Pod koniec marca dostała gabinet doradcy w zachodnim skrzydle Białego Domu, gdzie pracują prezydent i najważniejsi urzędnicy. Teraz "The Guardian" pokazał, że podkreślany przez nią feminizm był tylko fajnym słówkiem, które wykorzystano w strategii marketingowej Donalda Trumpa
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Katarzyna Mierzejewska (1992) - absolwentka stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim, członkini warszawskiego sztabu Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Współpracowała z Radiem ZET, publikowała w „Global.Lab”, „Krytyce Politycznej" i „Codzienniku Feministycznym”. 

Obecność rodziny na wyborczych wiecach jest stałym elementem kreacji wizerunku polityka z ludzką twarzą. W przypadku Ivanki Trump plan jest szerszy – ocieplające wizerunek opowieści o nauce jazdy na rowerze i rodzinnym barbecue w niedzielę posłużyło jako wstęp do próby przeciwdziałania wizerunkowi Donalda Trumpa jako rasisty, seksisty i aroganckiego buca.

Wizerunek Ivanki tylko pozornie jest wewnętrznie sprzeczny. 35-letnia, eterycznie piękna bizneswoman z jednej strony deklaruje, że jest feministką, a z drugiej mówi głównie o rodzinie i bezustannie demonstruje swoją bezkrytyczną miłość do ojca. Nawet wtedy, kiedy nie da się go bronić.

To zamierzone zderzenie, bo Ivanka ma być postrzegana jako nowoczesna (przez położenie akcentu na samodzielność w biznesie i mówienie o potrzebie wzmocnienia pozycji kobiet), ale jednocześnie tradycyjna (bo blisko związana z rodziną).

Ta konstrukcja wizerunkowa miała skruszyć serca przywiązanych do tradycji konserwatywnych wyborców i wyborczyń oraz osłabić wrażenie, że prezydent Trump jest tym seksistowskim monstrum, które opinia publiczna poznała, gdy „Washington Post” opublikowało nagrania, na których przyszły prezydent przechwala się, że bogactwo pozwala mu bezkarnie „łapać laski za cipki”.

Kiedy on mąci i kręci, ona starannie dobiera słowa. Gdy on jest wulgarny, ona jest urocza. Dla młodszego, bardziej progresywnego elektoratu to Ivankę kreuje się na najbliższą doradczynię jej ojca.

Pierwsza córka Ameryki

Ivanka do pewnego stopnia zastępuje pierwszą damę Melanie Trump, której przypadła rola żony dekoracji (posłusznej, milczącej, podróżującej tylko z mężem), która odpowiada poglądom radykalnie konserwatywnego, szowinistycznego elektoratu Trumpa na temat pozycji kobiety w rodzinie.

W efekcie na Ivankę spadł obowiązek ocieplania wizerunku ojca. Jeździ od konferencji do konferencji i rozmawia z dziennikarzami, przekonując, że jej ojciec jest zwolennikiem równouprawnienia kobiet oraz poprawy losu amerykańskich pracowników. Głośno domaga się uelastycznienia czasu pracy dla młodych matek oraz przejrzystych, korzystnych dla matek zapisów o urlopach macierzyńskim. Patrząc jedynie na starannie dobrane gesty i słowa pierwszej córki, znów wielka Ameryka Donalda Trumpa ma być kobietą z twarzą Ivanki.

Bez szacunku elit dla biedniejszych Polska nigdy nie pozbędzie się widma faszyzmu

Merkel nie była pewna

Od początku Ivance zarzucano, że łatwo jej mówić o feminizmie i work-life balance ze szczytu własnego apartamentowca tuż obok Central Parku, a próba naśladowania samodzielnej, stanowczej Michelle Obamy jest skazana na niepowodzenie.

Pierwsza fala poważnej krytyki spadła na Ivankę po Women20 Summit w Berlinie, gdzie pierwsza córka jako przedstawicielka USA zasiadła między najpotężniejszymi kobietami świata: kanclerz Niemiec, królową Holandii, szefową kanadyjskiej dyplomacji i szefową Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Podczas dyskusji Angela Merkel potrzebowała chwili zastanowienia, czy na pewno wypada jej się nazywać feministką. Najstarsza córka Trumpa bez wahania i z dumą przyznała, że wierzy w feminizm. „Jestem bizneswoman, działam w sektorze prywatnym i bardzo angażuję się na rzecz wzmocnienia roli kobiet” – powiedziała.

O ironio, spotkanie w berlińskim hotelu Intercontinental poświęcone było sytuacji ekonomicznej kobiet, szczególnie w krajach rozwijających się, a debata dotyczyła sposobów udzielania im pomocy w podjęciu i utrzymaniu działalności gospodarczej.

Zamów Uberka. Otwierasz apkę, a tam całe zdziczenie współczesnego kapitalizmu

Feminizm, czyli metka

Chwilę później okazało się, że choć Ivanka jeździ po świecie, motywując kobiety do działania, założyła organizację #WomenWhoWork, która „wspiera kobiety wspierające kobiety” i wydała poradnik dla kobiet w biznesie, to sama czerpie zyski z niewolniczej pracy kobiet w Azji.

„The Guardian” opisał fabrykę Buma Apparel Industry w Subang w Indonezji, w której powstają markowe ubrania z metką Ivanki Trump.

Normy w fabryce zobowiązują pracujące tam kobiety do produkcji od 58 do 92 sztuk odzieży podczas dziewięciogodzinnego dnia pracy. Nie ma mowy o zapłacie za nadgodziny, a jeśli plan nie zostanie wykonany, nałożone zostają kary polegające na obcięciu pensji. Zdarza się to bardzo często, bo realnie pracownice są w stanie oddać do użytku ok. 40 sztuk odzież w ciągu dnia pracy.

Nawet jeśli jakimś cudem uda się przedstawić kierownikowi zmiany wykonane zadanie, to wynagrodzenie nie starczy na zbyt wiele – pełna pensja wynosi 173 dolary miesięcznie, co wystarcza na jedzenie i zakwaterowanie w hotelu robotniczym lub jedną sukienkę w internetowym sklepie Ivankatrump.com.

Na dodatkowe pieniądze (bonus w wysokości 10 dolarów) kobieta może liczyć, jeśli zrezygnuje z dnia wolnego podczas menstruacji – indonezyjskie prawo gwarantuje bowiem możliwość opuszczenia stanowiska pracy z powodu bolesnej miesiączki.

Gdy Ivanka uczy, jak pogodzić pracę z rodzicielstwem, jej pracownice nie mają środków, żeby zamieszkać ze swoimi dziećmi. Mają dla nich czas tylko po porodzie – urlop macierzyński trwa trzy miesiące.

Ivance udało się obejść również prawo, zgodnie z którym muzułmanie i chrześcijanie pracujący podczas Ramadanu lub świąt dostają w Indonezji dodatkową pensję. W fabryce Ivanki w przeddzień świętego dla wyznawców islamu miesiąca postu po prostu wyrzuca się z pracy kilkaset kobiet. Po miesiącu są zatrudniane ponownie.

Śledztwo „The Guardian” pokazało, że feminizm Ivanka traktuje jak modny slogan i śladem wielu celebrytek powtarza górnolotne słowa o solidarności kobiet, z których zupełnie nic nie wynika. I to się będzie za klanem Trumpów ciągnąć.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
i do tego Ivanka jest wynzania mojzeszowego. Zydzi wykorzystuja pracowanikow AJ WAJ!!!!1
już oceniałe(a)ś
1
0