Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jaś Kapela (1984) - poeta, pisarz, felietonista i członek zespołu "Krytyki Politycznej", ostatnio wydał powieść "Dobry troll". Obecnie zamieszkuje w Puszczy Białowieskiej.

Przecież w Puszczy stoją drzewa, które pamiętają pierwszą i drugą Rzeczpospolitą. Choć Władysław Jagiełło w 1410 roku raczej nie siedział pod dębem swojego imienia, bo dęby tak długo nie żyją, to to pięciusetletnie drzewo fotosyntezowało sobie spokojnie, gdy zawierano Unię Lubelską, uchwalano Konstytucję 3 maja, przeprowadzano trzy rozbiory, gdy wybuchały wszystkie powstania narodowe. Stało tam w 1920 roku, podczas cudu nad Wisłą, i pamięta obie wojny światowe. Kawał historii Polski.

Puszcza tam była, gdy nasi praprapradziadkowie jeszcze nawet nie myśleli o dzieciach, bo była tam, zanim pojawili się na tych terenach pierwsi ludzie. Puszcza nie potrzebuje człowieka, radzi sobie sama, zawsze sobie radziła.

To ludzie potrzebują pierwotnego lasu. Bez niego nie można poczuć się częścią natury – bo, naprawdę, wchodząc do Puszczy, człowiek nagle czuje się częścią czegoś od niego nieskończenie większego.

To wstyd, że nasze, polskie drzewa muszą przyjeżdżać ratować Czesi i Rumuni. Naprawdę nie ma w Polsce dość patriotów, którzy widzieliby w lesie nie tylko materiał na deski? Przecież dużo lepszym pomnikiem niż kawałek metalu jest drzewo, las, który pamięta Danutę „Inkę” Siedzikównę. Jak można jedną ręką stawiać pomniki, a drugą wycinać stuletnie drzewa?

Co się stało ze światem konserwatywnych wartości, że o zachowanie naszego dziedzictwa narodowego muszą dziś walczyć skłotersi, weganie i cykliści, a ludzie mieniący się konserwatystami niszczą las buldożerami?

Dziś to my, którzy bronimy kulturalnego i naturalnego dziedzictwa przeciwko wrażym siłom niszczycieli, którzy chcą przerobić pradawną puszczę na las gospodarski, jesteśmy prawdziwymi spadkobiercami "żołnierzy wyklętych".

Jan Szyszko, Lasy Państwowe i cały ten pseudokonserwatywny rząd może sobie nas nazywać ekoterrorystami, ale to my walczymy, żeby zachować tradycyjną, puszczańską naturę Polski.

Nie damy tym bolszewikom Puszczy przerobić na deski! Będziemy protestować, dopóki ten wrogi, antypolski reżim nie odpuści Puszczy. I innym lasom też.

Masz się bać, bardzo bać. Strach udający rozum tworzy wiernego wyborcę [Skarżyński]

Las się nie broni

Pod pozorem walki z kornikami wycina się dziś ponadstuletnie drzewa. Aby ukryć skalę zniszczeń oraz łamanie polskiego i europejskiego prawa, Lasy Państwowe wprowadziły zakaz wstępu do lasu. Straż Leśna nie wpuszcza nawet naukowców, którzy mają prawo do prowadzenia wizji lokalnych. 

Ministerstwo Środowiska tłumaczy, że zamknięto tylko tę części lasu, w której przebywanie zagraża zdrowiu i życiu ludzi. Jeśli nie słyszeliście o agresywnych drzewach atakujących ludzi i podejrzewacie, że więcej ludzi ginie od przypadkowych kul wystrzeliwanych przez myśliwych, to oczywiście nic dziwnego. Prawie miesiąc temu została w tej sprawie skierowana poselska interpelacja, ale rząd zwleka z odpowiedzią i nie podaje danych o ilości śmiertelnych wypadków spowodowanych przez drzewa.

Znam tylko jeden przypadek śmierci w Puszczy Białowieskiej – pilarz ścinający drzewo został zabity przez wyrwaną z korzeniami brzozę.

