Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W dzisiejszej demonstracji udział wzięły tysiące osób. Według policji – dziesięć, według organizatorów – pięćdziesiąt. Z roku na rok jest ich więcej, bo frekwencję napędza rozwój świadomości polskiego społeczeństwa oraz Prawo i Sprawiedliwość, którego wroga wobec wszelkiej odmienności polityka nakazuje brać w paradzie udział.

Mądrze postąpili organizatorzy i organizatorki, którzy ideę równości potraktowali serio. Tak jest co roku, ale warto to podkreślać – paradę zorganizowano nie tylko pod hasłem zrównania praw osób LGBT oraz wprowadzenia prawnej ochrony przed dyskryminacją ze względu na orientację seksualną. Maszerujący domagali się również poważnego traktowania praw kobiet, poprawy dostępności miast dla osób z niepełnosprawnością, otwartości na uchodźców i poprawy ochrony zwierząt.

Udział wzięły partie lewicowe (SLD*, Zieloni, Inicjatywa Polska, Razem) i centrowa Nowoczesna, której syrenka – pani z rybim ogonem podróżująca na bagażniku samochodu – nie była chyba najlepszym pomysłem, ale trudno, Nowoczesna była i chwała jej za to. Naprawdę fajnym sygnałem było za to ogłoszenie – w dniu warszawskiej Parady Równości – że kandydatem Nowoczesnej na prezydenta Warszawy będzie Paweł Rabiej, który coming outu dokonał w ubiegłym roku. To rzadki w Polsce przykład politycznej zręczności, więc warto to docenić.

Kryzysem od biedy można wyjaśnić nieobecność Komitetu Obrony Demokracji. Ratując honor organizacji, zarząd KOD wydał oświadczenie, w którym z okazji 4 czerwca wezwał partie polityczne do „niezwłocznego rozpoczęcia debaty na temat rozwiązań wprowadzających związki partnerskie do polskiego systemu prawnego”. W normalnych warunkach KOD powinien przyprowadzić na Paradę Równości dziesięć lub dwadzieścia tysięcy osób, ale w jego obecnym stanie trzeba takie oświadczenie wziąć za dobrą monetę.

Całkowicie natomiast nawaliła Platforma Obywatelska – nie tylko Hanna Gronkiewicz-Waltz nie objęła Parady Równości patronatem, ale w ogóle logo PO na paradzie nie było. Jedna Agata Czarnacka, filozofka polityki, lewica24.pl, wypatrzyła flagi Platformy – na Facebooku zamieściła dwa zdjęcia (na pierwszym są flagi PO, na drugim ich nie ma) i napisała: „Platforma pojawiła się na paradzie, ale po pierwszych 300 metrach się zwinęła...”.

To nie pierwsze takie zdarzenie. Podczas Marszu Wolności, który organizowała Platforma Obywatelska, ochrona nie pozwoliła grupie działaczy LGBT podejść z transparentem „Nie ma wolności bez równości” do Grzegorza Schetyny. Takie decyzje kierownictwa Platformy ugruntowują tylko jej obraz jako partii homofobicznej, dzielącej obywateli na lepszy i gorszy sort – tak samo jak PiS, choć według innego klucza.

Postawa Platformy wobec Parady Równości ma też wymiar międzynarodowy. Jak Platforma może olać ambasadorów czterdziestu krajów świata (i niemal całej Unii Europejskiej), którzy w liście poparcia dla parady napisali, że „prawa osób LGBT są uniwersalnymi prawami człowieka i każdy powinien ich bronić”, a jednocześnie opowiadać, że PiS wypycha Polskę ze zjednoczonej Europy?

To jest przecież polityczna schizofrenia.

Co gorsza, wszystko wskazuje na to, że jest to decyzja kierownictwa partii – nieliczni politycy Platformy, którzy wzięli udział w paradzie, udawali bezpartyjnych. W mediach społecznościowych fotografowali się albo z flagą Warszawy (posłowie Michał Szczerba i Rafał Trzaskowski), albo z politykami innych ugrupowań (europosłanka Róża Thun z Barbarą Nowacką).

Jeśli tak jest, to kierownictwo Platformy straciło rozum. Rozumiem, że można chcieć walczyć z Prawem i Sprawiedliwością na jego politycznym terytorium, że można starać się schlebiać tym, którzy uważają niszczenie państwa prawa za problem, a jednocześnie są skrajnie konserwatywni, niechętni nowoczesności, a do zjednoczonej Europy podchodzą z rezerwą. Może nawet da się w ten sposób PiS pokonać. Tyle że kiedy to się stanie, jedną antyeuropejską formę rządów zastąpi inna.

*Sojusz Lewicy Demokratycznej słusznie zwrócił nam uwagę, że był obecny na Paradzie Równości, a zamieszczone w artykule wideo nagrywane było właśnie na platformie SLD. Niewymienienie Sojuszu wśród partii obecnych na demonstracji to niezamierzony błąd, który poprawiam i za który serdecznie przepraszam - Stanisław Skarżyński.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.