Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od redakcji "Wyborczej"

Iwan Gołunow był w ostatnich dniach najsłynniejszym dziennikarzem i zarazem więźniem politycznym Europy. 6 czerwca reporter śledczy niezależnego portalu Meduza został aresztowany na ulicy w Moskwie przez policjantów w cywilu (i przez nich pobity). W jego plecaku funkcjonariusze odkryli mefedron. Gołunow od początku twierdził, że narkotyki podrzucili mu policjanci. Za posiadanie narkotyków i handel nimi groziło mu nawet 20 lat więzienia.

W obronie Gołunowa wielu Rosjan w kraju i za granicą wyszło na ulice. W Rosji bez zezwolenia dopuszczone są tylko jednoosobowe pikiety, więc protesty odbywały się rotacyjnie. Sąd niespodziewanie zgodził się na odesłanie Gołunowa z aresztu do aresztu domowego.

Murem za Gołunowem stanęły niezależne rosyjskie media. 10 czerwca trzy duże dzienniki ekonomiczne ukazały się z tą samą pierwszą stroną ("Jestem/Jesteśmy Iwanem Gołunowem") i apelem o sprawiedliwość dla dziennikarza.

JA/MY IWAN GOŁUNOW - pierwsze strony gazet 'Kommiersant', 'Wiedomosti' i 'RBK'JA/MY IWAN GOŁUNOW - pierwsze strony gazet 'Kommiersant', 'Wiedomosti' i 'RBK' Meduza.io

11 czerwca minister spraw wewnętrznych Władimir Kołokolcew poinformował, że MSW zakończyło postępowanie karne wobec Gołunowa. W pobranych z jego skóry i spod paznokci próbkach nie znaleziono śladów substancji psychoaktywnych. Odpowiednie służby mają za to teraz sprawdzić materiały ze sprawy i wyciągnąć konsekwencje wobec autorów policyjnej prowokacji.

Jednym z elementów długofalowego wywierania presji na władze Rosji - Gołunow pierwotnie miał spędzić w areszcie domowym dwa miesiące - miało być publikowanie jego tekstów przez światowe media. Jego macierzysty portal Meduza udostępnił je wszystkie bezpłatnie na licencji Creative Commons - po rosyjsku, a część także po angielsku.

"Wyborcza" postanowiła odpowiedzieć na apel Meduzy. Kiedy Gołunow został oczyszczony z zarzutów, wybrany przez nas reportaż był w trakcie tłumaczenia (autorką przekładu jest reporterka "Dużego Formatu" Ludmiła Anannikova). Postanowiliśmy tłumaczenie dokończyć i opublikować tekst (dostępny także dla tych, którzy nie mają prenumeraty "Wyborczej") nie tylko w geście solidarności z prześladowanym kolegą po piórze, ale także po to, by pokazać naszym Czytelnikom, jakiego kalibru postać rosyjskie służby próbowały skompromitować. Bo poniższe śledztwo mógł przeprowadzić tylko reporter wybitny.

Wybraliśmy reportaż o rosyjskim biznesie pogrzebowym, ponieważ to z jego powodu Gołunow dostawał pogróżki. Kiedy w sądzie decydowano o wysłaniu go do aresztu, powiedział: "Nie spodziewałem się, że znajdę się na własnym pogrzebie". Dziennikarz Meduzy pracował wówczas nad drugą częścią tej historii. Mają się w niej pojawić nazwiska wysokiej rangi funkcjonariuszy rosyjskich służb. Dziś wraz z kolegami kończy reportaż.

Poniższy tekst ukazał się w Meduzie 14 sierpnia 2018 r.

A w sobotę 15 czerwca w "Magazynie Świątecznym" tekst Wiktorii Bieliaszyn o ewolucji Władimira Putina oraz o fali przebudzenia rosyjskiego społeczeństwa z wieloletniej apatii politycznej.

Trumna, cmentarz i setki miliardów rubli. Jak urzędnicy, siłowicy i bandyci dzielą rynek pogrzebowy. I co z tym wszystkim ma wspólnego Tasak. Śledztwo Iwana Gołunowa

Rokrocznie w Rosji umiera około 2 mln osób. Obroty firm z rynku pogrzebowego wynoszą – oficjalnie – 60 mld rubli (3,5 mld zł) rocznie. Szara strefa, według władz, to nawet 250 mld rubli.

W ostatnich 30 latach rynek usług pogrzebowych w Rosji kilkakrotnie dzieliły między sobą zorganizowane grupy przestępcze, siłowicy [funkcjonariusze resortów siłowych] i urzędnicy. Efektem tej sytuacji są ciągłe ekscesy - od strzelaniny na Cmentarzu Chowańskim w Moskwie, przez przerzucanie trupów przez płot w Jekaterynburgu, niesankcjonowane masowe pogrzeby w Togliatti, do samobójstwa właściciela cmentarza w Omsku.

Dziennikarz Meduzy Iwan Gołunow sprawdził, jak zbudowany jest rynek usług pogrzebowych w Rosji, i ustalił, w jaki sposób kontrola nad nim stopniowo przechodziła od ludzi bliskich strukturom kryminalnym do ludzi związanych z państwem.

***

9 grudnia 2017 r. w Moskwie zmarł Leonid Broniewoj, aktor, najbardziej znany z roli Müllera w „Siedemnastu mgnieniach wiosny”. Z reguły znane osoby chowane są w Moskwie na jednym z dwóch prestiżowych cmentarzy - Nowodziewiczym albo Trojekurowskim. Formalnie od dawna nie ma tam miejsc, ale dla ludzi kalibru Broniewoja robi się wyjątek. Jak opowiadają nasi rozmówcy z moskiewskiej administracji, decyzję podejmuje osobiście mer miasta Siergiej Sobianin, który w tym celu wysyła SMS swojemu podwładnemu Aleksiejowi Niemierjukowowi, szefowi departamentu handlu i usług, zawiadującemu również usługami pogrzebowymi.

W przypadku Broniewoja Sobianin nie tylko zdecydował o wydzieleniu miejsca na Cmentarzu Nowodziewiczym, ale też poprosił miejskie przedsiębiorstwo Rytuał, aby wzięło na siebie koszty organizacji pogrzebu.

Wykonanie polecenia nie było jednak proste. Jak opowiada pracownik Rytuału, ich człowiek przyjechał do Broniewoja 40 minut po tym, gdy lekarz stwierdził zgon. Tam okazało się, że krewni aktora zdążyli już podpisać umowę z inną firmą pogrzebową - Darko. Jej pracownik przyjechał równolegle z karetką pogotowia.

Przedstawiciel Darko nie wiedział, kim był zmarły; odmówił przekazania organizacji pogrzebu konkurentom z miasta. A ponieważ krewni aktora oddali mu już paszport aktora, rozwiązanie umowy z Darko było praktycznie niemożliwe.

Ostatecznie w ceremonię pogrzebową musiał zaangażować się dyrektor Cmentarza Nowodziewiczego. Bo, jak mówi pracownik Rytuału, trumnę próbowano ustawić na katafalku do góry nogami.

- Gdyby coś poszło nie tak, nikt by nie badał, kto był organizatorem pogrzebu - kontynuuje człowiek z Rytuału. - Jako winnych wskazano by nas.

W czasach radzieckich za wszystkie pogrzeby odpowiadało państwo. Po rozpadzie ZSRR pogrzebowy monopol zlikwidowano. W 1996 r. przyjęto ustawę, według której państwo jedynie zarządza cmentarzami i krematoriami.

Kontrolę nad usługami pogrzebowymi przydzielono samorządom. Na początku wydawały prywatnym firmom licencje na prowadzenie zakładów pogrzebowych. Ale w 2002 r. nawet ten wymóg został zniesiony - w ramach walki z biurokracją.

Rynek usług pogrzebowych był wówczas jednym z najbardziej skryminalizowanych w kraju. W różnych miastach regularnie dzielono go przy akompaniamencie strzelanin i wybuchów. W biznes angażowali się miejscy urzędnicy i milicja, a wszystkimi możliwymi kosztami obciążano klientów: z reguły krewni zmarłych nie wnikają w szczegóły narzucanych im cen usług i są gotowi zapłacić tyle, ile im się każe.

Od tamtej pory z przemysłem pogrzebowym stało się to samo, co z całą rosyjską gospodarką. Urzędnicy zrobili porządki na rynku i wypchnęli poprzednich rozgrywających na peryferia, wykorzystując do tego organy ścigania. Strzelaniny i wybuchy zastąpiły kontrole prokuratorskie. Powstały monopole pod kierownictwem byłych i obecnych urzędników, deputowanych i siłowików. Gdzieniegdzie biznesmeni sami weszli do władz, jeszcze gdzie indziej - zostali partnerami ludzi u władzy.

