Kibole i rasiści przecież nie po to pomagali PiS zdobyć władzę, żeby prawdziwy Polak nie mógł w swoim kraju pluć "podludziom" w twarz, kiedy mu przyjdzie na to ochota
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Uderzające jest to, kogo atakują dziś prawicowe bojówki. O kulach porusza się Kinga Kamińska, oblana piwem przez czterech „odważnych i niezłomnych” na schodach do warszawskiego metra. Również w Warszawie za trzema młodymi chłopakami poszło aż sześciu – tak się właśnie przedstawili – „nacjonalistów”, żeby zapowiedzieć, że „jeszcze raz pojawisz się na Mokotowie, to cię zajebiemy”.

W Sopocie objawiło się żywe przedmurze chrześcijaństwa. To 59-latek, który komunikatem „czarna nie wchodzi” chciał powstrzymać kobietę z ciemnoskórym dzieckiem na rękach przed wejściem do kościoła. Rzucił się do ucieczki, kiedy na miejscu zjawili się policjanci.

W Radomiu jednego członka KOD biło czterech typów z Młodzieży Wszechpolskiej. W Lublinie dorosły mężczyzna zdobył się na bohaterski akt naplucia licealistce z zagranicy w twarz.

Atakowanie słabszych nie jest dowodem siły, ale kompleksów, frustracji, niskiej wiary w siebie oraz ogólnej słabości. „Jesteśmy tchórzami” - tyle nam o sobie powiedzieli nacjonaliści w ostatnim tygodniu.

Wczoraj Radom, dziś Warszawa. "Jeszcze raz pojawisz się na Mokotowie, to cię zaje...my"

Politycy PiS tłumaczą

Państwo Platformy Obywatelskiej było podobnie słabe i bezradne wobec przestępstw z nienawiści, ale samo wspomnienie Bartłomieja Sienkiewicza, który mówił „idziemy po was” rasistom z Białegostoku, oraz próby reakcji Andrzeja Seremeta na kolejne wygłupy prokuratorów stawiają tamte czasy na zupełnie innym poziomie.

Trudno inaczej niż strachem wyjaśnić to, co wyprawia dziś Prawo i Sprawiedliwość. Partia idąca do władzy pod hasłem odbudowy państwa, przywrócenia mu siły i podmiotowości nie jest w stanie nawet dostrzec tego, co się dzieje. „To sytuacja, która nie powinna mieć miejsca, ale też ich rozumiem” – ogłosiła Beata Mazurek po ataku w Radomiu. 

„Nie notujemy wzrostu liczby przestępstw na tle nienawiści rasowej” – opowiadał Mariusz Błaszczak w nowej telewizji PiS o wydarzeniach w Lublinie. Sprawdził to Paweł Cywiński (Uchodźcy.info): w 2013 roku wszczęto 719 takich postępowań, a w 2016 roku - już 1314. 

Bez szacunku elit dla biedniejszych Polska nigdy nie pozbędzie się widma faszyzmu

Władza się boi

Te kłamstwa Błaszczaka, pokrętne wyjaśnienia rzeczniczki, zwalanie odpowiedzialności na Donalda Tuska nie wynikają z tego, że PiS jest po drodze z brunatną falą. Tak było za czasów Platformy Obywatelskiej, bo gdy nacjonaliści wywoływali burdy, to PiS nieodmiennie zwalało je na prowokacje policji i nieudolność władzy.

Dziś już nie jest, tylko PiS jest zakładnikiem nacjonalistów. Naprawdę zwalczając rasistowską przemoc, PiS straci jedną ze swoich najważniejszych grup poparcia, więc wybiera bierność, która również będzie go kosztować – elektorat środka oczekiwał, że suwerenne państwo, które obiecywał Jarosław Kaczyński, to będzie państwo silne, w którym będzie porządek, nawet jeśli oznacza to, że nie będzie się za bardzo przejmować prawami człowieka. 

Prawicowe bojówki są przeciwieństwem porządku i PiS będzie za ten chaos płacić – i to również w tych grupach, które wybaczyłyby mu Trybunał Konstytucyjny i wojnę z Europą.

Jeśli w PiS w ogóle ktoś myśli (co jest raczej wątpliwe), to widać uważają te straty za mniejsze zło niż rozpoczęcie wojny z rasistowską przemocą, która oznaczałaby znalezienie się w tym samym miejscu, w którym była Platforma Obywatelska. PiS pozwala rosnąć brunatnej fali, żeby nie usłyszeć: „Kaczor, matole, twój rząd obalą kibole”.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem