Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Adam Bodnar – były rzecznik praw obywatelskich, profesor Uniwersytetu SWPS

Usnarz Górny – to miejsce przejdzie do historii polskiej państwowości z wielu powodów. Po pierwsze, jako symbol polityki pozbawionej człowieczeństwa. Po drugie, jako symbol jawnego lekceważenia prawnych zobowiązań w zakresie udzielania cudzoziemcom ochrony międzynarodowej. Po trzecie, jako miejsce, które stało się inspiracją do zaskakującej decyzji o wprowadzenia stanu wyjątkowego przy wschodniej granicy Polski, na terenie 183 gmin.

Stan wyjątkowy może się wiązać z licznymi ograniczeniami praw i wolności człowieka i obywatela. Konstytucja ściśle określa, jakie prawa powinny być cały czas chronione (np. do humanitarnego traktowania, wolność sumienia i wyznania). Ponadto dopuszczalne rodzaje ograniczeń praw są uregulowane w ustawie o stanie wyjątkowym. Wreszcie dookreślenie zakresu ograniczeń należy do Rady Ministrów (jako wnioskodawcy) oraz prezydenta (jako wprowadzającego stan wyjątkowy), z zastrzeżeniem roli Sejmu jako organu, który może stan wyjątkowy uchylić. Z katalogu możliwych ograniczeń są zatem dobierane te, które mają służyć realizacji określonych celów. Stanowi zresztą o tym sama ustawa, która wymaga, by rodzaje ograniczeń odpowiadały „charakterowi oraz intensywności zagrożeń stanowiących przyczyny wprowadzenia stanu wyjątkowego, a także powinna zapewniać skuteczne przywrócenie normalnego funkcjonowania państwa".

Jesteśmy całkowicie bezbronni

Z punktu widzenia praw obywatelskich jednym z najbardziej dotkliwych ograniczeń są te w zakresie wolności słowa – zakaz przebywania jakichkolwiek osób „zewnętrznych" na terenie objętym stanem wyjątkowym, zakaz fotografowania i dokumentowania miejsc oraz obiektów przygranicznych, a także ograniczenia w dostępie do informacji publicznej dotyczącej „czynności prowadzonych na obszarze objętym stanem wyjątkowym w związku z ochroną granicy państwowej oraz zapobieganiem i przeciwdziałaniem nielegalnej migracji".

Słowem – jako społeczeństwo zostaliśmy pozbawieni wiedzy, co się na granicy dzieje.

Każda osoba postronna, czy to dziennikarz, czy działacz organizacji społecznej, narażona jest na sankcje w przypadku przebywania na tym terenie

Co do zakazu zdjęć i filmowania – nawet gdyby znalazł się jakiś stały mieszkaniec strefy chętny do wypełniania roli dziennikarza obywatelskiego, także by za takie czyny odpowiadał.

Czy zatem jesteśmy całkowicie bezbronni, skoro dziennikarze nie mogą wypełniać tradycyjnej roli kontrolowania władzy? Wygląda na to, że tak. Doświadczyli już tego dziennikarze Onet.pl. Co więcej, to uniemożliwienie pracy dziennikarzy i organizacji społecznych na granicy – to mógł być główny cel wprowadzenia stanu wyjątkowego.

RPO był oknem na świat dla 32 osób

Jest jeden organ państwowy, który może nam – jako obywatelom – dawać względne poczucie bezpieczeństwa, że na granicy nie będzie kolejnych nadużyć. Jest nim Rzecznik Praw Obywatelskich.

Od początku kryzysu w Usnarzu Górnym pracownicy Biura RPO (zwłaszcza współpracujący z Krajowym Mechanizmem Prewencji Tortur, Nieludzkiego i Poniżającego Traktowania) mieli dostęp do grupy osób starających się o status uchodźcy. Dlaczego? Bo RPO ma prawo badania każdego naruszenia praw człowieka na terenach objętych jurysdykcją państwa polskiego. To właśnie dzięki jego przedstawicielom mieliśmy wiarygodne informacje na temat stanu zdrowia i traktowania 32 osób na granicy. Podobnego dostępu nie mieli dziennikarze, adwokaci, przedstawiciele organizacji społecznych, parlamentarzyści. RPO był oknem na świat – dla tych 32 ludzi i dla nas wszystkich jako obywateli.

To oczywiście bezprecedensowa sytuacja także dla samego urzędu, bo wcześniej RPO nie mierzył się z kontrolowaniem przestrzegania praw człowieka w czasie stanu wyjątkowego. Ale choć konstytucja dopuszcza ograniczenia niektórych praw w stanie wyjątkowym, to nie pozbawia możliwości działania organów chroniących te prawa. A RPO prof. Marcin Wiącek wyraźnie oświadczył władzy, że zamierza korzystać ze swoich uprawnień. Podkreślił, że RPO nie mogą obowiązywać przepisy dotyczące zakazu pobytu osób na terenach objętych stanem wyjątkowym, gdyż mają one umocowanie konstytucyjne oraz ustawowe. Jednocześnie zadeklarował, że będzie uznawał za wiążące przepisy dotyczące ograniczeń przekazywania informacji publicznej oraz zakazu fotografowania i filmowania.

Adam Bodnar: stan wyjątkowy to ważny precedens

To bardzo ważna deklaracja, bo daje nadzieję obywatelom, że ich umocowany konstytucyjnie przedstawiciel będzie patrzył władzy na ręce.

Oczywiście pojawia się trudność organizacyjna – jak to skutecznie zrobić w strefie objętej stanem wyjątkowym rozciągającej się na całej wschodniej granicy. Należy jednak wierzyć, że doświadczeni pracownicy biura RPO znajdą skuteczną metodę monitorowania sytuacji oraz informowania opinii publicznej. Jeśli nawet pewne szczegółowe informacje nie będą mogły być przekazane, to RPO będzie robił wszystko, co w mocy, aby zapobiec naruszeniom praw człowieka, także na poziomie dokumentacyjnym oraz bezpośrednich relacji z organami władzy.

Jednak to wszystko nie zmienia postaci rzeczy: władza nauczyła się nowej metody działania. Wprowadzenie stanu wyjątkowego to ważny precedens. Użycie nowego, nie stosowanego wcześniej instrumentu prawnego, przebadanie nastrojów opinii publicznej, a także intensywności reakcji politycznej i społecznej może posłużyć do kolejnych tego typu działań. Władza zyskała nowe praktyczne doświadczenie. Jak będzie miała kolejną potrzebę, nie zawaha się, aby uśmierzać protesty i niepokoje.

Nowa broń w arsenale państwa niedemokratycznego będzie czekała na wykorzystanie.

Zapisz się na przegląd wydarzeń. Codziennie rano i wieczorem
Wyborcza to Wy, piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.