Izabela Wojciechowska: Impresario od fotografii

Bożena Dudko
09.12.2010 15:00
A A A
Izabela Wojciechowska

Izabela Wojciechowska (Fot. Wojciech Surdziel / AG)

- Jestem impresario pana Kapuścińskiego - usłyszałam miły głos w słuchawce. Tym pięknym i niemodnym słowem przedstawiła się Izabela Wojciechowska, opiekunka archiwum fotograficznego Ryszarda Kapuścińskiego od 1996 roku.
Tak ją poznałam prawie dziesięć lat temu, gdy dla Magazynu "Gazety Wyborczej" przygotowywałam materiał o wystawie afrykańskich fotografii Ryszarda Kapuścińskiego w Rzymie i jego albumie "Z Afryki", którego była fotoedytorką. Z radością zapowiadała, że za kilka miesięcy zobaczymy tę wystawę w warszawskiej Zachęcie, do czego jak się potem okazało - ku rozpaczy Pani Izabeli - z różnych powodów nie doszło.

Kapuściński: Fotografie są pod opieką Izy. Bez niej bym się dawno pogubił

Kiedy w 2005 roku zaczęłam opiekować się archiwum Ryszarda Kapuścińskiego, z którego zdjęcia zostały wyłączone, zapytałam Pana Ryszarda o archiwum fotograficzne. Powiedział mi wówczas, że jest spokojny, od kiedy Iza Wojciechowska, wieloletnia szefowa redakcji fotograficznej PAP, zajmuje się jego fotografiami, które bez niej już dawno by pogubił. I że jest jej ogromnie wdzięczny za wszystko, co dla niego robi.

Jak to było dużo, przekonałam się, gdy po śmierci Ryszarda Kapuścińskiego Pani Iza przygotowywała dla wydawnictwa Znak album jego fotografii "Ze świata", będący wyborem 150 zdjęć z ok. 10 tysięcy negatywów! Wówczas poprosiła mnie o przygotowanie kalendarium fotograficznych wydarzeń, za którymi - jak się okazało - kryła się jej mrówcza praca: blisko 40 wystaw w kraju i za granicą, których była kuratorem. Między innymi w Oviedo, Wiesbaden, Madrycie, Paryżu, Alikante, Luandzie, Berlinie, Salamance, Bielefeld, Saragossie, Wiedniu, Budapeszcie, Grenadzie, Sofii, Düsseldorfie, Nuevo Leon. I największa (pośmiertna, wyprodukowana przez Agorę, 130 fotografii) na Zamku Królewskim w Warszawie.

W bardzo osobistym posłowiu do albumu "Ze świata" napisała: "Nie tylko świat, ale i Polska ciągle czekają na odkrycie Ryszarda Kapuścińskiego jako fotografa".

Wystawy po śmierci Kapuścińskiego

Zrobiłyśmy razem wystawę "Poeta reportażu. Ryszard Kapuściński 1932-2007", która kilka miesięcy po śmierci autora "Cesarza" została pokazana na targach książki we Frankfurcie, a od ubiegłego roku - po rozbudowaniu z 15 do 29 plansz - popularyzuje osobę i dzieło Kapuścińskiego w Chinach, na Tajwanie, w Gruzji, na Białorusi.

I czterojęzyczną edycję "Spaceru porannego", którą Iza (była otwarta na innych, więc szybko się zaprzyjaźniłyśmy), wzbogaciła fotografiami furtek Ryszarda Kapuścińskiego z Pola Mokotowskiego.

Dzięki niej trzy Agorowe audiobooki, wydane w ramach "Dzieł wybranych" Ryszarda Kapuścińskiego: "Cesarz", "Imperium" i "Wojna futbolowa", stały się także fotograficzną opowieścią o Etiopii, Wiośnie Ludów w ZSRR i samym reporterze. A finaliści Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki otrzymują niezwykłą pamiątkę - fotografię tajemniczych śladów stóp na spękanej ziemi, którą zrobił autor "Hebanu".

Od początku wspierała przedsięwzięcie budowy Ścieżki Kapuścińskiego, a po jej otwarciu latem zaczęła ją systematycznie dokumentować. Jej zdjęcia stamtąd, podpisane jak zawsze (zapewne ze skromności) pseudonimem Mariza Fado, zilustrowały specjalny dodatek "Gazety Stołecznej" poświęcony tegorocznemu Konkursowi Edukacyjnemu "Spacer poranny", który towarzyszy drugiej edycji Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż.

Gdy upadła na ulicy, ktoś oddał jej kurtkę, by nie leżała na śniegu

Do wiosny 2011 roku chciała zakończyć porządkowanie archiwum fotograficznego Pana Ryszarda. Planowała kilka wystaw, m.in. "Struktury", żeby pokazać zupełnie nieznanego Kapuścińskiego, który ma w swoim dorobku także artystyczną fotografię, nie tylko piękne portrety ludzi i zdjęcia reporterskie. Myślała o jeszcze kilku albumach.

A na 17 grudnia przygotowywała w "Zachęcie" wystawę fotografii Ryszarda Kapuścińskiego "Z Imperium".

30 listopada, gdy się tak pechowo poślizgnęła, właśnie wracała z laboratorium, które przygotowywało fotogramy.

Kiedy rozmawiałyśmy ze sobą ostatni raz przez telefon, 1 grudnia, była już w szpitalu i uspakajała mnie, że wszystko się odbędzie zgodnie z planem, że ma tylko złamaną nogę, nie głowę i że z pomocą córki Karoliny, telefonu komórkowego oraz laptopa, da sobie radę.

I opowiedziała mi, jak wspaniali są warszawiacy. Gdy upadła na chodnik i nie mogła się podnieść, natychmiast otoczyli ją ludzie i wezwali pogotowie. Na dworze był siarczysty mróz, więc jakaś dziewczyna zdjęła z siebie sweter i ją okryła. Młody chłopak, rozebrał się do t-shirta, żeby nie leżała na śniegu. Inny to widząc, oddał mu swoją kurtkę. "Chciałabym im podziękować, oddać te ubrania. Ale jak ich odnaleźć?" - martwiła się.

Przez prawie cztery lata współpracy przegadałyśmy setki godzin, napisałyśmy do siebie mnóstwo e-maili. Będzie mi tych rozmów z Izą, bo przez ten czas stała się i dla mnie Kimś Bliskim, bardzo brakowało.

W komputerze zostały mi 454 mejle od Izy (niestety większość wykasowałam): wszystkie konkretne, lapidarne, świadczące o tym, jak wielce swojej pracy i Ryszardowi Kapuścińskiemu była oddana. Ile we wszystko wkładała serca. I jakim dobrym, mądrym i uczciwym była Człowiekiem. Nie do zastąpienia.

Zobacz także
  • Podziel się