"Polio czy odra to choroby, których powrót badani kojarzyli nie z ruchami antyszczepionkowymi, ale z migrantami". Rozmowa z prof. Izabelą Warwas, socjolożką
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z czym Polacy kojarzą szczepiania?

– Badanie przeprowadzaliśmy we wrześniu 2019 roku, jeszcze przed epidemią, więc szczepienia kojarzono wtedy z dziećmi. Wiedzę czerpano z poradni, przychodni, ulotek, aż do gry wszedł ruch antyszczepionkowy. Ludzie nie tylko zauważyli, że rośnie w siłę, że argumenty ruchu są co najmniej dziwne i potrafią je zbić – jak te, że szczepionka powoduje autyzm albo zawiera rtęć – ale też udostępniają te fake newsy w mediach społecznościowych.

Ciekawe jest także postrzeganie chorób, które już nie istnieją w świadomości, jak polio czy odra. Ludzie nie łączą tego z ruchami antyszczepionkowymi, ale twierdzą, że odrę przynoszą ludzie z Ukrainy i Białorusi, czyli ci obcy, z zagranicy. To pokazuje, że postrzegamy szczepienia w szerszym kontekście społeczno-polityczno-kulturowym.

Przepytali państwo drobiazgowo 100 osób. Myśli pani, że to miarodajne?

– To były badania jakościowe, ale staraliśmy się, by grupa odzwierciedlała polskie społeczeństwo. Nie chodziło o sprawdzenie wiedzy czy poglądów. Najważniejsze było przekazanie jak najpełniejszych osobistych opinii. Chcieliśmy znaleźć odpowiedzi na pytania: w jaki sposób i w jakiej formie wiedza naukowa trafia do obywateli? Jak kształtują się ich przekonania?

Badania przeprowadzaliśmy w ramach europejskiego projektu „Concise”, więc wybrano ważne, zauważalne na poziomie Unii Europejskiej zjawiska, które mogą w krótkiej perspektywie dawać negatywne skutki.

I z jakich źródeł Polacy czerpią informacje?

– Z elektronicznych, jak internet, i – wciąż – z tradycyjnych, głównie z telewizji. Akcenty rozkładają się po połowie. Radia jako źródła już nie postrzegamy.

Co z gazetą papierową?

– Badani utożsamiają gazetę papierową z jej elektronicznymi wersjami, więc zaliczali ją raczej do mediów elektronicznych.

Z telewizji wymieniano TVN, TVN 24, a z anglojęzycznych kanałów: National Geographic i Discovery World, BBC Earth. Uczestnicy wprost też mówili, że telewizja publiczna rozmija się dla nich z misją.

A w internecie?

– Internet okazał się szarą masą, jest „bezimienny”. Ankietowani po prostu stwierdzali, że przeczytali coś w internecie, i najczęściej nie potrafili podać konkretnej strony, autora tekstu. Najwięcej tytułów i nazwisk wymieniano przy temacie zmian klimatycznych. Padały nazwy takich stron jak: „Nauka w Polsce”, „Nauka o klimacie”, „Ziemia na rozdrożu”, „Nauka, głupcze”. W przypadku medycyny alternatywnej odwołali się do „Wykopu” czy „Pepsi Eliot”. Przy zmianach klimatycznych i GMO wspominano też o „Gazecie Wyborczej”.

Wśród mediów społecznościowych numerem jeden wciąż jest Facebook. Blogi, jak się okazuje, wciąż są mało popularne. Zaskoczyło mnie to.

– I jeśli zaglądamy na blogi, to szukamy informacji głównie o zmianach klimatycznych. Najczęściej wspominano takie tytuły: „Nauka. To lubię” Tomasza Rożka, „Węglowy szowinista” i blog Organiczni.eu prowadzony przez Baranowskich. W wypadku zmian klimatycznych internet był głównym źródłem informacji, stąd być może największa popularność tych blogów.

O zmianach klimatycznych dowiadujemy się przede wszystkim z internetu, o szczepieniach od lekarzy i z poradni, a informacje o medycynie alternatywnej czerpiemy z książek, to też wyjątek.

