Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na zdjęciu wykonanym w maju 2020 r. Swiatłana Cichanouska jest w dżinsach, skórzanej kurtce i sportowych butach. Włosy ma splecione jak zwykle w warkocz. Wychodzi z budynku Centralnej Komisji Wyborczej. Właśnie dostarczyła przewodniczącej CKW Lidzii Jarmoszynie niezbędną liczbę podpisów koniecznych do zarejestrowania swojej kandydatury w wyborach prezydenckich.

Na start zdecydowała się ze złości, frustracji, bezsilności. A przede wszystkim dla przebywającego w areszcie męża, popularnego na Białorusi blogera Siarhieja Cichanouskiego, ostrego krytyka reżimu Łukaszenki.

Człowiek Roku Gazety Wyborczej
ZOBACZ REPORTAŻ MULTIMEDIALNY

Siarhiej okazał się na tyle groźnym konkurentem, że władze odsunęły go od startu jeszcze przed kampanią. Podobnie jak niezależnych kandydatów – Wiktara Babarykę i Waleryja Cepkałę.

Swiatłana Cichanouska – od "kury domowej" do "terrorystki"

Swiatłana nie miała ani ich doświadczenia, ani wielkich ambicji politycznych. Zdecydowała się stanąć do walki z Łukaszenką nie dla prezydentury, ale po to, aby pokazać dyktatorowi, że Białoruś nie jest jego folwarkiem.

– Zrobiłam to z miłości do Siarhieja. Nie jestem polityczką, ale żoną i matką, domatorką. Marzę o tym, by wrócić do domu i znów smażyć dla rodziny kotlety – powiedziała mi później w pierwszym wywiadzie dla „Wyborczej". A dziennikarzom niezależnej rosyjskiej telewizji Dożd’ mówiła: – Wstydzę się. Nie potrafię ładnie mówić, nie mam charyzmy. Nie jestem silna, jestem raczej kochająca.

Jej łagodny, a nawet naiwny wizerunek matki i żony władza postanowiła wykorzystać. Dopuściła Cichanouską do wyborów i nie było to przeoczenie – reżim pilnuje, by w wyborach prezydenckich nie wziął udziału ktoś, kto stanowiłby realne zagrożenie dla panującego od 26 lat Łukaszenki. Pozwolili na start Cichanouskiej zupełnie świadomie – dla rozrywki. Stała się obiektem kpin i słabych żartów charakterystycznych dla wschodniej kultury, nacechowanej patriarchalnymi stereotypami. Pytany o konkurentkę Łukaszenka z ironicznym uśmiechem mówił: „kura domowa", „nieszczęsna dziewczynka".

„Agentką Zachodu", „zdrajczynią" i „terrorystką" zaczął ją nazywać później, kiedy przekonał się, jaka jest siła zarówno Swiatłany, jak i zmęczonych jego rządami Białorusinów.

Swiatłana Cichanouska – liderka, jakiej Białoruś potrzebuje

Początkowo, mimo sympatii, nadziei i jawnej niechęci do reżimu, w podobnie patriarchalny sposób postrzegali Cichanouską także Białorusini. Długo traktowali ją jako „alternatywę", kogoś, kto – jak zresztą sama wielokrotnie podkreślała – „ma tylko pozbawić Łukaszenkę władzy". Wystarczająco silną, by to osiągnąć, ale nie na tyle kompetentną, aby samodzielnie rządzić. Bo kiedy Łukaszenka zostanie już odsunięty, na scenę polityczną wkroczą mężczyźni. I to oni mądrze zdecydują o przyszłości Białorusi.

Swiatłana nie widziała w tym zresztą nic niewłaściwego. Pytana latem 2020 r., w trakcie wyczerpującej kampanii wyborczej, o źródło siły, odpowiedziała: „Za każdym silnym mężczyzną stoi silna kobieta".

Pozycja Swiatłany, a także jej „kobiecego sztabu", który współtworzyły Maryja Kalesnikawa i Wieranika Cepkała, umacniała się z każdym wiecem, przemówieniem, spotkaniem z wyborcami. Jeszcze przed wyborami stało się jasne, że Cichanouska to liderka, jakiej wszyscy potrzebują. Białorusinom, których zamordyzm, przemoc, trudna sytuacja ekonomiczna i pogarda władzy wyczerpały i zmęczyły, dała siłę, zapał i odwagę do walki o swoje prawa.

Zapewne ani ona, ani jej elektorat, czyli miażdżąca większość obywateli, nie wiedzieli, jak bardzo zmieni się ich życie. Że wkrótce dziewczyna z warkoczem stanie się nie tylko nieoficjalną zwyciężczynią wyborów, ale też polityczką z krwi i kości. To ona zacznie reprezentować Białorusinów na szczeblu międzynarodowym.

Swiatłana Cichanouska – przywódczyni z prawdziwego zdarzenia

Gdy zwycięzcą – po raz szósty! – ogłosił się Łukaszenka, wybuchły największe protesty w historii Białorusi. Cichanouska wyjechała z kraju. Jednak nikt nie miał jej tego za złe. „Nasza Swieta potrzebna jest nam na wolności" – mówili w sierpniu protestujący na ulicach Mińska.

Cichanouska po czasie przyznała, że wyjechała, bo władze groziły śmiercią nie tylko jej samej, ale i jej kilkuletnim dzieciom. Groźby podziałały połowicznie: wyjechała, ale nie umilkła.

W kolejnych miesiącach działalności, którą ze swoim sztabem prowadzi z Wilna, przeszła przyspieszony kurs politycznego dojrzewania. Z nieśmiałej „kobiety z warkoczem" przeistoczyła się w przywódczynię z prawdziwego zdarzenia. Przyjęli ją Angela Merkel, Emmanuel Macron i David Sassoli, przewodniczący Parlamentu Europejskiego. Podczas spotkań z nimi mówiła pewnie, jasno i zdecydowanie. Głośno i wyraźnie podkreśla, jakiej Białorusini oczekują pomocy, bez ogródek wytykając bezczynność tym, którzy zapewniali, że wobec reżimu podejmą radykalne kroki.

Swiatłana Cichanouska: Zwyciężymy

W jednym z wywiadów stwierdziła: „Reżim Łukaszenki śmieje się z sankcji. Kroki, które zostały podjęte przez Europę w celu wsparcia społeczeństwa obywatelskiego i osłabienia reżimu Łukaszenki, to na razie śmiesznie mało". Do Polaków zwróciła się: „Potrzebujemy wsparcia, ciągłego przypominania reżimowi, że świat patrzy mu na ręce i że nie jest on bezkarny".

Cichanouska nieustannie przypomina na arenie międzynarodowej o skali represji na Białorusi. O rosnącej liczbie więźniów politycznych. Wskazuje możliwe sposoby wsparcia.

Z niepewnej, choć odważnej kobiety przeistoczyła się w polityczkę gotową poświęcić się walce z reżimem. „Żądamy...", „Jestem odpowiedzialna za Białoruś", „Jestem gotowa do objęcia urzędu na okres przejściowy", „Zwyciężymy" – mówi kobieta, która stała się przywódczynią białoruskiego protestu.

Wyborcza to Wy, piszcie: listy@wyborcza.pl

Zapisz się na przegląd wydarzeń. Codziennie rano i wieczorem

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.