Szymborska napisze: ?Nas, Adama i mnie, nie trzeba było nawet specjalnie agitować. Byliśmy głupi, naiwni, politycznie niewyrobieni i bez zastrzeżeń wierzyliśmy w to, co mówili nam starsi towarzysze?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

9 lutego 2012 roku, cmentarz Rakowicki w Krakowie, mroźne przedpołudnie. Na pogrzeb poetki ludzie schodzą się powoli, niemal każdy przystaje przed powieszoną przy bramie klepsydrą: "Wisława Szymborska-Włodek. Laureatka Nagrody Nobla. Ur. 2 lipca 1923 roku. Zm. 1 lutego 2012 roku".

Włodek? Tego nikt się nie spodziewał. Dawnych znajomych Adama Włodka, w latach 1948-54 męża zmarłej, została zaledwie garstka. Dziś kojarzą go tylko historycy literatury, i to raczej krakusi. Jako życiowego partnera Szymborskiej zapamiętano pisarza Kornela Filipowicza, z którym związała się po rozwodzie. Najbliższe tygodnie przyniosą kolejne niespodzianki: ustanowiona mocą testamentu noblistki fundacja ma za zadanie m.in. "utworzenie i dysponowanie funduszem nagród dla młodych pisarzy im. Adama Włodka". Regulamin ogłasza jesienią.

Zapomniany już nieco poeta, tłumacz i promotor młodych talentów w prawicowych kręgach nagle zyskuje sławę. 28 grudnia Maciej Gawlikowski, działacz opozycyjny, reporter i filmowiec, zakłada na Facebooku stronę "Konfident UB wzorem dla młodych literatów? Protest". Dowodzi, że Włodek współpracował z Urzędem Bezpieczeństwa, a w szczególności donosił na pisarza i tłumacza Macieja Słomczyńskiego. O zasługach poety dla literatury polskiej nie wspomina. W ciągu kilku dni zyskuje poparcie przeszło tysiąca osób.

2 stycznia 2013 roku ze współorganizowania stypendium im. Włodka - bo taką formę ostatecznie miała przyjąć nagroda - wycofuje się Instytut Książki. "Decyzja ta została podjęta po zapoznaniu się z nieznanymi nam wcześniej faktami dotyczącymi patrona stypendium" - informuje w oficjalnym oświadczeniu dyrektor instytucji Grzegorz Gauden, pomimo że komunistyczne sympatie poety zostały opisane już w kilku publikacjach, a jego donos na Słomczyńskiego cytowały nawet autorki biografii noblistki Anna Bikont i Joanna Szczęsna.

Pozbawiona partnera fundacja podejmuje decyzję o tymczasowym zawieszeniu stypendium.

Kim jest człowiek, który wywołał tę burzę?

Dziki w rozmowie

Adam Włodek przychodzi na świat 8 sierpnia 1922 roku w Krakowie, jest synem Henryka i Karoliny Włodków. Jego ojciec to zawodowy wojskowy, matka zajmuje się domem. W dzieciństwie przyszły poeta wydaje się nieokrzesany. Jako bardziej uzdolniony od rówieśników często się nudzi na lekcjach, dlatego też rozrabia i stroi głupie miny.

Szkolny kolega Tadeusz Jęczalik, również późniejszy literat, będzie wspominał: "Wychowawcą naszym został świetny pedagog, profesor matematyki Adolf Scheybal. Lubiłem go bardzo, ale naraz straciłem doń całą sympatię, gdy pewnego razu posadził obok mnie Adama Włodka, człowieka, który zrobił na mnie wrażenie wręcz rozpaczliwe, nie tyle samym wyglądem i dzikim stylem rozmowy, co przebywaniem w towarzystwie nader podejrzanych kolegów Rychło jednak czas miał mnie przekonać o mylności moich poglądów, skoro z wroga niemal śmiertelnego stał się moim najlepszym przyjacielem Przyznaję, że pierwsze lody on jednak przełamał Bo oto wobec mojego niechętnego do niego stosunku nie okazał się chamem i uprzejmie mnie podszedł, chwytając tym samym za serce".

''O Wisławie Szymborskiej'' - fragmenty biografii poetki autorstwa Joanny Szczęsnej i Anny Bikont

Już w szkole obaj przyjaciele postanawiają zostać poetami. Przekonuje ich do tego polonista zwany przez młodzież "Cyklopem" (plotka głosi, że jedno oko ma szklane). Któregoś razu próbuje im wytłumaczyć, że wiersz może mieć formę różnoraką, nawet bliską z pozoru prozie. W tym celu zadaje uczniom napisanie własnego utworu.

Jako siedemnastolatek Włodek uczestniczy w kampanii wrześniowej 1939 roku. Jest ochotnikiem. W książce "Nasz łup wojenny" (tytuł to cytat z wiersza Szymborskiej), która łączy w sobie elementy pamiętnika i pracy krytycznoliterackiej, wspominać będzie 1 września tego roku: dźwięk syren, które w domu rodzinnym zastały go przy śniadaniu; ludzi dziwiących się tak wczesnym ćwiczeniom; pierwszy okrzyk: "To już wojna!"; odezwę prezydenta RP rozklejaną na murach i kioskach; chowanie się w bramach, gdy z głośników rozlegają się słowa: "Uwaga nadchodzi ". O samej kampanii napisze, że z tysiącami swoich rówieśników dzielił losy cofających się armii, aby jak tylu innych "błagać o karabin, jak skazaniec o łaskę" (to z kolei cytat z Juliana Przybosia).

Późniejszy wiersz "Wojna" zacznie od słów:

Srebrnego lotu smugą

 

samolot starł mi sen z oczu.

 

Wojna

 

dotąd wklejana w albumy ilustracji

 

pierwszą prawdziwą bombą

 

spadła.

Dworzec. W odkrytym wagonie

 

warkot ciężkiego nieba zaciskał gardło.

 

Każda chwila jak wybuch.

 

Lecz najcięższym ładunkiem

 

przez dzień cały

 

eksplodował

 

strach.

Szukając słowa we dwoje

W czasie okupacji działa w krakowskim podziemiu kulturalnym. W latach 1944-45 współtworzy konspiracyjną Bibliotekę Poetów, w której debiutuje tomem "Wiązanka jaskrów". Wisławę Szymborską poznaje w 1945 roku.

Wraz z Jęczalikiem przygotowuje właśnie pierwszy numer "Walki" - dodatku do "Dziennika Polskiego". Redakcyjny kolega Witold Zachenter przynosi im kilka tasiemcowych wierszy nikomu nieznanej młodej autorki. "Wiersze te nie wyróżniały się niczym nadzwyczajnym - co więcej: były po prostu słabe. Tak słabe, że nie widzieliśmy możliwości wykorzystania żadnego z nich" - napisze Włodek po latach.

Zachenter - być może z przekory - nie daje się jednak łatwo spławić i proponuje kolegom, aby przeredagowali wiersze według własnego uznania. W trzecim numerze "Walki" Szymborska wreszcie debiutuje.

Wiersz "Szukam słowa" w małym stopniu przypomina pierwowzór. Zaraz po druku Szymborska zjawia się osobiście w redakcji, ale zamiast - jak na przewrażliwioną debiutantkę przystało - zrobić redaktorom awanturę, gratuluje im ciekawej "interpretacji" jej utworu i pyta rezolutnie: "Ale honorarium za ten w a s z wiersz wypłacicie jednak m n i e?".

Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl

 

Dom Literata przy ul. Krupniczej 22 w Krakowie; Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

Kolejne teksty przyszłej noblistki są coraz lepsze, więc redaktorzy posyłają je do zecerni z prawdziwą satysfakcją. "Adam nie mówił mi wprost, że moje wierszyki są straszne, ale przez umiejętnie podsuwane książki pozwalał mi to zrozumieć - Szymborska będzie wspominać mistrza starszego zaledwie o rok. - Nie wytykał mielizn w mojej pisaninie, ale starał się podkreślać te nieliczne wersy czy choćby urywki wersów, które uznał za lepsze od całej, przeważnie długiej reszty. I taka była jego metoda wobec wszystkich początkujących poetów - nie zniechęcać z miejsca, nie wyśmiewać, raczej chwalić to, co od biedy chwalić można było".