Są i takie regiony Rosji, gdzie „sprzątanie” rynku jeszcze się nie zakończyło. W samej Moskwie działają dziesiątki pogrzebowych grup biznesowych, często powiązanych z byłymi urzędnikami, a władze wraz z siłowikami z nimi walczą.

Cmentarz Wagańkowski w MoskwieCmentarz Wagańkowski w Moskwie fot. Wikipedia

Petersburg. Prywatny monopol ochronny

Pod koniec lat 90. Petersburgiem wstrząsnęła fala zabójstw osób powiązanych z biznesem pogrzebowym. Ofiarami padło siedmiu pracowników miejskich kostnic, dwóch adwokatów reprezentujących interesy firm pogrzebowych, szef katedry patomorfologii Państwowej Akademii Medycznej im. I.I. Miecznikowa, a także prawosławny ksiądz, który dokonywał obrzędów w kaplicy przy kostnicy.

Śledczy ustalili, że zabójstwa zorganizował gang, który utworzył się przy jednej z kostnic i wkrótce podporządkował sobie pozostałe. Kontrolowani przez niego sanitariusze narzucali krewnym zmarłych zawyżone ceny i utrudniali przeprowadzenie pogrzebów, jeśli ci nie chcieli płacić.

Szefem grupy był Walerij Butyrkin, inspektor ds. współpracy z personelem w miejskim biurze patomorfologii. W lutym 2003 r. „banda sanitariuszy” zabiła jeszcze jednego prawnika. Rok później wierchuszka gangu została aresztowana.

Nowym „właścicielem” petersburskiego rynku pogrzebowego został Igor Minakow, były tajniak policyjny, założyciel dobrze prosperującej firmy ochroniarskiej Obrona - jego pracownicy od 1998 r. ochraniają miejskie cmentarze.

Główny partner Minakowa to Walerij Łarkin, były szef miejskiego przedsiębiorstwa Usługi Pogrzebowe. Według gazety „Diełowoj Pietierburg” powiązane z nimi firmy kontrolują obecnie ok. 90 proc. miejskiego rynku pogrzebowego.

Współpracują również z przedsiębiorstwami państwowymi. Na przykład baza samochodowa Usług Pogrzebowych oraz podległa Minakowowi i Łarkinowowi firma Autobaza. Usługi Pogrzebowe mają ten sam adres. Jak ustaliło biuro Federalnej Służby Antymonopolowej, często po ciała zamiast pracowników państwowej firmy przyjeżdżają pracownicy Autobazy.

Dziewięć z dziesięciu firm, które administrują 71 miejskimi cmentarzami, także jest pod kontrolą Minakowa albo są z nim powiązane. Są wśród nich także producenci trumien i pomników.

Firmy Minakowa wynajmują pomieszczenia w kostnicach albo biurze medycyny sądowej. Za opłatą przygotowują tam ciała zmarłych do pogrzebu. Pracownikom służby zdrowia zakazuje tego rozporządzenie ministra zdrowia, więc firmy Minakowa praktycznie nie mają konkurencji, a przy okazji otrzymują dostęp do baz danych o zgonach. W zamian pozwalają ekspertom z zakładu medycyny sądowej korzystać z ich chłodni i innego sprzętu, który stoi w wynajętych pomieszczeniach. Usługi balsamowania ciał eksperci medycyny sądowej wykonują w czasie wolnym od pracy.

W podobny sposób skonstruowane jest wydawanie aktów zgonu. Można je otrzymać tylko w dwóch petersburskich urzędach stanu cywilnego.

Przy wejściu do nich znajdują się biura firmy pogrzebowej należącej do Walerija Łarkina. Z obliczeń Meduzy wynika, że przychód nieformalnego holdingu Minakowa i Łarkina w 2016 r. wyniósł 2,3 mld rubli, a czysty zysk - prawie 580 mln.

Wołgograd. Społeczność „Pamięć”

Zimą 1996 r. Borys Jelcyn podpisał ustawę regulującą rynek pogrzebowy. Dokument gwarantował wszystkim obywatelom prawo do darmowego pogrzebu na koszt państwa i przekazał kierowanie tą sferą usług samorządom. Dziś z federalnego budżetu opłacana jest tylko część wydatków na pogrzeby. Pozostałą kwotę powinny dorzucać miejskie przedsiębiorstwa. Obecnie kwota gwarantowana przez władze federalne wynosi 5701 rubli na pogrzeb (333,34 zł). W Moskwie koszt usług według gwarantowanego wykazu to 16701 rubli, a w Jamało-Nienieckim Okręgu Autonomicznym – 55,1 tys. rubli. Różnica pokrywana jest z regionalnego budżetu. Można zlecić organizację pogrzebu firmie wskazanej przez władze lub zrobić to samodzielnie, otrzymując rekompensatę finansową.

Po wprowadzeniu nowych reguł samorządy uchwaliły, jaki zakres usług przysługuje każdemu obywatelowi. Jak wykazała federalna kontrola z 2017 r., wymogi dotyczące jakości usług różnią się czasem nawet w obrębie jednego regionu.

Na przykład w Bijsku w Kraju Ałtajskim za darmo oferują nieobszytą trumnę [w Rosji tańsze trumny są z reguły obszyte materiałem] z surowych desek, a w sąsiedniej Biełokuriszy - trumnę obszytą aksamitem. W Starym Oskole zmarłego do trumny powinni położyć przedstawiciele służby pogrzebowej, ale w wielu innych rejonów obwodu biełgorodzkiego - krewni.

Państwo co roku wydaje na pogrzeby ok. 20 mld rubli, jednak w rzeczywistości skorzystać z darmowego pogrzebu praktycznie się nie da.

W czerwcu 2016 r. mieszkanka Wołgogradu Tatiana Popowa straciła wujka, który zmarł po długiej chorobie. Policja, która przyjechała zarejestrować zgon, poinformowała o konieczności autopsji. W ślad za nimi przyjechał pracownik miejskiej służby pogrzebowej Pamięć i zażądał, żeby mu natychmiast zapłacić 20 tys. rubli za przetransportowanie ciała do kostnicy.

W Wołgogradzie działa ok. 20 biur pogrzebowych, ale w rzeczywistości pochować człowieka można jedynie za pośrednictwem Pamięci - pozostałe firmy nie mają dostępu do infrastruktury.

Pamięć założyła Irina Sołowjowa, której mąż Josif Jefriemow przez wiele lat nadzorował miejskie firmy pogrzebowe. W 2002 r. Pamięć otrzymała od magistratu 15-letni kontrakt na zapewnienie mieszkańcom usług pogrzebowych i na utrzymanie cmentarzy. Niedługo po tym miejskie przedsiębiorstwo pogrzebowe Kerber, któremu szefował Jefriemow, ogłosiło bankructwo. W ten sposób Pamięć stała się jedyną firmą, mającą prawo do kopania grobów, a jej agenci urządzili się w miejskich kostnicach. Kilka lat później magistrat Wołgogradu utworzył infolinię, na którą policjanci i lekarze musieli zgłaszać informacje o zgonach. Siedzibę znalazła w biurze Pamięci, a dyspozytorami byli pracownicy firmy.

Konkurencji z Pamięcią nie wytrzymała nawet Cerkiew. W 2004 r. wołgogradzka diecezja otworzyła własną firmę pogrzebową i otrzymała działkę na utworzenie cmentarza wyznaniowego. Ceny miała niewysokie, wszystko szło dobrze, jednak prokuratura wykryła naruszenia przy wydzieleniu ziemi i zakazała diecezji przeprowadzania pogrzebów. Ziemię przekazano pod zarząd Pamięci.

Firma Sołowjowej rozwijała biznes w różnych kierunkach. W 2011 r. Pamięć uroczyście otworzyła pierwsze w regionie krematorium i zaczęła je aktywnie reklamować. Nowe przedsiębiorstwo zaniepokoiło jednak mieszkańców okolicznych domów - do krematorium mieli mniej niż 100 m, co jest sprzeczne z normami sanitarnymi.

Kiedy mieszkańcy zgłosili to władzom miasta i sanepidowi, usłyszeli, że pozwolenia na budowę i uruchomienie krematorium nie wydawano, a więc... go nie ma. Według federalnej służby rejestracji, katastru i kartografii Rossrejestr znajduje się tam baza produkcyjna. Krematorium dalej działa.

Kiedy latem 2016 r. przedstawiciel Pamięci zażyczył sobie, żeby Tatiana Popowa zapłaciła mu 20 tys., kobieta zadzwoniła do biura firmy i miejskiej administracji. Ciało wujka zabrano do kostnicy za darmo. Kobieta przeczytała w internecie o darmowych, gwarantowanych pogrzebach i liczyła na to, że Pamięć taki zrealizuje.

Jednak w biurze firmy ją poinformowano, że za darmo nikt chować jej krewnego nie zamierza: „Albo płaci pani 80 tysięcy rubli, albo proszę opuścić teren prywatny”. Kostnica kilka dni odmawiała Popowej wydania aktu zgonu, powołując się na to, że jeszcze nie zdążyli zrobić sekcji zwłok.

Wtedy Popowa zgłosiła się po pomoc do deputowanego wołgogradzkiej dumy Dmitrija Kryłowa, który krytykował Pamięć w prasie. Kryłow opowiedział nam, że udało im się w końcu otrzymać akt zgonu i znaleźć firmę, która zgodziła się zorganizować pożegnanie wujka za mniejszą kwotę.

Kiedy jednak karawan dotarł do cmentarza, ochroniarze zabronili wniesienia trumny na jego terytorium, mówiąc, że nie spełnia wymogów jakości towarów pogrzebowych. Wykaz wymogów zatwierdziła w 2009 r. wołgogradzka duma z inicjatywy Iriny Sołowjowej, rok wcześniej wybranej na deputowaną z ramienia Jednej Rosji. Została też ona szefową komisji ds. miejskiej gospodarki.

Kiedy pracownicy konkurenta Pamięci zaczęli kopać grób, grabarze Pamięci natychmiast zaczęli przerzucać ziemię z powrotem. Dół wykopał w końcu deputowany Dmitrij Kryłow, a wujka udało się pochować tylko dzięki nadzorowi policji.

Jak mówi Julia Jermakowa z Federalnej Służby Antymonopolowej, Wołgograd jest jednym z liderów jeśli chodzi o liczbę skarg na nieprawidłowości w sferze pogrzebowej. Urząd jeszcze w 2011 r. zażądał od Pamięci i władz Wołgogradu usunięcia tych naruszeń, jednak firma wybrała zapłacenie kary za niewykonanie postanowienia.

Według Jewgienija Ałymowa, dyrektora wołgogradzkiego biura pogrzebowego Radonica, pogrzeby w mieście kosztują dziś średnio trzykrotnie więcej niż w mieście Wołżskim, które leży na przeciwległym brzegu Wołgi (60-80 tys. wobec 23 tys.).

Radonica wcześniej wynajmowała część miejskiego pomieszczenia pod swoją siedzibę, ale Sołowjowa zainicjowała zerwanie umowy najmu.

Irina Sołowjowa kontynuuje karierę polityczną - jest wiceprzewodniczącą wołgogradzkiej dumy. Ląduje w rankingach najbogatszych urzędników regionu. W 2017 r. Sołowjowa zarobiła ponad 18 mln rubli. Ma cztery domy, 26 niezamieszkanych nieruchomości i własny staw, a także kilka mercedesów i porsche cayenne.

Pamięć należy dziś do jej syna Josifa Jefriemowa, który wrócił do Wołgogradu po studiach w Londynie. W 2015 r. Jefriemow jr został deputowanym miejskiej dumy i opiekunem projektu „Mocna rodzina” Jednej Rosji.

W 2016 r. przychody ośmiu firm zrzeszonych pod marką Pamięć wyniosły 561,1 mln rubli, a zysk - 83 mln. W tym samym roku firma Jefriemowa jr. dostała dofinansowanie z miejskiego budżetu na kwotę 26 mln rubli. W 2017 r. administracja Wołgogradu bez konkursu przedłużyła umowę z Pamięcią na kolejne dziesięć lat. A pod koniec roku podjęła decyzję o czasowym zwolnieniu z podatków przedsiębiorstw z branży pogrzebowej. Taką decyzję deputowani podjęli z uwagi na „brak konkurencji i słaby rozwój branży”.

Moskwa. Rytuał i kryminał

Od 2002 r. usługi pogrzebowe formalnie może świadczyć każdy, bez dodatkowych pozwoleń. W rzeczywistości nie jest łatwo wejść na rynek. Potrzebny jest dostęp do źródła informacji o śmierci.
Do niedawna liderami rynku pogrzebowego w Moskwie byli ci, którym udało się zorganizować dostęp do informacji z kostnic przy miejskich szpitalach.

Pomysł, by utworzyć tam punkty przyjmowania zamówień pogrzebowych, po raz pierwszy zrodził się w głowie zastępcy głównego lekarza moskiewskiego pogotowia Władimira Panina. W 1986 r. Panin zorganizował pogrzebową kooperatywę, która później przekształciła się w firmę Stiks-S.
Firma Panina i jej konkurenci wynajęli nieduże pomieszczenia przy kostnicach i obsługiwali ludzi, którzy przychodzili tam po ciała krewnych.

Wraz ze stopniową prywatyzacją branży zaczęło się w niej pojawiać coraz więcej graczy związanych z przestępczością zorganizowaną. Panin wspominał, że podczas konfliktów z mafią kilkakrotnie płonęło jego biuro. Zginęło trzech pracowników.

Cmentarz Nowodziewiczy w MoskwieCmentarz Nowodziewiczy w Moskwie Fot. Wikipedia

Nawet firmy stworzone w tamtych latach przez władze miały powiązania z kryminalistami. W 1993 r. moskiewskie władze założyły agencję Rytuał-Serwis, która miała zajmować się organizacją komercyjnych pogrzebów (w reklamie firma mówiła, że grzebie „głównie młodych ludzi, zmarłych w sile wieku na skutek przemocy”). Partnerem władz miasta została Arigon Company. Urzędnicy nazywali firmę angielską, jednak według danych moskiewskiej izby rejestracyjnej założycielem firmy była Olga Sznajder, żona biznesmena Siemiona Mogilewicza. Sam Mogilewicz, który później figurował w wykazie ludzi poszukiwanych przez FBI (Amerykanie uważali, że kontroluje ogromną siatkę przestępczą), posiadał 40 proc. udziałów Arigonu.

Pod koniec lat 90. mer Moskwy Jurij Łużkow zaczął porządkować rynek pogrzebowy. Z 900 miejskich firm akredytacje otrzymało 19. W zamian właściciele tych firm przekazywali miastu nieduży pakiet akcji i otrzymywali status „miejskiej służby specjalistycznej”, a to oznaczało rozmaite preferencje.

Autorem pomysłu był Aleksiej Sułojew, szef fundacji charytatywnej Pomoc. W tamtych latach aktywnie współpracował z miastem: był pomocnikiem szefa moskiewskiej dumy Władimira Płatonowa, a na początku wieku właścicielem firmy, która otworzyła kilkadziesiąt kawiarni Russkoje Bistro (mer Łużkow nadzorował tę sieć osobiście; należą do niego patenty na kulebiaka i zbitenia, które tam sprzedawano).

To właśnie dowodzony przez Sułojewa Zarząd Organizacji i Służb Pogrzebowych przyznał wspomniane akredytacje.

Cztery z 19 firm były blisko związane z Sułojewem. Inne próbował przejąć. Szefowa prawosławnej służby pogrzebowej Anna Szyrokowa skarżyła się Łużkowowi, że Sułojew za wpisanie jej firmy do rejestru firm akredytowanych domagał się przekazania mu decydującego pakietu akcji. Jako argument podawał „bliskie znajomości z liderami zorganizowanych grup przestępczych”. Niedługo potem firmę Szyrokowej pozbawiono akredytacji, a kontrolę nad nią przejął Zarząd Organizacji i Służb Pogrzebowych Sułojewa. Nie udało nam się nawiązać kontaktu z Sułojewem.

Założycielami Zarządu są oficjalnie firmy Gorbrus i Ritus-Serwis - stworzyło je kilkoro mieszkańców podmoskiewskich Lubierców, którzy w 1990 r. kontrolowali fabrykę alkoholi, rynek, centrum handlowe, krematorium i cmentarz (Sułojew także był współwłaścicielem niektórych z ich biznesów).

W 2012 r. Jurija Maniłowa, jednego z lubiereckich biznesmenów, razem z kryminalistą Markiem Milgotinym oskarżono o wymuszanie haraczy (dwa lata później sprawę zamknięto, bo prokuratura nie dopatrzyła się przestępstwa).

