Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z czym Polacy kojarzą szczepiania?

– Badanie przeprowadzaliśmy we wrześniu 2019 roku, jeszcze przed epidemią, więc szczepienia kojarzono wtedy z dziećmi. Wiedzę czerpano z poradni, przychodni, ulotek, aż do gry wszedł ruch antyszczepionkowy. Ludzie nie tylko zauważyli, że rośnie w siłę, że argumenty ruchu są co najmniej dziwne i potrafią je zbić – jak te, że szczepionka powoduje autyzm albo zawiera rtęć – ale też udostępniają te fake newsy w mediach społecznościowych.

Ciekawe jest także postrzeganie chorób, które już nie istnieją w świadomości, jak polio czy odra. Ludzie nie łączą tego z ruchami antyszczepionkowymi, ale twierdzą, że odrę przynoszą ludzie z Ukrainy i Białorusi, czyli ci obcy, z zagranicy. To pokazuje, że postrzegamy szczepienia w szerszym kontekście społeczno-polityczno-kulturowym.

Przepytali państwo drobiazgowo 100 osób. Myśli pani, że to miarodajne?

– To były badania jakościowe, ale staraliśmy się, by grupa odzwierciedlała polskie społeczeństwo. Nie chodziło o sprawdzenie wiedzy czy poglądów. Najważniejsze było przekazanie jak najpełniejszych osobistych opinii. Chcieliśmy znaleźć odpowiedzi na pytania: w jaki sposób i w jakiej formie wiedza naukowa trafia do obywateli? Jak kształtują się ich przekonania?

Badania przeprowadzaliśmy w ramach europejskiego projektu „Concise”, więc wybrano ważne, zauważalne na poziomie Unii Europejskiej zjawiska, które mogą w krótkiej perspektywie dawać negatywne skutki.

I z jakich źródeł Polacy czerpią informacje?

– Z elektronicznych, jak internet, i – wciąż – z tradycyjnych, głównie z telewizji. Akcenty rozkładają się po połowie. Radia jako źródła już nie postrzegamy.

Co z gazetą papierową?

– Badani utożsamiają gazetę papierową z jej elektronicznymi wersjami, więc zaliczali ją raczej do mediów elektronicznych.

Z telewizji wymieniano TVN, TVN 24, a z anglojęzycznych kanałów: National Geographic i Discovery World, BBC Earth. Uczestnicy wprost też mówili, że telewizja publiczna rozmija się dla nich z misją.

A w internecie?

– Internet okazał się szarą masą, jest „bezimienny”. Ankietowani po prostu stwierdzali, że przeczytali coś w internecie, i najczęściej nie potrafili podać konkretnej strony, autora tekstu. Najwięcej tytułów i nazwisk wymieniano przy temacie zmian klimatycznych. Padały nazwy takich stron jak: „Nauka w Polsce”, „Nauka o klimacie”, „Ziemia na rozdrożu”, „Nauka, głupcze”. W przypadku medycyny alternatywnej odwołali się do „Wykopu” czy „Pepsi Eliot”. Przy zmianach klimatycznych i GMO wspominano też o „Gazecie Wyborczej”.

Wśród mediów społecznościowych numerem jeden wciąż jest Facebook. Blogi, jak się okazuje, wciąż są mało popularne. Zaskoczyło mnie to.

– I jeśli zaglądamy na blogi, to szukamy informacji głównie o zmianach klimatycznych. Najczęściej wspominano takie tytuły: „Nauka. To lubię” Tomasza Rożka, „Węglowy szowinista” i blog Organiczni.eu prowadzony przez Baranowskich. W wypadku zmian klimatycznych internet był głównym źródłem informacji, stąd być może największa popularność tych blogów.

O zmianach klimatycznych dowiadujemy się przede wszystkim z internetu, o szczepieniach od lekarzy i z poradni, a informacje o medycynie alternatywnej czerpiemy z książek, to też wyjątek.

– Może to wynikać z tego, że odbiorcami tematu dotyczącego medycyny alternatywnej są osoby starsze, schorowane, które potrzebują pomocy i widzą słabość systemu ochrony zdrowia. Lekarze podobnie jak telewizja unikają tego tematu, senior nie sięgnie tak szybko do internetu, a książki o medycynie alternatywnej są dostępne. Z nazwisk, jak nietrudno się domyślić, często padało Jerzego Zięby.

Z badań wynika też, że nie organizacje są kluczowym źródłem informacji, ale celebryci.

– I znów najwięcej przy zmianach klimatycznych. To gorący temat, który zewsząd napływa do obywateli: z internetu, blogów i właśnie od celebrytów zaangażowanych w walkę o klimat. Wymieniano tu – oprócz Grety Thunberg – Leonarda DiCaprio, a z polskich Marcina Dorocińskiego, ale też Dodę. Źródłem informacji o GMO dla niektórych były: Anna Lewandowska, Katarzyna Bosacka i Dawid Myśliwiec.

