Dyrektor na zebraniu z rodzicami: wulgaryzmy, agresja, a telefony nawet w toalecie. Co oglądają na nich uczniowie?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szkoła w dużym mieście, podsumowanie w ostatnich klasach. Dyrektor: „Proszę państwa, jest gorzej, niż było". Wymienia: brak szacunku dla nauczycieli, w ogóle dla reguł życia społecznego, wulgaryzmy, agresja. Wszechobecne telefony, nawet w toalecie.

Pocieszenie? „Tak jest nie tylko w naszej szkole".

Diagnoza? „Nauczanie zdalne nie przysłużyło się uczniom", poza tym – „za dużo internetu", „za dużo złych wzorców".

Co konkretnie oglądają uczniowie? Dlaczego wydaje się im to tak atrakcyjne? O to specjalnie nikt nie pyta. Grono pedagogiczne jest bezradne. Kary nic nie dają, kamery nic nie dają. „Może państwo mają jakieś pomysły?", pyta dyrektor. Część rodziców jest zaskoczona: „To na pewno nie moje dziecko", „Coś tam ogląda, ale bez przesady", „A kto dziś nie ogląda?". Odważniejsi proponują: „A może więcej kar?", „Więcej kamer!", „Najważniejsze są konsekwencje!". Głos, żeby zaprosić do dialogu samorząd uczniowski, zostaje doceniony, ale niespecjalnie coś z tego wynika. Wszyscy rozchodzą się w poczuciu zadumy. Ale słychać też odgłosy spuszczanych właśnie szlabanów – na telefon, komputer, internet. „Może się wreszcie gówniarz ogarnie" – puentuje jeden z ojców.

Gdyby w tym zebraniu uczestniczyła psycholożka Agnieszka Stein, powiedziałaby: „Może warto zamiast paniki lub złości uruchomić ciekawość? Poznać nie tylko świat internetu, ale też w ogóle młodych ludzi? Łatwiej się skupić na tym, jakie to dzieci są »straszne«, czy jaki internet jest straszny, niż na tym, co my, dorośli, moglibyśmy zrobić inaczej".

Ewa Dziemidowicz, terapeutka z fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, pewnie dodałaby: „Kary sprawiają, że dzieci schodzą do podziemia".

Połowa do sieci

Zaebyście, robię siano, robię biznes, zaebyście

Zaebyście, chore stawki, chore wizje, mam precyzję

Zaebyście, to nie żarty, to nie bajki, to nie Disney

Zaebyście, parę planów jeszcze jest na mojej liście

Z zeszłorocznych badań przeprowadzonych na zlecenie organizacji Inspiring Girls Polska wynika, że prawie połowa dziewczynek w wieku 10-15 lat chciałaby zostać w przyszłości youtuberką, instagramerką lub tiktokerką. Co ciekawe, wybór ten popiera 12 proc. matek, choć 26 proc. z nich wolałoby, żeby ich córki zostały graficzkami komputerowymi albo projektantkami stron WWW. 12 proc. widzi się w przyszłości jako zawodowe gamerki albo e-sportowczynie, czyli w sumie 60 proc. chciałoby robić karierę w internecie. 58 proc. myśli o studiach wyższych (39 proc. nie wie, czy warto). Analogicznych badań na chłopcach niestety nie mamy. Za to te przeprowadzone na zlecenie firmy Lego w USA i Wielkiej Brytanii dają podobny obraz. Co trzecie amerykańskie i brytyjskie dziecko w wieku od 8 do 12 lat chciałoby zostać youtuberem/vlogerem, youtuberką/vlogerką.

Można nad tymi wynikami ubolewać, ale można też zapytać: co się kryje pod tymi marzeniami? Dlaczego influencerzy tak fascynują dzieci i nastolatków? Co to za świat? Kto jest na niego podatny?

I czy rzeczywiście jest się czym martwić?

Wiedza i hajs

Zaczynaliśmy od zera, dziś robimy melanż

W chacie Justina Biebera

Kto by pomyślał, życie tak szybko się zmienia

Sezon trzeci się zamyka, za to czwarty się otwiera

Cała ekipa leci za ocean, to dzieje się tu i teraz

Oczywiście ten świat nie jest jednorodny. Jest w nim miejsce dla Hani Sywuli (w sieci znana jako Hania Es), studentki psychologii, która podobnie jak Angelika Friedrich z Nastoletniego Azylu szerzy wiedzę na temat zdrowia psychicznego. Jest w nim Martyna Kaczmarek, która opowiada o ciele, siostrzeństwie i równouprawnieniu – w związku i w przyszłej pracy. Jest Kasia Gandor – biotechnolożka, popularyzatorka wiedzy na temat środowiska, zdrowia i technologii (zdobywczyni nagrody głównej na tegorocznym wydarzeniu Infulencers Live Wrocław). 15-letnia Maja Sołtysik, autorka bloga „Maja czyta", pięknie pisze o książkach i dzieli się swoimi rysunkami, a 16-letnia Kira Sukhoboichenko, aktywistka, założycielka Międzynarodowego Ruchu Latających Plecaczków, zwraca uwagę, jak ważny jest głos uczniów w szkole. Kopalnią wiedzy na temat społecznie zaangażowanych treści tworzonych przez nastolatków jest platforma „Zwolnieni z teorii". Na TikToku produkuje się paru fajnych stand-uperów, jak ZetKacper, który stworzył postać nauczycielki Pani Bożenki i odgrywa parodie typowych szkolnych scenek.

Jednak oczekiwanie dorosłych, że treści edukacyjne, inteligentne, rozwojowe zdobędą taką samą popularność wśród młodych jak czysto rozrywkowe, jest nie tyle oderwane od rzeczywistości, co niesprawiedliwe. Bo ilu z nas ogląda tylko refleksyjne filmy i seriale? Śledzi konta osób twórczych? Wyłącznie opiniotwórcze portale? Czy to dziwne, że wśród youtuberów i influencerów, którzy najbardziej przyciągają dzieci i nastolatków, nadrzędnymi wartościami są fejm – sława, hajs– pieniądze oraz fun – dobra zabawa? Kto stworzył rzeczywistość, w której liczy się głównie sukces rozumiany jako mariaż atrakcyjnej „marki osobistej" z odpowiednio atrakcyjnym stanem konta? Kto zbudował modele biznesowe opierające się głównie na liczbie followersów, lajków i klików? Kto wykreował na półbogów i półboginie celebrytki i celebrytów, którzy niespecjalnie mają talent, za to chętnie dzielą się najintymniejszymi szczegółami z życia? Przecież kiedy w Polsce pojawił się pierwszy odcinek „Big Brothera", dzisiejszych nastolatków nie było na świecie. Kto w końcu zgodził się na to, żeby najbardziej widoczni stali się ci, którzy krzyczą najgłośniej i nieustannie „kręcą dymy"? Wzorców nie trzeba szukać w internecie. Wystarczy posłuchać debat sejmowych.

I ty zostaniesz tiktokerką

Kiedyś zbieraliśmy poksy, teraz Ekipa SA (essa)

Umiemy robić papier, umiemy robić zasięg

Więc zobacz, jak się kaszle

Największy polski kaszel

Najlepszy prosty patent

Mamy klasę, mamy chatę, a w niej basen

Najpopularniejsi są więc ci, którzy wpisują się w ramy dorosłego świata. Wielu zaczynało od kanałów o grach. Rezigiusz (4,35 mln subskrybentów), Blowek (4,79 mln subskrypcji) i Stuu (4,26 mln subskrypcji, choć nieaktywny od dwóch lat) zaczynali od „Minecrafta". Karol „Friz" Wiśniewski (4,58 mln subskrybentów) – od „Pokemon Go". Gracze zawsze mieli najbardziej rozbudowane społeczności fanów, najszybciej budowali zasięgi i docierali do coraz szerszej publiczności. Z czasem na ich kanałach zaczęły się pojawiać nagrania z codziennych wydarzeń, tzw. daily, filmiki z „prankami", czyli z (czasami niebezpiecznymi) żartami, oraz „czelendże", czyli wyzwania. Popularnym formatem są „24 godziny" – doba spędzona na rolkach, w basenie, na jedzeniu potraw jednego koloru czy w jednych kajdankach z kolegą. Z kolei najpopularniejsze influencerki zaczynały głównie od tematyki lifestyle’owej i urodowej, tak jak topowa dziś Wersow – 2,25 mln subskrypcji.

Dziś pod własną marką sprzedają nie tylko treści, ale także ubrania, kosmetyki, biżuterię, gadżety. Wydają książki i prowadzą kursy, z których można się dowiedzieć, jak zostać najlepszym influencerem albo influencerką. Mają agentów, asystentów, operatorów, montażystów, kierowników planu, prawników, a nawet psychologów. Są pełnoetatowymi biznesmenami i biznesmenkami. Ich status materialny (większość ma od kilkunastu do dwudziestu kilku lat) imponuje szczególnie młodszym nastolatkom, którzy mają poczucie, że taka kariera znajduje się w zasięgu ich ręki.

