Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Adam Michnik: Z archipelagu białoruskiej wolności

Władimir Mackiewicz siedzi w więzieniu. W więzieniu, tylko z większym spacerniakiem, siedzi cała wolność narodu białoruskiego, cała wolna myśl Białorusi została uwięziona, skuta kajdankami i zakneblowana. W ten knebel wierzy Aleksander Łukaszenka, ale oto myśl przeciska się między kratami i dolatuje do nas.

Jej fragmenty, jej strzępki próbujemy dziś zaprezentować na naszych łamach. Czytam te strzępy myśli Mackiewicza z uwagą i wzruszeniem, wspominam nasze rozmowy w Mińsku. Pamiętam, że były to rozmowy ludzi wolnych, którzy mieli umysły swobodne.

Mackiewicz, uwięziony dziś filozof białoruski, jest człowiekiem mądrym, odważnym i szlachetnym, jego myśli inspirują, prowokują do rozmowy. Dla mnie to zapis refleksji z archipelagu białoruskiej wolności. Jest to też świadectwo, że wolnym można być i za kratami czy też w oczekiwaniu na uwięzienie.

Władimir Mackiewicz daje świadectwo swojej wolności. Przeczytajmy w skupieniu i z namysłem te słowa. Takie słowa, takie myśli tworzą fundament i zręby lepszego świata.

Adam Michnik

Rewolucja a filozofia

2 października 2020

Filozof a rewolucja - zagadnienie abstrakcyjne, akademickie, bezpieczne. Raptem jednak natrafia się na taki przekaz:

„A poza tym, drogi Władimirze Władimirowiczu, uważam, że wasze aresztowanie jest jedynie kwestią czasu. Uwierzcie mi, wśród waszych stałych czytelników są i tacy, którzy gromadzą wszystko, co kiedykolwiek napisaliście, w specjalnej teczce w budynku z budką na dachu [autor ma zapewne na myśli siedzibę główną KGB w Mińsku]. Istnieje duża szansa, że nie uda wam się wyjechać, jak [Swiatłanie] Aleksijewicz, której zwyczajnie się poszczęściło. Niewiele zabrakło, a Aleksijewicz siedziałaby dziś w areszcie śledczym KGB".

Nie pierwszy raz spotykam się z tego rodzaju przekazami. Były wśród nich jawne pogróżki, były życzliwe ostrzeżenia, była i jest przyjacielska troska.

Na tego typu komentarze ma się oczywiście ochotę odpowiadać w różny sposób. Niektórych posłać w diabły z ich czczymi pogróżkami. Innych uspokoić. Z niektórymi pożartować: „A mnie to niby i za co? Jestem przecież filozofem, waszą myślą, kto miałby mnie wsadzić za kratki?". Czy też jak w jednym filmie o rewolucji: „ja to wasza myśl, a myśli nie da się unicestwić" [cytat z filmu „Kamo - niebezpieczna misja"].

W historii wzajemnych stosunków między filozofią a rewolucją bywało jednak różnie. We Francji posyłano filozofów na gilotynę. W Rosji wywożono ich na zsyłkę na statkach parowych. A w Czechosłowacji w 1977 r. podczas przesłuchań zamęczono na śmierć Jana Patoczkę. Nieodpowiedzialnością byłoby więc traktowanie zagadnienia „filozof a rewolucja" bez należytej powagi.

Żadna rewolucja nie może się obejść bez jednoczesnej i współczesnej sobie filozofii.

