Szczepan Twardoch: Cancelujmy Russland-Versteher, od Schrödera po Le Pen i Orbána
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wojna jest wielkim złem, którego w naszej części Europy na tę skalę udawało nam się przez ostatnie dziesięciolecia unikać. Czy jednak hasło "Stop wojnie!" jest dziś hasłem właściwym wobec rosyjskiej napaści na Ukrainę? "Stop wojnie" nie rozróżnia między ofiarą i agresorem, „stop wojnie" godzi się na to, co agresor w efekcie działań wojennych uzyskał, „stop wojnie" rozbraja ciągle broniącą się tej wojny ofiarę.

Władimir Putin przecież wcale nie chce, aby ta wojna trwała, wojna jest kosztowna, Władimir Putin nie kocha wojny dla niej samej, lecz posługuje się nią jako dogodnym narzędziem do narzucenia swojej woli narodowi, który wolałby raczej decydować o sobie sam.

Władimir Putin z radością zastopowałby wojnę, skoro tylko Ukraińcy złożyliby broń, wykopali sobie swoje własne groby i złożyli w nich swe ciała, aby oszczędzić rosyjskim bojcom wysiłku. Ewentualnie sami wybudowali sobie baraki i otoczyli je drutem kolczastym, to też jest stara rosyjska specjalność, robić to rękami więźniów. Czyż nie byłby to najprostszy sposób na zakończenie wojny...? Hasło "stop wojnie" jest obraźliwe dla tych Ukraińców, którzy walczą dzisiaj o swój kraj, bo mają czelność życzyć sobie bycia demokratycznym narodem, który sam będzie decydował o swoim losie. To nie tę straszną wojnę należy zatrzymać za wszelką cenę, lecz Rosję.

Propaganda radziecka, a potem rosyjska od stu lat bez mała posługiwała się pacyfizmem do moralnej i intelektualnej pacyfikacji Zachodu – w końcu zachodnioeuropejscy zwolennicy rozbrojenia nigdy nie kierowali swoich postulatów w stronę Kremla. Również w niemieckiej debacie publicznej zdaje się panować pacyfistyczny resentyment, który oczywiście, zważywszy na historię XX wieku, był w pełni uzasadniony i zrozumiały dwie, trzy, cztery dekady po II wojnie światowej. Czas jednak zorientować się, że od końca II wojny światowej minęło już nieomalże osiemdziesiąt lat, jest to historia równie ważna, co zamierzchła, świat się zmienił i należy również zmienić narzędzia, używane do jego rozpoznania, opisu i oceny. Prawdopodobieństwo, by w Niemczech miał się narodzić dziś zbrodniczy, militarystyczny reżim, jest raczej znikome, natomiast taki właśnie reżim mamy zaraz obok, pod ręką, a Niemcy chętnie robią z nim interesy.

Jak więc dziś wyglądają efekty niemieckiego koncyliacyjnego unikania eskalacji z Rosją? Cóż przyniosła odmowa wysłania Ukrainie broni, by Rosji nie prowokować? Propozycja przesłania 5000 hełmów krajowi, który potrzebuje raczej nowoczesnej broni przeciwlotniczej i przeciwpancernej, Carl-Gustawów, Spike'ów, Matadorów czy chociażby starych Milanów, które spokojnie sobie leżą w niemieckich magazynach, podczas gdy w ukraińskich rękach mogłyby niszczyć rosyjskie czołgi na ulicach Kijowa? Czyż Rosja potrzebowała jakiegokolwiek pretekstu? Czy niemiecka dyplomacja przyniosła jakikolwiek skutek? Czy ekonomiczne więzy, łączące Rosję i Niemcy, cała działalność Gerharda Schrödera, tej najbardziej haniebnej postaci niemieckiej polityki ostatnich dekad, chociaż na cal ucywilizowały Władimira Putina, przeciągnęły Rosję chociaż na cal ku cywilizowanym metodom prowadzenia polityki?

Dziś nie muszę już na te pytania odpowiadać, bo odpowiedzi obejrzeć możemy na każdym kanale informacyjnym. Odpowiedzią są spadające na Kijów bomby, a spadają one również dzięki Schröderowi. Bezrefleksyjny pacyfizm niemieckiej klasy politycznej jeszcze tydzień temu mógł być równie niemądry, co szlachetny, dziś jest już po prostu wyłącznie niemoralny.