– Może to wynikać z tego, że odbiorcami tematu dotyczącego medycyny alternatywnej są osoby starsze, schorowane, które potrzebują pomocy i widzą słabość systemu ochrony zdrowia. Lekarze podobnie jak telewizja unikają tego tematu, senior nie sięgnie tak szybko do internetu, a książki o medycynie alternatywnej są dostępne. Z nazwisk, jak nietrudno się domyślić, często padało Jerzego Zięby.

Z badań wynika też, że nie organizacje są kluczowym źródłem informacji, ale celebryci.

– I znów najwięcej przy zmianach klimatycznych. To gorący temat, który zewsząd napływa do obywateli: z internetu, blogów i właśnie od celebrytów zaangażowanych w walkę o klimat. Wymieniano tu – oprócz Grety Thunberg – Leonarda DiCaprio, a z polskich Marcina Dorocińskiego, ale też Dodę. Źródłem informacji o GMO dla niektórych były: Anna Lewandowska, Katarzyna Bosacka i Dawid Myśliwiec.

Stosunkowo słabo zarysowała się rola naukowców i uczelni oraz dziennikarzy w kształtowaniu świadomości na temat tych czterech ważnych tematów. Zdaniem uczestników naszego badania nie wywiązują się ze swojego zadania. Badani uważają, że to naukowcy powinni walczyć z szerzeniem nieprawdziwych newsów, docierać do społeczeństwa z wynikami badań, ale nie hermetycznym, naukowym językiem. Zauważono, że uczelnie na stronach internetowych są skoncentrowane na wynikach rekrutacji, liście oferowanych kierunków, na procesie kształcenia, a słabo pokazują swój dorobek naukowy.

Ma tu pani jakąś teorię?

– My, naukowcy, nie mamy interesu, by informować szersze grono o wynikach badań. Jesteśmy w szponach systemu grantów. Żeby dostać grant, muszę napisać wniosek, mieć wysoko punktowane publikacje, najlepiej w języku angielskim. Naukowiec wpasowuje się w ten mechanizm i zazwyczaj nie myśli już o publikowaniu swoich wyników w mediach.

Uczestnicy badań wskazywali, że komunikaty od naukowców powinny być też krótsze i wzbogacone grafikami oraz filmami. Być może właśnie celebryci przekazują informacje atrakcyjniej.

Pytali państwo też o poziom zaufania do kanałów, z których czerpiemy informacje.

– Na pewno wierzymy lekarzom. Usłyszeliśmy tu tylko pojedyncze krytyczne głosy, że np. przepisują to, co im firma farmaceutyczna podsunie. Lekarzom najbardziej ufamy, nie tylko jeśli chodzi o szczepienia, ale też np. przy medycynie alternatywnej, dlatego pracownicy ochrony zdrowia powinni się pochylić nad tym i przejąć to, co zagospodarowali pseudoeksperci.

W wypadku szczepień ludzie idą jeszcze o krok dalej. Według nich pożądanym sposobem informowania o tym temacie byłby cykl reportaży naukowych i zapraszanie do studia lekarki, która jest matką. Bo chcą słuchać naukowca, ale ważne, gdy za wiedzą idzie doświadczenie życiowe. Ufają też ludziom z bliskiego otoczenia, znajomym, rodzinie, jeśli miała doświadczenie w danej sprawie.

Zauważyliśmy brak zaufania do koncernów farmaceutycznych, a jeśli ktoś ich bronił, to był ich pracownikiem i tłumaczył, że koncernom bardzo zależy, by ich produkty były perfekcyjne, a reputacja jest bezcenna. Widać tu zatem błąd w komunikowaniu tego społeczeństwu, bo – jak stwierdzono – powszechnie uznaje się, że koncerny tylko realizują biznes i chcą zarobić miliony.

No i mediom, niestety, też nie ufamy, a co za tym idzie – naukowcom. Gdy dany specjalista pojawia się w takiej telewizji, a nie innej, to już świadczy o tym, po której jest stronie.

A znamy nazwiska ekspertów?

– Padło np. nazwisko Huberta Czerniaka, czyli lekarza, który jest znany z tego, że popierał ruchy antyszczepionkowe, i uczestnicy przedstawiali go w tym kontekście.

Szukamy krytycznie innych źródeł?

– Przy GMO badani stwierdzili, że wiele informacji wprowadza w błąd, np. umieszcza się je na produktach, które z żywnością modyfikowaną nie mają nic wspólnego, jak woda mineralna. W tej dziedzinie wiele informacji obywatele czerpią z etykiet produktów, stąd postulowano, by producenci żywności wyjaśniali skład i przekazywali jasny komunikat.

Przy szczepionkach czy zmianach klimatycznych badani twierdzili, że za dużo jest źródeł informacji, dlatego nie wiedzą, w co wierzyć.

Czyli trudno im weryfikować?

– Widać, że do społeczeństwa trafia wiedza okrojona. Badani postulowali, by w szkołach uczono krytycznego myślenia, odsiewania fake’owych newsów i szukania informacji.

Dlatego dobrze byłoby nie tylko informować obywateli, ale też włączyć ich do procesu naukowego, wprowadzić np. do laboratoriów.

Dobrym pomysłem są również kampanie społecznościowe, bo typowa reklama nie trafia już do obywateli, a nawet może być przeciwskuteczna. Ciekawym pomysłem może być też komunikator naukowy. W USA rola takiej osoby opiera się na śledzeniu doniesień z danej dziedziny, przekładaniu na krótsze formuły i docieraniu z nimi do społeczeństwa. Taki przekaz jest jasny, czytelny i pochodzi z różnych źródeł. W Polsce nie ma takich osób.

Izabela Warwas – profesor na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego, koordynatorka projektu „Concise”

Prof. Izabela Warwas
Prof. Izabela Warwas  Fot. Michał Tuliński/San

Zapisz się na przegląd wydarzeń. Codziennie rano i wieczorem
Wyborcza to Wy, piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Aleksandra Sobczak poleca
Czytaj teraz

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Ważny, bardzo ważny wywiad.
    Teraz trzeba po leninowsku spytać - co dalej? Natura nie znosi próżni i tam, gdzie odpuszczają naukowcy wchodzi niewiedza. Naukowcy, wbrew etosowi polskiego inteligenta, odpuścili edukowanie ludzi. Upraszczając, ale tylko trochę - tam, gdzie naukowiec nie napisze na FB choćby notatki np. o GMO wchodzi celebryta. A celebryta jest wytrenowany w używaniu FB, bo od niego zależy jego byt finansowy - i zalewa kaskadami bajkopisarstwa.
    Wniosek musi być jeden - trzeba pisać mądre rzeczy na FB, choćby po kilka linijek.
    ---
    W tekście nie zauważyłem mocnego podsumowania przelatujących gdzieniegdzie jak babie lato myśli o wykształconych ignorantach. To osoby, które uzyskały w swojej dziedzinie wysoki poziom kompetencji, przez co uzurpują sobie wszechwiedzę. Smutnym przykładem są tutaj profesorowie nauk technicznych, kroczący w orszaku szamanów medycznych.
    ---
    Pozdrawiam panią profesor, szurając po żwirze pióropuszem.
    @asinau
    Kompetencja, jakakolwiek, nie ma nic wspólnego ze zdolnością odczuwania wszechwiedzy.
    Tak jak szuranie kapeluszem przed tytułami ze zrozumieniem idących pod nimi tekstów.
    już oceniałe(a)ś
    7
    19
    @asinau
    W PL suwerena edukuje Kościół z wiadomym skutkiem...
    już oceniałe(a)ś
    28
    1
    @asinau
    A zycie naukowca zalezy od publikowania w wysoko punktowanym czasopismie i wysokiego indeksu h, a nie od nauczania i pouczania fanow Zenka Martyniuka i Familiady. Tak dziala wolny rynek.
    już oceniałe(a)ś
    19
    1
    @ukajali
    A jednak się kręci i Pan szurający górą, co potwierdzają nazbyt licznie trafnie przywołani profesorowie nauk technicznych. Przed tymi nie szurajmy.
    już oceniałe(a)ś
    2
    7
    @ukajali
    Czyli tobie brak i kompetencji i poczucia?
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @asinau
    A mi się wydaje że problem leży gdzie indziej - ludzie wolą słuchać tego kto im potakuje a nie tego kto im mówi że nie mają racji. Przecież cała demokracja jest oparta na dopasowywaniu partii do ludzi (widzimy dookoła siebie jak skuteczna jest to strategia), podobnie w biznesie wygrywa ten kto dopasuje ofertę do oczekiwań klientów (choć można je przynajmniej częściowo kształtować reklamą). A tu nagle przychodzi naukowiec i mówi żeby go słuchać bo on ma rację... No jak to? Politycy i biznesmeni dopasowują się do tego czego chcą ludzie a tu nagle ludzie mają się dopasować do tego co im mówią naukowcy?

    Nie mówiąc już o tym że i naukowcy nie są pozbawieni emocji i ideologii. Zawsze znajdzie się taki co powie coś innego niż inni naukowcy i poprze to swoim tytułem naukowym. I potem mamy - jeden profesor mówi tak, drugi mówi inaczej, i jak tu wierzyć naukowcom? Najświeższym przykładem jest coronavirus, naukowcy sami do końca nie wiedzieli czego się spodziewać bo jest to coś nowego, ale politycy i ludzie oczekiwali jasnych wytycznych bo z jednej strony mamy lockdown i bankructwa, z drugiej zarazę i ludzi umierających w karetkach pod szpitalem... Ja wiem że nauka polega na wątpliwościach i pytaniach, ale każdy spin doktor parsknie śmiechem jak się mu powie że kampania reklamowa partii czy produktu ma hamletyzować i przyznawać że w sumie nie mamy pewności czy to nasz konkurent nie ma racji...
    już oceniałe(a)ś
    7
    0
    @DarkSatanDarvin
    Takich, którzy są absolutnie przekonani o czymśtam, zabetonowani i bez możliwości zmiany poglądów, nie jest wielu. Duża grupa to ci, którzy sie wahają, są podatni na różne perswazje -- przykładem tego jest własnie zdobywanie pola przez antivac. Myślę, że wiele osób chętnie usłyszałoby/przeczytało elokwentne wyjaśnienie od naprawdę zorientowanych w temacie osób. Ale nie ma takiego nurtu w tym społeczeństwie akurat.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @DarkSatanDarvin
    Moim zdaniem, choć zawsze warto posłuchać publicznych wypowiedzi naukowców, edukacja społeczeństwa nie do końca jest ich rolą. To jak w szpitalu - jest chirurg i anestezjolog, jest pielęgniarka, salowa, sprzątaczka i kucharka. Dla naukowców funkcja rzeczników i popularyzatorów z reguły jest funkcją dodatkową. Do tego typu zadań powinna być osobna grupa ludzi, zgoda - rekrutująca się spośród naukowców czy raczej ogólniej osób posiadających wykształcenie na wysokim poziomie w danej dziedzinie, ALE umiejętności popularyzatorskie wcale nie wstępują powszechnie wśród naukowców. I nie muszą, bo oni maja jednak w pierwszej kolejności zajmować się badaniami naukowymi. Od popularyzacji są po prostu inni specjaliści.

    Powinien powstać system popularyzowania wiedzy, o którym wspomina artykuł. Przykładowo twórca szczepionki może udzielić wywiadu czy wziąć udział w spotkaniu popularnonaukowym, ale nie oczekujmy, że rzuci swoją pracę i zacznie popularyzować wiedzę w serwisach społecznościowych.

    Nie postulujmy więc, żeby "naukowcy wychodzili do ludzi ze swoją wiedzą", postulujmy raczej powstanie sprawnie działającego systemu dostarczania rzetelnych informacji poprzez kanały wskazywane przez uczestników badania. Nic nie osiągniemy siedząc i czekając aż jacyś bliżej nam nie znani "naukowcy" rozwiążą problem powszechnych braków w edukacji. Powinny się raczej pojawić osoby zajmujące się zawodowo dostarczaniem wiedzy - proszę wybaczyć bezpośredniość - ignorantom, w atrakcyjny i przystępny sposób. Nie oczekujmy, że nagle biolog molekularny zajmie się tworzeniem memów czy zabawnych filmików. Nie ma na to czasu ani umiejętności. A to najlepsza droga szybkiego rozprzestrzeniania informacji wśród osób, które nigdy nie przeczytają artykułu popularnonaukowego, bo jest długi i niezrozumiały. Język naukowy jest często bardzo hermetyczny, potrzebujemy tłumaczy na język totalnej ignorancji.

    Przecież nie chodzi w tym wszystkim o to, żeby docierać do jako tako rozgarniętych osób, które w razie czego poszukają sobie informacji w sieci i będą potrafiły ocenić ich wiarygodność. Wyzwaniem jest dotrzeć z wiedzą naukową do tych, którzy nie czytają i nie szukają wiedzy. Dotrzeć obrazem, kilkoma zdaniami napisanymi mega prostym językiem, ale i w bardzo atrakcyjny sposób - zabawnie, zaskakująco, tak by ludziom chciało się w ogóle na to spojrzeć i jako ciekawostkę podać dalej.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @stary_sizet
    A najwyżej punktowane to tylko te związane z Czarnkiem!
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    W XX wieku nikt sobie nie zawracał głowy tym, że jakiś promil zaszczepionych będzie dotknięty powikłaniami, ważne było że masowe szczepienia pozwolą prawie całkowicie wyeliminować ospę, polio, odrę, gruźlicę, błonicę i inne choroby.
    Dzisiaj wszędzie eksponuje się rozważania nad ewentualnymi powikłaniami i negatywnymi skutkami długoterminowymi. Jakoś nikomu nie przychodzi do głowy argument, że jeśli ktoś jest tak wrażliwy na szczepionkę, to rośnie prawdopodobieństwo, że ciężko przejdzie zakażenie i może z dwojga złego lepiej się zaszczepić.
    Byle zaczerwienienie po ukłuciu jest nazywane wstrząsem anafilaktycznym, bo to brzmi "uczenie" i groźnie. Często opowiada się o DNA i RNA dwa zdania dalej podkreślając, że rola tego czegoś (bo mało kto wie co to jest) nie jest do końca zbadana, co potęguje obawy przed zaszczepieniem.
    Nikt nie próbuje użyć argumentu, że ponad 200 lat temu "szczepienie" przeciwko ospie polegało na zakażeniu ospą krowią przez nacięcie nożem ubrudzonym w ropie i nawet taka prymitywna praktyka przynosiła znacznie więcej korzyści niż szkód.
    @anty.ekolog
    To, co nauka robi dla oświecenia publicznego w cywilizacji, to nie jest to co jest Twoją obserwacją o niej, jak widać charakterystycznie lokalną.
    Podobny los dzieli cała masa wykluczonych usieciowieniem społecznościowym, w miejsce uczestnictwa w społeczeństwie.
    Dobra ilustracja, jak krytyka produktów zastępczych (tu: widzianych jako nauka) zniechęca do kontaktu z oryginałem. I to jest z mojej strony krytyka nie konsumpcji, a jakości dostaw.
    już oceniałe(a)ś
    5
    15
    @ukajali
    Działania promocyjne, edukacyjne, publicyctyczne i administracyjne wspierjące masowe szczepienia to nie nauka.
    już oceniałe(a)ś
    21
    2
    @anty.ekolog
    No właśnie. Tak wygląda ignorancja nieświadoma działania nauki poza ogródkiem ignorancji.
    już oceniałe(a)ś
    2
    13
    @ukajali
    Co konkretnie jest dla ciebie ignorancją?