W 2007 r. Aleksiej Sułojew został szefem stołecznego przedsiębiorstwa pogrzebowego Rytuał, a jakiś czas później - zastępcą szefa departamentu handlu i usług; w tej roli nadzorował rynek pogrzebowy. Pod koniec dekady nieformalny holding firm pogrzebowych powiązanych z Sułojewem kontrolował ponad 40 proc. rynku Moskwy, na co złożyły się m.in. zamówienia z kostnic największych stołecznych szpitali.

Największym konkurentem holdingu była firma Stiks-S weterana branży Panina, której przedstawiciele także pracowali w szpitalach. Jej udział w rynku wynosił 25 proc.

Kiedy Łużkowa na stanowisku mera zmienił Siergiej Sobianin, sytuacja się zmieniła. W 2011 r. Sułojew odszedł z administracji miejskiej, a w 2013 r. miasto zrezygnowało z udziałów w większości akredytowanych firm, pozbawiając je w zamian części przywilejów. Teraz pozostały tylko dwie akredytowane firmy – miejskie Rytuał oraz Rytuał-Serwis, utworzone kiedyś przez żonę Siemiona Mogilewicza (wkrótce po aresztowaniu biznesmena w 2008 r. jego żona sprzedała akcje firmy jej menedżerom).

Jednocześnie moskiewski departament nieruchomości rozwiązał umowę najmu pomieszczeń w kostnicach z prywatnymi firmami z powodu „bezcelowości”.

Ich miejsca zajęli pracownicy Rytuału. W efekcie udział Stiks-S do 2018 r. spadł dziesięciokrotnie, a zysk Gorbrusa przez cztery lata zmalał prawie dwukrotnie (142 mln rubli wobec wcześniejszych 275). Holdingowi powiązanemu z Sułojewem udało się utrzymać tylko podmoskiewską część biznesu.

Za wyrzuceniem prywatnych firm z kostnic lobbował Andriej Marsij, który zastąpił Sułojewa w departamencie handlu i usług. Ten były menedżer funduszu emerytalnego Rosyjskich Kolei Państwowych Dobrobyt zaczął przygotowania do prywatyzacji Rytuału. Jednym z dwóch chętnych na kupno był właśnie Dobrobyt, ale po serii aresztowań pracowników Rytuału Marsij zwolnił się z miejskiej posady w związku ze „zmęczeniem”, a o pomyśle reprywatyzacji zapomniano.

Na początku 2015 r. dyrektorem Rytuału został Artiom Jekimow, starszy współpracownik operacyjny Głównego Departamentu ds. Zwalczania Korupcji i Bezpieczeństwa Gospodarczego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Rosji. Stwierdził, że jego zadaniem jest oczyścić branżę z układów kryminalnych. W rozmowie z Meduzą Jekimow przyznaje: na razie nie udało się objąć kontrolą całego rynku. W niektórych kostnicach wciąż pracują nieuczciwe firmy.

Jeden z przykładów to biuro ekspertyz sądowych w Caricynie, gdzie biznes pogrzebowy wciąż działa jak w latach 90. Większość krewnych przychodziła do miejskiej kostnicy z już zawartymi umowami na organizację pogrzebu od dwóch firm z podmoskiewskiego Czechowa. W drugiej połowie 2017 r. liczba zamówień nagle wzrosła. Według pracownika Rytuału „prawdopodobnie ktoś z pracowników kostnicy przekazywał firmom z Czechowa dane krewnych, kiedy tylko trafiało do nich ciało zmarłego”.

Moskwa i okolice. 292 pary gałek ocznych na sprzedaż

W kostnicach istnieją także szerokie możliwości dla biznesu. Jednym z największych operatorów kostnic w Moskwie - w tym tej w Caricynie - jest Biuro Ekspertyz Sądowo-Medycznych. Jego dyrektorem jeszcze do niedawna był Jewgienij Kildjuszow, szef katedry ekspertyz sądowych na Uniwersytecie Medycznym im. Pirogowa.

Wielu kolegów Kildjuszowa z katedry było współzałożycielami firmy Broniks-Serwis - do 2014 r. świadczyła ona płatne usługi, oferowane w kostnicach Biura Ekspertyz i w kostnicach szpitali należących do firmy, w której pracowali absolwenci Uniwersytetu Pirogowa. Ponieważ urzędnicy, a więc także Kildjuszow, nie mają prawa być właścicielami firm, w 2014 r. główny właściciel Broniks-Serwisu się zmienił. Został nim Aleksiej Nikołajew, syn Borysa, zastępcy działu aspirantury i ordynatury Rosyjskiego Centrum Ekspertyzy Sądowo-Medycznej przy Ministerstwie Zdrowia.

W 2014 r. na wniosek władz Biuro Ekspertyz musiało zorganizować konkurs na operatora płatnych usług. Wygrała firma Help-Rytuał. Kilka tygodni przed ogłoszeniem przetargu założyli ją Władisław Fiłogienow, ówczesny szef jednego z oddziałów Departamentu Zdrowia Moskwy, i Raszyd Sadykow, partner biznesowy Eduarda Galamowa, głównego chirurga centrum medycznego moskiewskiego ratusza. Jednak pod drzwiami kostnic należących do Biura niedługo potem zaczęli pojawiać się przedstawiciele innej firmy – Służby Pogrzebowej. Przechwytywali klientów. Według pracowników kilku biur pogrzebowych i urzędnika miejskiego za Służbą Pogrzebową lobbowała Oksana Doronina, zastępczyni dyrektora ds. gospodarczych Biura Ekspertyz.

Konkurencja potrwała niedługo – ludzie ze Służby Pogrzebowej zniknęli, a Doronina zwolniła się. Stało się to po tym, jak wobec kierownictwa Biura wszczęto postępowanie karne o zaniedbanie: 13 pracowników firmy zaraziło się gruźlicą. Wstępne dochodzenie wykryło liczne naruszenia sanitarne. W październiku 2017 r. Kildjuszow złożył dymisję ze stanowiska szefa katedry ekspertyz sądowych na uniwersytecie. Sprawa zaniedbania jest badana do dziś.

Jak pisał portal Life, powołując się na osobę bliską śledztwu, Biuro podejrzewano również o bezprawne przejmowanie organów zmarłych. Pracownicy Biura i ich koledzy, z którymi rozmawiała Meduza, wątpią, żeby to było prawdą, ale nie zaprzeczają, że organy z ciał w kostnicach rzeczywiście wyciągali. - Wszystko robimy zgodnie z prawem, mamy na tę działalność państwowe kontrakty - tłumaczy jeden z byłych pracowników. - Wie pan, że w Rosji działa domniemana zgoda na transplantologię? Dla wyjęcia organów nie potrzeba pozwolenia rodziny. Nie mamy prawa tego robić tylko w przypadku, gdy krewni pokażą nam podpisane u notariusza oświadczenie zmarłego, że sobie tego nie życzy. Ale ja z tym ani razu się nie spotkałem (według prawa wyjmować organy mogą również sami bliscy zmarłego - przyp. Meduzy).

Państwowe dane pokazują, że rzeczywiście Biuro każdego roku zawiera umowy na wyjmowanie organów.

Na przykład w 2018 r. miał dostarczyć Instytutowi Chorób Oczu nie mniej niż 292 pary gałek ocznych, a baszkirskiej klinice chirurgii plastycznej - 1000 opon mózgowych, 250 kości piszczelowych, 100 ścięgien Achillesa i 400 męskich jąder.

- W Moskwie patomorfolodzy mają dobre wynagrodzenie, wliczając dodatek za usługi komercyjne jak przygotowanie ciała do pogrzebu i balsamowania - mówi właściciel jednej z firm pogrzebowych. - Sprzedaż organów, zdjęcie z zębów złotych koronek to specyfika regionalna. Chodzi głównie o regiony południowe oraz Ukrainę. Kilka lat temu pod Moskwą był taki przypadek, ale wyjaśniło się, że zrobili to przyjezdni z obwodu rostowskiego.

W 2013 r. policja rejonu sierpuchowskiego obwodu moskiewskiego rzeczywiście wszczęła śledztwo, podejrzewając, że pracownicy firmy pogrzebowej kradli biżuterię i złote koronki zdjęte ze zmarłych, które później oddawali do lombardu. Oskarżano o to firmę Stella-Pamięć - największą firmę pogrzebową na południu Podmoskowia, która także zarządza kilkoma cmentarzami w Sierpuchowie. Założyli ją państwo Kowszarowie, którzy przeprowadzili się do Moskwy z Doniecka w obwodzie rostowskim. Olga Kowszar od 2010 r. jest także deputowaną rady Sierpuchowa, a w 2013 r. stanęła na czele rady politycznej lokalnego oddziału Jednej Rosji.

Czym zakończyło się śledztwo przeciwko Kowszarom, Meduzie nie udało się ustalić. Olga Kowszar próbowała wymuszać sprostowania na mediach, które pisały o sprawie, ale sąd dwukrotnie odrzucił jej roszczenia.

Moskwa. Dostęp do śmierci

Najtrudniej było państwu „wyczyścić” firmy, które pracują nie z kostnicami i szpitalami, ale zajmują się zgonami domowymi. Tutaj także wszystko bazuje na nieformalnym dostępie do informacji. Uważa się, że zwykła reklama dla tego rynku nie jest odpowiednia, ponieważ mało kto myśli o pogrzebie krewnych zawczasu. Z sondażu przeprowadzonego w 2017 r. wśród mieszkańców Moskwy powyżej pięćdziesiątki wynika, że o firmach pogrzebowych dowiadują się najczęściej, kiedy te same do nich dzwonią, jakimś trafem dowiadując się o śmierci bliskiej osoby.

Czasem (zwłaszcza na prowincji) pogotowie jedzie długo i pracownik firmy pogrzebowej przyjeżdża przed lekarzami. - Wszystko zależy od profesjonalizmu takiego pracownika - mówi dyrektor jednej z firm pogrzebowych. - Kiedyś nasz pracownik przyjechał pod wskazany adres, a człowiek jeszcze żył. Dzięki temu wspólnie wybrali z katalogu trumnę, wieńce itd. Wszyscy byli zadowoleni.

Wydatki na pozyskanie informacji (w Moskwie to 15-20 tys. rubli od zmarłego) przerzuca się na klienta. Kto przekazuje informacje firmom pogrzebowym? Tego praktycznie nie da się wyśledzić. - Kto ma do nich dostęp? Dyspozytor pogotowia, który przyjmuje wezwanie, kierowca i lekarz pogotowia, dyżurny policji i sam policjant, który jedzie na miejsce, dyspozytor miejskiego karawanu i dwaj jego pracownicy - wylicza szef Rytuału Jekimow. - Już te dziewięć osób, jeśli nie liczyć ich kierownictwa, może stworzyć system sprzedaży danych.

Nawet w dużych szpitalach pracownicy Rytuału napotykają taką sytuację: pielęgniarka oddziałowa po śmierci pacjenta natychmiast pisze SMS-a, po czym krewni zmarłego przychodzą po ciało z już podpisaną umową.

W Rosji toczy się zaledwie kilkadziesiąt postępowań karnych wobec pracowników pogotowia i policji w związku z przekroczeniem uprawnień i ujawnieniem danych osobowych. Standardowa kara w przypadku skazania to grzywna.

Według danych Rytuału w Moskwie usługi związane z pogrzebami świadczy blisko 500 firm. Jednak, jak ustaliła Meduza, wiele z nich jest ze sobą powiązanych i tworzy kilkadziesiąt nieformalnych holdingów.

Wróćmy do pogrzebu Leonida Broniewoja. Zajmowała się nim firma Darko. Do jej byłych współwłaścicieli i ich krewnych należy kilka firm pogrzebowych w Moskwie i obwodzie tambowskim, a także firma posiadająca flotę karawanów. Dyrektorka generalna Darko Swietłana Kozłowa jest partnerką biznesową Igora Miedwiedkowa, który w latach 2013-15 był szefem moskiewskiego Rytuału. Sama Kozłowa wcześniej była szefową należących do Miedwiedkowa firm, a jej mąż - partnerem Miedwiedkowa w firmie pogrzebowej Posbon R.

Przy rejestracji Posbon R podała ten sam numer telefonu, którym posługują się cztery firmy biznesmena Sakena Korganbajewa zajmującego się sprzedażą kwiatów. Do Korganbajewa należy nieduży budynek w strefie przemysłowej w moskiewskim Goljanowie, gdzie znajdują się biura jeszcze kilku innych firm pogrzebowych. Wszystkie mają osobne strony internetowe i numery telefonów, ale dokumenty wystawiają w imieniu firmy GSS Posbon.

W przeszłości współwłaścicielem GSS Posbon był Aleksiej Czujkow, szef rosyjskiego fanklubu zespołu AC/DC. Obecny współwłaściciel firmy Andriej Biezfamilnyj w 2016 r. sądził się ze służbą migracyjną: oskarżano go o nielegalne zatrudnienie obcokrajowców do produkcji trumien i artykułów pogrzebowych.

Biezfamilnyj na początku mówił, że urzędnicy migracyjni sami przywieźli pracowników do zakładu, wydali im narzędzia i sfotografowali. Później zmienił linię obrony. Według nowej wersji obcokrajowcy po prostu mieszkali na terenie zakładu, nie wykonując żadnej pracy.

(Inny świadek twierdził, że migranci przyszli z ogłoszenia o pracę, a oczekując na rozmowę kwalifikacyjną, samowolnie zajęli się produkcją trumien, w dodatku nieodpłatnie).

Przedsiębiorca poprosił sąd, by wziął pod uwagę jego „zły stan majątkowy” i ostatecznie skończyło się na grzywnie.

W skład nieformalnego holdingu związanego z Miedwiedkowem, według wyliczeń Meduzy, wchodzi ponad 30 firm. Na początku 2018 r. kontrolował on ok. 6 proc. pochówków w Moskwie.

Największe moskiewskie firmy pogrzeboweNajwiększe moskiewskie firmy pogrzebowe Meduza

Rosja. Kawałek ziemi na Seszelach

W 2016 r. tradycyjne firmy pogrzebowe i holdingi doczekały się dobrze zorganizowanego i uzbrojonego w hi-tech konkurenta, który, jak mówią jego przedstawiciele, zamierza stawiać na tradycyjną reklamę, a nie nielegalny zakup informacji. Oleg Szeljagow, były główny menedżer przedsiębiorstwa Dobrobyt, w którym pracował Andriej Marsij, wykupił połowę akcji Rytuał-Serwisu - firmy, założonej w 1993 r. przez żonę Siemiona Mogilewicza oraz miasto - i postanowił robić biznes pogrzebowy inaczej.

Jak opowiada Walerij Pilnikow, dyrektor operacyjny firmy, w ciągu dwóch lat od przejęcia Rytuał-Serwisu, liczba zamówień wzrosła z 20 do 1200 miesięcznie. Pilnikow twierdzi, że nowe szefostwo odstąpiło od kupowania informacji o zmarłych, stawiając na promocję w internecie, reklamę w lokalnych gazetach i ulotki w skrzynkach pocztowych. Dla agentów pogrzebowych firma stworzyła platformę internetową na wzór Yandex.Taxi dla kierowców.

Szeljagow stał się znany, gdy w Pałacu Władimirskim w Petersburgu zorganizował imprezę z okazji dziesięciolecia ślubu ze swoją żoną Wiktorią. Uroczystość odbyła się w ruskim stylu: gości witało 15 bałałajkarzy w ludowych strojach. W wywiadzie dla magazynu „Tatler”, który szczegółowo opowiadał o imprezie, Wiktoria Szeljagowa poinformowała, że jej rodzina posiada „kawałeczek ziemi na Seszelach, gdzie na starość będzie hodować zieleninę i pomidory”. Według deklaracji o dochodach Oleg Szeljagow w 2017 r. zarobił jedynie 9,2 mln rubli, a jego żona - zero. Wspólnie mają dwa mieszkania w Moskwie i jeden samochód.

Konkurenci twierdzą, że Rytuał-Serwis gra także według tradycyjnych zasad obowiązujących na rynku. Na początku 2018 r. przepływ ciał przechodzących przez kostnicę Centrum Traumatologii i Ortopedii znacząco i niespodziewanie wzrósł. Usługi pogrzebowe świadczyła w nim wówczas istniejąca od roku firma Bruno. Jej założyciel i dyrektor generalny Oleg Pieniajew był jednocześnie pracownikiem Rytuał-Serwisu (w firmie potwierdzają tę informację, ale zaprzeczają, by istniało powiązanie między nimi a Brunem), a pracownicy Bruna przedstawiali się klientom jako pracownicy miejskiego Rytuału, przez co wiosną 2018 r. wszczęto przeciwko firmie śledztwo w sprawie o oszustwo.

Teraz Szeljagow zamierza rozszerzać swój biznes na inne regiony Rosji. Mimo że przyjęło się uważać, że na rynku pogrzebowym nie ma federalnych graczy – jako że jest on zbudowany na znajomościach z lokalnymi urzędnikami.

Na początku 2018 r. właściciel Rytuał-Serwisu zarejestrował firmę w Petersburgu. Działać tam jednak nie zaczął, bo - jak mówi - musi się liczyć ze „zmonopolizowaniem tamtejszego rynku”. Na razie biznesmen stara się „rozwinąć technologię” w innych regionach - i wszędzie jego partnerami zostają wpływowi ludzie. W Czelabińsku to dawny szef lokalnego państwowego przedsiębiorstwa pogrzebowego, w Niżnym Nowogrodzie - były wicemer. W Jekaterynburgu Szeljagow współpracuje z Wiktorem Bublikiem, który wcześniej był prawnikiem w firmach powiązanych z grupą przestępczą Uralmasz.

Patrząc na sukcesy Szeljagowa, także starzy gracze zaczęli stawiać na cyfrowe technologie. Dzieci właściciela holdingu Gorbus Juria Maniłowa - Artem i Ilja - stworzyli firmę Uczciwy Agent, która uruchomiła własną platformę dla kompleksowego świadczenia usług pogrzebowych, od transportu ciała do kostnicy po wybór miejsca na cmentarzu. Jednak główną przewagą firmy i tak są odpowiednie powiązania z zarządcami cmentarzy. Uczciwy Agent zawiaduje miejskimi cmentarzami w kilku rejonach Podmoskowia. A ziemia, obok informacji o zmarłych, wciąż jest głównym aktywem w branży pogrzebowej.

Iwan Gołunow opuszcza moskiewski sąd, żeby udać się do aresztu domowego. 8.06.2019Iwan Gołunow opuszcza moskiewski sąd, żeby udać się do aresztu domowego. 8.06.2019 Evgeny Feldman / AP

Opiekunowie mogił

Na jednej z centralnych alejek Cmentarza Wagańkowskiego w Moskwie w 2012 r. pojawił się grób młodej kobiety - Mariny Krasilnikowej. Monument, na którym wygrawerowano listy krewnych do zmarłej, zajmuje kilka regularnych miejsc pogrzebowych u zbiegu dwóch centralnych alei. Z boku stoją cztery stare pomniki z innymi nazwiskami. Ojciec Mariny - Siergiej Krasilnikow - jest jednym ze współwłaścicieli zlikwidowanego w 2016 r. rynku przy stacji metra Pietrowsko-Rozumowskaja. Miejsce na cmentarzu otrzymał w ramach programu „opieki nad grobami”.

Według zarządzenia z 2009 r. grób może zostać uznany za niczyj i przekazany pod „opiekę” innej osobie. A ona musi odbudować pomnik lub postawić nowy. Jeśli natomiast zdecyduje się pochować kogoś innego w tym miejscu, z tyłu pomnika powinno zostać napisane nazwisko zmarłego z poprzedniego pochówku.

Decyzję o przekazaniu grobu pod opiekę podejmuje komisja składająca się z pracowników Rytuału i „przedstawicieli społeczności” (jakich konkretnie, nie wiadomo).

Schemat wymyślił ten sam Aleksiej Sułojew, który był szefem Rytuału. Kilka lat przed startem programu opieki firma Sułojewa Spot.ru wygrała przetarg na inwentaryzację starych moskiewskich cmentarzy. Kiedy Sułojew przeszedł do administracji państwowej, ogłosił program ponownej rejestracji grobów i wydawania elektronicznych paszportów pochówku dla krewnych zmarłych. Według niego miało to pomóc zapominalskim w znalezieniu grobów bliskich. W tym celu na cmentarzach miały zostać zainstalowane elektroniczne terminale (co się nigdy nie wydarzyło). Jeśli właściciele grobów nie zdążyli dokonać ponownej rejestracji, ich groby uznawano za opuszczone i wtedy mogły uzyskać „opiekuna”.

Za Sułojewa, pod koniec pierwszej dekady wieku, stare cmentarze zaczęto aktywnie przebudowywać - wyburzać budynki gospodarcze i zwężać ścieżki, sprzedając zwolnioną ziemię pod kolejne groby. Większość cmentarzy nie została zarejestrowana w rejestrze katastralnym, a więc nie miały wyraźnych granic, co pozwoliło ich administracji przejmować sąsiadującą z nimi ziemię. W 2011 r. prokuratura zajmująca się ochroną środowiska odkryła, że cmentarz w Butowie nielegalnie przejął trzy hektary lasu, na których później powstały 4 tys. grobów (konflikt zakończył się ugodą).

W 2014 r. moskiewski samorząd pozbawił Rytuał możliwości sprzedaży ziemi pod nowe groby, anulował program opieki i uruchomił aukcje elektroniczne na sprzedaż gruntów pod rodzinne groby na starych cmentarzach. W ciągu kilku lat wystawiono na nie ponad 2 tysiące miejsc pogrzebowych. Jednak szału nie było. Najdroższy obiekt - 4 m kw. przy wejściu na Cmentarz Trojekurowski - kupił za 4,65 mln rubli Walerij Korotkow, były udziałowiec gazowego holdingu Itera. Na najtańsze miejsce - 0,88 m kw. za 24 tys. rubli na Cmentarzu Czerkizowskim w pobliżu lotniska Szeremietiewo - chętnego nie było.

Kolejny ważny atut w branży to kontrola nad punktami sprzedaży przy cmentarzach. Jak pokazuje śledztwo Meduzy, najbardziej atrakcyjne miejsca dla takiego handlu należą do osób związanych z byłymi urzędnikami Rytuału i kierownikami cmentarzy.

Największa konkurencja jest na Cmentarzu Chowańskim, gdzie działa ponad 35 takich punktów. Dwa z nich należą do Igora Daszdamirowa, którego kojarzono ze zorganizowaną grupą przestępczą Sołncewo i zatrzymywano pod zarzutem zabójstwa popularnego w latach 90. dziennikarza telewizyjnego Włada Listjewa.

Największym lokalnym handlowcem jest tu natomiast Rytuał-1, jedna z najstarszych firm na rynku, która do dziś jest wiodącym sprzedawcą różnego rodzaju towarów związanych z branżą pogrzebową oraz granitowych pomników. O właścicielach Rytuału-1 wiadomo niewiele. Są wśród nich prawosławna mecenaska sztuki Wiera Slepuchina i urodzony w Sołncewie Pawieł Rudniew, który wraz z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych jest producentem filmów dokumentalnych i seriali o policjantach.

Podział biznesowych łupów na Cmentarzu ChowańskimPodział biznesowych łupów na Cmentarzu Chowańskim Meduza

Samobójstwo na cmentarzu

Każdego roku Moskwa potrzebuje na nowe pogrzeby 5 ha ziemi. Władze postanowiły rozszerzyć kilka istniejących cmentarzy, jednak proces ten nie jest pozbawiony trudności. Przeciwko rozbudowie do 43 hektarów Cmentarza Chowańskiego - największego w mieście - wystąpili mieszkańcy leżących nieopodal domków jednorodzinnych. A przeciwko zwiększeniu Cmentarza Domodiedowskiego - władze Podmoskowia: uważają, że 60 nowych ha grobów przyciągnie zbyt wiele ptaków, które będą przeszkadzać przy lądowaniu samolotom na lotnisku Domodiedowo.

Władze Moskwy zamierzają rozwiązać problem w sposób radykalny, tworząc w odległości 35 km od obwodnicy MKAD, niedaleko składowiska odpadów Malinki, drugi co do wielkości cmentarz na świecie, o powierzchni 580 ha (największy jest w Iraku). Ma się nazywać Białe Brzózki. W najbliższych latach na jego utworzenie pójdą 2 mld rubli.

W regionach często nie ma pieniędzy nie tylko na tworzenie nowych cmentarzy, ale i na utrzymanie istniejących.

W połowie czerwca 2018 r. teoretycznie skończyły się miejsca na wszystkich cmentarzach Togliatti (co miesiąc w mieście umiera około 700 osób).

W ostatnich latach mieszkańcy chowali krewnych na prywatnym cmentarzu, który powstał na terenie byłego kołchozu. Otworzył go w 2010 r. współwłaściciel fabryki naprawiającej statki. Znajduje się na nim już kilka tysięcy grobów, jednak na początku 2018 r. sąd zakazał nowych pochówków, wyjaśniając, że żadnych nowych prywatnych cmentarzy być nie powinno. Władze Togliatti powinny wykupić ziemię i otworzyć cmentarz na nowo, jednak pieniędzy w budżecie nie przewidziano.

Teraz jedynym miejscem w Togliatti, gdzie można kopać groby, jest działka po spalonym sosnowym lesie, położona za ogrodzeniem Cmentarza Toazowskiego. Formalnie ziemia należy do leśnictwa, ale od początku 2010 r. ludzie chowają tam bliskich samowolnie, a w ostatnim czasie miejsca zaczęła tam przydzielać również miejska administracja. Miejsce sprzątają bliscy zmarłych. Administracja nie może nawet wynająć pracownika, żeby np. usunąć leżące drzewa. To nie jej terytorium.

Wielu mieszkańców Togliatti chowa teraz krewnych na wiejskich cmentarzach wokół miasta; kosztuje to nawet 30 tysięcy rubli (oficjalnie jest za darmo). Problem w tym, że spośród 14 takich cmentarzy tylko pięć zarejestrowanych jest w rejestrze gruntów. Alternatywą jest kremacja, ale w regionie nie ma krematorium. Lokalne zakłady pogrzebowe kilka razy w tygodniu wysyłają ciała samochodem do krematorium w Moskwie.

Próby utworzenia całkowicie prywatnych cmentarzy kończą się na prawnych niejasnościach. Na początku 2010 r. własny cmentarz postanowił otworzyć Igor Małyszew, przedsiębiorca z Omska, który wcześniej zajmował się skupem złomu. Jego firma wynajęła 40 ha ziemi w pobliżu Omska, oficjalnie przeznaczonych na cmentarz, przygotowała działkę i załatwiła wszystkie dokumenty. Przy wjeździe miała stanąć cerkiew. Miejsce pod jej budowę i cmentarz poświęcił miejscowy metropolita w obecności urzędników. Jesienią 2012 r. na cmentarzu zaczęto chować ludzi.

Odbyły się jednak tylko trzy pogrzeby. Decyzję o utworzeniu cmentarza anulował nowy szef rejonu.

19 listopada 2012 r. administracja złożyła pozew o rozwiązanie umowy najmu, przeniesienie istniejących grobów w inne miejsce i doprowadzenie działki do pierwotnego stanu. Dwa tygodnie później Małyszew zadzwonił do swojego partnera i powiedział, że zamierza „pojechać poganiać kuropatwy i zawieźć robotnikom żywność oraz wynagrodzenie”. Ale przyjechał na cmentarz, strzelił sobie w klatkę piersiową i wkrótce zmarł w szpitalu.

W jego gabinecie znaleziono dziesięciorublową monetę i list zaadresowany do szefa rejonu oraz rolnika, który występował przeciwko utworzeniu cmentarza: „Skoro zabieracie moją ziemię, zabierzcie i moje życie”.

Kilka lat po śmierci Małyszewa w tym samym miejscu powstał cmentarz. Ziemia, na której są chowani ludzie, należy do gminy, jednak podjazdy do cmentarza i budynek administracji stoją na terenie prywatnym. Ziemia należy obecnie do firmy Awalon. Jednym z właścicieli Awalonu jest Grigorij Gorowoj, „śmieciowy król” Omska, który kontroluje największe składowiska w regionie.

„Dondiki” przeciwko administracji prezydenta

W wielu dużych rosyjskich miastach przetasowania w branży funeralnej wciąż trwają. Czasem zmiany wydarzają się szybko - w takich przypadkach nowi gracze potrzebują opiekunów najwyższej rangi.

W 2016 r., po serii podpaleń karawanów i ataków na konkurentów, w Jekaterynburgu odbył się głośny proces założycieli grupy firm pogrzebowych, których w prasie nazwano „Dondikami”. Ich pracownicy, podając się za pracowników miejskiej służby pogrzebowej, zabierali ciała zmarłych od krewnych, a następnie żądali od nich pieniędzy na pogrzeb (formalnie - za towarzyszące mu usługi, takie jak transport zwłok). Podczas procesu wyjaśniło się, że oskarżeni biznesmeni byli powiązani zarówno z miejskimi urzędnikami nadzorującymi branżę pogrzebową, jak i osobami figurującymi wcześniej w aktach śledztwa przeciwko Uralmaszowskiej grupy przestępczej.

W tym samym roku aresztowano administratorów kilku cmentarzy w Jekaterynburgu. Uwagę opinii publicznej na to, że administracja domaga się pieniędzy za zapewnienie miejsca pod grób, zwrócił Dmitrij Małyszew. Dwukrotnie próbował pochować przyjaciół na różnych cmentarzach i dwukrotnie robił szum w mediach, kiedy nie pozwalano zrobić mu tego za darmo.

Później okazało się, że sam Małyszew ma interesy pogrzebowe - zarówno w swoim rodzinnym Kraju Permskim, jak i w Jekaterynburgu.

Tam kieruje firmą Memory Animals. Należy do niej cmentarz dla zwierząt domowych i kolumbarium do przechowywania urn z prochami ludzkimi.

Partnerem Małyszewa w tym biznesie jest Olga Kurczenkowa, żona Konstantina Kurczenkowa, byłego pracownika Rostechnadzoru [państwowego nadzorcy branż energetycznej, ekologicznej i nuklearnej] wysokiej rangi. Ten z kolei jest partnerem biznesowym Anatolija Karpowa, byłego mistrza świata w szachach i deputowanego Dumy (Kurczenkow i Karpow witają odwiedzających stronę cmentarza dla zwierząt) .

Firmę, której szefuje Małyszew, założyli jednak inni aktywni gracze rynku pogrzebowego w Jekaterynburgu Natalia Domraczewa i Aleksiej Anisimow, właściciele grupy Wniebowstąpienie. Firma wsławiła się tym, że jej dom pogrzebowy blokował drogę do jedynej kostnicy w Jekaterynburgu, w której wykonuje się ekspertyzy sądowo-medyczne. Karawany konkurentów Wniebowstąpienia przepuszczano tylko za pieniądze. Doszło do tego, że ciała do kostnicy przerzucano po nocach przez płot. Konflikt osobiście musiał rozwiązywać mer.

Anisimow został współzałożycielem Wniebowstąpienia w wieku 21 lat. Jego wujek, także Aleksiej Anisimow, pracował w tym czasie jako zastępca szefa departamentu polityki wewnętrznej administracji prezydenta Rosji, a wiosną 2014 r. został szefem komitetu wykonawczego Ogólnorosyjskiego Frontu Narodowego. Sądząc po danych, które wrzuciła do sieci znana grupa hakerów Szałtaj-Bołtaj, Anisimow starszy o działalności Wniebowstąpienia pisał w prywatnej korespondencji.

11.06.2019, Moskwa, dziennikarz śledczy Iwan Gołunow wychodzi z aresztu.11.06.2019, Moskwa, dziennikarz śledczy Iwan Gołunow wychodzi z aresztu. Fot. Pavel Golovkin / AP Photo

Rosja. Społecznik z „Okupaj-pedofilaj”

Z końcem 2016 r. w moskiewskich mediach zaczęło ukazywać się niezwykle dużo artykułów o biznesie pogrzebowym. Telewizja Ren-TV, kanał 360, portal Lenta.ru i inne pisały o „imprezie w trumnie” urządzonej w kostnicy, trumnach wykopanych po konfliktach z pracownikami branży pogrzebowej i o „dołach bagiennych”, w których chowani są ludzie na przedmieściach.

Źródłem wszystkich tych wiadomości było stowarzyszenie ochrony praw zmarłych Verum. Jego przewodniczący Władimir Goriełow wyjaśnia, że postanowił utworzyć organizację po tym, gdy - podobnie jak Małyszew z Jekaterynburga - organizując pogrzeb przyjaciela, „zetknął się z bezprawiem”. W mediach społecznościowych Verum zamieszcza ogłoszenia o kupnie wideo z nielegalnymi działaniami pracowników agencji pogrzebowych.

Verum, jak mówi Goriełow, zarabia na poradach prawnych dla osób, które doświadczyły kłopotów przy organizacji pogrzebów. Reporter Meduzy, który odwiedził biuro Verum, zauważył tam kilkoro pracowników firm pogrzebowych, którzy próbowali uspokoić sytuację po hałasie w mediach. - Niedawno publikowaliśmy o nich film - wyjaśnił Goriełow. - Teraz przyjechali, żeby opowiedzieć, jak poprawili swoje działania.