*

W zeszłym roku opublikowałem dłuższy tekst o miejscu filozofa na Białorusi. Zaczynał się tak:

„Jakie powinno być właściwe miejsce filozofa w takiej czy innej sytuacji, biorąc pod uwagę jego indywidualne przekonania oraz okoliczności zewnętrzne. Jakie - to pytanie ogólne i niewystarczające. Uzupełniłbym je dodatkowymi zaimkami pytajnymi:

** jakie powinno być właściwe miejsce filozofa w takim czy innym momencie historycznym (pytanie o jego miejsce w życiu indywidualnym i społecznym);

** kim powinien być filozof (pytanie o jego pozycję w społeczeństwie i status jako działacza i aktywisty);

** co filozof powinien/ma obowiązek robić, a co robić może (pytanie o jego misję i powołanie);

** z kim filozof powinien obcować (kim są jego rozmówcy, oponenci, wrogowie, towarzysze broni).

Filozofowie to najbardziej wolni ludzie świata. Platona dwukrotnie sprzedawano w niewolę, a on mimo to pozostał Platonem. Boecjusz swoje opus magnum [„O pocieszeniu, jakie daje filozofia"] spisywał w więzieniu. Marek Aureliusz był cesarzem imperium rzymskiego.

Filozof pozostaje filozofem w dostatku i w biedzie, na tronie i w więzieniu, w demokracji i tyranii. Jednak zanim będzie mógł filozofem pozostać, musi się nim zawczasu stać. Dopiero ten, kto stał się filozofem, może być wolny w każdych warunkach. Procesowi stawania się filozofem towarzyszyć muszą jednak pewne specyficzne warunki. Sama chęć nie wystarczy.

Filozof sam określa swoje miejsce w świecie, sposób działania i zachowania, swoją misję i funkcję. Jego możliwości są jednak ograniczone przez świat zewnętrzny. Rzeczywistość zewnętrzna istnieje, a filozof nie ma nad nią żadnej władzy.

Tak samo rzecz ma się w przypadku poetów. Jak to było u Anny Achmatowej: »Ja ze swoim narodem byłam wtedy, tam, gdzie na nieszczęście był mój naród«.

Filozof, chcąc nie chcąc, może znaleźć się w miejscu, w którym znaleźć by się nie chciał.

W gułagu, na pokładzie »filozoficznego parowca«, na wygnaniu, na tronie. Okoliczności mogą zmusić niektórych do objęcia stanowiska rektora uniwersytetu, jak Heideggera. I jest to zupełnie inna sytuacja od tej, w której rektorami zostawali Fichte czy Dewey.

I nie tylko Platona usiłowano sprzedać w niewolę. W naszych czasach tego typu próby również nie należą do rzadkości. Filozof zaś powinien zachowywać się w takiej sytuacji jak Ezop. Będąc wystawionym na sprzedaż na targu niewolników, krzyczał: »Kupcie sobie gospodarza!«.

Prawdą jest, że filozof nie zawiaduje, nie panuje, nie nakazuje. Jedno z głównych zajęć filozofa to naprostowywanie pojęć. Jest to zajęcie, któremu powinien oddawać się w każdych warunkach i okolicznościach, kiedykolwiek i gdziekolwiek by był, z kimkolwiek by dyskutował. Ponieważ »gdy słowa tracą swoje znaczenie, ludzie tracą wolność«.

Filozof może próbować zachować swoją wolność, w poważaniu mając wolność narodu, wtedy jednak przestaje być filozofem".

*

Rewolucja to zmiana systemu wartości, panującej ideologii, to wizja przyszłości, wymiana starej mapy świata na nową. Rewolucja jest wszystkim tym, co stanowi sferę kompetencji filozofii.

Rewolucja przebiega skutecznie i zwycięsko wtedy, gdy ma filozoficzne zaplecze, gdy jej działacze i liderzy posługują się najnowszą filozofią, są zdeterminowani do zmiany mapy świata, do wdrożenia nowego systemu wartości.

Bez uprzedniej i jednoczesnej pracy filozofów rewolucja jest niemożliwa.

Nie każdy jednak, kto sam siebie nazywa filozofem, jest w stanie odpowiedzieć na wezwanie rewolucji, nie każdy jest w stanie udźwignąć brzemię misji filozofa-rewolucjonisty.

A co z tymi, którzy są w stanie? Którzy podejmują się tej misji, odpowiadają na wezwanie, gdzie oni są? Kim oni są? Co robią? Czego się boją a czego się nie boją? Jeżeli filozof się boi, to nie może myśleć, działa wtedy w afekcie, ogarnięty namiętnościami i emocjami.