Niemoralne są wydatki na zbrojenia na poziomie 1,4 procent. Niemoralna jest kunktatorska polityka wobec otwartej, rosyjskiej przemocy. Niemoralne są wahania wobec sankcji nakładanych na Rosję, niemoralne jest powstrzymywanie się od dostaw broni na Ukrainę, niemoralny jest Nord Stream 2 i energetyczne uzależnienie Europy od rosyjskich paliw kopalnych, niemoralne wydaje mi się nawet utrzymywanie dziś stosunków dyplomatycznych z Rosją na jakimkolwiek szczeblu poza najniższym, niemoralne jest dziś przekonanie, że z Rosją w przyszłości trzeba się jakoś dogadać, zbudować jakiś kompromis ponad głowami Ukraińców. Trudno mówić o kompromisie między pięścią i szczęką. Jeśli pięść zgodzi się na pęknięcie i wybicie trzech zębów zamiast złamania z przemieszczeniem, czy nazwiemy to kompromisem?

Na szczęście, wiadomość z tej niedzieli, o zasadniczej zmianie niemieckiego stanowiska, to jest o zgodzie na dostarczenie Ukrainie broni przeciwpancernej, budowie terminali LNG uniezależniających w przyszłości Niemcy i Europę od rosyjskiego gazu i o zasadniczym zwiększeniu wydatków na obronność, przekonuje mnie, że również wśród niemieckiej klasy politycznej jasnym staje się, iż bezrefleksyjny pacyfizm może prowadzić do zła.

Wiadomość ta zastała mnie w samochodzie. Wiozłem na Górny Śląsk z ukraińskiej granicy kobietę, która z rocznym dzieckiem na ręku i minimalnym bagażem uciekała przed wojną Putina, wraz z dwoma siostrami i jeszcze czwórką dzieci. Mieszając nieudolnie polskie, ukraińskie i rosyjskie słowa opowiedziałem jej, jak umiałem o tym, co tak mnie ucieszyło. Cieszyła się wraz ze mną nie dlatego, że była militarystką. Cieszyła się z nadziei na pokój. Żadnej kobiety uciekającej przed walkami z dzieckiem na ręku nie można oskarżyć o zamiłowanie do wojny.

Jeśli więc uprawiana ostatnimi czasy cancel culture może mieć jakąkolwiek wartość, to zajmijmy się dziś cancelowaniem europejskich Russland-Versteher, od Schrödera poczynając, na bezwstydnie biorącej rosyjskie pieniądze Le Pen i Orbánie kończąc, co chciałbym dziś przypomnieć również polskiemu premierowi, który poddawany słusznemu ostracyzmowi wśród europejskiego politycznego mainstreamu, wśród nich szukał sojuszników. Cancelujmy ludzi i organizacje, które chcą się z Rosją dogadywać, które biorą rosyjskie pieniądze albo z głupoty reprezentują rosyjskie interesy. Niemiecka minister spraw zagranicznych, pani Annalena Baerbock w reakcji na rosyjską inwazję wyraziła swoje oburzenie faktem, że Putin kłamie. Chciałbym ją teraz zapytać: co Szanowna Pani Minister robiła przez ostatnie osiem lat, od zajęcia Krymu, czy Pani te osiem lat spędziła odcięta od świata? Naprawdę o tym, że Putin kłamie, dowiedziała się Pani dopiero, gdy na Kijów spadły bomby?

Nie piszę tego powodowany częstym wśród polskiej opinii publicznej antyniemieckim resentymentem. Niemcy są krajem mi bliskim, bliska jest mi niemiecka kultura, kocham Berlin i niezmiennie podziwiam Niemcy za trudną drogę moralnego oczyszczenia, którą odbyły po 1945 roku. Polska prawica z tego powodu nieraz nazywała mnie "volksdeutschem". Piszę to właśnie dlatego, że podziwiam Niemcy, a dzisiejsza polityka Niemiec wobec Rosji, polityka najsilniejszego kraju Unii Europejskiej, wydaje mi się najbardziej haniebną kartą w niemieckiej historii po 1945 roku.

Już pora byłaby powiedzieć: w swojej polityce myliliśmy się całkowicie co do Rosji. Rację miały Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, Gruzja, nie zaś Niemcy czy tradycyjnie sprzyjająca Rosji Francja. Jarosław Kaczyński dziś myli się we wszystkim, ale rację miał jego brat, prezydent Lech Kaczyński, gdy w 2008 roku powiedział: dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później być może Polska.

