Nacjonalizm PiS najlepiej widać w sprawie uchodźców, gdzie "jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie" zastępuje "jestem człowiekiem, więc mam obowiązki ludzkie".
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Stanisław Skarżyński (1984) - socjolog, dziennikarz. Redaktor prowadzący "Osiem Dziewięć", współzałożyciel portalu OKO.press.

Dzisiejszy występ Jarosława Kaczyńskiego na kongresie PiS był na tle jego dotychczasowych wypowiedzi o uchodźcach o tyle wyjątkowy, że prezes zdobył się na próbę intelektualnego uzasadnienia stanowiska Polski w sprawie kryzysu migracyjnego.

„Nie eksploatowaliśmy państw, z których uchodźcy przyjeżdżają do Europy, nie korzystaliśmy z ich siły roboczej” – opowiadał w Przysusze. To brednie. Polska, będąc częścią globalnego świata, bezlitośnie eksploatuje słabsze państwa i korzysta w nich z taniej siły roboczej. Polacy chętnie ubierają się niedrogą bawełnę z Bangladeszu, rozmawiają przez składane w Chinach telefony komórkowe i leją do baków swoich samochodów benzynę wytwarzaną z wydobywanej w Zatoce Perskiej ropy. Polska brała udział w interwencjach zbrojnych w Afganistanie i w Iraku, których skutkiem było zniszczenie chwiejnej stabilności regionu; w Polsce ulokowane były więzienia CIA, w których torturowano jeńców wojennych.

„I nie zapraszaliśmy ich do Europy” – ciągnął Kaczyński. To prawda, tylko że nikt w Europie ich nie zapraszał. Uchodźstwo jest zjawiskiem wymuszonym – ludzie uciekający przed gazem i głodem rozlewają się falą, szukając elementarnego bezpieczeństwa dla siebie i swoich rodzin. Podejmują dramatyczne decyzje, ryzykują życie swoje i bliskich.

To nie Angela Merkel zaprosiła uchodźców do Europy, jak gotów jest twierdzić PiS – jeśli ktoś to zrobił, to George W. Bush, Leszek Miller i inni, a w drogę posłali ich Władimir Putin i Baszar al-Asad. Merkel miała po prostu dość rozumu i człowieczeństwa, żeby dostrzec ten polityczny plan i rozbroić bombę, którą pod słabe, wyniszczone kryzysem kraje południowej Europy próbowała podłożyć putinowska Rosja ze swoimi sojusznikami.

"Antyfaszyści". Gdy państwo zawodzi, walka z neonazistami spada na obywateli

The Antifacists
The Antifacists  YouTube

„Moralne prawo” w Auschwitz i Jałcie

„Mamy więc moralne prawo powiedzieć ‘nie’ przyjmowaniu uchodźców” – podsumował tę część wywodu. To zdanie jest prawdziwe tylko pod warunkiem, że „moralne” według Kaczyńskiego znaczy tyle co „cyniczne”, „egoistyczne”, „my” zakłada przeciwstawienie „Polaków” ogółowi ludzi, a „prawo” oznacza po prostu siłę.

Nie jest to konstrukcja w historii filozofii politycznej nieznana – nacjonalizm XX wieku to właśnie zakładał: syntezę cynizmu, egoizmu i siły. Pisząc „jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie”, Roman Dmowski powiadał polskim nacjonalistom, że nie ma czegoś takiego jak „ludzie”, bo są tylko Polacy i nie-Polacy, a relacje między tymi grupami są wrogie.

Roman Dmowski zmarł na początku 1939 roku, ale gdyby przeżył wojnę, to musiałby albo porzucić swoją filozofię, albo utrzymywać, że hitlerowskie Niemcy miały „moralne prawo” podbić Polskę, dokonać zbrodni Holocaustu, a stalinowska Rosja miała „moralne prawo” czekać na prawym brzegu Wisły, aż powstanie warszawskie się do cna wykrwawi i z pozycji siły wymóc w Teheranie i Jałcie, by Polska była podporządkowana ZSRR.

Zatańcz do disco polo. PiS robi politykę na latach pogardy dla "tej wiochy"

Disco Polska
Disco Polska  Karolina Skrzyniarz

Prawo do bycia podłym

To są konsekwencje „moralnego prawa” w takim ujęciu, jakiego użył Kaczyński. Właśnie z powodu tych konsekwencji zachodni świat takie „moralne prawo” porzucił po wstrząsie drugiej wojny światowej, opierając się na prawach człowieka i dążąc do ich solidarności mimo kulturowych, etnicznych, politycznych i gospodarczych różnic. Przez kilkadziesiąt lat po drugiej wojnie światowej duża część ludzi starała się pamiętać, że jesteśmy przede wszystkim ludźmi, więc obowiązki mamy przede wszystkim ludzkie.

Z tą tradycją zerwał Jarosław Kaczyński. I choć jego wypowiedź jest oparta na fałszywych przesłankach, to prowadzi do prawdziwego wniosku: tak, rzeczywiście każdy człowiek ma prawo być podłym głupcem.

Pytanie tylko, czy jest to rzeczywiście postawa moralna, na której chcemy opierać politykę w kraju i za granicą, skoro historia doskonale informuje, do czego taka postawa prowadzi.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
"rzeczywiście każdy człowiek ma prawo być podłym głupcem" Ta konkluzja jest trafna, a końcowe pytanie - czy tego naprawdę chcemy - dotyka istoty rzeczy. Trzeba dążyć do tego, żeby wszyscy Polacy, zwłaszcza ci dotąd nieprzytomni lub niezainteresowani, zdali sobie sprawę z wyboru jaki przed nimi stoi i opowiedzieli się zdecydowanie po którejś stronie. Jest jakaś nadzieja, że zwolennicy głupiej podłości będą jednak w mniejszości.
już oceniałe(a)ś
0
0