Zdarza się, że influencerzy łączą się w grupy. W 2018 roku Karol „Friz" Wiśniewski stworzył Ekipę Friza. Rok później Stuu założył Team X. Format sprawdzony na Zachodzie – grupa influencerów wprowadza się do jednego domu (w przypadku Ekipy – willa pod Krakowem, w przypadku Team X – dom pod Warszawą), gdzie nagrywa codzienne wydarzenia, realizuje wyzwania oraz zdaje relacje z zagranicznych podróży i imprez. A także tworzy wspólną muzykę, choć złośliwi wolą nazywać te utwory „wyrobami muzycznopodobnymi".

Wielu chce powtórzyć ten sukces, a to oznacza więcej niebezpiecznych „czelendżów", więcej kontrowersyjnych treści, więcej imprez i „dram". Ma się dziać! Bo nuda to koniec kariery w tej branży – mniej „łapek w górę", mniej subskrypcji, a w końcu – wirtualny niebyt.

Potrzeba bycia widzianym

Średnio pływam, za to na plaży chcę często bywać

Daj mi drinka, to żaden problem, chyba

Kłopoty – zmiotę pod dywan je

Życie to tylko chwila, zobacz, jak szybko mija

Moje marzenia to ósma bila, pokażę ci, jak się ją wbija

Czy takie autorytety to powód do niepokoju?

Stein: – Kłopot w tym, że dzieciom to się nie wydaje głupie. I że my, dorośli, zbyt często do oceny tego, co robią, używamy kategorii, które nie uwzględniają ich perspektywy. Ale to nic nowego. Alfie Kohn w książce „Mit rozpieszczonego dziecka" pisze, że dorośli od pięciu tysięcy lat narzekają na młodzież, mówiąc: „To pokolenie jest gorsze od naszego".

Dziemidowicz: – Dla większości dzieci zainteresowanie internetowymi idolami to normalny, rozwojowy etap. My też w ich wieku chcieliśmy być jak ulubiony bohater serialu, aktorka czy sportowiec. Jednak dla dzieci, które spędzają na TikToku wiele godzin dziennie, internetowi twórcy potrafią stać się kimś więcej. Stanowią punkt odniesienia, wzorzec. Badania pokazują, że niektóre czują się bardziej związane z tymi twórcami niż z kolegami. Część twórców buduje zresztą – pozornie – niezwykle intymny kontakt ze swoimi odbiorcami. Jeśli dziecku brakuje poczucia sprawczości, nie czuje swoich zasobów, nie odnajduje się w grupie rówieśniczej, może uciekać w fantazje o byciu „kimś" – znanym influencerem czy influencerką. Za tą fantazją często kryje się potrzeba bycia widzianym, ważnym, docenionym, a także potrzeba kontroli. Co jest naturalne dla dzieci, które z reguły mają niewielki wpływ na swoją rzeczywistość.

W ich oczach internetowi twórcy mogą robić, co chcą, przekraczać granice. Są wolni. Dla dzieci, które niemal każdą chwilę offline spędzają pod nadzorem dorosłych, to bardzo atrakcyjne. 

Rozładowanie stresu

Fury odstawiam na parking

później napełniamy szklanki

Problemy wyrzucam za drzwi, dziś tylko uber

i taxi odwiezie do domu

Na razie jestem wśród ziomów

dzisiaj nie spuszczamy z tonu, jak

coś się wydarzy, to nie mów nikomu

Cztery lata temu w polskiej sieci pojawili się patoyoutuberzy i patoinfluencerzy, którzy na YouTubie oraz na Instagramie zamieszczali relacje z alkoholowych libacji i bójek, żarty robione kosztem osób niepełnoletnich, z niepełnosprawnościami, w kryzysie bezdomności, nastoletnich dziewczynek. Przekleństwa, przemoc, agresja, seksualizacja to były fundamenty tego świata, w którym królowali m.in. Daniel Magical, Rafonix, Gural, a także Sex Masterka – pod pozorem edukacji seksualnej namawiająca młodych obserwatorów między innymi do wysyłania sobie „nudesów" (nagich zdjęć) – oraz Linki Master, znana z zamieszczania relacji z suto zakrapianych imprez. Na pewno niejeden rodzic słyszał w tamtym okresie o Lordzie Kruszwilu i jego Kamerzyście. Ich produkcje, w przebraniu świetnej zabawy polegającej głównie na upokarzaniu innych, też przemycały patotreści i cieszyły się wielomilionową, głównie dziecięcą widownią.

Według raportu fundacji Dajemy Dzieciom Siłę co trzeci nastolatek i nastolatka w wieku 13-15 lat mieli kontakt z takimi treściami, a aż 43 proc. oglądało je co najmniej raz w tygodniu. Dzieci przyznawały, że robią to z ciekawości, z nudów, dla „beki" albo żeby „nie wypaść z obiegu". I choć dziś dzięki m.in. działaniom fundacji, ale też byłego rzecznika praw obywatelskich, który powołał okrągły stół do walki z tym zjawiskiem, zostało ono zmarginalizowane, a części twórców postawiono zarzuty karne (m.in. za znęcanie się nad osobą z niepełnosprawnością – Kamerzysta), to powidok patotreści wciąż w internecie istnieje i jest równie chętnie oglądany przez dzieci i młodzież. Mowa o organizowanych z ogromnym rozmachem galach walk – Fame MMA z udziałem internetowych celebrytów, youtuberów oraz – a jakże – byłych patoinfluencerów i patoinfluencerek. Takich jak chociażby Seks Masterka, która zerwała z dawnym wizerunkiem i dziś występuje w sieci jako „nowa, silna kobieta" – Lil Masti.

Udział w walce to gwarantowany skok popularności, choć jak tłumaczy mi osoba pracująca w branży – też ryzykowny krok.

Bo nie wszystkim markom to się podoba. Niektóre nie chcą być z tym kojarzone i odmawiają potem współpracy z influencerem, który zdecydował się na udział w takiej imprezie.

 – Problem w tym, że w tych walkach biorą też udział osoby publiczne, niezwiązane z internetem ani tym bardziej z patotreściami, na przykład Jaś Kapela. Swoją obecnością nobilitują takie przedsięwzięcie – mówi Dziemidowicz. – Dzieci, które często nie mogą sobie pozwolić na wykupienie dostępu do oglądania walk, śledzą na YouTubie tzw. konferencje, na których przeciwnicy ubliżają sobie, grożą. Dorosły rozpozna w tym konwencję, dziecko – niekoniecznie. Częste obcowanie z takimi treściami oswaja dzieci z przemocą, z wulgarnym językiem, znieczula na krzywdę. Młodsze czasami przenoszą te zachowania do rzeczywistości. Organizują walki Fame MMA albo bawią się w „Squid Game" [popularny brutalny serial]. W ten sposób odreagowują to, co obejrzały. Pytanie, czy ktoś z dorosłych o tym z nimi rozmawia? Jest ciekaw, co jest w tym dla nich fajnego, jakie emocje w nich to wywołuje? Czy tylko się oburza?

Agnieszka Stein: – Nauczyciele skarżą się, że wzrasta poziom agresji wśród dzieci, ale gdybym miała powiedzieć, skąd się ona bierze, to nie wskazałabym w pierwszej kolejności na internet. Od dwóch lat żyjemy w bardzo dużym stresie, a dynamika reakcji stresowej jest taka, że najpierw następuje zamrożenie, a potem napięcie trzeba jakoś rozładować. I wśród dorosłych też widać teraz więcej agresji. Jest nam trudno, bo najpierw pandemia, potem wojna, teraz zawrotna inflacja. Dzieci nasiąkają tym samym napięciem i szukają sposobów, żeby się go pozbyć.

Dziemidowicz: – Podczas lekcji zdalnych wiele dzieci jednocześnie coś oglądało w internecie albo grało. Rodzice mówią, że trudno im przywrócić zasady sprzed pandemii. Nauczyciele z kolei opowiadają o problemach dzieci z koncentracją. Ich mózg przyzwyczaił się do natychmiastowej gratyfikacji i trudno im się skupić na treściach, które nie angażują w podobny sposób. Dla innych internet stał się sposobem radzenia sobie ze stresem czy trudnymi emocjami. Zamiast popadać w bezradność, spróbujmy się dowiedzieć: na jakie potrzeby dziecka odpowiada to, co robi w sieci? Może to sposób na poradzenie sobie ze szkolną presją, a może po pandemii nastąpiły przetasowania w grupie rówieśniczej i dziecko czuje się wyobcowane? 

Linijką w ławkę

Ej, ja to tak czuję, choć nie lubię dram

Dawni przyjaciele na skrzynce mi robią spam

Ja mam swoich ludzi, na życie już mamy plan

W filmie dokumentalnym „Młody Platon" nauczyciel w szkole podstawowej w jednej z najbardziej niebezpiecznych dzielnic Belfastu, który przez filozofię uczy dzieci krytycznego myślenia i porozumienia bez przemocy, zwraca się do rodziców: „Szok i przerażenie… Macie rozmawiać z waszymi dziećmi! O wszystkim".