Nie, z tą Rosją nie można się już dogadać. Z tą Rosją można tylko przegrać lub wygrać, ja zaś chciałbym, aby Europa z Rosją wygrała, bo nie chcę zobaczyć rosyjskich czołgów i helikopterów na moim Górnym Śląsku. Chciałbym, aby Europa z tą Rosją wygrała, ponieważ dla kraju, którego jestem obywatelem, podobnie jak dla obywateli Estonii, Łotwy, Litwy, Rumunii czy Słowacji Europa jest jedyną alternatywą wobec powrotu pod rosyjski knut.

Mam też nadzieję, że dziś jest to w końcu widoczne i oczywiste również dla tych, którzy rządzą Polską, a którzy nie wahali się ostatnimi laty używać szczęśliwie nierealnego ciągle widma polexitu jako środka do wewnętrznych rozgrywek politycznych. Dla całej Europy po Ren i Bałkany UE i NATO są jedynymi alternatywami wobec rosyjskiego bezprawia.

Liberalna demokracja nie potrzebuje dziś wzmacniać swojego immanentnego pacyfizmu. Europa potrzebowała pacyfizmu w XIX i XX wieku, dziś jednak Europejczycy nie są wojowniczy. Europie w żadnej formie nie zagraża rozkwit własnego militaryzmu, Europie zagraża militaryzm Władimira Putina. Europa potrzebuje dziś siły militarnej. I wbrew rosyjskim fantazjom, nie, to nie liberalizm, sprawiedliwość społeczna ani demokracja czynią Europę słabą, wręcz przeciwnie, to właśnie te cechy dają Europie ogromny potencjał gospodarczy i potężną soft-power. Europa może być jednocześnie silna i demokratyczna, musi tylko chcieć tej siły i wydawać na nią pieniądze.

Póki Rosja jest dla nas zagrożeniem, a co do tego chyba nikt przytomny nie ma już dziś wątpliwości, to Stany Zjednoczone powinny być dla nas wzorem tego, ile należy na zbrojenia wydawać. Jestem oczywiście świadomy, jak amerykański biznes zbrojeniowy dla swoich ciemnych interesów może prokurować konflikty zbrojne w myśl zasady mówiącej, że gdy masz w ręku młotek, to wszystko wygląda jak gwóźdź: tym niemniej, dziś mamy w Europie bardzo nieprzyjemny gwóźdź, który naprawdę trzeba wbić, i potrzebujemy w tym celu solidnego młotka. Potem można ten młotek odłożyć, ale dopiero potem.

Nie możemy się też Rosji bać. Całkowity PKB Rosji jest mniejszy niż PKB Włoch, jej PKB na mieszkańca jest mniejszy niż polski. Rosyjska ekonomia jest słaba, gospodarka nieinnowacyjna, demografia w zapaści, a przy tym całkowicie pozbawiona soft-power. Euroazjatyckie mrzonki Aleksandra Dugina nie pociągają nawet samych Rosjan, zaś świat europejskich wartości i europejskie welfare state pociąga bardzo wielu. Więc zapytam sam siebie: skoro lotnictwo NATO mogło w 1999 roku otwarcie bombardować Belgrad, to czy dziś europejskie i amerykańskie F-35 nie mogłoby skrycie, a z lepszym pożytkiem czynić tego samego z rosyjskimi kolumnami pancernymi na Ukrainie? Tak, Rosja jest potęgą nuklearną, oczywiście – ale jest nią również NATO. Związek Radziecki, gdy upadał, również posiadał potencjał nuklearny.

By Rosję powstrzymać, by uniknąć kolejnych wojen i zmusić Rosję do wyrzeczenia się agresywnej polityki i ziem zabranych Ukrainie, musimy wydawać więcej niż Rosja na zbrojenia, musimy, jak słusznie zauważył Boris Johnson, obalić rosyjską gospodarkę, aż w końcu sami Rosjanie pozbędą się głównego winowajcy tych wydarzeń - Władimira Putina. Rosja, ten rozbójniczy, zaborczy kraj musi zostać pozbawiony zębów i pazurów, zanim po Kijowie sięgnie po więcej, po Rygę, Warszawę albo Berlin.

Powiecie, że to niewyobrażalne, że nie można sobie wyobrazić scenariusza, w którym rosyjskie helikoptery próbują wysadzić aeromobilny desant nie na lotnisku przy zakładach Antonowa, a na lotnisku Schönefeld?

No cóż, dziesięć lat temu scenariusz, w którym rosyjskie lotnictwo bombarduje Kijów, był tak samo niewyobrażalny.

