"Stoję po stronie wolności" - ogłosił w radiowej Jedynce minister sprawiedliwości. Wolności, dodajmy, rozumianej jako prawo dyskryminacji środowisk LGBT, których istnienie przeszkadza uświęconemu porządkowi wolnego rynku
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jędrzej Burszta (1988) - kulturoznawca, antropolog kultury, amerykanista. Doktorant na Uniwersytecie SWPS, stały współpracownik "Res Publiki Nowej".

Zbigniew Ziobro w publicznym radiu komentował utrzymanie przez sąd apelacyjny w mocy wyroku dla Adama J., drukarza z firmy Media Lab, który odmówił wydrukowania materiałów warszawskiej fundacji LGBT Business Forum. Uznawszy drukarza za winnego, sąd apelacyjny odstąpił od wymierzenia kary.

Minister Ziobro zapowiedział wniesienie w tej sprawie kasacji do Sądu Najwyższego. Zamierza powołać się na konstytucyjną zasadę wolności sumienia rozumianą jako wolność świadczenia lub odmowy świadczenia usług.

W identycznym tonie utrzymana była treść apelacji napisanej przez Ordo Iuris, organizację prawniczą fundamentalistów katolickich, w której odwołano się do „swobody kontraktowania, w którą wpisana jest możliwość wyboru kontrahenta”.

Zakaz dyskryminacji to dyskryminacja?

Według Odro Iuris oraz prawicowych polityków i publicystów, którzy bronili drukarza homofoba, wyrok jest formą państwowej przemocy, ponieważ wymusza na przedsiębiorcach świadczenie usług, czyli ogranicza wolność rynku przez przez ograniczenie wolności sumienia.

Radiowy komentarz ministra sprawiedliwości ujawnia właściwą motywację obozu rządowego – minister prokurator Ziobro bezpośrednio zaatakował środowisko LGBT, wcielając się w podwójną rolę: strażnika moralności i obrońcy wolnego rynku.

Tę zbitkę uzupełnia negatywna warstwa emocjonalna o wyraźnym przekazie: minister wspomina o „gwałceniu przekonań” i ignorowaniu „hierarchii sumienia” poszkodowanego przez sądy drukarza. „Nie może być tak, że zmusza się ludzi do wykonywania czynności, które są w sposób jaskrawy sprzeczne z ich wewnętrznymi przekonaniami, które gwałcą ich przekonania i są w ich hierarchii sumienia nieakceptowane” – mówił Ziobro.

Ukryta pod fałszywą troską o wolny rynek i prawa przedsiębiorców jest krytyka środowisk LGBT, że „pod pretekstem homofobii” zmuszają do „angażowania się w ich ideologiczne pomysły ludzi, który się z nimi stanowczo nie zgadzają”.

Innymi słowy, oskarżenie drukarza o homofobię to przejaw dyskryminacji ze strony mniejszości seksualnych – ten nonsens to powszechnie przyjęte w polskiej debacie publicznej przekonanie o tym, że „prawo do dyskryminacji” jest tożsame z „obroną wolności do posiadania odrębnych przekonań”.

Szekspir wyciska Polskę z Polski

Polski Hamlet
Polski Hamlet  ilustracja Karolina Skrzyniarz

Geje mogą istnieć, ale mają być przezroczyści

Nie oszukujmy się – gdyby sprawa nie dotyczyła odmowy wydrukowania materiałów promocyjnych organizacji walczącej o prawa LGBT, reakcja szefa wymiaru sprawiedliwości byłaby zupełnie inna. Ziobro wyraził życzenie obozu rządzącego, aby Polska powróciła do „wcześniej przyjętego” status quo zakładającego brak widoczności i aktywności społecznej osób LGBT.

W rzeczywistości „przemoc państwa”, której tak stanowczo sprzeciwia się prokurator generalny, to nic innego jak powracający z męczącą regularnością moralny nakaz utrzymania „życia homoseksualnego” w sferze prywatności. Prawica ostatecznie może się pogodzić z istnieniem gejów i lesbijek, jeśli oni będą swoją orientację seksualną traktować jako wstydliwe i kłopotliwe upodobanie. Praktykowane po kryjomu, za zasłoniętymi firankami, z dala od reszty społeczeństwa. 

W tej narracji prawicy homoseksualiści są w Polsce tolerowani warunkowo – tak długo, jak pozostaną przezroczyści dla sfery publicznej. Określając działalność organizacji LGBT Business Forum jako „ideologiczne pomysły”, Ziobro postuluje odebranie środowiskom LGBT prawa do działalności politycznej – bo w każdym przypadku możliwość działania może zostać zawetowana przez dowolnego członka społeczności, na przykład pracownika firmy drukarskiej.

Narcyzm gorszy niż homofobia? Kapela broni Charamsy przed Vargą

Znajcie swoje miejsce!

Zbigniew Ziobro w radiowej Jedynce określił też warunki, które muszą spełniać osoby homoseksualne, aby zaskarbić sobie szacunek prawicy. Warunkiem jest… spełnianie wymogów wolnego rynku. „Nie pozwolę nikomu krzywdzić homoseksualistów, którzy wykonują profesjonalnie i uczciwie swoją pracę” – ogłosił minister, budując fałszywą analogię z sytuacją skazanego wyrokiem drukarza, który zawinił właśnie tym, że chciał „uczciwie wykonywać swoją pracę”.

Uczciwie – czyli zgodnie z wolnością sumienia. To jedyna instancja, która w opinii ministra krępować może święte prawa wolnego rynku. Niestety, dziennikarz publicznego radia nie zapytał, czy korzystając z wolności sumienia, kioskarz homoseksualista może odmówić sprzedaży prawicowej, homofobicznej prasy. 

Chociaż sprawa dotyczy środowiska LGBT, w rzeczywistości jednak, jeśli poważnie potraktować radiowe enuncjacje Ziobry, jego poglądy otwierają drogę do bezkarnego dyskryminowania z dowolnego powodu – ze względu na poglądy, styl życia, przekonania polityczne itp. – w imię nieokreślonej wartości skrywającej się pod niejasnym hasłem „wolności sumienia”.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem