Dekadę temu wszyscy w Augustowie wieszali psy na tych zwariowanych ekologach broniących Rospudy. A to oni mieli rację. Rozmowa z Filipem Chodkiewiczem, wiceburmistrzem Augustowa
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Filip Chodkiewicz - ur. w 1982 r., absolwent prawa na Uniwersytecie Warszawskim, instruktor harcerski. Przez wiele lat prowadził w Augustowie firmę eventową. Radny miejski w poprzedniej kadencji, w 2019 r. został wiceburmistrzem Augustowa

FILIP SPRINGER: Ostatni raz, gdy spotkaliśmy się na tym dworcu, przyjeżdżałem do Augustowa fotografować protest ekologów w Dolinie Rospudy. To był 2007 rok.

FILIP CHODKIEWICZ: Pamiętam doskonale, mróz był podobny, tylko my byliśmy młodsi.

Ja pracowałem w lokalnej gazecie w Poznaniu, ty prowadziłeś firmę eventową w Augustowie. Teraz jesteś wiceburmistrzem.

– Zaraz ugrzęźniemy w nostalgii albo samozachwycie. Wystrzegajmy się jednego i drugiego.

Wracam do tego nie bez powodu. Pamiętam nastawienie twoje i twoich współpracowników do tej całej sprawy w Rospudzie. Wieźliście mnie tam samochodem terenowym. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że nieco się podśmiewaliście – ze mnie, z tego protestu, z obozu ekologów.

– Tak było. Zobacz, jedziemy ulicą, która w tamtym czasie, przed budową obwodnicy, pełna była tirów. O, tutaj był zawsze korek, ciężarówka za ciężarówką, a to jest wjazd od strony Suwałk i główna droga biegnąca przez całe miasto. Hałas, smród spalin, wibracje. Tam jest szkoła, tu liceum, kawałek dalej, w prawo – największy pracodawca w Augustowie. Chodziło tędy mnóstwo ludzi, wypadki i kolizje co kilka dni. My tu mieszkaliśmy, z tirami pod nosem. Argumenty o miodokwiacie krzyżowym, któremu budowa obwodnicy w wariancie przez Dolinę Rospudy miała zagrażać, średnio do nas trafiały. Stąd to nastawienie.

Nie trafiały do was argumenty ekologów, którzy w lutym 2007 r. rozbili w dolinie obóz, by zablokować tę budowę?

– Nie, to była argumentacja, nad którą w Augustowie mało kto poważnie reflektował. Oczywiście były osoby świadome zagrożenia. Działałem wtedy w harcerstwie, sami zapraszaliśmy na zbiórki ekologów. Przychodzili, opowiadali o zagrożeniu. Słuchaliśmy ich uważnie, naprawdę chcieliśmy się dowiedzieć, o co w całej tej historii chodzi. Ale wychodziliśmy z tych zbiórek i widzieliśmy korek tirów, musieliśmy się między nimi przeciskać w drodze do domu. W ekologach, zwłaszcza tych, którzy przyjeżdżali z Warszawy, widzieliśmy jedynie zagrożenie, że obwodnica nie powstanie. Że te tiry będą już zawsze.

Dosyć szybko lokalne władze zaczęły protestować przeciwko protestowi. To była bitwa na wstążki. Symbolem obrońców Rospudy była zielona, symbolem umęczonych mieszkańców Augustowa – pomarańczowa.

– Tak, ten protest rozkręcił ówczesny burmistrz, zrobił na tym karierę, został później posłem. Ja dziś widzę, że samorząd został po prostu wplątany w ten konflikt, stał się zakładnikiem sporu, ale wszystko, co ważne, działo się ponad naszymi głowami. Ale tymczasem zbliżamy się do kładki, która jest symbolem tej całej historii.

Kładka?

– Tak, gdy się okazało, że Komisja Europejska zablokuje budowę przez Rospudę, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wybudowała nam w centrum miasta kładkę, żeby dało się przejść nad tymi tirami. Kosztowała 6 mln zł i nadaje się chyba tylko do patrzenia na samochody z góry. Nikt przecież nie chce się wspinać po schodach tylko po to, żeby przejść na drugą stronę ulicy. To było jednak rozwiązanie, które miało nam osłodzić gorycz oczekiwania na obwodnicę w nowym wariancie. Kosztowny, ale bezużyteczny bibelot.

O, a tutaj mijamy moje liceum. Korek tirów utrudniał wyjazd ze szkoły, co było dramatem wielu młodzieńców ostatnich klas, którzy mieli już prawo jazdy. Byłem wśród nich. Przez ciężarówki nie dało się zrobić rundy honorowej autem na dużej przerwie. Te dramaty, jak widzisz, rozgrywały się na wielu poziomach.

Obwodnica powstała sześć lat później, niż planowano.

– Właśnie do niej dojeżdżamy. Jest z nią związanych kilka rozczarowań. Chodzi nie tylko o opóźnienie, ale też o jej szerokość. Tylko na niektórych fragmentach ma dwa pasy w jedną stronę. W przeważającej większości jest węższa. A to znaczy, że gdy zepsuje się jakaś ciężarówka albo dojdzie do wypadku, wszystko się tu zatrzymuje, a ruch zostaje przekierowany z powrotem przez miasto.

Otwarto ją z polityczną pompą?

– Oczywiście, w czasie samorządowej kampanii wyborczej. Obok ministra infrastruktury stanął ten były burmistrz, który tak zawzięcie bronił wariantu przez Rospudę. Teraz musiał szybko odnaleźć się w nowej sytuacji i ogłosić, że sukcesem jest ta obwodnica, która wrażliwy fragment doliny omija. Odnalazł się doskonale.

Trudno nie odnieść wrażenia, że obwodnica przez wiele lat była tu czymś w rodzaju fetysza, z pomocą którego można tu czarować wyborców.

– Nie mogło być inaczej. Dotyczyła problemu, który wszystkim doskwierał, polaryzowała, wyzwalała emocje. Ale to nie był jedyny fetysz. Mamy ich tu więcej.

Jakich?

– Przez lata wmawialiśmy sobie, że Augustów jest miastem turystycznym. Prawdopodobnie z tego jest znany w Polsce, ale to wcale nie znaczy, że turystyka jest najważniejszą gałęzią naszej gospodarki. Z usług turystycznych i okołoturystycznych utrzymuje się raptem garstka mieszkańców i wystarczy spojrzeć w dane statystyczne, by zrozumieć, że stawianie na turystykę to zaklinanie rzeczywistości. Oczywiście dla tej branży obwodnica była kluczowa, głupio się chwalić dzielnicą uzdrowiskową, obok której przejeżdża codziennie kilka tysięcy ciężarówek.

Z czego więc chce żyć Augustów?

– Są dwie branże, które dają zatrudnienie największej liczbie mieszkańców. Pierwsza to produkcja papierosów dla brytyjskiego koncernu, mamy tu fabrykę. Druga to przemysł stoczniowy – produkcja łódek, w Augustowie jest kilkanaście firm, które produkują doskonałe jachty motorowe, głównie dla globalnych marek. Trochę żałuję, że nie mamy jeszcze żadnej silnej augustowskiej marki łodzi, ale może to tylko kwestia czasu.

Co ciekawe, obie branże zaczynają się zmagać z brakiem pracowników. W fabryce papierosów są pracownicy z Turcji, oddelegowani przez ten koncern tutaj. W branży stoczniowej zaczynają się pojawiać augustowianie, którzy ostatnie lata spędzili w stoczniach w Wielkiej Brytanii czy Holandii. Odkrywają, że płace w Polsce wzrosły na tyle, że opłaca im się wrócić. My ich tu witamy z otwartymi ramionami.

Dla tych dwóch branż obwodnica zdaje się nie miała wielkiego znaczenia. Toczy się natomiast dyskusja o przebiegu trasy Via Baltica. Niektórzy załamują ręce, że będzie ona biegła bliżej Ełku niż Augustowa. Moim zdaniem to rozwiązanie ma też dobre strony, odsuwamy od siebie korytarz intensywnego ruchu. Ale dojeżdżamy do Suwałk.

Czy Augustów zazdrości Suwałkom specjalnej strefy ekonomicznej?

– I tak, i nie. Od niedawna zresztą jesteśmy jej częścią. Stworzyliśmy w Augustowie strefę aktywności gospodarczej i została objęta zapisami suwalskiej strefy. Jej utworzenie i uwolnienie sporej części Augustowa spod ograniczeń ustawy uzdrowiskowej miało stworzyć warunki rozwoju przedsiębiorcom, których już mamy. Zależy nam również na inwestorach z zewnątrz, ale niekoniecznie na tych, którzy chcą dać zatrudnienie przy najprostszych zajęciach za najniższą krajową. Taki jest właśnie przypadek suwalskiej strefy.

Stawiamy na rozwój lokalnego biznesu, bo on uwzględnia lokalne uwarunkowania. Cieszymy się, że mamy nowoczesną fabrykę papierosów, ale wiemy, że decyzje o jej istnieniu zapadają gdzieś daleko, np. w londyńskim City. Gdy ktoś tam uzna, że bardziej opłacalna produkcja jest gdzieś indziej, bardziej na wschodzie czy południu, tysiąc mieszkańców straci pracę. Dlatego wolimy nie uzależniać się od jednego pracodawcy.

Wracając do suwalskiej strefy, wielu mieszkańców Augustowa przyjeżdża tutaj do pracy. I tu wraca wątek obwodnicy.

Skrócił im się czas dojazdu?

– Tak, ale nie dzięki wybraniu nowej drogi. Oni z niej nie korzystają. Mnie to jakoś nawet zachwyca. Zjechaliśmy z obwodnicy i właśnie wracamy do Augustowa. Chciałem zrobić tę pętlę, żeby ci to pokazać. Pojedziemy starą drogą, niegdyś pełną tirów. Dzisiaj całkiem spokojną.

Pięknie tu!

– No właśnie. Tu było mnóstwo wypadków, kilkadziesiąt osób tu pewnie zginęło. Jednak teraz tiry jadą obwodnicą, ale mieszkańcy Augustowa jadą do Suwałk do pracy albo na zakupy tędy. Bo tu jest ładniej, fajnie się jedzie, te lasy są przecież olśniewające. Obwodnica sprawiła, że można się znów zachwycić okolicą. Miejscowi to doceniają.

Czy gdzieś tu nie miała czasem przebiegać obwodnica w starym wariancie?

– Właśnie tam jedziemy. Chciałbym cię zabrać w okolice dawnego obozu ekologów. Tam dalej jest knajpa człowieka, który dowoził im jedzenie. Jako jeden z nielicznych tutejszych wspierał ten protest. Mówiło się, że widział zagrożenie dla swojego biznesu w budowie obwodnicy, stołowali się u niego kierowcy ciężarówek, bał się, że upadnie.

Upadł?

– Nie, ma się doskonale. Biznes mu się rozwija, klientela jedynie uległa zmianie.

Wszedłeś do rady miasta w poprzedniej kadencji z list obywatelskiego komitetu Nasze Miasto, w tej kadencji zostałeś zastępcą burmistrza. Ostatnio zaczęliście tu stosować system komputerowy budżetu obywatelskiego do pytania mieszkańców o zdanie w ważnych kwestiach.

– Tak, uznaliśmy, że można ten system wykorzystywać nie tylko do głosowania w budżecie obywatelskim. Jest na tyle bezpieczny, że pozwala prowadzić coś w rodzaju referendów także w innych sprawach. Ostatnio mieszkańcy głosowali w sprawie płatnej strefy parkowania. Uruchomiliśmy to rozwiązanie także przy okazji wybierania gwiazdy Dni Augustowa. W tym drugim przypadku obniżyliśmy wiek uprawnionych do głosowania do 13 lat.

Pytam o to, bo zastanawiam się, czy uruchomiłbyś ten system, gdyby spór o Rospudę wybuchł dzisiaj.

– Ale wtedy zorganizowano referendum, większość opowiedziała się za obwodnicą przez Rospudę. Frekwencja była jednak za mała i referendum nie było wiążące. I tak by zresztą nie było. Referendami nie można uchylać obowiązującego prawa. Sam fakt jego zorganizowania uważam więc za szkodliwy, bo tamten spór był sporem prawnym.

Nie mam nic przeciwko pytaniu ludzi o zdanie, w ubiegłorocznym głosowaniu o strefę parkowania w mieście opowiedzieli się przeciw. Ja uważam, że to była błędna decyzja, ale podczas posiedzenia rady miasta nasz klub zagłosował tak, jak chcieli mieszkańcy. Bo po to ich pytaliśmy. W przypadku obwodnicy nie moglibyśmy uwzględnić ich głosu. To byłaby farsa.

Co ty właściwie dziś myślisz o tamtym proteście? Gdy umawialiśmy się na tę rozmowę, powiedziałeś, że musisz sobie najpierw uporządkować wspomnienia.

– Sam jestem zdziwiony, jak wielką ewolucję przeszedłem. Bo wtedy nie bez oporów, ale wybrałbym opcję pomarańczowej wstążki. Z tymi tirami naprawdę nie dało się żyć. Co więcej, ja jestem państwowcem, wierzę, że państwo jest potrzebne. I ono mnie oraz wszystkim mieszkańcom mówiło, że wszystko jest legalne, że to się dzieje w poszanowaniu prawa krajowego i europejskiego. Wszystkie zaangażowane w to instytucje zapewniały, że nie ma się czym martwić.

Tymczasem budowa w tym wariancie przez dolinę została zablokowana przez Komisję Europejską.

– Wszyscy wieszali tu wtedy psy na tych oszołomach ekologach, że pieniacze, że ekoterroryzm i tym podobne rzeczy. A okazuje się, że to oni mieli w tym sporze rację. Od początku mówili, że obwodnica w Dolinie Rospudy łamie unijne prawo i nie może powstać. To upór strony rządowej spowodował opóźnienie tej inwestycji, nie ekolodzy. Trzeba sobie to powiedzieć jasno. Ale tych dodatkowych sześć lat czekania nie jest w tym przypadku największym kosztem.

A co nim jest?

– Utrata zaufania do państwa. Wiesz, przyjeżdżał minister środowiska, słuchał postulatów ekologów i mówił: „Nie da się estakady? To nie szkodzi, wybudujmy pod Rospudą tunel!”. To było skrajnie nieodpowiedzialne!

Myślę, że wielu mieszkańców wyszło z tej historii z przekonaniem, że instytucjom państwowym nie można ufać, że one są niesolidne, nierzetelne. W dodatku nie umieją się przyznać do własnych błędów. Bo ja nie wierzę, że te wszystkie urzędy, ministerstwo, GDDKiA nie wiedziały, że brną w ślepą uliczkę.

Ja straciłem sporo z mojego zaufania do państwa przy okazji sporu o Rospudę, a dziś jako samorządowiec w relacjach z instytucjami centralnymi staram się zachowywać daleko posuniętą ostrożność. I wydaje mi się, że to jest największy koszt całej tej afery.

***

Oto kolejny wywiad z naszego nowego cyklu „In situ” („Na miejscu”). Rozmowy prowadzone są w bezpośrednim sąsiedztwie obiektów zbudowanych dzięki funduszom unijnym – inwestycje są punktem wyjścia dla szerszej refleksji na temat polskiego krajobrazu.

Filip Springer – dziennikarz, fotograf i autor nagradzanych książek reporterskich – wybiera się na spacery z architektami, aktywistami miejskimi, inwestorami czy intelektualistami w miejscach takich jak: dworzec Łódź Fabryczna, Filharmonia im. Karłowicza w Szczecinie, Centrum Nauki i Sztuki „Stara Kopalnia” w Wałbrzychu czy Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku.

Springer rozmawia o tym, co te miejsca mówią o Polakach – ich twórcach, użytkownikach i krytykach – i jaka wizja wspólnoty oraz przyszłości z nich wynika.

***

Projekt „Future is Now – Przyszłość jest teraz” jest współfinansowany przez Dyrekcję Generalną ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej (DG REGIO) Komisji Europejskiej. Informacje i poglądy przedstawione na tej stronie są wyłącznie opiniami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej. Ani instytucje i organy Unii Europejskiej, ani żadna osoba działająca w ich imieniu nie mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych tu informacji.

Wyborcza to Wy, piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Czytaj teraz
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Ten wywiad jest niepełny.
Brakuje nazwiska ministra środowiska który chciał budować tunel.
To był JAN SZYSZKO. Tak, ten sam od wycinki Puszczy Białowieskiej, odstrzału żubrów i dzików.
A ten rząd, który upierał się budować nielegalnie drogę to był rząd PiS z premierem KACZYŃSKIM.

Dlaczego tego nie napisano?
@terpa7
Natomiast wspomnianym burmistrzem, który chciał obwodnicy przez Rospudę był Leszek Cieślik, niestety z PO.
już oceniałe(a)ś
50
0
@terpa7
Szkada rowniez, ze nie wspomniano o zaangazowaniu Rydzyka w te sprawe - te demonstracje z krzyzami, ataki fizyczne na ekologow. Szyszko zawsze mial radyjo w odwodzie.
już oceniałe(a)ś
60
0
@bloop
Nie może za bardzo pyszczyć, bo Cieślik jest radnym i zdaje sie szefem radnych PO w tej kadencji, a pisowców też sporo w radzie.
już oceniałe(a)ś
6
0
Ciekawy wywiad pokazujący że społeczeństwo się zmienia. Kropla drąży skałę. Tylko dlaczego po raz kolejny ekolodzy muszą walczyć o puszczę, mierzeję Wiślaną. A beton pisowski nadal udaje żema rację. Tylko ludzi, przyrody żal. Ps. Gdyby pis tak się nie upierał to alternatywny wariant został by wybudowany zdecydowanie szybciej. I ten kretyński autorski pomysł nadszyszkownika z tunelem. To tylko było pokazaniem jak on bardzo nie ma pojęcia o ochronie przyrody.
@zigzag26
Bo beton PiS robi to dla pieniędzy Kaczyński od 30 lat zajmuje się jumaniem pieniędzy państwowych, w tym zdobyli mistrzostwo
już oceniałe(a)ś
53
0
@Łukasz Grzegorczyk
Zwróć uwagę że PiSlamczykom wychodzi pisanie ustaw pozwalającym im się dorobić... Wszystkie inne to buble prawne.... Tak bardzo im zależy na naprawie państwa... No sprawne państwo by już ich dawno pozamykalo.
już oceniałe(a)ś
44
0
@zigzag26
Rządy proletariatu, kompetencji zero, przemocy dużo.
już oceniałe(a)ś
17
1
@archimeda21
Mrozkowskie Edki.
już oceniałe(a)ś
11
0
@archimeda21
Rządy złodziei, nie ploretariatu
już oceniałe(a)ś
7
0
@ddbk2015
Masz rację, nie proletariatu. Proletariat ich tylko wybrał, resztę załatwiają sami.
już oceniałe(a)ś
5
0
Ciekawy wywiad. Augustów niewątpliwie odżył po wybudowaniu obwodnicy, a jednocześnie Rospuda nie ucierpiała. Piękny zakątek Polski, ale też w zimie NIE DA SIĘ TU ODDYCHAĆ - jest takie zanieczyszczenie powietrza. Mieszkancy palą w piecach najgorszym paliwami i do tego spalają śmieci. Po latach od Rospudy to kolejny w tym mieście powód do bicia na alarm ekologiczny.
już oceniałe(a)ś
107
4
Ciekawym podsumowaniem byłoby pokazanie zestawienia głosów oddanych ns pis i nie pis w ostatnich wyborach, bo coś mi się wydaje, że utrata zaufania do państwa, to znów...wina Tuska. Takie marudzenie, bez wskazywania Szyszki, Kaczyńskiego itp, to ściema i zamulanie. Harcerzyk się znalazł. Jak pis nafajda, to wina państwa, a jak inni, to Tuska.
Wywiady z kumplami to kiepski pomysł.
@bra-tanki
Doczytałem tylko do fragmentu:

"Tylko na niektórych fragmentach ma dwa pasy w jedną stronę. W przeważającej większości jest węższa. A to znaczy, że gdy zepsuje się jakaś ciężarówka albo dojdzie do wypadku, wszystko się tu zatrzymuje, a ruch zostaje przekierowany z powrotem przez miasto."

I stwierdziłem, że mamy do czynienia z osobą roszczeniową, której nic się nie podoba. Typowy millenials - jemu zawsze wszystko się należy, zawsze i wszędzie.
Ciekaw jestem i proszę o twarde dane, jak często następuje takie zdarzenie zakorkowania całej obwodnicy. Jaką długość mają odcinki jednopasowe. Czy na tych odcinkach nie ma poboczy zdatnych do zjechania zepsutych pojazdów?
już oceniałe(a)ś
30
5
@misiekpysiek2
"Czy na tych odcinkach nie ma poboczy zdatnych do zjechania zepsutych pojazdów?"

Nie ma. Tam nie ma żadnych utwardzonych poboczy, a nieutwardzone są bardzo wąskie i od razu rowy.
już oceniałe(a)ś
11
0
@marian1881
Tak, na gugle maps widać, że obwodnica jest poprowadzona w miejsce drogi (chyba) powiatowej. Wygląda na to, że tam nic nie robiono z tą drogą (koszty mniejsze), tylko położono nowe podłoże i nową nawierzchnię. Nie poszerzano. Ale jedną rzecz zrobiono - postawiono wiadukty, dzięki czemu obwodnica jest bezkolizyjna. Wiadukty mają możliwość puszczenia dodatkowej nitki (oprócz jednego, który tam zobaczyłem), więc jest potencjał do rozbudowy. Z tego wszystkiego najdroższe wiadukty i skrzyżowania - one nabiły koszty.

Drugi pas jest na skrzyżowaniach, które są co kilka kilometrów, a więc rozsądny kierowca jakoś się doczłapie do zjazdu i zjedzie, by nie blokować.

Jeśli rzeczywiście się rozkraczy na jednym pasie, to zostaje ruch wahadłowy, a więc z mniej niż połową wydajności, ale też powinny służby to monitorować cały czas (przez CB radio oczywiście). Nie powinno to powodować tak dużych niedogodności, nawet przy puszczeniu ruchu przez miasto - natężenie będzie około połowy dawniejszego ruchu, bo ta jedna nitka na obwodnicy będzie przejezdna. Tylko policja musi się spisać. Pytanie tylko, czy oni są w stanie to monitorować, pojechać na miejsce, jeśli trzeba, czyli ruszyć się z miejsca, a nie łaskawie czekać na zgłoszenie, gdy już wszystko stoi. Zresztą może mają kamery, powinni.

Całkiem niezły kompromis za najniższą w tych okolicznościach możliwą cenę (czyli w wersji bez poszerzania, ale nie przez Rospudę) i nie ma co narzekać.

Wiele osób mieszka właśnie przy takich drogach i nie mają nic do powiedzenia, choćby w Warszawie... I co mają robić, gdy nie można wytrzymać hałasu? Nie mają żadnej siły przebicia, nie mogą urządzić demonstracji, nosić wstążek. Mogą tylko czekać na elektryki, a te przecież nie do końca wyeliminują hałas - szum powietrza zostanie. Marnie.
już oceniałe(a)ś
2
1
@marian1881
Zauważyłem, że w całej Polsce odpie....lamy jakąś debilną manianę przy modernizacji dróg i właściwie to mimo porządnej modernizacji podłoża, nośności i odwodnień to prawie wcale nie robi się dróg z poboczami.
A pobocza mogą służyć nie tylko do awarii samochodu, ale również do umożliwienia przez jazdę poboczem bardziej bezpiecznego wyprzedzenia, jak ktoś jedzie szybciej, ale też radykalnie poprawia bezpieczeństwo rowerzysty kiedy jedzie poboczem.
xxxx
Teraz to mam przerażenie w oczach jak rowerzysta ze strachu próbuje zjechać na pobocze na zmodernizowanych trasach, gdzie nie ma równej trawy tylko posypane, łupane kamulce, które mogą postawić rower w słup lub rzucić rowerzystę na 2-3 metry w kierunku samochodu. Po prostu się wtedy zatrzymuję.
już oceniałe(a)ś
3
1
Na portalu niezależna.pl mamy takie oto stwierdzenie:

"Według ekologów w?wyniku budowy, a?następnie użytkowania drogi nastąpiłaby dewastacja dziewiczych terenów. Innego zdania jest Henryk Tomaszewicz, emerytowany profesor Uniwersytetu Warszawskiego w?dziedzinie ekologii i?hydrobiologii. On jako jeden z?niewielu naukowców miał odwagę twierdzić, że?droga nie doprowadzi do?dewastacji biologicznej środowiska Doliny Rospudy. ??Roślinność, z?którą mamy tam do?czynienia, mogła się rozwinąć dlatego, że?tereny te przez wieki były zagospodarowane przez miejscową ludność ??wyjaśnia specjalista. Wyjaśnijmy też, że?Dolina Rospudy powstała głównie dzięki działalności człowieka, czyli budowę Kanału Augustowskiego w?XVIII?w."

Niezbyt mądry ten naukowiec, wychodzi z błędnych założeń, że skoro człowiek stworzył, to człowiek ma prawo zniszczyć. To tak samo jak z łąkami kośnymi w górach, które koszono ręcznie lub wypasano i dzięki temu rozwinęły się tam i przetrwały unikalne gatunki, które nie mają możliwości przeżycia w innych warunkach. Teraz są do tych obszarów dopłaty (z Unii), właśnie żeby je utrzymać w tym stanie "naturalnym", tzn. takim, w jakim były od setek/tysięcy lat. A co było kiedyś... zanim jeszcze człowiek skolonizował i przekształcił wszystkie ziemie... była większa różnorodność środowisk i więcej zwierząt, które wyjadały trawy, więc naturalnie znajdowały się miejsca, w których takie gatunki mogły się utrzymać. Teraz tych dodatkowych miejsc nie ma (wszędzie są uprawy), a te, które są, stanowią ostoję i przechowalnik, który trzeba bronić za wszelką cenę.

Takim właśnie miejscem jest dolina Rospudy i dlatego potrzebna była jej ochrona.
@misiekpysiek2
W dodatku teoria o antropologicznym pochodzeniu Doliny Rospudy wydaje się wątpliwa. Nikt tam nie wykasza łąk a związek z budową Kanału Augustowskiego to w ogóle jakiś stek bzdur.
już oceniałe(a)ś
0
0
A GŁOWNYM WODZIREJEM PRZECIWKO WARIAKOWI BYŁ STARY KAWALER..A polityka to zdolność przewidywania.KTO jej nie ma czyni zło.
już oceniałe(a)ś
48
1
"Dekadę temu wszyscy w Augustowie wieszali psy na tych zwariowanych ekologach"... Psów w to nie mieszajcie ;) a przynajmniej nie wybijajcie tego paskudnego zwrotu w nagłówku.
już oceniałe(a)ś
32
2
Ta ostroznosc, czy nawet nieufnosc e stosunku do wladz centralnych, to wcale nie jest koszt ttej sprawy z Rospuda, a jej zysk. Wladzy, kazdej, nalezy patrzec na rece. A szczegolnie takiej jak obecna i owczesna, klamiacej bez mrugniecia okiem.
już oceniałe(a)ś
25
0