– Pytanie, które potrzebujemy sobie zadać, brzmi: czy chcemy mieć dzieci, czy chcemy być rodzicami? – mówi Ewa Dziemidowicz. – Na bycie rodzicem trzeba znaleźć czas. Oczywiście jesteśmy zajęci i przemęczeni, ale kto ma być z dzieckiem, jeśli nie my? Influencer? Bezpieczna, bliska relacja, w której dziecko może być sobą i ma poczucie, że może opowiedzieć o tym, co przeżywa, zawsze wygra z internetowym obrazkiem i z fantazjami o milionach. Dziecko, które ma dobre relacje z dorosłymi, z rówieśnikami oraz alternatywę dla świata online, na przykład sport czy inne zainteresowania, będzie mniej podatne na szkodliwe treści i wzorce niż dziecko, które spędza wiele godzin samotnie przed ekranem. 

Stein: – Rodzice w większości są autorytetami dla swoich dzieci. Gorzej ze szkołą, w której panuje przekonanie: „Masz usiąść w ławce i słuchać". Marek Kaczmarzyk, biolog i neurodydaktyk, na jednym z wykładów opowiadał, że specjaliści, którzy tworzą gry wirtualne, pilnie studiują badania nad mózgiem, żeby ich gry były jak najbardziej atrakcyjne dla młodych. Myślę, że gdyby Ministerstwo Edukacji posiadło tę ogólnodostępną wiedzę, to szkoła wyglądałaby inaczej.

Czego jeszcze potrzebują dzieci poza naszą obecnością i zaciekawieniem tym, co robią w sieci?

Dziemidowicz: – Naszego komentarza. Jeśli wiemy, że dziecko omawia z koleżankami operacje plastyczne Wersow, spytajmy, co o tym myśli, wytłumaczmy swój punkt widzenia i wartości, które za nim stoją. Przyglądajmy się sobie i temu, jakie wzorce promujemy naszym zachowaniem na co dzień. Jakim posługujemy się językiem? Jak mówimy o innych? Czy ich krytykujemy, hejtujemy? A wreszcie jak sami korzystamy z internetu? Ile czasu spędzamy online, co oglądamy? Czy odkładamy telefon, kiedy dziecko się do nas zwraca? To my przede wszystkim modelujemy zachowania. Nie internet.  

Fundacja Herosi
CZYTAJ WIĘCEJ

Rodzinny biznes

Zaczynaliśmy od podstaw, zobacz jak teraz to lata!

Nasza drużyna jest naprawdę mocna

A ja to przecież tej drużyny tata!

Od losu nikt nic nie dostał, to wszystko to ciężka praca

To nasza banda, pozdrawiam NASA

Zwiedzimy kosmos, jak zabraknie świata

Olivia Drost reprezentująca agencję Spotlight, która współpracuje z kilkudziesięcioma topowymi twórcami internetowymi, m.in. z Natsu, Moniką Kociołek, Kamilem Owczarkiem i Julią Kosterą, dobrze wie, jak wygląda codzienność influencerów. I ile stereotypów krąży na ich temat.

Drost: – Nie mówi się o tym, jak ważna jest rola rodziców także po tej stronie ekranu. Zaangażowany, twardo stąpający po ziemi rodzic jest dla twórcy, szczególnie nastoletniego, kotwicą. Gwarancją tego, że nie uderzy mu do głowy woda sodowa, co w tej branży jest dość częste. Kimś, kto też pomoże temu młodemu człowiekowi mądrze zarządzić pieniędzmi, odłożyć je na przykład na studia czy na mieszkanie, zamiast wydawać całość na nową kolekcję Louis Vuitton dzień po wypłacie.

Wiele osób wyobraża sobie, że bycie influencerem czy influencerką to łatwa praca dająca niesamowite korzyści finansowe i dobry „lajfstajl". To mit. Po pierwsze, niewielu twórców osiąga sukces na taką skalę. Po drugie, dla tych topowych to praca 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, bo jest oczekiwanie, że będą codziennie dodawać nowe treści, często na kilku kanałach – na YouTubie, Instagramie, TikToku. Do tego dochodzi codzienny hejt – obraźliwe komentarze, wiadomości. Robienie dram wokół najmniejszych potknięć. Tym najmłodszym zazdrości się najbardziej, więc hejt na nich nakierowany jest jeszcze większy. Z mojego doświadczenia wynika, że są trzy rodzaje rodziców. Tacy, którzy nie ogarniają, co się w życiu dziecka wydarzyło. Nie wiedzą, że ma na przykład 700 tysięcy obserwujących na TikToku i co to w ogóle jest ten TikTok. Ci, którzy mniej więcej rozumieją, towarzyszą dziecku, na przykład w podpisywaniu kontraktów, ale są zdystansowani. Trzecia grupa to rodzice, którzy biorą na swoje barki popularność dziecka i wspierają je w tym, co robi. Znam rodziców, którzy zrezygnowali ze swojej działalności, gdy dziecko zaczęło się rozwijać w internecie, bo biznes dziecka stał się tak duży, że potrzebowało codziennej opieki i wsparcia. Potrafią też wyczuć, gdy dzieje się coś złego, kiedy trzeba poszukać wsparcia u psychologa. A w zasadzie większość najbardziej popularnych twórców korzysta z takiej pomocy.