Przez półtora roku pracy Verum bohaterami ich publikacji zostali praktycznie wszyscy główni gracze branży pogrzebowej Moskwy i Podmoskowia. Do niektórych z nich przyszły kontrole. Według rozmówców Meduzy kilka firm faktycznie upadło. Przedsiębiorcy pogrzebowi, którzy trafili na celownik Verum, potwierdzają nam, że jeździli do Goriełowa na rozmowy, ale nie mówią, czym zakończyły się negocjacje. - Prawdopodobnie mają bardzo wysoko postawionych opiekunów - wyjaśnia jeden z nich, tłumacząc, czemu nie chce zdradzić szczegółów rozmów. - Z pewnością nie są z rynku. Zatrudnialiśmy nawet prywatnego detektywa, aby dowiedzieć się, kto za nimi stoi.

- Przewodniczący Verum Goriełow jest emerytowanym wojskowym z orderami, został znaleziony na portalu z ogłoszeniami o pracę - wyjaśnia nam osoba zaznajomiona z branżą. Jak się dowiedzieliśmy, Goriełow wcześniej kierował działem inwestycji w firmie Inicjatywa Społeczna, podpisując umowy z udziałowcami na budowę nieruchomości. Domy dla nich nigdy nie zostały zbudowane. Za poszkodowanych przez firmę uznano ponad 9 tys. osób, a sam Goriełow, który był właścicielem 4 proc. Inicjatywy Społecznej, figurował w sprawie karnej przeciwko firmie jako świadek. Jej główny właściciel został ostatecznie skazany na 10 lat.

Verum w rzeczywistości kieruje zupełnie kto inny. Do 2016 r. podmiot prawny, który później stał się Verum, nazywał się Kostromska Organizacja Społeczna ds. Ochrony Praw Konsumentów. Została założona przez trzech mieszkańców obwodu kostromskiego. Jak mówi jeden z nich, kilka lat temu organizacja została sprzedana moskwianinowi o imieniu Dienis.

To Dienis Łoginow, który wcześniej kierował międzyregionalnym oddziałem ruchu Restrukt. Założył go neonazista Maksim „Tasak” Marcinkiewicz. Uczestnicy ruchu prowadzili m.in. akcję „Okupaj-Pedofilaj.

Podając się za nieletnich, kontaktowali się z potencjalnymi pedofilami w sieci, a następnie, podczas osobistych spotkań, bili ich i zastraszali, kręcąc ich na wideo. Następnie wymuszali pieniądze od ofiar, które nie chciały rozgłosu.

W sierpniu 2014 r. Marcinkiewicz został skazany na pięć lat więzienia. Podejrzanym w jednej ze spraw karnych był także Łoginow, ale ostatecznie zeznawał jako świadek.

Kilku członków Restruktu opowiedziało Meduzie, że już po zakończeniu sprawy dowiedzieli się, że Łoginow pracował wcześniej w policji i walczył z ekstremizmem.

Wielu zwolenników „Tasaka” przestało wtedy trzymać z Łoginowem - ale nie wszyscy. Łoginow wraz z częścią „współbraci”, jak opowiada jeden z byłych członków Restruktu, zaczął myśleć o „bardziej legalnym” obszarze zastosowania technologii wypracowanej przy „Okupaj-Pedofilaj”. W tym celu, przy udziale Łoginowa, stworzono stowarzyszenie konsumenckie Restrukturyzacja, jednak pierwsze pomysły nie wypaliły. Sprawdzanie produktów w supermarketach zostało szybko zatrzymane przez sieci handlowe. Projekt przeciwdziałania firmom budowlanym również nie przyniósł pożądanych rezultatów. W 2016 r. Restrukturyzacja została zlikwidowana.

Wkrótce Kostromska Organizacja Społeczna ds. Ochrony Praw Konsumentów zmieniła się w Verum. - Słyszałem, że ostatnio badali temat związany z pogrzebami - mówi były członek Restruktu. Trzech przedstawicieli branży pogrzebowej zidentyfikowało na zdjęciu Dienisa Łoginowa jako osobę, która uczestniczyła w negocjacjach w biurze Verum. Również zdjęcie profilowe Łoginowa na Facebooku zostało zrobione w pokoju rozmów organizacji. Były przywódca Restruktu zamieszczał także swoje fotografie na tle ścianki Verum na targach pogrzebowych Nekropol.

Wiadomości z życia Verum regularnie pojawiają się w grupie „Ręce precz od Tasaka” na Vkontakte [rosyjski odpowiednik Facebooka]. Takie posty znajdują się również na stronie Marcinkiewicza.
Kilku przyjaciół Łoginowa oraz mężczyzna, którego ten zaprosił do pracy w Verum, potwierdzili, że właśnie Łoginow jest ideologiem organizacji.

Meduza wysłała Łoginowowi pytania na Facebooku, po czym prezes Verum Goriełow przesłał SMS na pozostawiony przez reportera numer. Napisał, że jest gotów przekazać wszystkie niezbędne informacje o organizacji. Później do Meduzy zadzwonił sam Łoginow i oświadczył, że jest gotów udzielić wszelkich informacji na temat rynku pogrzebowego, ale prosił, aby nie wymieniać jego imienia w kontekście Verum.

Głównym celem Verum jest zostanie ogólnorosyjskim społecznym kontrolerem biznesu pogrzebowego: mówią o tym zarówno znajomy Łoginowa, jak i biznesmeni, którzy mieli kontakt z organizacją.

Władimir Goriełow i jego koledzy biorą udział w prawie każdym wydarzeniu poświęconym problemom przemysłu pogrzebowego. Dwukrotnie byli inicjatorami dyskusji o nowej ustawie O pogrzebie i branży pogrzebowej, która jest przygotowywana od ponad pięciu lat w federalnym ministerstwie budownictwa i usług mieszkaniowych.

Nowe prawo zdaniem urzędników powinno regulować pracę firm pogrzebowych, stworzyć dla nich kryteria i rejestry. Pracownicy firm nie mogliby przychodzić do mieszkań bez wezwania przez krewnych, a także pracować na terytorium instytucji medycznych i kostnic. Naruszający ustawę mają być wpisywani na czarną listę. Ustawa zakłada również kontrolę branży przez organizacje społeczne.

Dienis Łoginow jest synem zastępcy szefa kancelarii rządu Federacji Rosyjskiej Andrieja Łoginowa, która ma inicjatywę legislacyjną. Dwaj rozmówcy Meduzy z branży pogrzebowej twierdzą, że od jesieni 2017 r. Andriej Łoginow lobbował za szybkim przyjęciem ustawy przygotowanej przez ministerstwo. Szefem ministerstwa był jego dobry przyjaciel Michaił Mień, pracowała w nim także żona Andrieja.

Wczesnym rankiem 16 maja 2018 r. służby przeszukały mieszkanie szefa Verum Goriełowa i pięciu innych pracowników organizacji, a także redakcję pisma „The Daily Storm”, które opublikowało kilka artykułów o biznesie pogrzebowym w Moskwie. Poszukania odbywały się w ramach śledztwa o zniesławienie wszczętego po zawiadomieniu pracowników moskiewskiego Rytuału. Wkrótce w rządzie Michaiła Mienia na czele ministerstwa budownictwa zastąpił gubernator obwodu tiumieńskiego Władimir Jakuszew.

Los projektu ustawy jest niejasny. Przemysł nie popiera zmian: jak wynika z badania przeprowadzonego w 2017 r. na zlecenie moskiewskich władz, dyrektorzy firm pogrzebowych

apelowali, by z ostrożnością wprowadzać jakiekolwiek zmiany, ponieważ innowacje w tej branży w Europie Zachodniej przyspieszyły koniec tradycyjnego społeczeństwa, czemu towarzyszył rozpad struktur takich jak rodzina.

Ich zdaniem nowe prawo nie rozwiąże problemów, za to prawnie wzmocni pozycję istniejących monopolistów.

Jednym z respondentów był Aleksiej Siemionow, właściciel firmy pogrzebowej w Tichwinie w obwodzie leningradzkim. Według niego w 2017 r. lokalna administracja przekazała miejski cmentarz pod zarząd firmie Art Stone Master, który natychmiast kilkakrotnie podniósł ceny. Firma należy do holdingu Igora Minakowa, który kontroluje prawie cały przemysł pogrzebowy Petersburga.

- Wraz z przyjęciem nowego prawa firma ta stanie się całkowitym monopolistą - powiedział Siemionow.

- Ludzie już teraz starają się chować [bliskich] na wsiach, a w niedalekiej przyszłości będą musieli robić to na własnych działkach.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.