Filozof nie może pozwolić sobie na strach. Ba, filozof w gruncie rzeczy nie ma się czego bać. Daremne są próby aresztowania i skazywania filozofa na więzienie. Tekstów nie wtrącisz za kraty. Rękopisy nie płoną. O ile, rzecz jasna, te teksty i rękopisy w ogóle istnieją.

Filozof posiada ciało, i ciało to można zabić. Lecz morderstwo popełnione na filozofie jedynie przydaje jego tekstom dodatkowej siły oddziaływania. Dlatego też nie ma sensu go zabijać, wydalać z kraju, sadzać za kratkami.

Moje teksty są spisane. Zawarta jest w nich ideologia i teoria rewolucji. Jest w nich strategia działania i różne scenariusze wydarzeń. Cokolwiek by się ze mną stało, te teksty pozostaną i będą żyć dalej, będą się rozprzestrzeniać.

Wszystko, co niezbędne dla naszej sierpniowej BIAŁOrewolucji już napisałem i wypowiedziałem. Tak więc, dziękuję za troskę, dziękuję za przestrogi!

Nie martwcie się, nie wyjadę!

Nie liczcie na to, nie wyjadę!

Idę na was

2 grudnia 2020

Nazwijmy rzeczy po imieniu: reżim prowadzi wojnę z narodem Białorusi.

Legenda głosi, że taki komunikat posyłał swoim wrogom kijowski kniaź Światosław. Jednak wyobrażenia średniowiecznych rycerzy o honorze i zasadach prowadzenia wojny nie przystają do współczesnych czasów. Wyobrażenia te istniały tylko w legendach.

W rzeczywistości plany i zamiary zawsze skrzętnie skrywano przed oczami wroga. A w naszych parszywych czasach próbuje się ukryć samą wojnę.

Rosja prowadzi wojnę z Ukrainą już od sześciu lat, nie wypowiedziawszy jej jednak wprost, sprawiając przy tym wrażenie, że żadnej wojny nie ma i nigdy nie było. Reżim prowadzi wojnę z narodem Białorusi, nie wypowiadając jej wprost i w sposób jawny nie uznając w narodzie swojego wroga.

Ukraina wygrywała potyczki tylko wtedy, gdy uznawała, że jest na wojnie. My także możemy wygrać tylko wtedy, kiedy uznamy, że jesteśmy na wojnie. Tylko wtedy, kiedy wypowiemy posłuszeństwo reżimowemu prawu, kiedy przestaniemy stosować się do prawodawstwa wroga.

Respektowanie prawa było naszym silnym argumentem do 9 sierpnia. Wymagaliśmy od reżimu respektowania prawa i sami konsekwentnie się do niego stosowaliśmy.

Po 9 sierpnia prawo stało się pustą literą. Obowiązuje prawo stanu wojennego. Lecz my wciąż jeszcze żyjemy w przedwojennej fantasmagorii. A na wojnie, jak to na wojnie.

Pora zdecydowanie i jasno ogłosić: „Idziemy na was!".

Wojna ma swój język. Musimy nauczyć się dobierać odpowiednie słowa. Na przykład:

Na wojnie nie ma więźniów politycznych, są jeńcy.

Na okupowanym terytorium trafia się za kratki nie za popełnione przestępstwa, lecz dlatego, że jest się wrogiem. Na okupowanym terytorium nawet zupełnie karni i pokojowo nastawieni obywatele są postrzegani przez okupanta jako potencjalni wrogowie.

Władza dostarcza nam wszelkich dowodów na to, że traktuje nas jak wrogi naród na terytorium okupowanym przez ZGP (zorganizowaną grupę przestępczą).

To samo dzieje się z innymi słowami, pojęciami, kategoriami.

Nazywajmy więc rzeczy po imieniu.

