Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wiek jest najwyraźniejszą granicą w sondażach przed wyborami w Wielkiej Brytanii. Powyżej 34. roku życia każda kolejna dekada oznacza wzrost o 8 proc. odsetka zwolenników konserwatystów premier Teresy May, a elektorat laburzystów z Partii Pracy maleje o 6 proc.

Wybory w Wielkiej Brytanii. Va banque Theresy May

Pokrywa się to z rozkładem głosów w referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. W grupie wiekowej 18-34 aż 67 proc. głosujących chciało zostać w Unii Europejskiej. Do odpłynięcia Wysp od Europy doprowadziły osoby powyżej 34 lat – 55 proc. z nich zagłosowało za opuszczeniem Unii Europejskiej, a przewaga zwolenników brexitu rosła wraz z wiekiem, przekraczając 60 proc. w grupie obywateli i obywatelek powyżej 65. roku życia.

Do kogo chcieli trafić twórcy kampanii za brexitem, widać po hasłach. Plakaty krzyczały: „Odzyskamy nasz kraj”, a słynny czerwony autobus zachęcał napisem „Wysyłamy UE 50 milionów funtów dziennie, zamiast tego finansujmy naszą służbę zdrowia!”. Nic w tym dziwnego, bo z punktu widzenia marketingu politycznego starsi wyborcy to po prostu lepsza grupa docelowa. Po pierwsze dlatego, że młodych Brytyjczyków i Brytyjek jest po prostu mniej (grupa wiekowa 18-24 to 13 proc. populacji, grupa 65+ to już 16 proc.), a po drugie dlatego, że mniej chętnie głosują – w referendum frekwencja w grupie wiekowej 18-24 wyniosła 64 proc., podczas gdy do urn poszło aż 90 proc. obywateli i obywatelek starszych niż 65 lat.

W Wielkiej Brytanii w poprzednich wyborach w 2015 r. frekwencja wśród osób w wieku 18-24 lat wynosiła jedynie 43 proc., 54 proc. w grupie 25-34, ale ponad 77 proc. w grupie 55+.

Stany Zjednoczone

To, jak głosują (oraz nie głosują) młodzi wyborcy, jest jedną z najważniejszych przyczyn porażek demokracji liberalnej w starciach z populistyczną prawicą. Proces tracenia tego elektoratu dobrze widać na przykładzie wyborów w Stanach Zjednoczonych.

W 2008 r. Barack Obama, dostając 66 proc. głosów, zmiażdżył w grupie wiekowej 18-29 lat Johna McCaina, na którego głos oddało zaledwie 32 proc. młodych wyborców. W 2012 r. powtórzył sukces, pokonując w tej grupie wiekowej Mitta Romneya 67 do 30. Nie jest nadużyciem stwierdzenie, że to młodzi ludzie umieścili Obamę w Białym Domu

Partia Demokratyczna nie wyciągnęła z tego żadnych wniosków. Choć w grupie wiekowej poniżej trzydziestki aż 70 proc. chciało, by kandydatem na prezydenta został progresywny socjalista Bernie Sanders, to przegrał on prawybory z Hillary Clinton, ponieważ w Partii Demokratycznej dominowali starsi ludzie: 60 proc. elektoratu stanowiły osoby w wieku 45-64 lat i starsze, z których zaledwie jedna trzecia poparła Sandersa. Tę tendencję wsparł wyraźnie posunięty w latach i doświadczeniu establishment Partii Demokratycznej, który jawnie popierał Clinton i dyskredytował Sandersa.

8 listopada to się zemściło – Hillary Clinton miała 55-procentowe poparcie w grupie wiekowej 18-29 lat, zdecydowanie mniej niż Obama w latach 2008 i 2012. Na Clinton oddało głos 45 proc. wyborców starszych niż 65 lat. U Donalda Trumpa było odwrotnie – głosowało na niego 53 proc. najstarszych, podczas gdy w grupie 18-29 lat otrzymał 37 proc. głosów.

Podczas ostatnich wyborów prezydenckich zagłosowało ponad 70 proc. ludzi powyżej sześćdziesiątki, ale do lokali wyborczych poszło tylko 45 proc. ludzi młodych (18-29 lat) – tyle samo, ile w roku 2012, ale prawie o 5 pkt procentowych mniej niż w roku 2008, kiedy młodzi ludzie uwierzyli w „Yes, we can” Obamy.

Bernie SandersBernie Sanders graf. DonkeyHotey / Flickr / (CC BY 2.0)

Polska

Wiek nie dzieli wyborców w Polsce tak wyraźnie jak w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, jednak prawidłowości są podobne.

Nadzieję młodych ludzi Platforma Obywatelska tak naprawdę rozbudziła raz – gdy w 2007 r. odsunięto od władzy PiS. Partia Donalda Tuska zdobyła wówczas ponad dwa razy więcej głosów osób w wieku 18-25 lat niż PiS – 56 proc. wobec 24 dla PiS.

