Wyobraźmy sobie, że dzień po tym, jak Hanna Gronkiewicz-Waltz nie objęła patronatem Parady Równości, Jarosław Kaczyński postanawia zrobić Platformie psikusa. Idzie więc do TVP i ogłasza, że PiS zalegalizuje związki partnerskie.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Legalizuje w wersji właściwie upokarzajej dla społeczności LGBTI, ale legalizuje – związek rejestrowany u notariusza daje prawo wglądu w dokumentację medyczną, partner może zostać wskazany jako wykonawca ostatniej woli, sąd może ustanowić go pełnomocnikiem w razie ubezwłasnowolnienia.

Ot, kilka ułatwiających życie drobiazgów bez żadnych konsekwencji finansowych dla państwa, szumnie nazwanych „związkiem partnerskim” – oczywiście bez możliwości ustanowienia partnera opiekunem prawnym wspólnie wychowywanych dzieci z poprzednich związków, bez właściwych rodzinom przywilejów podatkowych przy otrzymaniu spadku, bez prawa do uroczystego zawarcia związku przed urzędnikiem państwowym.

Prowadzący wywiad Krzysztof Ziemiec robi oczy wielkie jak młyńskie koła i pyta prezesa, skąd taka decyzja. – Wie pan, to już jest europejski standard, te tak zwane związki partnerskie, a, no, dyskryminowanie homoseksualistów, to jest, no, powiem, wschodni obyczaj, to się dzieje w Rosji, w Czeczenii przecież – odpowiada Kaczyński.

Partia i jej media powtarzają przekaz dnia

Prezes PiS bez żadnego trudu zmusiłby swoją partię do powtarzania przekazu dnia – Ryszard Czarnecki następnego dnia rano w radiu opowiadałby o związkach partnerskich jako standardzie cywilizacyjnym, Mariusz Błaszczak z właściwym sobie uniesieniem roztrząsał tragedię gejów zamykanych w obozach koncentracyjnych w Czeczenii, a Joachim Brudziński ze swoim znudzono-zdziwiono-uśmiechniętym wyrazem twarzy mówiłby tak: „Ależ pani redaktor, to nie jest prawo dla homoseksualistów, tylko dla ludzi. No homoseksualiści są ludźmi, ale nie wszyscy ludzie są homoseksualistami, nieprawdaż? Bo, wbrew kłamstwom opowiadanym bez przerwy przez liberalno-lewicowe media, my w Prawie i Sprawiedliwości nie mamy potrzeby zaglądać Polakom do łóżka”.

Parada Równości. Platforma Obywatelska sprzedała diabłu duszę

Odpowiednio przyciśnięty, również Kościół katolicki powiedziałby, że takie związki partnerskie wcale nie szkodzą polskim rodzinom, bo to jest sprawa państwa. „W świecie, gdzie wiele osób jest samotnych, z dala od swoich bliskich, trzeba tworzyć formy prawne pozwalające ludziom troszczyć się o siebie wzajemnie. To jest wyraz chrześcijańskiej postawy” – tłumaczyłby jakiś biskup w „Gazecie Polskiej”.

„Zrobiliśmy coś, czego przez osiem lat nie umiała zrobić Platforma Obywatelska. Dla Polek i Polaków, niezależnie od ich orientacji seksualnej. To jest koniec państwa teoretycznego. Obywatele powinni dziś zapytać Platformę Obywatelską: gdzie byliście przez osiem lat?” – wyzłośliwiałaby się Beata Mazurek.

Podchwyciłyby to oczywiście prawicowe media – zatrudnieni tam klakierzy władzy zgodnie napisaliby, że coś trzeba było po latach zaniechań Platformy dać, a mniej się dać nie dało, więc nie jest źle. Trzech odważnych by napisało, że Kaczyński strategicznie poświęcił chrześcijańskie wartości, żeby uspokoić nieco relacje z Europą, a wszyscy zgodnie by prezesa wychwalali pod niebiosa za polityczną odwagę i wizjonerstwo.

Opozycja wylatuje na aut

I słusznie – legalizując związki partnerskie, PiS wybiłoby wszystkie zęby właściwie wszystkim pozostałym partiom. Platforma Obywatelska przez decyzję Hanny Gronkiewicz-Waltz o odmowie objęcia patronatem warszawskiej Parady Równości znalazłaby się z dnia na dzień na prawo od PiS, tuż obok Młodzieży Wszechpolskiej i ONR z transparentem: „Zakaz pedałowania”, Nowoczesna straciłaby całą swoją nowoczesność, a lewica – jedną z najważniejszych swoich spraw, czyli bezwzględnie katowanych od początku III RP mniejszości. Tylko Paweł Kukiz mógłby dalej mówić, że mamy partiokrację i że on domaga się referendum w sprawie związków partnerskich.

Jak przegrać wybory, zrażając do siebie młodych ludzi

Z dnia na dzień wszystkie sztandary opozycji – walka o konstytucję, państwo prawa, demokrację, prawa człowieka, silną Polskę w zjednoczonej Europie – zamieniłyby się w papier, bo okazałoby się, że to PiS umiało z tych wartości wyciągnąć praktyczne, ludzkie konsekwencje – i tego, że PiS potraktowało środowiska LGBTI instrumentalnie, nie dałoby się już nikomu wytłumaczyć.

Z dnia na dzień cała opozycja i KOD zamieniłyby się w garstkę ludzi, których jedynym programem politycznym jest jesień 2007 roku, gdy PiS przegrało wybory, bo wtedy było najfajniej.

Szczęśliwie wszystko wskazuje na to, że PiS jest po prostu za głupi, żeby coś takiego zrobić. Ale marna to pociecha, że cała przyszłość Rzeczypospolitej wisi dziś na braku politycznej wyobraźni prawicy i umiejętności wyjścia przez Jarosława Kaczyńskiego poza schemat otwarcia możliwie dużej liczby frontów w możliwie najkrótszym czasie.

Warszawska Parada Równości pokazała, że półtora roku powtarzania artykułów konstytucji i zapisów traktatów europejskich było lekturą bez rozumienia.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Cholernie dobry scenariusz dla pisuarów. Mam nadzieję, że prezes i po. prezydenta są na tyle nierozgarnięci, że tego nie zrealizują. Bo byłoby całkowicie pozamiatane, a tak jeszcze się łudzę że opozycja się zintegruje..
już oceniałe(a)ś
1
0