Memorandum idealisty

24 grudnia 2016

Jestem idealistą. Znaczy to, że jestem przekonany, że idee rządzą światem, organizują ludzkie życie i aktywność. W tym sensie świat jest rozumny. Co jest rozumne, jest rzeczywiste; a co jest rzeczywiste, jest rozumne.

I nie wynika z tego wcale, że rozum zawsze ma rację. Rozum (myślenie) może się mylić. W tym sensie pomyłki również są rozumne, pomyłki to owoc nieprawidłowego myślenia, zaćmienia rozumu.

Mistrzowie podejrzeń (Marks, utrzymujący, że światem rządzi interes, Nietzsche, że wola, Freud, że instynkty) zaledwie nazwali i opisali idee irracjonalnych motywów kierujących rzeczywistością, a ich idee zdobyły władzę nad światem.

Dowolny zbiór idei może zostać w pewien sposób zorganizowany i wskutek tego ostatecznie przedzierzgnąć się w ideologię. Każda ideologia jest zaledwie mizerną namiastką idei organizujących ludzkie życie i aktywność.

Jednak przyjąwszy już formę ideologii, ten maleńki zbór idei zaczyna rościć sobie prawo do całościowego objaśniania świata, do wystosowywania kategorycznych wytycznych w dziedzinie ludzkiego życia i aktywności. Dlatego też każda ideologia jest złem.

I ja, jako idealista, przekonany o tym, że idee rządzą światem, jestem przeciwnikiem każdej ideologii, ponieważ wszystkie one są złem - złem profanacji, złem niepełności przy jednoczesnej pretensji do totalności, złem omylnego rozumu, pretendującego do roli arbitra w kwestiach prawdy.

Czy idee mogą rządzić światem bez ideologii, nie stając się złem? Tak, jeżeli są brane w cudzysłów, poddają się ograniczeniom czasu i przestrzeni, formułowane są w zależności od sposobu funkcjonowania, ich definicje są kwestionowane i poddawane krytyce na każdym etapie swojego obowiązywania.

Idee organizują się nie tylko w ideologie, które są złem, lecz także w teorie, które są dobre, póki nie zostają sfalsyfikowane; w programy badawcze, o ile nie ulegają dogmatyzacji i mogą zostać w dowolnym momencie wymienione; w projekty, które nie trwają wiecznie i mają wyznaczony zawczasu deadline; w strategie, które na krótki czas jednoczą duże grupy ludzi i puszczają ich wolno, kiedy tylko wspólne cele zostają osiągnięte.

Idee rządzące światem są wieczne i niezmienne, lecz to my wybieramy, którymi z nich będziemy kierować się w życiu i działaniu, które z nich odłożymy do szuflady na później, a które w ogóle należałoby zamknąć w zakurzonym archiwum, aby dostęp do nich miała jedynie wąska grupa specjalistów.

Idee nie są jednoznacznie dobre lub złe. Co jest korzystne dla młodego, szkodzi starszemu. W zależności od dawki lek może stać się trucizną. Pomysł zbierania kamieni jest dobry w czas zbierania kamieni, niedobry zaś, gdy nadszedł czas ich rzucania.

Za niedbałe obchodzenie się z ideami (ignorancja), unikanie ich krytyki (tolerancja), ucieczkę od ich kwestionowania (dogmatyzm, konserwatyzm, ortodoksyjność) płacimy wysoką cenę jako ludzkość. Głównymi poszkodowanymi są z reguły następne pokolenia, a nie te, które w sposób bezmyślny, pobłażliwy lub dogmatyczny czynią użytek ze złych idei, podejmują błędne decyzje, wybierają nikczemnych i skorumpowanych prezydentów, głosują w referendum za poprawkami do konstytucji, nie wczytując i nie wmyślając się w ich treść.

Nie mówcie mnie, idealiście, które idee powinienem krytykować, a których nie. Będę krytykował wszystkie, których tylko się tknę: religijne, naukowe, polityczne, technologiczne, każde, które mają znaczący wpływ na kształt rzeczywistości, pretendują do wywierania tego wpływu lub pretendować mogą.