Po ślubie w kwietniu 1948 roku Szymborska wprowadza się do pokoiku męża na poddaszu Domu Literatów przy ul. Krupniczej 22 - w domu, w którym kwaterowano po wojnie artystów, głównie literatów. Przeraźliwe zimno, stosy książek, kilka nierozpakowanych walizek i jedno łóżko polowe - tak wygląda gniazdko nowożeńców. W noc poślubną, po symbolicznej lampce wina w kawiarni, do drzwi niespodziewanie puka ubrany w piżamę Tadeusz Peiper i pyta: "Panie kolego, przyjechał do mnie gość z Lublina, muszę go przenocować. Czy ma pan pożyczyć coś do spania?". Dla Włodka, który zaczynał od poezji bliskiej awangardzie, Peiper to guru. Bez chwili wahania łapie za jedyne posłanie i uprzejmie mu wręcza.

Głupi, naiwni, niewyrobieni?

W kwietniu 1950 roku młode małżeństwo razem wstępuje do partii. "Nas, Adama i mnie, nie trzeba było nawet specjalnie agitować - o ówczesnym światopoglądzie swoim i męża napisze już po jego śmierci Szymborska. - Byliśmy głupi, naiwni, politycznie niewyrobieni i bez zastrzeżeń wierzyliśmy w to, co mówili nam starsi towarzysze. Którzy, jeżeli wiedzieli więcej niż trzeba, w tamtych latach milczeli. Jako członek partii Adam, z racji swojego temperamentu, bardziej był czynny niż ja, ale myśleliśmy podobnie. Tylko ba, czy w ogóle myśleliśmy? Przecież partia myślała za nas i to nam powinno było wystarczać. I na parę lat rzeczywiście wystarczało. Może wyda się to komuś dziwne, co powiem, ale nie uważam tych lat za całkiem stracone. W rezultacie na zawsze uodporniły mnie one na wszelkie doktryny zwalniające ludzi z obowiązku samodzielnego myślenia".

Niespełna trzy lata później razem z Włodkiem i Szymborską rezolucję przeciwko duchownym skazanym w sfingowanym procesie krakowskiej kurii podpisują też m.in. Andrzej Kijowski, Jalu Kurek, Sławomir Mrożek, Julian Przyboś czy Maciej Słomczyński - pisarz i tłumacz.

W sumie 53 osoby, czyli wszyscy ówcześni członkowie krakowskiego Związku Literatów Polskich. Zobowiązują się "w twórczości swojej jeszcze bardziej bojowo i wnikliwiej niż dotychczas podejmować aktualne problemy walki o socjalizm i ostrzej piętnować wrogów narodu - dla dobra Polski silnej i sprawiedliwej". Jan Błoński, jeden z sygnatariuszy, powie po latach, że wtedy nikt nie pytał: "kto za?", lecz jedynie: "kto przeciw?". A na to brakowało odwagi (lub głupoty), by wyrywać się przed szereg, więc podpisy składano czasem nawet w imieniu nieobecnych. Nacisk na młodych jest bardzo silny. W siedzibie związku raz po raz odbywają się jakieś szkolenia ideologiczne. Pod pozorem troski partia stara się utrzymać jak najwięcej literatów pod ścisłą kontrolą.

Fot. WEGLOWSKI

 

Wisława Szymborska w 1954 r.; Fot. ADM/CAF - Węgłowski

Włodek nie ukrywa swych komunistycznych sympatii. Mówi o nich otwarcie. Po wstąpieniu do partii zostaje opiekunem Koła Młodych przy krakowskim ZLP i opowiadać będzie, że to on zamówił u Szymborskiej i Tadeusza Nowaka epitafia po śmierci Józefa Stalina. Aby zdążyli z tekstami do żałobnego numeru "Życia Literackiego", przymusza ich do pracy, zamykając w kanciapie przy szatni klubu. Jak głosi anegdota, co jakiś czas młodzi poeci wysuwają mu przez szparę pod drzwiami efekty swojej pracy, a on je oddaje po naniesieniu poprawek. Wiersze ukazują się obok siebie. Można w nich odnaleźć podobne motywy.