    Zachęcenie do szczepień przez wyolbrzymienie problemu powikłań i próby "naukowego" tłumaczenia na czym polega metoda CRISPR/Cas i objaśnianie czego jeszcze nie wiemy o roli DNA i RNA, czy przez prosty komunikat - dzięki powszechnym, a gdzieniegdzie obowiązkowym, szczepieniom udało się wyeliminować zagrożenie wieloma chorobami przy znikomych stratach wywołanych powikłaniami?
    Dla mnie zwolennik pierwszej opcji to ignorant, nawet jeśli ma jakiś tytuł naukowy.
    już oceniałe(a)ś
    19
    4
    @anty.ekolog
    "...dzięki powszechnym, a gdzieniegdzie obowiązkowym, szczepieniom udało się wyeliminować zagrożenie wieloma chorobami przy znikomych stratach wywołanych powikłaniami?..."
    Ignorancją jest określenie powyższego bełkotu "prostym komunikatem".
    Zarówno w zakresie wiedzy o komunikacji, rozumienia pojęcia 'komunikat', znajomości mechanizmów kształtowania postaw społecznych, a także ich przesłanek motywacyjnych, o wiarygodności treści i jej wpływie na wynik "prostoty" nie wspominając (a o life science background to już wcale).
    Proszę bardzo, nie trzeba.
    już oceniałe(a)ś
    2
    8
    @ukajali
    Mógłbyś mówić, zamiast bełkotać?
    już oceniałe(a)ś
    11
    2
    @cyrus92'
    Sorry. To, że po pierwszym przeczytaniu nie rozumiesz zdań złożonych nie oznacza, że są one bełkotem. Ten styl wypowiedzi jest też (zresztą) pewną parodią tak krytykowanych powyżej "prostych" komunikatów.
    już oceniałe(a)ś
    2
    5
    O tym że zarazę przynoszą lub przyniosą (do Polski)emigranci mówiła ta karłowata kreatura z Żoliborza.Za to powinien być wyrok!
    już oceniałe(a)ś
    63
    1
    oto efekt zniszczenia porządnego szkolnictwa i rzeczywistej profilaktyki medycznej
    @Duch5trepp
    Tadeusz Mazowiecki wprowadził pranie mozgow do szkol.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Mamy po prostu prymitywne i głupie społeczeństwo.
    @and.reh
    Otóż to! Ludzie wierzą np. w słowa Dody, która na temat GMO stwierdziła, że chemii (!) nie będzie jadła, z kompletnie nie wiedzą, czym jest GMO i czym się różni chemia od biologii. A niestety będzie jeszcze gorzej.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    @and.reh
    som pewne wyjątki jak np dzyndzyk, jotpedwa, bezzębny i takie tam inne żeberka gówiny. to perły kultury wschodnio polskiej.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    To się zaczyna w szkole. 8:00 geografia. Nauczyciel wykłada o powstaniu Wszechświata, Wielkim Wybuchu, ile miliardów lat, postanie pierwszych bakterii białka, przemieszczanie kontynentów itd. 8:55 po przerwie. Religia. Katecheta wszystkiemu zaprzecza. Świat stworzył Pan Bóg w 6 dni. Siódmego odpoczywał. Żadnej ewolucji nie było nie m i nie będzie. I jak młody człowiek ma się w tym wszyskim połapać. Kto kłamie? Bo ktoś kłamać musi. Alw chce mieć dobre oceny i slokój. Więc akceptuje względność prawdy. Po jakimś czasie zatraca umiejętność odróżnienia sensu od nonsenu. Opanowuje sztukę zaliczania przedmiotów. Później w dorosłym życiu taki inwalida intelektualny nie jest w stanie stwierdzić, czy rację ma Edzia Górniak, czy WHO.
    @Misieq
    mądry rodzic potrafi te kościołowe bajki wyprostować. kwestia tylko czy tego typu rodzice są.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Naukowców z zacięciem popularyzatorskim wbrew pozorom nie brakuje. Rzecz w tym, że bez systemowego wsparcia zmuszeni są działać z doskoku. Walka o granty badawcze sama w sobie jest czaso- i pracochłonna, a sposób przydzielania ministerialnych środków na "upowszechnianie nauki" tak bardzo trąci naftaliną, że jest wręcz groteskowy - właściwie nie uwzględnia działalności innej niż wydawnicza i konferencyjna. Wykłady internetowe? Zapomnij!