Lepiej na poważnie przyjrzeć się temu, jakie idee ja sam realizuję! Analizujcie je, kwestionujcie je, krytykujcie!

A jeśli wytrzymają waszą krytykę, pomyślnie przejdą próby bezlitosnego sceptycyzmu, zaangażujcie się w ich realizację. Idee, które wytrzymały najcięższą krytykę, zasługują na to, by je realizować.

Nierówne starcie dyskursu z narracją

2019

Mniej więcej 50, 60 lat temu postmoderniści ogłosili koniec epoki wielkich narracji. Zapomnieli jednak uściślić, gdzie i kiedy epoka ta trwała oraz gdzie dokładnie nastąpił jej koniec. Epoka wielkich narracji zakończyła się w Niemczech, we Francji, w krajach Beneluksu, w Skandynawii. W połowie krajów europejskich zaś wciąż w najlepsze panowały właśnie wielkie narracje. Największa i najpotężniejsza z nich panowała niepodzielnie w ZSRR, częściowo rozprzestrzeniając się na niektóre kraje europejskie i inne regiony świata. Zbieżna z nią narracja organizowała życie w Chinach. Tym narracjom przeciwstawiała się z kolei nie mniej znacząca narracja „wolnego świata".

Postmoderniści zbyt pochopnie ogłosili śmierć wielkich narracji. Przyjęli swoje lokalne położenie za sytuację globalną. Dali tym samym wyraz najpospolitszemu europocentryzmowi, który starali się przecież zwalczać. Na domiar złego na tyle zaciemnili samo pojęcie narracji wyimkami z myśli strukturalistycznej i innych modnych wówczas nurtów metodologicznych, że do tej pory nie są w stanie go rozjaśnić.

Na pytanie o to, czym jest „narracja", najtrafniej odpowiedział jeden z najbardziej utalentowanych i ironicznych postmodernistów Carlos Castaneda. Postmodernistyczną narrację próbował objaśniać poprzez analogię do mitologii i praktyk magicznych Indian Yaqui. Szaman don Juan Matus posługiwał się w swoim nauczaniu kategorią „współuczestnictwa w opisywaniu świata" w tym samym sensie, w jakim postmoderniści posługiwali się pojęciem „narracja".

Narracja to język plus suma historii opowiedzianych w tym języku, mające na celu opisanie świata. Ludzie uczestniczą w narracjach, posługując się własnym językiem, czytając i słuchając opowieści o świecie, przekazując je dalej, dodając co nieco od siebie, podważając ich poszczególne warianty. Kwestionując, umacniamy i utrwalamy narrację. Czy też, mówiąc słowami don Juana - współuczestniczymy w opisywaniu świata.

Don Juan, Carlos Castaneda, postmoderniści i fenomenolodzy, których Castaneda parodiował, doskonale wiedzieli, że świat a opis świata (narracja) nie są tożsame. Świat różni się od swojego opisu. Różni się zresztą od każdego opisu, niezależnie od tego, czy jest on bliższy prawdzie, czy od prawdy daleki. Z kolei same opisy (narracje) konkurują między sobą i zwalczają się nawzajem.

Tak samo, jak w okresie zimnej wojny konkurowały ze sobą i zwalczały się nawzajem monolityczna narracja pseudomarksistowska (komunizm „naukowy", materializm historyczny i dialektyczny) i pluralistyczny opis świata obecny w europejskich i amerykańskich narracjach.

Należy nadmienić w związku z tym, że na Zachodzie istniało całe mnóstwo różnorodnych opisów świata, wśród których znalazło się także miejsce dla sowieckiego pseudomarksistowskiego opisu, postmoderniści nie godzili się na to, by zachodni pluralistyczny opis uznać za jedną zwartą narrację. I być może mieli rację. A Aleksander Zinowjew w swojej książce „My i Zachód" myli się, gdy główne tezy i założenia wszystkich europejskich ideologii próbuje połączyć w jedną spójną meta-narrację. Nie o tym jednak chcę tu mówić.