"Oświadczenie, które niniejszym składam "

Na przekór szarej rzeczywistości w Domu Literatów trwa nieustanna zabawa. Spotkania najczęściej odbywają się u Włodków, którzy zdążyli już dostać nieco większe mieszkanie po Konstantym Ildefonsie Gałczyńskim. Poprzedni lokator wymalował na ścianie ogromne złote słońce. Włodek należy do największych oryginałów w środowisku. Jest niski i gruby, często wybucha rubasznym śmiechem, a w upały chadza nago po mieszkaniu przy otwartych oknach. Na śniadanie zjada osiem bułek i jajecznicę z pięciu jaj. Nosi chlebak wypchany książkami i czasopismami, regularnie zagląda do pobliskich księgarń, gdzie wszyscy go znają. I - co zdumiewa kolegów - ma szalone powodzenie u kobiet.

Jednym z bliskich przyjaciół Włodków jest Maciej Słomczyński. Spędzają razem mnóstwo czasu, zabawiają się, pisując limeryki i inne rymowanki (np. "Chciałby wejść na Parnas Włodek./ Za wysoki pierwszy schodek").

Do czego dojdzie w tym trójkącie? Szymborska i Słomczyński na pewno są sobą zauroczeni i mówią o sobie z ogromną sympatią. Czy Włodek jest zazdrosny? I czy ma podstawy? Trudno powiedzieć. Wiadomo natomiast, że Słomczyński w 1953 roku zostaje na krótko tajnym współpracownikiem UB i przyjmuje pseudonim "Włodek".

Sam Włodek nieco wcześniej składa na niego ośmiostronicowy donos obywatelski. Podpisuje się imieniem i nazwiskiem. Pisze: "Oświadczenie, które niniejszym składam, wynika z poczucia czujności partyjnej i obywatelskiej. Podane fakty są przypuszczeniami - a nie twierdzeniami. Nie jest to oskarżenie, a zwrócenie uwagi. Informacje te dotyczą osoby Macieja Słomczyńskiego".

W dalszej części Włodek sugeruje m.in., że na koledze z Domu Literatów mogą ciążyć przewinienia okupacyjne i że może on być związany z wywiadem anglosaskim (Słomczyński jest biologicznym synem Amerykanina i Angielki, nazwisko nosi po drugim mężu matki).

Czy Szymborska wie o tym donosie? Jej przyjaciele twierdzą, że niekoniecznie. W 2006 roku Mrożek napisze w autobiografii "Baltazar": "Włodek był komunistą. Jedynym komunistą, jakiego wtedy znałem. Później namnożyło się ich dosyć. Mogę dodać, że Włodek był komunistą-entuzjastą. Już później, za granicą, słyszałem o nim brzydkie rzeczy. Że donosił na UB bez względu na przyjaźń, która u Polaków była rzekomo w wysokiej cenie. Na pół w to wierzyłem, na pół nie, to znaczy zachowywałem rezerwę. Taka możliwość nie była wykluczona". Szymborska będzie mu miała za złe, że powtarza niepotwierdzone insynuacje. Podobno posunie się nawet do zerwania znajomości.

''Nie mogłem być inny. Zagadka Macieja Słomczyńskiego'' - recenzja biografii Słomczyńskiego;

 

''Errata do biografii. Maciej Słomczyński'' - film produkcji TVP

Z drugiej strony Włodek pisze w donosie, że swoje sugestie opiera na obserwacjach własnych, swojej żony i Mrożka, ale tylko w przypadku tego ostatniego zaznacza, że nie został on powiadomiony o jego inicjatywie. Z tych słów trudno jednak wyciągać zbyt daleko idące wnioski. Podobnie jak z tego, że pismo byłego męża po raz pierwszy zostaje ujawnione jeszcze za życia noblistki - w 2007 roku w filmie Gawlikowskiego o Słomczyńskim "Errata do biografii".

Nie wiadomo, czy Szymborska go widziała, i trudno także rozsądzać, czy uznałaby w takim wypadku, że czyn Włodka przekreśla wszystkie jego zasługi.