Podobnie jak w przypadku Obamy rozdźwięk między obietnicami a ich realizacją najwyraźniej odbił się na frekwencji i poparciu najmłodszych wyborców – w 2011 r. na PO głosowało już jedynie 33 proc. wyborców w wieku 18-25 lat, podczas gdy PiS utrzymał poparcie w tej grupie, dostając 24 proc. głosów.

W 2015 r. PiS zwyciężył we wszystkich grupach wiekowych, ale poparcie dla partii Jarosława Kaczyńskiego rosło liniowo wraz z wiekiem wyborców – od 27 proc. (niewielki wzrost w stosunku do lat 2007 i 2011) w grupie wiekowej 18-29 lat do niemal 50 proc. w grupie wiekowej 60+. Prawdziwym przegranym wśród młodych wyborców była Platforma Obywatelska, która dostała zaledwie 14,5 proc. głosów, czyli mniej niż KORWiN i Kukiz’15.

Progresywna Partia Razem zdobyła wśród najmłodszych wyborców poparcie powyżej progu wyborczego, odpowiednio 5,2 proc. i 5,8 proc. w grupach 18-29 oraz 30-39 lat, mimo braku większego zainteresowania ze strony mediów.

Polska ma jedną z najniższych frekwencji (26 na 28 państw) w wyborach parlamentarnych w Europie – 51 proc. w ostatnich wyborach w 2015 r. W podziale na grupy wiekowe widać demobilizację najmłodszych – w głosowaniu udział wzięło około 50 proc. Polaków w wieku 18-29, w grupie 51-60 było to 71,3 proc., a w grupie powyżej sześćdziesiątki – 60,4 proc.

Memy i inne, czyli satyra w JPG-ach

Wiarygodność

„Muszę studiować politykę i wojnę, aby moi synowie mieli możność studiować matematykę i filozofię. Powinni studiować matematykę i filozofię, geografię, historię naturalną, inżynierię morską, nawigację, handel i rolnictwo, aby ich dzieci miały prawo poświęcić się malarstwu, poezji, muzyce, architekturze, rzeźbie, tkactwu artystycznemu oraz porcelanie” – pisał w 1780 r. John Adams w liście do swojej żony Abigail. Później został drugim w historii prezydentem Stanów Zjednoczonych.

W Polsce i za granicą mainstreamowy liberalizm wpadł w pułapkę, nie umiejąc powstrzymać uprawianej od 1989 r. propagandy sukcesu demokracji liberalnej opartej na neoliberalnym kapitalizmie. Wbrew oczywistym świadectwom politycy tego nurtu bez wytchnienia opisują otwarty świat jako przestrzeń nieograniczonych możliwości i bezustannego rozwoju gospodarczego, który tworzy wszystkim warunki, by wyciągać coraz dalej idące konsekwencje (gospodarcze, społeczne i ideowe) z założeń liberalizmu.

A jednocześnie ci sami politycy blokują wyciąganie wniosków z liberalizmu – korzyści ekonomiczne postępu gospodarczego kumulują się w rękach wąskiej elity, procesy emancypacji, poszerzania obszarów wolności spowolniły. Ta oligarchizacja życia społecznego i ekonomicznego stoi w bezpośredniej sprzeczności z założeniami liberalizmu.

Zdradzeni, przegłosowani, odrzuceni przez polityków obiecujących postęp młodzi ludzie popadają w polityczną apatię. Część z przekonaniem głosuje na marginalizowane partie progresywne, inni bez przekonania popierają liberalno-lewicowy mainstream po to, by powstrzymać prawicę. Prawica z kolei umiejętnie wykorzystuje podział wśród liberałów, a opierając się na fałszywej wizji przeszłości pełnej chwały, oferuje ukrycie się w uproszczonej, jednowymiarowej plemienności. Jeszcze inni, zdradzeni przez klasę liberalną, w swojej frustracji głosują na populistów, którzy obiecają najwięcej, żeby „pokazać establishmentowi palec”.

Klasa liberalna i stojące za nią media poniosły w ostatnich latach niewiarygodną klęskę – nie podejmując krytyki neoliberalnej ekonomii, której skutkiem jest kumulowanie bogactwa przez wąską grupę uprzywilejowanych, doprowadziły do tego, że poszkodowani zwrócili się nie tylko przeciwko liberałom, ale również przeciwko liberalnym wartościom: równości, pluralizmowi i tolerancji.

Napisz do nas. Skomentuj, pochwal, skrytykuj na 89@wyborcza.pl

Tadeusz Bara-Słupski (1990) - absolwent Uniwersytetu Birmingham i London School of Economics. Pracował na rzecz organizacji pozarządowych w Gambii, opracował strategię informatyzacji służby zdrowia w Afryce Subsaharyjskiej, za którą zdobył nagrodę fundacji Billa Gatesa. Były ekonomista banku HSBC w Londynie i doradca minister cyfryzacji Anny Streżyńskiej. Mieszka w Stanach Zjednoczonych, pracuje dla Laboratorium EE.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.