Dla wielu z nich bycie influencerką czy influencerem to pewien etap w życiu. Tak samo jak dla osób, które ich obserwują. Są świadomi, że to chwila, którą warto wykorzystać, ich pięć minut. Wielu z nich od początku ma plan, co zrobią po zakończeniu internetowej kariery.

Niektórzy, jak Stuu (znany też jako Polski Pingwin), czyli Stuart Burton, niegdyś jeden z najpopularniejszych graczy na polskim YouTubie, współzałożyciel agencji Spotlight, całkowicie wycofują się z życia publicznego i wygaszają swoje kanały w mediach społecznościowych.

Inni zmieniają profil działalności, na przykład z modowej na parentingową, kiedy zostają rodzicami.

24-letnia Klaudia Tarka (w sieci znana jako Klatex) jest influencerką urodową, kosmetolożką z wykształcenia, zdobywczynią nagrody głównej w kategorii Beauty and Fashion na tegorocznym Influencers Live Wrocław, a także właścicielką marki z akcesoriami kosmetycznymi i drogerii internetowej. W internecie działa od ponad sześciu lat. Zaczynała od pisania bloga o makijażu i urodzie, potem, trzy miesiące przed maturą, otworzyła kanał na YouTubie, dokładając do tego Instagrama i TikToka, na którym dziś Klaudię obserwuje ponad milion osób.

– Ta popularność może się kiedyś skończyć – mówi. Dlatego postawiłam na dywersyfikację dochodu i założyłam swój brand oraz sklep. Za dziesięć lat chciałabym żyć już spokojniej, żeby mieć czas dla rodziny i dla dzieci. Pieniądze nie są dla mnie najważniejszym wyznacznikiem, tylko to, czy dany produkt jest w zgodzie z moją osobą, czy mogę je z czystym sumieniem polecić moim obserwatorkom. Nie zgadzam się na współpracę ze wszystkimi. Nie lubię też dram ani kontrowersji. W Fame MMA nie wzięłabym udziału, bo to nie mój świat. Na razie cieszę się, że mam pracę, która pozwala mi realizować swoją pasję. Po prostu lubię social media.

Co mogłaby poradzić tym, którzy zastanawiają się nad karierą influencerki czy influencera?

– Trzeba pamiętać, że wchodząc do internetu, pokazujemy dużą część swojego życia i wystawiamy się na opinie innych. Jeśli ktoś jest nieodporny na krytykę, hejt, musi to wziąć pod uwagę. Mnie pierwsze publikacje na YouTubie nauczyły mieć twardy tyłek. Krytyka, o dziwo, nie przyszła ze strony obserwatorów, tylko od znajomych, którzy za wszelką cenę chcieli mi podciąć skrzydła. Potem zrozumiałam, że zrobiłam coś, na co nie starczyło im odwagi… No i kiedy byłam młodsza, popularność w sieci, te wszystkie serduszka, „suby", lajki miały duży wpływ na moją samoocenę. Gubiłam się w tym. Teraz dojrzałam i zmieniłam podejście. Kiedyś obserwowałam dużo dziewczyn, które pokazywały bardzo wyidealizowany świat. Przerabiały swoje zdjęcia, a każde „stories" nagrywały z filtrami upiększającymi. W tym momencie śledzę tylko twórców autentycznych. Stronię od filtrów, nie retuszuję zdjęć. Bo wiem, że moje obserwatorki, które mają 16-18 lat, mogą mieć tak jak ja kilka lat temu. Patrzeć na to, co robią ich idole czy idolki, myśleć, że ich życie jest takie piękne, i popadać w kompleksy.

Na pytanie, co pozwala jej utrzymać zdrowy stosunek do tego, co robi, odpowiada bez namysłu: – Nie podjęłam decyzji o przeprowadzce do Warszawy. Mieszkam cały czas w swoim rodzinnym mieście na Śląsku. Tu są moja siostra, rodzice, babcia, znajomi, którzy nie mają nic wspólnego z internetem. Rodzina sprowadza mnie na ziemię. Dzięki nim zachowuję balans.

– Wiesz, o czym jeszcze myślę? – mówi na koniec Agnieszka Stein. – Jak bardzo uzależniamy poczucie własnej wartości od efektów naszej pracy. Nie mam na myśli tych wszystkich serduszek, lajków i wyświetleń. Jesteśmy gatunkiem stadnym. To naturalne, że zależy nam na akceptacji innych i że popularność jest przyjemna. Chodzi o to, jak wiele i wielu z nas ma poczucie, że jesteśmy tym, co robimy. I że jeśli to, co zrobimy – ten filmik na Instagrama, warsztat czy tekst – zostanie uznane za wartościowe, to pomyślimy, że jesteśmy wartościowi. A jak zostanie skrytykowane, to poczujemy się beznadziejni. To jest wielki, nieruszony temat w naszym kraju, który dotyczy zarówno dorosłych, jak i dzieci. Zarówno tego, co w internecie, jak i tego, co w realu.

Wszystkie cytaty piosenek pochodzą z utworów internetowej grupy Ekipa

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
mieli być kosmonautami, pilotami, marynarzami. zostali normalsami. Ale płacz nad moim pokoleniem był ten sam.
już oceniałe(a)ś
56
0
A dzieciaki z mojego pokolenia chciały być piłkarzami, aktorami i piosenkarzami. No może jeszcze prezenterami telewizyjnymi. Bo takich ludzi odnoszących sukcesy i cieszących się uznaniem widzieliśmy w telewizji (internetu wtedy pod strzechami nie było).

Nic nowego.

A że 40% się zastanawia nad sensem studiów, to akurat dobrze, szkoda, że tak mało. W okresie dewaluacji wartości dyplomu niech pomyślą, czy gdzieś nie da się lepiej zainwestować czasu w nauczenie się czegoś przydatnego, niż przedłużenie sobie dzieciństwa o 5 lat w Wyższej Szkole Gotowania Na Gazie.

Swoich dzieci nie będę pchał na studia.
@krzl na ruskim gazie
już oceniałe(a)ś
6
0
@krzlis
Nie zauważasz zmian jakie nastąpiły? Nie zauważasz nowych problemów?Starego już prawie nie ma.
już oceniałe(a)ś
5
0
Więcej Mickiewicza, więcej Sienkiewicza, więcej Nałkowskiej i innych dinozaurów w podstawie programowej. Zepsutych komputerów, zastępstw katechetek, pie...nia jaka to młodzież dzisiaj zła jest itd, itd.
Zakłamania itd, itd. Sam żyję z komórką w ręce, bo jak posłucham prezesa, to rzygać mi się chce.
już oceniałe(a)ś
33
0
Znam kilku fajnych tzw jutuberów czy influenserów (koszmarne nazwy), tyle tylko, że oni NAJPIERW zdobyli jakiś zawód, jakąś wiedzę, i o nich w dalszej kolejności opowiadają na jutubie czy instagramie. Nie odwrotnie, drogie dzieci. I nie inaczej. Inaczej to jest tylko ściema, tandeta i parcie na kasę i sławę.
@ammma
A czy rodzice rozmawiają o tym ze swoimi dziećmi?
I czy sami posiadają taką wiedzę?
Może w czasie na rozmowę leci kochany serial albo można jako komentujący/-ąca komuś naubliżać?
Dzieci nie czytają książek? A ich rodzice czytają?
Dzieci są ordynarne! A ich rodzice nie używają polskiego przecinka q...q....q... plus inne paskudne słowa? Dla ilu z nich zwykłe chamstwo to 'wolność słowa"?
Zmiany trzeba byłoby zacząć od rodziców, a nawet dziadków. Ktoś dorosły zechce tym zmianom się poddać, czy raczej odpowie: pier......nie.......
Taka jest......