Stosunkowo słabo zarysowała się rola naukowców i uczelni oraz dziennikarzy w kształtowaniu świadomości na temat tych czterech ważnych tematów. Zdaniem uczestników naszego badania nie wywiązują się ze swojego zadania. Badani uważają, że to naukowcy powinni walczyć z szerzeniem nieprawdziwych newsów, docierać do społeczeństwa z wynikami badań, ale nie hermetycznym, naukowym językiem. Zauważono, że uczelnie na stronach internetowych są skoncentrowane na wynikach rekrutacji, liście oferowanych kierunków, na procesie kształcenia, a słabo pokazują swój dorobek naukowy.

Ma tu pani jakąś teorię?

– My, naukowcy, nie mamy interesu, by informować szersze grono o wynikach badań. Jesteśmy w szponach systemu grantów. Żeby dostać grant, muszę napisać wniosek, mieć wysoko punktowane publikacje, najlepiej w języku angielskim. Naukowiec wpasowuje się w ten mechanizm i zazwyczaj nie myśli już o publikowaniu swoich wyników w mediach.

Uczestnicy badań wskazywali, że komunikaty od naukowców powinny być też krótsze i wzbogacone grafikami oraz filmami. Być może właśnie celebryci przekazują informacje atrakcyjniej.

Pytali państwo też o poziom zaufania do kanałów, z których czerpiemy informacje.

– Na pewno wierzymy lekarzom. Usłyszeliśmy tu tylko pojedyncze krytyczne głosy, że np. przepisują to, co im firma farmaceutyczna podsunie. Lekarzom najbardziej ufamy, nie tylko jeśli chodzi o szczepienia, ale też np. przy medycynie alternatywnej, dlatego pracownicy ochrony zdrowia powinni się pochylić nad tym i przejąć to, co zagospodarowali pseudoeksperci.

W wypadku szczepień ludzie idą jeszcze o krok dalej. Według nich pożądanym sposobem informowania o tym temacie byłby cykl reportaży naukowych i zapraszanie do studia lekarki, która jest matką. Bo chcą słuchać naukowca, ale ważne, gdy za wiedzą idzie doświadczenie życiowe. Ufają też ludziom z bliskiego otoczenia, znajomym, rodzinie, jeśli miała doświadczenie w danej sprawie.

Zauważyliśmy brak zaufania do koncernów farmaceutycznych, a jeśli ktoś ich bronił, to był ich pracownikiem i tłumaczył, że koncernom bardzo zależy, by ich produkty były perfekcyjne, a reputacja jest bezcenna. Widać tu zatem błąd w komunikowaniu tego społeczeństwu, bo – jak stwierdzono – powszechnie uznaje się, że koncerny tylko realizują biznes i chcą zarobić miliony.

No i mediom, niestety, też nie ufamy, a co za tym idzie – naukowcom. Gdy dany specjalista pojawia się w takiej telewizji, a nie innej, to już świadczy o tym, po której jest stronie.

A znamy nazwiska ekspertów?

– Padło np. nazwisko Huberta Czerniaka, czyli lekarza, który jest znany z tego, że popierał ruchy antyszczepionkowe, i uczestnicy przedstawiali go w tym kontekście.

Szukamy krytycznie innych źródeł?

– Przy GMO badani stwierdzili, że wiele informacji wprowadza w błąd, np. umieszcza się je na produktach, które z żywnością modyfikowaną nie mają nic wspólnego, jak woda mineralna. W tej dziedzinie wiele informacji obywatele czerpią z etykiet produktów, stąd postulowano, by producenci żywności wyjaśniali skład i przekazywali jasny komunikat.

Przy szczepionkach czy zmianach klimatycznych badani twierdzili, że za dużo jest źródeł informacji, dlatego nie wiedzą, w co wierzyć.

Czyli trudno im weryfikować?

– Widać, że do społeczeństwa trafia wiedza okrojona. Badani postulowali, by w szkołach uczono krytycznego myślenia, odsiewania fake’owych newsów i szukania informacji.

Dlatego dobrze byłoby nie tylko informować obywateli, ale też włączyć ich do procesu naukowego, wprowadzić np. do laboratoriów.

Dobrym pomysłem są również kampanie społecznościowe, bo typowa reklama nie trafia już do obywateli, a nawet może być przeciwskuteczna. Ciekawym pomysłem może być też komunikator naukowy. W USA rola takiej osoby opiera się na śledzeniu doniesień z danej dziedziny, przekładaniu na krótsze formuły i docieraniu z nimi do społeczeństwa. Taki przekaz jest jasny, czytelny i pochodzi z różnych źródeł. W Polsce nie ma takich osób.

Izabela Warwas – profesor na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego, koordynatorka projektu „Concise”

Prof. Izabela WarwasProf. Izabela Warwas Fot. Michał Tuliński/San

Zapisz się na przegląd wydarzeń. Codziennie rano i wieczorem
Wyborcza to Wy, piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.