Nie mówmy więc po prostu "stop wojnie". Ta wojna jest straszna, ale ma tylko jednego winowajcę. Mówmy stop Putinowi. Stop Rosji. Zróbmy wszystko, aby powstrzymać Rosję i pozbawić ją możliwości dalszej agresji, zróbmy to, mam nadzieję, bez uciekania się do wielkiego konfliktu militarnego, ale przestańmy mówić, że zrobimy wszystko, aby nie dopuścić do wojny w Europie, bo wojna w Europie już jest. Kilka godzin samochodem od granic Unii Europejskiej na trzymilionowe miasto spadają rosyjskie bomby. Zróbmy wszystko, aby ukarać tych, którzy te bomby zrzucają, by powstrzymać ich przed zaatakowaniem miast kolejnych.

*

Ukraiński pisarz Jurij Andruchowycz udzielał wywiadu polskiej stacji radiowej i dziennikarz zapytał go, co powiedziałby Władymirowi Putinowi, gdyby go spotkał, na co Andruchowycz odpowiedział po prostu: zabiłbym go.

Jurij Andruchowycz nie jest ani militarystą, ani krwiożerczym rusofobem, jest subtelnym intelektualistą, człowiekiem, który zajmuje się słowami, nie przemocą.

Kiedy jednak ojczyzna Andruchowycza, Ukraina, jest rozrywana przez rosyjskie czołgi i helikoptery, jakie słowa Andruchowyczowi pozostały?

To nie on się słów wyrzekł. Słowa odebrali mu Rosjanie pod wodzą Putina.

Ja też nie nawołuję do wojny. Boję się wojny. Mam dobre życie, nie chcę, by wojna mi je zabrała, nie chcę, by wojna zabrała życie moich synów. Dlatego rozumiem Andruchowycza i dlatego napisałem ten tekst.

Tekst Szczepana Twardocha podajemy za dzisiejszym „Die Welt".

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Aleksandra Sobczak poleca
Czytaj teraz

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Dobry, celny, wyważony.
    @ciekawe25 .
    A gdybym złowił złotą rybkę, to bym ją poprosił o 2 minuty Kliczki sam na sam z Putinem.
    już oceniałe(a)ś
    19
    2
    @Konrad P
    Obecnie chyba drobniejszy Usyk by lepiej pasował.
    już oceniałe(a)ś
    0
    1
    @ciekawe25 .
    Pan Twardoch jest kilka kroków za bieżącym nurtem problemów. Chciałbym, żeby zajął stanowisko wobec łysych pał i dresików biegających po Przemyślu.
    już oceniałe(a)ś
    0
    4
    Bardzo, bardzo dobry tekst. I wydrukowany tam gdzie trzeba.

    (Oczywiście niektórzy dalej będą klepać, że Twardoch to niezaangażowany cynik. Powodzenia. Na miejscu postaci pokroju Jerzego Illga miałbym teraz materiał do gorzkich przemyśleń na swój temat.)
    @smieszne_zarty
    Ja widzę to zupełnie inaczej i uważam, że jego główne tezy, od których zaczął cały wywód są niestety nielogiczne tak naprawdę - zapraszam do komentarza poniżej, nie będę spamował ctrl-c/ctrl-v.
    już oceniałe(a)ś
    4
    7
    @smieszne_zarty
    Abstrahując od oceny powyższego tekstu, Jerzy Illg oceniał postawę i dotychczasowe a nie przyszłe wypowiedzi Twardocha. Na tej samej zasadzie można by powiedzieć, że powinniśmy się wstydzić, że krytykowaliśmy Dudę za ?ułaskawienie? Kamińskiego, bo teraz zawetował Lex Czarnek? Zatem spoko kiecka.
    już oceniałe(a)ś
    11
    2
    @smieszne_zarty
    Bardzo doceniam, że Twardoch w tej kwestii ma takie poglądy i, że jest "zaangażowany". Co nie zmienia faktu, że oprócz tego jako obywatel Polski prezentuje się jako cyniczny buc. Oczywiście nie wiadomo na ile to są jego poglądy, a na ile po prostu wybrał dla siebie taki kontrowersyjny rodzaj promocji. Polemika z jego poglądami jest tak samo dozwolona (i potrzebna) jak jego polemika z innymi poglądami. Dobrze byłoby żeby ludzie w końcu zrozumieli, że polemika jest potrzebna.(jak również to, że to co robi konfa, piss czy wszelkie alt-prawackie media, to nie jest polemika tylko darcie ryja i sranie pod siebie).
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Też tak pisałem parę dni temu, że zachód (stacje telewizyjne, kluby sportowe, sportowcy, rządy, politycy) nie piszą haseł "stop rosyjskiej agresji", tylko jakieś miękkie "nie wojnie" i tym podobne.

    I zasadniczo im dalej od Ukrainy, tym mniejsze zainteresowanie konfliktem.
    Normalnie w czwartek grała piłkarska Liga Europy jak gdyby nigdy nic się nie stało (grała też sobie drużyna rosyjska z miasta Putina sponsorowana przez Gazprom), w weekendy grały wszystkie piłkarskie ligi europejskie.
    Wszystkie zawody sportowe (także w Polsce) odbywały się normalnie, a kilkadziesiąt kilometrów od polskiej granicy giną ludzie.
    Biznes is biznes.
    Świat jest jednak nienormalny.
    @rozliczymy_to_wszystko
    Ale dziwisz się? Czy Polacy przejmowali się wojną w Iraku lub w Syrii tak jak wojną na Ukrainie? No jasne że nie, bo tamte były daleko. Welcome to the real world.
    już oceniałe(a)ś
    10
    5
    @rozliczymy_to_wszystko
    Ale - pomijając sprawę udziału Rosjan - dlaczego zawody sportowe (czy wydarzenia kulturalne, czy po prostu zwyczajne życie) miałyby przestać się odbywać? Dlaczego mielibyśmy rezygnować z codzienności?
    już oceniałe(a)ś
    3
    1
    @rozliczymy_to_wszystko
    Czyli zamiast grać w piłkę powinniśmy robić... No właśnie co? Płakać 24godz/dobę? Wykrzykiwać hasła antywojenne. Bić Rosjan spotkanych na ulicy? Może do pracy powinniśmy też przestać chodzić, skoro granie w piłkę jest niestosowne w tym momencie?
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Szczepciu, litości, nie baw się w dzielenie włosa na czworo. Mówmy tak, mówmy siak. Już naprawdę dosyć tych pouczeń, jak mówić i jak myśleć. Każdy normalny rozumie, co to za wojna, skąd się wzięła, i hasło NIET WAJNIE nie obraża Ukraińców w żaden sposób. Chyba w tej chwili bardziej interesuje ich pomoc militarna niż hasełka. Czas płatków śniegu, których wszystko uraża, właśnie mija i lepiej nie przeszkadzajmy w tym.
    Poza tym oczywiście racja. Może nie dla wszystkich Niemców to takie oczywiste, ale i tam się właśnie budzą i oczy ze zdumienia przecierają, że mogli być tacy głupi i ślepi.
    @white_lake
    Ale przecież tu nie chodzi o słowa same w sobie, tylko o to, jaką myśl i jaką postawę wyrażają. Nie chodzi o to przecież, żeby wojnę przerwać i żeby był w końcu spokój i można było wrócić do spokojnego oglądania netfliksa. Przeciwnie, wojna nie może się zatrzymać, musi trwać i skończyć się dopiero śmiercią Putlera (bo nie widzę innego wyjścia, mówiąc szczerze).
    już oceniałe(a)ś
    23
    9
    @xypus
    Nie chodzi mi o powrót do netfliksa, tylko może jednak lepiej, żeby zginęło mniej ludzi niż więcej?
    już oceniałe(a)ś
    17
    10
    @white_lake
    To powiedz "Nie agresji", a nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi.
    już oceniałe(a)ś
    13
    9
    @white_lake
    Tak jak rozumiem i zgadzam się z zastrzeżeniami co do hasła "Stop wojnie", tak nie bardzo widzę alternatywę. "Stop agresji"? "Stop inwazji"? "Stop Rosji"? "Stop rosyjskiej inwazji"? Slogan musi być prosty, nośny, zrozumiały. "Stop wojnie" jest właśnie taki, i ma jeszcze ten atut, że jest uniwersalny - przecież każdy jest przeciwny wojnie. A "Coś tam z Rosją"? Wrzucamy do zakładki "Polityka? A co mnie to...", i zmieniamy kanał.
    już oceniałe(a)ś
    1
    3
    @white_lake
    Mnie jako człowieka zorientowanego w sprawie razi to przyczepianie się do sformułowania "stop wojnie". Ja wiem kto jest agresorem i co znaczy gdy mówimy stop wojnie.