Istotne jest dla mnie co innego. Na Białorusi epoka wielkich narracji nie dobiegła końca. Monolityczna narracja sowiecka rozpadła się. Rozpadła się tak, jak w opinii postmodernistów rozpadły się liberalne, nacjonalistyczne i komunistyczne narracje w latach 60. XX wieku. Natura jednak nie znosi próżni: stara narracja została zastąpiona nową.

Swiatłana Kalinkina [dziennikarka] kolejną wielogodzinną „wielką rozmowę" z Łukaszenką skomentowała słowami: „on tak widzi świat". I jest to mądre spostrzeżenie. Cała wspomniana „rozmowa", która sprawiała jedynie pozory rozmowy, w istocie zaś stanowiła rodzaj długiego monologu, jest niczym innym, jak właśnie wielką narracją, snuciem opowieści, rozwiniętą mapą świata, czyli opisywaniem świata w znaczeniu, które miał na myśli don Juan.

To bardzo istotna okoliczność.

Opisywanie świata w nauczaniu szamana plemienia Yaqui to czynność szamańska właśnie, magiczna. Sprawny szaman wcale nie musi karmić swoich słuchaczy narkotycznymi kaktusami, aby wywołać pożądany efekt. Europejscy szamani dawno opanowali tę sztukę do perfekcji. Nie będę rozwodził się tu nad kwestią, jak wielką mocą magiczną dysponuje szaman-mag Łukaszenka. I beze mnie dość już jest specjalistów od tej kwestii.

Interesuje mnie inny ważny aspekt tego zagadnienia. Mianowicie, kto współuczestniczy w opisywaniu świata przez Łukaszenkę.

Spieszę z odpowiedzią: współuczestniczą wszyscy, którzy wchodzą z nim w dialog, rozmawiają z nim w tym samym języku (w tym przypadku rozróżnienie na język rosyjski i białoruski nie odgrywa znaczącej roli), rozwijają lub krytykują wątki, fakty i konkluzje snutej przez niego opowieści.

Wszyscy ci, którzy wchodzą w dialog z Łukaszenką, i wszyscy ci, z którymi Łukaszenka wchodzi w dialog, są współtwórcami jednego wspólnego opisu świata. Wszyscy oni wikłają się w tę samą wielką narrację.

Nasz kraj po prostu nie zna innej narracji.

Ktoś mógłby w tym momencie zaoponować, przywołując przykład Emitera Łukaszuka [dziennikarza Radia Swoboda], który podarował szamanowi książkę „w innym języku", czy ulubieńca liberalnej publiczności Jarosława Romańczuka [znanego białoruskiego ekonomisty], którzy również brali udział we wspomnianej „rozmowie".

Faktycznie, pytania i komentarze paru osób wyłamują się ze snutej opowieści i w pewnym sensie przeczą treściom przekazywanym w tym masowym szamańskim kamłaniu [zabiegach polegających m.in. na wzywaniu duchów pomocniczych w celu leczenia choroby].

Ale to nie jest narracja. To zaledwie fragmenty dyskursu. Dyskurs to nie narracja.

Dyskurs różni się od narracji swoim ciągłym, liniowym charakterem. W dyskursie linie mogą niekiedy rozejść się lub przebiegać paralelnie, lecz liniowy i ciągły charakter całości zostaje zachowany. Dyskurs bywa logiczny, bywa także nielogiczny, lecz, przykładowo, asocjatywny, w każdym z tych przypadków pozostając jednak pewną formą wnioskowania. Wnioskowania mniej lub bardziej dowodliwego i poddającego się argumentacji, lecz, koniec końców - dowodliwego i poddającego się argumentacji.

W dyskursie istnieją punkt początkowy i punkt końcowy. Dyskurs od czegoś wychodzi i na drodze składających się z wielu etapów procedur wnioskowania i dowodzenia dociera do konkretnych ustaleń.

Jeśliby pozbawić dyskurs początku, odrąbać jego koniec, pominąć kilka ważnych kroków w procesie argumentacji i dowodzenia, przestałby być on dyskursem. Część całości nie jest tożsama z całością. Ludzi, którym nieobcy jest dyskurs Łukaszuka czy Romańczuka, zasłyszane podczas rozmowy z Łukaszenką fragmenty w czytelny sposób nakierowują na całość, na dowodliwe i dobrze uargumentowane rozumowanie. Tylko ilu jest takich ludzi?

Innym słuchaczom te same pytania i komentarze, reprezentujące sobą poszczególne etapy i fragmenty dyskursu, jawią się zaledwie jako elementy narracji, wielkiej narracji.

A narracja nie jest ciągła ani liniowa. Nie jest logiczna ani dowodliwa. Mogą spotykać się w niej fragmenty łańcuchów różnych rozumowań, pytania i odpowiedzi, związki logiczne, rozsiane i niepowiązane ze sobą argumenty. I wszystko to nie jest liniowe.

Co to znaczy, że nie jest liniowe?

Linia to prosty lub krzywy ciąg punktów (przez punkt można rozumieć tu dowolne rzeczy, np. argumenty, logiczne warunki algorytmu, itp.) między dwoma punktami szczególnymi - początkiem i końcem. Odmianę linii stanowią również dowolne grafy spójne (drzewo, gwiazda, itp.).

Narracja zaś, co do zasady, budowana jest w sposób nieliniowy. Wszystko jest w niej porwane, a jeżeli już coś się z czymś łączy, to tylko pozornie, w sposób przypadkowy. Postmoderniści ukuli osobny termin dla tego typu nieliniowej organizacji - kłącze. Kłącze to zbiór niepowiązanych ze sobą punktów, odcinków, linii, niezaczynających się w żadnym określonym punkcie i nigdzie się niekończących.

W tym sensie narracja naśladuje strukturę rzeczywistości, rzeczywistość jawi się jako nielogiczna i nierozumna, a więc jej mapa i opis takimi właśnie być powinny.

Nie należy wymagać od narracji ciągłości i logiczności. W niej po prostu tego nie ma i być nie może. Ciągłe i logiczne bywają jej poszczególne fragmenty, z tym że nie są one nijak powiązane z innymi ciągłymi i logicznymi fragmentami.

Przypomina to strukturę włókniny. We włókninie można natknąć się na sprasowane nici, lecz ich struktura, funkcja i przeznaczenie w żadnym wypadku nie są takie, jak u nici w tkaninie.

Dlatego też narracja może przyswajać sobie różne dyskursy. Jak materializm dialektyczny, który wchłaniał dogodne teorie naukowe, nawet te, które w pierwszej kolejności odrzucał jako burżuazyjne. Przesiedliwszy i rozstrzelawszy wszystkich zwolenników weismanizmu-morganizmu [termin radzieckiej propagandy], staliniści przywrócili genetykę na uniwersytety po 20 latach prześladowań. Lekką ręką.

Równie lekką ręką narracja czyni użytek z fragmentów dyskursów.

Co do zasady, spójny dyskurs ma znaczącą przewagę nad narracją. Dyskurs jest logiczny, konsekwentny i sprawdzalny. I, pod tym względem, dyskurs jest piękny. Nawet jeśli zawiera w sobie błędy, nieścisłości czy jest daleki od prawdy. W narracji kategoria prawdziwości w ogóle nie ma zastosowania. Także pod względem estetycznym narracja pozostawia wiele do życzenia. Im większa narracja (np. dzieła zebrane Marksa-Engelsa-Lenina-Stalina lub „Wojna i pokój" albo „Ludzie na błotach" [białoruskiego pisarza Iwana Mieleża]), tym mniej w niej prawdy, piękna i dobra. W wielkich narracjach jest wszystkiego po trosze: miłości i nienawiści, dobra i zła, przemocy, przestępstw, heroizmu, a wszystko to porozrzucane w chaotycznej kupie.

Taka właśnie jest narracja łukaszyzmu.

Po co na „wielką rozmowę" zapraszani są Romańczuk i Łukaszuk? Aby dać im dojść do słowa, ale nie dać rozwinąć słów w spójny dyskurs. Przerwać w pół zdania, nie pozwolić skończyć, ograniczyć czas wypowiedzi, aby nawet rozpocząwszy jak należy, i zakończywszy poprawnym wywodem, rozmówca był zmuszony skrócić część argumentacyjną. W takiej sytuacji pytania i komentarze śmiałych opozycyjnych oponentów bardzo łatwo mogą stać się częścią kłącza narracji, częścią opisu świata. Sami rozmówcy zaś stają się współautorami tego opisu. Co więc mamy począć, jak funkcjonować, nie waląc przy tym głową w mur?

Odpowiedziałbym na to pytanie, ale… Byłby to 13. etap dyskursu. Można opowiedzieć o nim dopiero komuś, kto prześledził 12 poprzednich etapów stopniowego odkrywania myśli, łańcucha argumentacyjnego.

Odpowiem jeszcze kiedyś na to pytanie. Nieco później. Teraz jednak zakończę w tym miejscu.

Klin wybija się klinem. Narrację wybija się narracją. Nie dyskursem. Tym bardziej fragmentarycznym, skróconym.

W starciu dyskursu z narracją, pierwsze z nich od początku skazane jest na klęskę. Łukaszyzmowi można przeciwstawić tylko inny opis świata, inną narrację.

przeł. Mateusz Stefański

***Władimir (Uładzimir) Mackiewicz - ur. w 1947 r., filozof białoruski. Od lat znajdował się na celowniku reżimu Aleksandra Łukaszenki, i to nie tylko dlatego, że w swoich publikacjach otwarcie krytykował władzę. Ożywiał bowiem w społeczeństwie to, co białoruskie władze ze wszystkich sił starały się zdusić w zarodku: białoruską tożsamość narodową, ciekawość własnej ojczyzny i głód wolności. Przez lata angażował się w działalność edukacyjną, próbując zachęcić rodaków do - jak mówił - „obmyślania Białorusi" i nadawania jej w tych rozmyślaniach sensu, m.in. podczas zajęć na tzw. Uniwersytecie Latającym, którego był założycielem.

Przez dziesięciolecia był zaangażowany w wiele projektów. Założył m.in. Agencję Technologii Humanistycznych, był pierwszym szefem rady międzynarodowego konsorcjum EuroBelarus, utworzonego przez białoruskie organizacje pozarządowe, później włączył się w działalność Zjednoczonej Partii Obywatelskiej, Białoruskiej Chrześcijańskiej Demokracji oraz inicjatywy obywatelskiej na rzecz ochrony praw człowieka i zjednoczenia sił opozycyjnych Karta ‘97.

Reżim odpłacił mu za jego opozycyjne działania. W sierpniu 2021 r. został zatrzymany przez funkcjonariuszy KGB we własnym mieszkaniu. Mimo że nie brał udziału w protestach po sfałszowaniu wyborów prezydenckich, ograniczając się jedynie do publikowania komentarzy i tekstów, krytykujących reżim Łukaszenki, władze oskarżają go o „organizowanie grupowych działań, poważnie naruszających porządek społeczny". Teksty filozofa analizują obecnie lingwiści, którzy mają doszukać się w nich nawoływania do ekstremizmu i nienawiści społecznej. - Jestem oskarżony o myślozbrodnię - miał powiedzieć niedawno Mackiewicz swojemu adwokatowi.

11 listopada minęło 100 dni od jego osadzenia w mińskim areszcie śledczym Wołodarka. Niezależne białoruskie organizacje, zajmujące się ochroną praw człowieka, uznały Mackiewicza za więźnia politycznego, władze zaś wpisały go na listę „ekstremistów".

Tytuł całości - „Wyborcza". Część przypisów pochodzi od tłumacza.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.