W panujących wtedy warunkach atmosferycznych pilarze – gdyby ktoś przejmował się zasadami bezpieczeństwa i higieny pracy – nie powinni w ogóle pracować, ale potrzeba wycinania jest większa niż wartość ludzkiego życia. Nie przeszkadza to ministerstwu twierdzić, że dba o życie ludzi, a nie tylko o pieniądze pozyskane z wycinki.

„Już na początku maja nadleśnictwa Hajnówka i Browsk przekroczyły roczne limity pozyskania drewna. Pozyskanie drewna w starodrzewach z wykorzystaniem potężnych maszyn nie ma nic wspólnego z ochroną przyrody czy walką z kornikiem, gdyż wywożone drzewa od dawna są pozbawione kory” - mówi Adam Bohdan z Fundacji Dzika Polska.

„Walka z rządem jest niemożliwa, gdy się mieszka na takim odludziu, jak moja wieś” [list czytelnika]

Harwester

Zakaz wstępu do lasu ma ukryć przed opinią publiczną harwestery. To gigantyczna maszyna, wygląda jakby uciekła z serii filmów „Transformers”. W ciągu minuty jest w stanie ściąć, pociąć na kawałki i okorować drzewo. Potem kolejne. I kolejne – kilkaset w ciągu doby.

Harwester ścina las jak buldożer, nie ma to nic wspólnego z leczniczą wycinką, o której mówi ministerstwo. Harwesterami nie chroni się lasu, harwesterami się go wycina. To dlatego nie wolno dziś wchodzić do Puszczy – żeby Polki i Polacy nie zobaczyli pracujących harwersterów, bo kto to zobaczy, ten nie będzie miał żadnych wątpliwości, kto ma rację w sporze o Puszczę Białowieską.

Aktywiści z Greenpeace, Fundacji Dzika Polska i innych organizacji przykuwają się do maszyn, próbują zatrzymać wycinkę. Każdy dzień ich zaangażowania to kolejne uratowane drzewa.

Po drugiej stronie stoją ci, którzy w naturze widzą pieniądze: Puszcza Białowieska to dla nich materiał na deski. Sprzedaż drewna to wpływy do budżetu. I choć Jan Szyszko niezmordowanie twierdzi, że Puszcza Białowieska zginie, jeśli człowiek się nią nie zaopiekuje, a Lasy Państwowe to państwo w państwie (od 2016 muszą przekazywać 2 proc. z wpływów ze sprzedaży drewna do budżetu) to tłem są pieniądze. Za wycinką stoją „takie córki leśników”, jakby to pewnie powiedział minister Szyszko.

Decyzja o emigracji nie jest dziś polityczna - Wojciech Engelking komentuje wywiad Aleksandry Zawadzkiej „Z końcem czerwca opuszczam mój łez padół, Polskę” 

Wycinkę uświetni konkurs poetycki

W tym samym Nadleśnictwie Browsk, w miejscowości Guszczewina, urodziła się Danuta „Inka” Siedzikówna, jedna z najczęściej wspominanych bohaterek antykomunistycznego podziemia. Lasy Państwowe zajmują się nie tylko wycinką drzew, aby przyszli partyzanci nie mieli się gdzie ukrywać – żeby absurdowi stało się zadość, organizują również konkursy poetyckie ku czci żołnierzy, którzy się w tych lasach ukrywali.

Z okazji odsłonięcia pomnika „Inki” w Guszczewinie Fundacja im. Jana Kochanowskiego oraz Lasy Państwowe zorganizowały Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Danuty „Inki” Siedzikówny poświęcony pamięci "żołnierzy wyklętych". Wydarzenie patronatem objęły Instytut Książki, dwumiesięcznik „Topos”, portal „Teologia polityczna” oraz „Gazeta Polska”.

Niestety, jury nie doceniło mojego wyklęcia i konkursu nie wygrałem – ale trudno, bo kawałek dalej aktywiści przykuwają się do harwesterów, więc szybko zapomnieliśmy o czytaniu wierszy ku czci "żołnierzy wyklętych" i odsłanianym pomniku.

Są takie momenty, gdy czujesz, że ojczyzna cię potrzebuje. Kto to rozumie, może pomóc w ciągu tygodnia w Obozie w Obronie Puszczy.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.