    W takich warunkach trudno walczyć z pełnoetatowymi foliarzami.
    @q.piatkow'
    No wiec wlasnie.
    Tak jak napisalem w moim komentarzu, chyba nalezaloby sie zastanowic, jak pokonac ta niemoc.
    Bo w sytuacji takiej, jaka jest obecnie, wszyscy traca.
    Oprocz "pełnoetatowych foliarzy"....
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    Nauki, szczegolnie te "prawdziwe" (STEM), staly sie tak szczegolowe i skomplikowane, ze naukowcom jest bardzo trudno opowiadac nie-specjalistom o tym, co robia: ani nie umieja tego dobrze zrobic (poza pojedynczymi wyjatkami), ani nie maja na to czasu.

    Potrzebne jest wytworzenie jakiejs nowej formuly, ktora pozwoli naukowcom komunikowac sie ze spoleczenstwem. To wcale nie jest proste czy trywialne. I jest bardzo wazne. Inaczej spoleczenstwa nie beda ufac naukowcom i nie beda wiedziec tego, co juz nauce wiadomo. Nie beda tez rozumiec, jak dziala nauka, a to jest rowniez bardzo wazne, szczegolnie w momentach, kiedy nie wszyscy naukowcy mowia jednym glosem.
    @MarcinFromJasoom
    'Nauki, szczegolnie te "prawdziwe" (STEM), staly sie tak szczegolowe i skomplikowane, ze naukowcom jest bardzo trudno opowiadac nie-specjalistom o tym, co robia: ani nie umieja tego dobrze zrobic (poza pojedynczymi wyjatkami), ani nie maja na to czasu.'

    No niestety, dla nienaukowca opowiadania o wirusach czy promieniowaniu nie różnią się od opowiadania o czarach - i tu i tam mamy coś czego nie widać i na czym się nie znam ale podobno może mi to zaszkodzić chyba że wykonam pewne niezrozumiałe dla mnie czynności.

    'Potrzebne jest wytworzenie jakiejs nowej formuly, ktora pozwoli naukowcom komunikowac sie ze spoleczenstwem. To wcale nie jest proste czy trywialne. I jest bardzo wazne. Inaczej spoleczenstwa nie beda ufac naukowcom i nie beda wiedziec tego, co juz nauce wiadomo. '

    Ja to widzę tak - mamy naukowców którzy (jeśli są rzetelni) nie lubią mówić że prawda jest taka a taka. Tymczasem światem poza nauką rządzą politycy i prawnicy, szukający nie tyle prawdy co argumentów na poparcie swojego stanowiska, mamy też dziennikarzy szukających sensacji i ludzi których ta nauka interesuje o tyle o ile uczyni ich życie przyjemniejszym (i dłuższym). W sumie tylko naukowcom zależy żeby ich rozumiano i im ufano...
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    @DarkSatanDarvin
    "W sumie tylko naukowcom zależy żeby ich rozumiano i im ufano..."
    - na dluzsza mete absolutnie nie. To wlasnie spoleczenstwom zalezy na nauce i naukowcach, poniewaz nauka popycha rozwoj tych spoleczenstw.

    Naukowcom zalezy na tym, zeby im ufano tylko po to, zeby otrzymac pieniadze na swoje badania; to tak z praktycznego punktu widzenia...
    Tak wiec zeby powstal jakis dobry dialog, zeby spoleczenstwa mogly lepiej rozumiec zarowno naukowcow, jak i sama nauke, potrzebna jest ta nowa formula, o ktorej pisalem w moim komentarzu. Ona teraz nie istnieje. Sa jakies proby "wpisania" upowszechniania nauki w to, co robia naukowcy, ale to jest bardzo sztuczne i nie dziala.

