Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Auschwitz w dzisiejszych, niespokojnych czasach to wielka lekcja tego, że trzeba czynić wszystko, aby uchronić bezpieczeństwo i życie swoich obywateli” – ogłosiła Beata Szydło w Oświęcimiu.

To zdanie jest nowym pomnikiem politycznej głupoty. I jeszcze jedno, również ze słownika dwudziestowiecznego faszyzmu, wypowiedziane tego samego dnia: „Mamy prawo, każdy naród, każda cywilizacja, w tym przypadku cywilizacja europejska, bronić się przed zagładą. To, co robią elity zachodniej Europy, jest wstąpieniem na drogę do samozagłady Europy”. Wygłosił je wicepremier Gowin po tym, jak Komisja Europejska wszczęła postępowanie przeciwko Polsce, Czechom i Węgrom za to, że nie przyjęły uzgodnionej liczby uchodźców.

Łapiemy się za głowy, a przecież to nie powinno dziwić w ogóle, bo polska polityka od lat ewoluuje w stronę nie-wesołego miasteczka, które całe jest tunelem strachów. Prawica bije w tej dyscyplinie wszystkie rekordy – przede wszystkim głupoty – ale na strachu budowany jest również przekaz obrońców demokracji.

Już Machiavelli pouczał, że „przezorny książę powinien obmyśleć sposób, aby obywatele zawsze i w każdej okoliczności odczuwali potrzebę jego rządu, wtedy stale będą mu wierni”.

Uzupełnił to spostrzeżeniem: „Miłość trzymana jest węzłem zobowiązań, który ludzie, ponieważ są nikczemni, zrywają, skoro tylko nadarzy się sposobność osobistej korzyści, natomiast strach jest oparty na obawie kary; ten więc nie zawiedzie nigdy”.

Polityczne wykorzystanie strachu jest możliwe, bo strach przekształca tchórzostwo w racjonalność. Bojąc się, trzeba decydować szybko, gwałtownie, bez sprawdzenia prawdziwości przesłanek, bez oglądania się na konsekwencje.

Stanąłbym po stronie prezydent Gronkiewicz-Waltz, gdybym pozwolił jej "pogłaskać się po główce"

Tchórz odważny

Wcieleniem postaci mądrego tchórza jest Mariusz Błaszczak, który twierdzi, że polityka PiS w sprawie uchodźców jest „głosem rozsądku”. „Rząd PO-PSL godził się na przyjmowanie tysięcy muzułmańskich emigrantów, godził się na to, by stworzyć w Polsce środowiska, zaplecze, bazy rekrutacyjne dla terrorystów” – opowiadał w radiowej Jedynce.

Przechwycona i wpleciona w strach racjonalność okazuje się w służbie polityki niezawodna, ponieważ uznanie, że nie było się czego bać, jest przyznaniem się do głupoty, ośmieszeniem. Zamieniając strach w racjonalność, angażuje się poczucie własnej wartości. Od tego momentu każdy atak na obiekt strachu jest atakiem na bojącego się.

To nie przypadek, że ci sami politycy, którzy żyją z produkcji strachu, najchętniej sławią odwagę obrońców Westerplatte, bohaterstwo warszawskich powstańców i niezłomność „żołnierzy wyklętych”. Im bardziej bohatera zawiodła racjonalność, tym większa jego wartość dla handlarza strachu. Dlatego nie można się zastanawiać, czy warto było w 1944 roku poświęcić setki tysięcy istnień i obrócić stolicę w gruz albo czy racjonalnie myśleli ludzie, który w 1946 roku chcieli prowadzić partyzancką walkę z ZSRR. Bo to w nich właśnie, nieracjonalnych bohaterów, reprezentantów racjonalnych tchórzy, wcielają się politycy.

Znów Błaszczak, tym razem dla „wSieci”: „Nie zabraknie nam odwagi, nie ściągniemy na Polskę zagrożenia. (...) Nawet jeżeli wyłączymy sprawę zamachów terrorystycznych, to zobaczmy co się dzieje we Francji, w Brukseli. Byłem we czwartek w stolicy Belgii. Na ulicach uzbrojeni żołnierze, opancerzone samochody wojskowe, to wszystko ze względu na zagrożenie, ze względu na to co wiąże się z konsekwencjami samobójczej polityki multi-kulti”.

W Warszawie nie ma Budapesztu. Ale Orbán może pozwolić sobie na więcej niż Kaczyński

Tchórz miłosierny

Udając akt rozumu, strach potrafi być aktem miłosierdzia. Niezwykła jest bezsilność papieża i biskupów wobec niechęci do uchodźców, niezdolność do przekonania wiernych, by dostrzegli człowieka w człowieku. Jarosław Mikołajewski słusznie stwierdził, że w procesjach Bożego Ciała idą „praktykujący niewierzący”.

Tajemnicą konfesjonałów pozostanie, czy podczas sakramentów spowiedzi w całej Polsce wszyscy ci, którzy nie chcą przyjęcia uchodźców, klęczą i szepczą księdzu, że zgrzeszyli strachem, nienawiścią do obcych, postawieniem siebie ponad potrzebujących. Czy przestali przyjmować komunię świętą, bo żyją w grzechu, którego nie potrafią pokonać?

Zapewne nie. Pomaga im w tym strach udający racjonalność, który nakazuje doszukiwać się w chrześcijaństwie wątków zwalczania zła oraz uprawnionej samoobrony - i nie słuchać choćby biskupa Pieronka, który w „Kropce nad i” mówił, że „moralnym obowiązkiem chrześcijan w Polsce jest być gościnnym dla tych, którzy uciekają przed śmiercią, przed nędzą, przed wszelkimi prześladowaniami”.

Odpowiedział mu na Facebooku polski katolik i patriota Marian Kowalski: „Ksiądz Pieronek jest notorycznym szubrawcem i skończonym bydlęciem i każdy, kto tego łajdaka traktuje poważnie jest człowiekiem nierozsądnym”.

Nie on pierwszy uznał niby-rozsądek za wartość chrześcijańską. Adolf Hitler w 1922 roku też powoływał się na Jezusa Chrystusa: „Chrześcijanin nie ma obowiązku pozwalać, by go oszukiwano. Ma obowiązek walczyć o prawdę, o sprawiedliwość. (…) Gdy widzę ludzi w kolejkach do sklepów i patrzę na ich zmęczone twarze, sądzę, że byłbym nie chrześcijaninem, ale diabłem, gdybym nie zwrócił się, jak nasz Pan dwa tysiące lat temu, przeciwko tym [miał na myśli Żydów] którzy do dziś wykorzystują i grabią tych biedaków”.

I jeszcze, na marginesie - akurat rozsądek nie należy do wartości chrześcijańskich.

Puszcza Białowieska jest starsza niż Polska. Oto krótka historia ostatniego skrawka naturalnego lasu Europy

Rozum obrażony

Prawicowi intelektualiści znaleźli się za burtą właśnie dlatego, że rozum nie pozwala im przyjąć kłamstw i bredni produkowanych na użytek władzy.

Ostatnio dotknęło to Bartosza Brzyskiego z Klubu Jagiellońskiego. W tekście „Nie mamy już o czym rozmawiać” wspomina innych prawicowych intelektualistów, Piotra Wójcika i Bartłomieja Radziejewskiego, którzy opowiedzieli się za przyjęciem, pod szeregiem warunków, 6142 uchodźców, za co zostali zjechani od góry do dołu.

„Szarańcza, horda, kozojebcy – te zwroty nie tylko odczłowieczającą, ale mogą stanowić pierwszy krok na drodze do społecznej akceptacji przemocy wobec adresatów tych wyrażeń. Pierwsze przypadki idiotycznych ataków na ciemnoskórych właścicieli kebabów w Polsce już odnotowaliśmy” – zauważył słusznie Brzyski.

Jeszcze półtora temu ten publicysta chwalił Orbána za mądrą politykę w sprawie uchodźców i podkreślał, że „żaden z niego faszysta”, bo premier „powiedział wprost, że Węgry przyjmą imigrantów, jeżeli taka decyzja zostanie przegłosowana przez kraje UE”.

Decyzja została przegłosowana, Węgry uchodźców nie przyjęły, więc Orbán okazał się jednak być faszystą. Brzyski ewoluował, bo zachował zdrowy rozum. Właśnie po to, żeby wyborcy tak nie ewoluowali, prawicowcy poszli w handel strachem.

Racjonalni są naiwni

Przypadki Brzyskiego, Radziejewskiego i Wójcika - konserwatystów skazanych, jak to konserwatyści, na ślizganie się po granicy między kulturową arbitralnością, a porządnym myśleniem - pozostaną jednak marginalne.

Również racjonalność ukradziono racjonalnym i zatrudniono w przemyśle nienawiści. Co zresztą Brzyski jasno dostrzega: „A niech się ciapate kurwy smażą – pisze pan Darek Kobra na profilu Marszu Niepodległości. Jego komentarz polubiło już prawie 130 osób. (…) Ludzie pod własnym nazwiskiem nie tylko życzą innym śmierci, ale wprost się cieszą, że obcy im ludzie płoną żywcem. Tych, którzy wzywają do opamiętania, nazywają »naiwnymi«”.

„Naiwność” to kolejne nawiązanie do rozumu, które rozgrywają administratorzy strachu, utwierdzając pożyteczne marionetki w przekonaniu o racjonalności ich prostych obskuranckich sądów. Pojawiło się choćby u kolejnego autorytetu naszych czasów, Mariusza Pudzianowskiego.

Siłacz i wojownik z klatki ostatnio napisał na Facebooku: „W Polsce gospodarzami jesteśmy my i nie zgadzamy się na przymusowe osiedlanie islamskich imigrantów, bo widzimy jakie są tego skutki!”. Dołączony, zupełnie idiotyczny materiał „Wiadomości” TVP o "islamskich imigrantach, prowadzących swoistą inwazję kulturową inwazję na nasz kontynent" obejrzało na koncie „Pudziana” milion ludzi, 10 tysięcy podało go dalej, polubiło 20 tysięcy, napisano ponad 800 komentarzy. 1,5 tysiąca reakcji zebrał Sebastian Marcinik, singiel z Sosnowca, który skomentował, że „Niemcy po raz kolejny zniszczyły Europę niestety ponownie przy śmierci wielu niewinnych ludzi”.

Wątpliwości miało niewielu, na przykład Oskar Zielewski, kibic z Bydgoszczy („mamy przyjąć imigrantów którzy nie są połączeni z państwem islamskim oraz nie są fanatykami tej religii”), ale szybko rozwiewali je – nieustannie w duchu racjonalizmu – inni. Kamil Tomasz Markiewicz, którego życie zmienił hip-hop: „Naprawdę wierzysz, że niemcy pozbędą się tego odsetka "uchodźców", którzy są poprawnie sprawdzeni i teoretycznie bezpieczni, a sobie zostawią chodzące bomby zegarowe?”

***

Rozum sterowany strachem odbiera polityce wszelką racjonalność. Fakty przestają mieć znaczenie. A są one takie, że terroryzm to nasze ostatnie zmartwienie. Kamil Fejfer w OKO.press policzył kiedyś, że z rąk terrorystów zginęło w ostatnich piętnastu latach tyle Polek i Polaków, ile w 2011 roku utonęło w rowach przydrożnych i melioracyjnych.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.