwawił”.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.