    A to czy politykom na tym zalezy....? W demokracji niby jest tak, ze politycy mowia o tym, co ich wyborcy uwazaja za wazne. Wiec moze po prostu wyborcom nie zalezy na nauce i tyle?
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    @MarcinFromJasoom
    Marcinie, rozpocząłeś swój komentarz od stwierdzenia że społeczeństwu zależy na nauce, a skończyłeś pytaniem czy może wyborcom nie zależy na nauce? Niestety, wyborcy to jest właśnie to społeczeństwo...

    'Sa jakies proby "wpisania" upowszechniania nauki w to, co robia naukowcy, ale to jest bardzo sztuczne i nie dziala.'

    Tu jestem cynikiem i pesymistą. 'Naukowy' pogląd na świat nigdy nie zostanie przyjęty przez większość ludzi bo po prostu ich mózgi są inaczej ukształtowane (może przyczyną jest coś innego, ale liczy się efekt). >90% tych którzy pyszczą na KK tak naprawdę nigdy nie przyjmie konsekwentnie naukowego poglądu na świat wraz z wszystkimi jego ograniczeniami (brak pewności i jakiegoś oparcia w świecie materii) i konsekwencjami na temat istoty i (braku) znaczenia własnego bytu. W najlepszym razie wyjdzie z tego coś na kształt masowej religii, czyli grupka ideowców i większość nie bardzo wiedząca w co wierzy.

    Niedawno słyszałem szczere wyznanie pewnego amerykańskiego naukowca że tak naprawdę nauka jest dla niego ucieczką przed złym światem do miejsca gdzie jest bezpiecznie bo wszystko jest logiczne, zrozumiałe i racjonalne.

    Można tylko liczyć że władzę zdobędą politycy którzy po cichu rozumieją znaczenie nauki.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    @DarkSatanDarvin
    Bardzo mi sie podoba to "wyznanie pewnego amerykanskiego naukowca". Wydaje mi sie, ze bardzo wielu ludzi ucieka w swiat im przyjemny i poznany. Mysle, ze wielu ucieka w nauke, albo w sztuke, nawet o tym nie wiedzac. Ale jesli zalozymy, ze ucieczka w ogole moze byc czyms pozytywnym, to wlasnie takie ucieczki sa bardzo dobre: pomagaja sobie i innym. Czasem nawet calemu swiatu, przy okazji.

    Natomiast odniose sie do tej roznicy spoleczenstwo - politycy. Ten temat jest wielo-poziomowy, nie ma tu miejsca na to, zeby pisac o wszystkim. Skomentuje wiec tak: spoleczenstwom POWINNO zalezec na naukowcach i nauce. Teraz, czy im rzeczywiscie zalezy, i czy "odpytuja "swoich politykow z tego zadania? Odpowiedz jaka sie nasuwa, jest taka: jesli w ogole, to na pewno nie w wystarczajacym stopniu.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    @DarkSatanDarvin
    Jeszcze o ostatnim zdanu z twojego komentarza:

    Angela Merkel zrobila doktorat z chemii kwantowej, pracowala nawet jako naukowiec. Czy to wiec zupelny przypadek, ze jej rzady w Niemczech nie naleza wcale do najgorszych..?
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @MarcinFromJasoom
    Zgadzam się ze wszystkim.

    I zdziwiła mnie wypowiedź pani profesor, że to nie jest zadanie naukowca komunikowanie badań... Prawdę mówiąc mieszkając za granicą jestem przyzwyczajona do tego, że w prasie świetnie się komunikuje się doniesienia, z metodologią badań, ograniczeniami, etc. Prowadząc własne badania muszę również komunikować nową wiedzę prostym i zrozumiałym dla każdego językiem.

    Sama Wyborcza ma duże pole do zmian, żeby artykuły naukowe prezentowane były nie zasadzie sensacji, ale przekazywania nowej wiedzy wraz z jej ograniczeniami.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0