Zanurzony w literaturze

Włodek jest nie tylko poetą, który do końca życia wyda dziesięć tomów wierszy, ale także tłumaczem. Dzięki niemu Polacy poznali twórczość czołowych poetów czeskich i słowackich, jak również Oscara Wilde'a, Rainera Marii Rilkego czy Władimira Majakowskiego. Przez 15 lat opieki nad Kołem Młodych pomaga m.in. wspomnianym już Szymborskiej, Błońskiemu, Mrożkowi, Nowakowi, a także np. Leszkowi Herdegenowi, Ludwikowi Flaszenowi czy Konstantemu Puzynie. Po latach o wdzięczności dla niego mówić też będą chociażby Marta Wyka, Bronisław Maj czy Ewa Lipska.

Ta ostatnia, która zwiąże się z Włodkiem jako młoda dziewczyna, napisze: "Poznałam go na progu mojej dorosłości, u progu życia, w którym odegrał tak ważną i niezastąpioną rolę. Był przez wiele lat najbliższym mi człowiekiem, współtwórcą mojej osobowości. () Przez wiele lat prowadziliśmy wielogodzinne, nieustanne, poranne, wieczorne i nocne rozmowy. Gdybyśmy się później nie rozstali, przegadalibyśmy pewnie całe życie ". Szymborska doda: "Nigdy nie słyszałam, żeby komuś powiedział:" Jestem zajęty, spróbuj przyjść za tydzień ". Zawsze cudze dylematy, kłopoty życiowe, no i przede wszystkim nowo napisane teksty uważał za sprawę pilniejszą od własnej twórczości".

Z Szymborską rozstają się w przyjaźni po sześciu latach małżeństwa, w dalszym ciągu utrzymują kontakt. Włodek występuje z partii w 1957 roku, kiedy zlikwidowane zostaje pismo "Po Prostu", które przygotowało grunt pod polski Październik. Robi to jako jeden z pierwszych. Jego światopogląd się zmienia. Zostaje odsunięty od Koła Młodych, ale literaci wciąż do niego przychodzą, prosząc o radę, więc robi dalej swoje. Zajmuje teraz maleńkie mieszkanie przy ul. Daszyńskiego 7, w którym każdy kąt skrzętnie jest zastawiony książkami, czasopismami, wydrukami debiutów. Spędza tak długie lata zanurzony po uszy w świecie literatury.

Literaturoznawca Jacek Baluch wspomina: "Było to mieszkanie niezwykłe. Gościły w nim wprawdzie kobiety, ale żadnej z nich Adam nigdy nie pozwalał sprzątać. Kategorycznie zaprotestował też, kiedy chciałem mu naprawić piecyk gazowy, od lat nieczynny, okopcony (). W łazience nad automatem DAL, do spłukiwania klozetu, był starannie wymalowany farbą na lamperii napis:" Automat był, jest i będzie zepsuty! Proszę obsłużyć się rondelkiem ". Rondelek wisiał na gwoździu".

Włodek umiera 19 stycznia 1986 roku. W szpitalu prosi, aby go nie podłączać do żadnej aparatury. Szymborska co roku obchodzi rocznicę jego śmierci. Idzie z przyjaciółmi na cmentarz, potem zaprasza ich do siebie na zupę i wspominanie.

W wierszu "Spokojnie" jej były mąż pisał:

Może trwać nieśmiertelność

 

dzień, tydzień, rok i wiek,

 

i dziesiątki wieków trwać może.

 

Ale kiedyś imiona

 

- jak łoskot różnych rzek -

 

w jednobrzmiące zestroi się morze.

 

Smutno? Może i smutno.

 

Ale powstań i patrz:

 

skoro życie w nieprzerwanym biegu,

 

zawsze fale położą

 

najlepsze z naszych prac

 

jak bursztynu klejnoty - na brzegu.

Cytaty pochodzą z książek "Nasz łup wojenny" Adama Włodka, "Pamiątkowe rupiecie" Anny Bikont i Joanny Szczęsnej, "Baltazar" Sławomira Mrożka oraz pracy zbiorowej "Godzina dla Adama"

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem