Janukowycz, półsierota ze smutnego miasteczka w Donbasie, dotarł do najwyższego urzędu w państwie i kurczowo trzyma się raz zdobytej władzy. Walczy o siebie. Cena nie gra roli
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

''Od początku protestu nawoływałem do dialogu jako kategoryczny przeciwnik rozwiązań siłowych. Powstrzymanie się od przemocy to moja życiowa zasada. Żadna władza nie jest warta jednej kropli krwi'' -powiedział 19 lutego ukraiński prezydent Wiktor Janukowycz w orędziu do narodu.

Gdy ukraińska telewizja transmitowała tę przemowę, na Majdanie liczono zabitych i rannych. Ofiary starć z Berkutem i tituszkami leżały na ulicach w centrum Kijowa. Przez 23 lata od uzyskania niepodległości nie widziano w tym mieście nic straszniejszego, a przecież w tych niespokojnych czasach nie brakowało sytuacji, które groziły eskalacją przemocy. Żaden z poprzednich prezydentów - Krawczuk , Kuczma , Juszczenko - nie odważył się strzelać do własnego narodu.

Żaden prócz Janukowycza.

''Niektórzy doradcy starają się mnie przekonać do zastosowania siły, ale zawsze uważałem, że jest lepszy sposób: znaleźć wspólny język z oponentami. W ten sposób wygra Ukraina'' - zapewniał rodaków prezydent.

Kilka godzin potem Służba Bezpieczeństwa Ukrainy ogłosiła w całym kraju ''operację antyterrorystyczną''. Później p.o. ministra spraw wewnętrznych Witalij Zacharczenko wydał ukraińskiej milicji broń z ostrą amunicją do ''obrony przed ekstremistami''. W czwartek zginęło kilkadziesiąt osób. Wiktor Janukowycz będzie walczył o władzę do końca. Na szali położył nie tylko swoją polityczną przyszłość, ale też przyszłość swojej rodziny. Kariery obu synów - starszy jest biznesmenem milionerem, a młodszy deputowanym do parlamentu - bezpośrednio zależą od pozycji ojca. Jeśli on przegra, najprawdopodobniej stracą wszystko.

Z każdą nową ofiarą na Majdanie stawka w grze o Ukrainę jest wyższa. Demonstranci i opozycyjni politycy straszą Janukowycza trybunałem w Hadze. - Powinien co najmniej trafić do więzienia, i to na długo - powiedziała narciarka Bohdana Macocka i odmówiła dalszego udziału w olimpiadzie w Soczi.

Coraz głośniej brzmią groźby ''fizycznej rozprawy z krwawym dyktatorem''. Deputowani rządzącej Partii Regionów po cichu wywożą rodziny za granicę (krążą plotki, że prywatnym samolotem uciekli do Londynu także synowie Janukowycza).

Spanikowani ludzie wykupują cukier, konserwy, kaszę gryczaną, benzynę, stoją w długich kolejkach do bankomatów. Ukraina jest na granicy wojny domowej, ale Wiktor Janukowycz, jeśli w ogóle idzie na ustępstwa, to z wielkimi oporami. A pole kompromisu kurczy się z każdym dniem. - Ma tyle krwi na rękach. Nie ma już dla niego drogi odwrotu - mówią demonstranci.

Zaniedbany półsierota ze smutnego miasteczka w górniczym Donbasie dotarł do najwyższego urzędu w państwie i kurczowo trzyma się raz zdobytej władzy. Walczy o siebie. Cena nie gra roli.

Prezydent dobry człowiek

- Wiktor Janukowycz jest spokojnym, zrównoważonym człowiekiem, urodzonym liderem, prawdziwym mężem stanu. Krążą o nim złe legendy, proszę nie wierzyć plotkom - mówi z głębokim przekonaniem Hanna Herman .

Siedzimy w jej eleganckim gabinecie w siedzibie administracji prezydenta przy ul. Bankowej w Kijowie. Jest marzec 2010 r. W lutym Janukowycz wygrał wybory prezydenckie, a Hanna Herman została wiceszefową jego administracji.

Wygadana, pewna siebie. Była dyrektorka kijowskiego biura radia Swoboda rodem ze Lwowa. Zna kilka języków, ma kontakty na Zachodzie. W 2004 r., kilka miesięcy przed pomarańczową rewolucją, nieoczekiwanie została sekretarzem prasowym Janukowycza.

- Przyszłam do niego na wywiad. Byłam ciekawa. Premierem Ukrainy został człowiek, który w młodości dwukrotnie siedział w więzieniu, chciałam się dowiedzieć, kim jest. Zobaczyłam kogoś zupełnie innego niż w telewizji. Szczerego, konkretnego polityka. Zaimponował mi, bo to self-made man. Sierota, który najpierw trafił do poprawczaka, potem do więzienia, a jednak udało mu się skończyć technikum, pójść na studia! Tyle razy ciężko upadał, ale wstawał i walczył dalej. Może być przykładem dla każdego Ukraińca - zachwala Herman.

Kiedy Janukowycz 3 proc. głosów pokonał w prezydenckim wyścigu Julię Tymoszenko, Zachód był zdegustowany: oto czarny bohater pomarańczowej rewolucji, wyszydzany wtedy na Majdanie przestępca, po sześciu latach od wielkiego zwycięstwa demokracji staje na czele Ukrainy.

Hanna Herman tłumaczyła Europie, że nie taki wilk straszny, jak go malują: - Prezydent nie będzie ograniczał wolności słowa, ani w głowie mu zemsta na przeciwnikach politycznych - zapewniała mnie podczas spotkania na Bankowej.

Bohater pierwszego Majdanu opowiada, jak przegrano pomarańczową rewolucję:

''Juszczenko odepchnął najbliższych''

 

Ukraina za Janukowycza: korupcja, bieda, biurokracja

Zaledwie rok po naszej rozmowie do więzienia trafili główni oponenci Janukowycza: Julia Tymoszenko i Jurij Łucenko. Byłą premier skazano na siedem lat, ministra spraw wewnętrznych w jej rządzie na dwa. Procesy były inspirowane politycznie i z daleka pachniały zemstą. Herman zdawała się tego nie dostrzegać. - Sprawa Tymoszenko może przynieść oczyszczenie naszemu systemowi sprawiedliwości - tłumaczyła mi w 2012 r.

Objaśnia zachowania prezydenta na różne, czasem karkołomne sposoby. Gdy Janukowycz nazwał Czechowa ''poetą'', wyjaśniała, że wrażliwy czytelnik znajduje w lirycznej prozie pisarza poetyckie nuty.

Wierna do końca, broni prezydenta za wszelką cenę. - Janukowycz chce dialogu z opozycją, zrobi wszystko, by nie doszło do rozlewu krwi - powtarza jak litanię, choć ludzie na Majdanie giną od kul snajperów. Złośliwi internauci nazywają ją Evą Braun.

W marcu 2010 r. spytałam Herman o największą zaletę Janukowycza. - Siła charakteru -odpowiedziała bez wahania. - Gdy ma przed sobą cel, nie ma rzeczy, która mogłaby stanąć mu na drodze. Nawet jeśli wszystkim się wydaje, że to niemożliwe. To doświadczenie, które zdobył w dzieciństwie. Doświadczenie zaniedbanego, chorowitego chłopca, który musiał przeżyć. Opowiadał, że dzieci potrafią być naprawdę okrutne. Aż trudno sobie wyobrazić, jak bardzo.

Walka o życie

Po tamtej rozmowie pojechałam do Jenakijewego, rodzinnego miasta Janukowycza, szukać informacji o zaniedbanym chłopcu, który tak bardzo walczył o przetrwanie, że stanął na czele państwa.

Jenakijewe to 80-tysięczne smutne miasto położone 50 km od Doniecka. Wjeżdżających do niego wita gigantyczny robotnik ze stali. Jego herbem jest piec hutniczy, jak to w Donbasie.

Mieszkańcy snują się smutno po ulicach, niby po coś (praca, zakupy na centralnym rynku, powrót do domu), a tak naprawdę bez celu. Że życie tu nie rozpieszcza, mają wypisane na twarzach. Wyziewy z kominów psują powietrze. Sercem miasta jest fabryka, tak ogromna, że po jej terenie trzeba poruszać się autobusami.

Na centralnym placu stoi Lenin, krzywy i nieproporcjonalny, jak w tysiącu małych, robotniczych miast rozsianych po byłym ZSRR. Na zachodniej i środkowej Ukrainie młodzi antykomuniści zrzucają wodza rewolucji z piedestałów, w Jenakijewem pomnik Lenina jeszcze długo postoi. Marazm.

Idę do Piwnowki. Lokalną rozlewnię piwa zamknięto lata temu, ale pamięć o niej zachowała się w nazwie dzielnicy, która kiedyś była podjenakijewską miejscowością.

Krążę wśród małych, piętrowych nieotynkowanych domów w ubabranych błotem butach. Asfalt skończył się wraz z postradzieckimi blokami. Przez dziurę w płocie, krzaki i chaszcze docieram pod właściwy adres.

Ruiny niewielkiego domu z białej cegły. Tu, gdzie dorastał Wiktor Janukowycz, teraz urzędują miejscowe pijaczki. Ślady po ich obecności walają się po wszystkich kątach. Na starej szafie wiszą brunatno-różowe gacie.

Przede mną była już tu m.in. telewizja Al-Dżazira i korespondent ''Financial Timesa''. Świat pokazywał zrujnowany dom rodzinny Janukowycza, więc otoczono go wysokim płotem.

Z sąsiedniej posesji wychodzi ususzona jak rodzynek staruszka. Cała w bezzębnym uśmiechu. - Jakież to życie jest zaskakujące - mówi. - Nigdy bym nie pomyślała, że Wicia, ten oberwaniec i półsierota, który latał po podwórku na głodniaka, bo jego macocha złą kobietą była, zostanie prezydentem całej Ukrainy.

Olga Janukowycz, matka Wiktora, z zawodu pielęgniarka, zmarła, gdy miał dwa lata. Ojciec szybko założył nową rodzinę i dzieciak z pierwszego małżeństwa stał się zawalidrogą. Chłopiec mieszkał z babcią w przybudówce, był na jej utrzymaniu. ''Brakowało mi ciepła i bliskości. Ulica Musiałem walczyć o swoje miejsce na niej'' - napisał Janukowycz w jednym z nielicznych wspomnień z dzieciństwa.

Efektem tych poszukiwań były dwie odsiadki: w 1967 r. za grabież, a w 1970 r. za pobicie z trwałym uszkodzeniem ciała. Łącznie 2,5 roku więzienia.

Gdy wydawało się, że los młodego recydywisty jest przesądzony, Janukowycz poznał swoją przyszłą żonę. - Wiktor trafił do arystokratycznej rodziny i to wpłynęło na jego przyszłość - podkreśliła w rozmowie z ''Gazetą po Ukraińsku'' Swietłana Czubar, ciotka pierwszej damy.

Z tą arystokracją to oczywiście przesada. Po siermiężnej prezydentowej, której każde pojawienie się w mediach wywołuje lawinę śmiechu i niewybredne żarty, nie widać nawet kropli błękitnej krwi. Prawdą jest natomiast, że miała wujka prokuratora, co ułatwiło jej młodemu mężowi uregulowanie kryminalnej przeszłości.

To podobno dzięki swojej teściowej Janukowycz poznał Gieorgija Bieriegowoja, kosmonautę i bohatera Związku Radzieckiego, który wziął go pod swoje skrzydła i utorował mu drogę do kariery. 28-letni Wiktor został kierownikiem bazy transportowej. Dał się poznać jako dobry organizator, wymienił konie na samochody. Wstąpił do partii komunistycznej. Cierpliwie piął się po szczeblach kariery. W 1997 r. został gubernatorem Doniecka.

Matecznik Janukowycza: ''Wasza Europa się popruje'' ; ''Przemysłowe serce Ukrainy ledwie bije''

 

Rodzina Janukowyczów. Od lewej: starszy syn prezydenta Ołeksandr (dentysta milioner), żona prezydenta Ludmiła (specjalistka od medialnych lapsusów), prezydent i jego młodszy syn Wiktor (miłośnik samochodów)

Trzeba oddać Janukowyczowi, co jego: w targanym wojnami gangów Doniecku umiał zaprowadzić porządek. Ulice stały się bezpieczniejsze, mieszkańcy odetchnęli z ulgą, bo przestano strzelać. Dzięki sojuszowi z Rinatem Achmetowem, w niedalekiej przyszłości najbogatszym człowiekiem Ukrainy , udało mu się przejąć kontrolę nad miejscowymi grupami przestępczymi. Tak hartował się doniecki klan.

Tandem Janukowycz - Achmetow współpracuje do dziś. Mimo pojawiających się raz po raz medialnych spekulacji o rozwodzie najbogatszy Ukrainiec nie zdradził prezydenta ani w 2005 r., gdy ośmieszony przez pomarańczową rewolucję schował się w Karlowych Warach, ani teraz, gdy jego polityczna przyszłość wisi na włosku.

W latach 2010-13 Achmetow skrzętnie korzystał z życzliwości władz, połykając dzięki korzystnie przeprowadzanym przetargom najsmaczniejsze kąski ukraińskiej gospodarki.

Feniks? Do czasu

W 2003 r. Janukowycz dostał od Kuczmy, który musiał się liczyć z donieckim klanem, tekę premiera. Ostrzył sobie zęby na fotel prezydenta. Te plany zaprzepaściła pomarańczowa rewolucja - protest przeciw sfałszowaniu wyników wyborów prezydenckich.

Opozycjoniści wyciągnęli Janukowyczowi kryminalną przeszłość. Ośmieszony przez Majdan musiał oddać władzę. Trzecią, dodatkową turę wyborów prezydenckich wygrał Wiktor Juszczenko.

- On do dziś święcie wierzy, że w 2004 r. odebrano mu zwycięstwo i już wtedy powinien stanąć na czele państwa - mówi Taras Czornowoł, parlamentarzysta, syn ukraińskiego dysydenta i przed laty bliski współpracownik prezydenta.

Już w 2004 r. Janukowycz domagał się od Kuczmy użycia siły przeciwko demonstrantom. Na szczęście ówczesny prezydent wolał zawrzeć kompromis z opozycją.

W 2005 r. nikt nie postawiłby złamanego grosza na polityczną przyszłość Wiktora Janukowycza. Były premier w obawie przed rewolucjonistami wyjechał na trzy miesiące do Czech (oficjalnie na rekonwalescencję po urazie), a Partia Regionów po cichu szukała nowego przywódcy.

Plotki o politycznej emeryturze byłego premiera okazały się jednak przedwczesne. Janukowycz umiejętnie wykorzystał konflikt między Wiktorem Juszczenko a Julią Tymoszenko . Używając intryg godnych serialu ''House of Cards'', wrócił na scenę polityczną. W 2006 r. po raz drugi został premierem. Cztery lata później składał przysięgę prezydencką.

Na tę chwilę czekali jego bliscy współpracownicy. W ukraińskim słowniku politycznym pojawił się nowy termin: ''rodzina''.

To zogniskowana wokół starszego syna prezydenta, Ołeksandra, grupa biznesmenów i polityków, którzy działali zgodnie z zasadą ''Teraz, k..., my''. Janukowycz junior - z zawodu dentysta - w trzy lata awansował do pierwszej trójki najbardziej wpływowych ludzi w państwie, a jego majątek urósł z 7 mln dol. do ponad 500 mln.

Kto trzyma władzę, kto kasę: ''Złota młodzież, czyli mażory'' ; ''Ile straci Janukowycz, jeśli przegra''

 

Przypadek? Tak przekonuje sam zainteresowany, tłumacząc zdziwionym dziennikarzom, że ojciec prezydent bardziej przeszkadza, niż pomaga w prowadzeniu interesów. - Biznes nie lubi medialnego zainteresowania, a ja jestem ciągle na świeczniku - mówi.

W porównaniu z bratem młodszy syn Janukowycza zrobił skromną karierę - został jednym z najmłodszych deputowanych do Rady Najwyższej, przewodniczy też młodzieżówce Partii Regionów. Bardziej niż polityką i posiedzeniami parlamentu interesuje się samochodami. Swoją żonę poznał w autosalonie.

Od 2010 r. Wiktor Janukowycz i jego ''rodzina'' traktowali Ukrainę jak państwo feudalne. Odkrywane przez dziennikarzy afery korupcyjne szokowały nawet przyzwyczajonych do wybryków elity rządzącej Ukraińców. Mityczna posiadłość w podkijowskim Międzygórzu jest chroniona niczym twierdza. Janukowycz nie rusza się bez gromady ochroniarzy.

Pierwsi przeciwko głowie państwa zbuntowali się dziennikarze. Cenzura w ukraińskiej telewizji pojawiła się już w 2010 r.: w maju, podczas wizyty rosyjskiego prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, wraz z podmuchem wiatru spadł na Janukowycza stojak z wieńcem. Z mema ''Wieniec terrorysta'' śmiał się cały ukraiński internet, za to ukraińska telewizja otrzymała z góry dyrektywę, by prezydenta pokazywać tylko ''godnie''.

Po telewizji przyszła kolej na prasę. W 2013 r. najbardziej poczytny tygodnik ''Korrespodent'' kupił Serhij Kurczenko , tajemniczy 27-letni milioner z Charkowa, zbliżony do ''rodziny'' Janukowycza. Świeżo upieczony magnat prasowy wymienił całą redakcję. Odtąd władze nie musiały się już martwić dziennikarskimi śledztwami, za to Ukraińcy stracili jedno z najlepszych czasopism opiniotwórczych.

Od 2010 r. pewny swej władzy Janukowycz napinał strunę. Lawirując między Unią Europejską a Rosją, kierował się interesami ''rodziny'', a nie państwa. Doprowadził Ukrainę na skraj przepaści.

- Janukowycz jest jak Feniks, odradza się z popiołów - lubią to teatralne porównanie współpracownicy prezydenta. Jeśli jednak tym razem poniesie klęskę, będzie ona ostateczna.

To było do przewidzenia. Rok 2011, Mykoła Riabczuk o ukraińskiej wolności:

''Ukraina - 20 lat niepodległości. Niedokończona pierestrojka''

 

''How to live ukrainian president'' - opozycyjni filmowcy amatorzy krążą wokół prezydenckich rezydencji

W Magazynie Świątecznym:

 

Majdan? Zniszczyć!

 

Putin chce widzieć Ukrainę w swojej Unii Euroazjatyckiej, co oznacza, że Ukraina ma pozostać autorytarna. Jej władze muszą zdławić protesty

 

Śledztwo, które odmieniło Amerykę

 

Bernstein i Woodward nie są wybitnymi pisarzami, ale ich książka jest wybitna. Złośliwa satysfakcja czytelnika jest tym większa, że pycha władzy została ukarana naprawdę

 

Co nam powiedział Marcin Król?

 

Braterstwo nie jest ideologicznym sloganem. Jest wezwaniem do namysłu, jak być razem

 

Armia tatuśka i złodzieje Hitlera

 

Oto nieznana historia pomnikowców, tajnej jednostki, która ocaliła Europę przed kulturalną ruiną

 

Skarby z popiołów

 

Przygody alianckich pomnikowców aż proszą się o filmowy suplement. Wojenne dokonania profesorów Stanisława Lorentza i Karola Estreichera to przecież gotowy materiał na hollywoodzki scenariusz

 

Strategia Odyseusza

 

Antidotum na rozproszenie i pośpiech to odrzucenie większości możliwości, jakie mamy w życiu - radzi autor książki ''Sztuka leniuchowania''

 

Zmierzch ery gigantów

 

Technologia zniszczy to, co wielkie, bo tylko małe jest efektywne. Kres dominacji wielkich instytucji, tradycyjnych hierarchii i struktur jest bliski

 

Gimnastyka, oddech, równowaga

 

Jest realistą, dalekim od kontestowania PRL-u. Ale czasem nie wytrzymuje

 

Kreml szykuje krucjatę

 

Ludzie, którzy w Europie wychodzą na wielotysięczne demonstracje przeciw małżeństwom homoseksualnym, niosą portrety Putina

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    WKLEJAJCIE - Za Wikipedią - "Brygady Sieciowe (ros. ???-???????) ? według niektórych rosyjskich środowisk demokratycznych i intelektualnych zorganizowane grupy komentatorów, zależne od rosyjskich służb specjalnych, uczestniczące w dyskusjach na forach i blogach internetowych w celu szerzenia dezinformacji i uniemożliwienia rzeczowej obiektywnej dyskusji i atakowania poglądów niepożądanych z punktu widzenia polityki rosyjskiej[1][2]."
    już oceniałe(a)ś
    0
    0