WSZYSTKO co w Polsce ZŁEGO to WINA KACZYŃSKIEGO i KK
już oceniałe(a)ś
15
0
@ammma
Tyle tylko, że największą popularnością cieszą się właśnie ci od ściemy i tandety. A to za popularnością idą pieniądze.
już oceniałe(a)ś
9
0
@ktw2.0
No i to wiele mówi jakimi wartościami kierują się dziś młodzi ludzie. Wcale nie są takimi idealistami o szlachetnych pobudkach jak się niektórym wydaje.
już oceniałe(a)ś
6
0
@M.K.Zet
Wszystko racja, do ostatniego bzdurnego wycapsowanego zdania. Brutalizacja przestrzeni publicznej dzieje się od IIWŚ, od eksterminacji polskich elit przez hitlerowców i komunistów. Przyśpieszyła bardzo po 1989 r. PiS jest tutaj skutkiem, nie przyczyną.
Podobnie polski KK: jest taki, jacy sami jesteśmy, bo niby dlaczego miałby być inny?
już oceniałe(a)ś
5
0
@ammma
Dlaczego mieliby być idealistami o szlachetnych pobudkach? Dorośli nimi są?
już oceniałe(a)ś
5
0
@miszcz_wincenty
No bo teraz to taka narracja panuje: dziadersi wszystko spieprzyli, kierowali się chciwością, to teraz tylko młodzi naprawią i wiedzą jak naprawić, nie kierują się już chciwością. Coś w ten deseń.
już oceniałe(a)ś
6
0
@miszcz_wincenty
Jesteś taki jak kler lub zakonnicy? Bo ja nie jestem!!!!
1.Pycha!! jesteś pyszałkiem, który decyduje, że pójdziesz do nieba lub piekła? Można się wykupić zamawiając msze, głosząc ich wspaniałomyślność, szczególnie w wypłacaniu odszkodowań zgwałconym dzieciom.
2.Chciwość! jesteś chciwusem, który skrzywdzi niewinną osobę, np. żądając olbrzymich opłat za miejsce na cmentarzu?
3.Nieczystość!! Czy zgwałciłeś choć jedno dziecko? Bo kler gwałci bezkarnie!!! Ciągle jakoś dziwnie następują "przedawnienia" w sprawach złoczyńców.
4.Zazdrość!!! Nękasz osoby bliskie i dalsze zazdrością? zawiścią, bo mają więcej?
5.Łakomstwo!!! jesteś tłusty jak biskupi, Rydzyk? Teraz nazywają to "nieumiarkowaniem w jedzeniu i piciu" Ma brzmieć lepiej. Ale żarłok to żarłok, który w dodatku na to żarcie sam swoją pracą nie zarobił. Żyje z wyłudzonego od wiernych i z przejętych nieruchomości za darmo lub "kupionych" za 1% wartości księgowej, gdy wartość rynkowa bywa tysiące razy większa.
6.Gniew!! jesteś jak Jędraszewski + Ordo Iurisi + Rydzyki, którzy piętnują ludzi za to, że są takimi "jakimi ich bóg stworzył"
7.Lenistwo!!! Czy któryś z kleru pierze sobie gacie lub skarpetki? a może ma do tego "służebnicę bożą" czyli zakonnicę?

Jeśli nie jesteś w żadnym punkcie podobny do wymienionych, to nie mów, ze są jak ty!!! Lub inni ludzie!!

Ludzie nie głoszą, że wypełniają zalecenia boże i nie wskazują co dobre, co złe. Kler, zakonnicy - TAK!! także Kaczyński
Wszystko co w Polsce ZŁEGO to WINA KACZYŃSKIEGO i KK!!!!
już oceniałe(a)ś
1
0
@M.K.Zet
Biernat z Lublina XV wiek:

"Nie patrząc na biskupy,
Którzy mają złotych kupy;
Boć nam ci wiarę zeszyli,
Boże daj by się polepszyli.

Dwór nam pokaził kapłany,
Kanoniki i dziekany.
Wszystko w kościele zdworzało
Nabożeństwa bardzo mało... "
........
czyli od wieków tak samo byle jako.....
Każdy sam odpowiada za swoje czyny KK też. Prezes też!!!
już oceniałe(a)ś
2
0
Jakże się cieszę, że swoje dzieciństwo spędziłem w latach 80-tych.
@hammer_horror_fan
A ja się cieszę, że nie mam dzieci!
już oceniałe(a)ś
9
0
Rozśmieszyły mnie te ichnie profesje: instagramerka ( zapewne "niegramotna" :-). " Influencerka" - a jaki taka wywiera " influence", dajmy na to, na mnie. Zjawisko sztucznych karier bylo zresztą zawsze. Osoby, ktore niczego nie dokonaly, jedynie obracaly sie w odpowiednim towarzystwie. Byl taki film , "Wystarczy byc?" (?) - genialnie przedstawił problem. A nasz Dyzma?
@przemek05

>> Byl taki film , "Wystarczy byc?"

Książka Jerzego Kosińskiego.

TomiK
już oceniałe(a)ś
4
0
@fawad
I genialny film z Peterem Selersem
już oceniałe(a)ś
2
0
influencerka urodowa.... a nie da sie poczekac z ofiarowaniem dziecku telefonu chociaz do 12 urodzin? a nie da sie tego dziecka oddalic od takich debilnych tresci w necie????
@MichaelJ
Absolwentka kosmetologii XD
już oceniałe(a)ś
2
0
To nie te czasy, kiedy dzieci puszczone samopas dawały radę. Dzis jest duża konkurencją społeczna i przynajmniej jeden z rodziców powinien poświęcić sporo czasu, by wiedzieć w jakim otoczeniu przebywa ich pociecha, co potrzebuje, w czym jej pomóc i z czym zderzy się za kilka lat
już oceniałe(a)ś
14
0