    Niestety to jest objaw zdebilenia społeczeństwa które przyjmuje papkę produkowaną przez dziennikarstwo. Ludzie nie wiedzą o jaką wojnę chodzi i kto zaatakował więc trzeba im tłumaczyć i samo "stop wojnie" może być interpretowane na różne sposoby (choć czasami mam wrażenie, że nawet wykształceni i zorientowani ludzie szukają drugiego dna w tym co jest oczywiste)
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Brawo Panie Szczepanie! Nic dodać, nic ująć!
    już oceniałe(a)ś
    52
    20
    To nie jest czas na latwy pacyfizm. Ten pacyfizm jest dzisiaj bardzo niebezpieczny. Z tej sytuacji nie ma dobrego wyjscia, trzeba wybrac mniejsze zlo.
    @Marfula
    Mieli do wyboru wojnę lub hańbę, wybrali hańbę, a wojnę będą mieli także.
    już oceniałe(a)ś
    3
    1
    Rosjanie po zakończeniu wojny powinni przez wiele lat płacić Ukrainie wielkie odszkodowania tak, jak robili to Niemcy po 1945 roku. Powinni wreszcie zabrać się do roboty, by zbudować nowoczesne państwo, a nie ciągle pacykować średniowieczne truchło caratu. Problem w tym, że większość z nich to imperialiści nie nawykli do ciężkiej pracy. Polacy, Ukraińcy, Rumuni i inni dawni poddani imperium sowieckiego po 1989 roku wzięli się solidnie do pracy. By szybko polepszyć swój byt każdy zadbał o siebie, wyjeżdżając np. na saksy do Niemiec, Anglii czy Holandii. A Rosjanie?! Oni czekają aż zadba o nich państwo. No to car dba, podbijając coraz to nowe narody. Rosjanie są strasznie gnuśni, do pracy mają setki podbitych narodów. Najlepiej to widać w Moskwie i w republikach kaukaskich. Kolonializm w czystej, dziewiętnastowiecznej postaci.
    już oceniałe(a)ś
    28
    4
    Ja odbieram to trochę inaczej. Przede wszystkim jestem niesamowicie zaskoczony postawą Ukraińców, których stać na wybitnie spokojną postawę w tak trudnej sytuacji.
    Ileż to już widzieliśmy obrazków, gdy ludność cywilna próbowała przemówić okupantom do rozsądku? I cały czas to robią. Ukraińcy, gdzie tylko mogą, to protestują POKOJOWO właśnie nie tyle przeciwko Rosjanom, co przeciwko samej wojnie, więc to właśnie oni są żywą reprezentacją tego hasła "stop wojnie".
    Ileż oni jeszcze dali dodatkowych przykładów takich zachować!
    Ta akcja z odezwą do matek pojmanych młodych Rosjan, że mogą sobie swoje dzieci odebrać same z Kijowa - niech się stawią na polskiej granicy, zostaną bezpiecznie dowiezione do Kijowa i mogą sobie zabierać swoją pociechę, która tam pojechała na "ćwiczenia", bo, jak napisali Ukraińcy - oni, w przeciwieństwie do rosyjskich nazistów, nie mordują matek z dziećmi.
    Twardoch przesadza, to sami Ukraińcy nie chcą tej wojny. Dzielny minister obrony ciągle apeluje w każdym tt, żeby świat pomógł zakończyć tę wojnę.
    Twardoch się myl, gdy pisze:
    "Stop wojnie" nie rozróżnia między ofiarą i agresorem, ?stop wojnie" godzi się na to, co agresor w efekcie działań wojennych uzyskał, ?stop wojnie" rozbraja ciągle broniącą się tej wojny ofiarę."
    Jest dokładnie odwrotnie, bo cały świat już zna różnicę pomiędzy agresorem Rosją i ofiarą Ukrainą i nie godzi się na żadne bonusy agresora i stratę ofiary, ani na rozbrojenie ofiary. Te stwierdzenia Twardocha są zwyczajnie nielogiczne. Z tego hasła nic nie wynika, oprócz głębokiej chęci pokoju.
    @zxc123
    Bardzo uprzejmie proszę Moderatora o usunięcie komentarza użytkownika zxc123, jest to nieuzasadniona mowa nienawiści i niezwykle szkodliwa wojna informacyjna ruskiego bota z Zachodem. To nie ma nic wspólnego z różnicą poglądów, czy dyskusją o historii. Z góry dziękuję.
    już oceniałe(a)ś
    8
    2
    @zxc123
    Co ty masz w tym pustym dzbanie?
    już oceniałe(a)ś
    6
    0