Źle zorganizowana firma może być dobrym testem dla twojego życia. Jeżeli zachowasz w niej siebie, to zachowasz siebie wszędzie - mówi Srikumar Rao*
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wejdź, czytaj, pytaj! wyborcza.pl/pytaniabeztajemnic

Alicja i Piotr Pacewiczowie: Uczysz szczęścia pracowników korporacji, w tym rekiny i płotki finansowego kasyna, które niszczy nasz świat.

Srikumar Rao : - Masz rację, to jest kasyno.

Poprawiasz im samopoczucie. W artykule o tobie z ''New York Timesa'' wypowiada się niejaka pani Gooch: ''Kurs Twórczość i samodoskonalenie nie rozwiązał moich problemów, ale pomógł mi zdać sobie sprawę, że mogę być szczęśliwa, pracując 80 godzin tygodniowo w banku inwestycyjnym''.

- Musisz, Piotrze, coś zrozumieć. Większość moich klientów nie ma pojęcia o duchowym przebudzeniu. Chcieliby po prostu mniej cierpieć. I dzięki kursowi to się udaje, są mniej spięci, może nawet

Sprzedadzą więcej obligacji.

- osiągną sukcesy zawodowe. Ale rosną szanse, że pracownicy usług finansowych po moim kursie dostrzegą, że nie traktują klientów uczciwie.

A jeśli ich zadaniem jest namawiać klientów na kupno zbyt ryzykownych lub zbyt kosztownych ''produktów''? Co im zostaje? Uprawiać sabotaż?

- Zdarzają się takie sytuacje. Ludzie, którzy kończą kurs, chcą robić pożyteczne rzeczy. Mają jednak związane ręce. Ale to właśnie jest wyzwanie! Wierzę, że jeżeli wystarczająco wielu ludzi przejdzie proces własnej przemiany, to razem będą zmieniać świat biznesu.

A co z ludźmi, którzy chcieliby się zbuntować? Czy twój kurs ich nie ''pacyfikuje''? Może lepiej, by odeszli z pracy?

- Jeśli ktoś pyta: czy mam rzucić pracę, to odpowiadam: nie rób tego, bo musisz wyżywić rodzinę itd. Kiedy Siddhartha przebudził się jako Budda, nie zadawał już pytań, czy odrzucić dotychczasowe życie i zostawić rodzinę. Po prostu wstał w środku nocy i wyszedł, nie oglądając się.

Kiedy zacząłem prowadzić swój kurs, wziąłem urlop z uniwersytetu, bo bałem się stracić etat. Ale gdy dziekan odmówił przedłużenia urlopu, powiedziałem, że odchodzę. Nie miałem już wątpliwości.

Dopóki droga nie jest jasna, zostań tam, gdzie jesteś, i pracuj, jak się da. Niezależnie od tego, jaka jest sytuacja, a nawet im gorzej zorganizowana firma, tym lepiej. Bo możesz więcej zmienić.

Wybieraj złe firmy (śmiech) ?

- Źle zorganizowana firma może być dobrym testem dla twojego życia, bo jeżeli zachowasz w niej siebie, to zachowasz siebie wszędzie.

''Happiness at work'' , szczęście w działaniu. Już sam tytuł twojego bestsellera ma poprawić humor. Podtytuł dodaje jeszcze otuchy: ''Bądź wytrwały, zmotywowany i odnoś sukcesy, cokolwiek by się działo''. Potrafisz wystawić receptę na szczęście?

- Większość z nas poświęca bardzo dużo czasu na zamartwianie się z powodu dwóch, trzech, czterech rzeczy, które uważa za złe. Nie myślimy za to o dobrych. Prawie każdy wciąż się czegoś obawia, czymś się gryzie. Nikt się nie cieszy, że ma dach nad głową, bieżącą wodę, że nie ma wojny. Czy nie lepiej skupić się na tym, co dobre? Jeśli zaczniesz to doceniać i być za to wdzięcznym, będziesz żył lepiej.

Mam pomijać kłopoty czy nieszczęścia, tak jak nie zwracam uwagi na porysowane szkła okularów?

- Znacznie więcej. Musisz porzucić nawyk, który każe ci to, co ci się przydarza, definiować jako''dobre'' albo ''złe''. Przy czym etykiety ''złe'' używamy od trzech do dziesięciu razy częściej niż etykiety ''dobre''. Cierpienie pojawia się, gdy uznajemy, że coś jest ''złe''. Zanim nie wybierzemy tej etykiety, nie cierpimy, prawda?

Pisał Marek Aureliusz: ''Inni się modlą, obym dziecka nie stracił, a ty się modlisz, obym nie lękał się straty''.

- Stoicy to rozumieli. Straciłeś pracę? Wielu ludzi traci teraz pracę. Co się stało? Myślisz: ''Boże kochany, co ja teraz zrobię, jak spłacę kredyt, za co naprawię auto. Dlaczego akurat mnie zwolnili? I jeszcze źle mnie potraktowali''. Cierpisz, bo używasz takich etykiet. Nie mam racji?

Ale rzeczy się dzieją całkiem realnie. Mój kolega Paweł, który stracił pracę, musiał na przykład wypisać córkę z prywatnej szkoły. Dziewczynka płacze.

- Przypomnijcie sobie rzeczy, które 20 lat temu wydawały wam się złe, a teraz - po latach, może z większą mądrością - widzicie, że nie były takie złe, a może nawet były dobre. Macie takie doświadczenia? Na pewno. Może tak samo jest z Pawłem? Może utrata pracy okaże się czymś dobrym?

Zamiast żyć pod kloszem, córka pójdzie do publicznej szkoły

- a Paweł znajdzie ciekawszą pracę. Nie ma się co śpieszyć z etykietowaniem. Nie ma się co śpieszyć z cierpieniem. Życie jest za krótkie, by je marnować. Jesteś jak kropla wody krążąca po liściu lotosu. Nie wiesz, w którym momencie kropla podtoczy się do krawędzi i spadnie. Szkoda każdego dnia spędzonego na smuceniu się.

Magazyn Świąteczny o Rao i jego metodzie: ''Ludzie, to tylko kawa''

 

Dr Rao: Wszędzie szukamy szczęścia, a ono jest w nas

 

Gdy przestaniesz używać etykietek, otworzysz się na to, co się dzieje. Straciłem pracę, tak? Co z tego? Taka jest sytuacja, co mam robić. Zamiast narzekać, żałować, rozpaczać, skup się na tym, co musisz zrobić. Gdy przyjmiesz taką perspektywę, odkryjesz niemal natychmiast, że wszystko wygląda inaczej.

Pewien pływak pod koniec kariery szykował się do olimpiady, ale złamał rękę w nadgarstku. Przez wiele tygodni mógł jedynie ćwiczyć ruchy nóg, więc kopał wodę z pasją. Ręka się zrosła, pojechał na olimpiadę. W najważniejszym wyścigu jego przeciwnik płynął genialnie i prowadził. Ale pływak nie poddał się. Wygrał dosłownie o włos, o 0,001 sek. Na zdjęciach z fotokomórki widać, że dotykając ściany wciąż kopał, jego rywal wyprostował nogi. To był wyścig na 100 m motylkiem na olimpiadzie w Pekinie. Złamanie nadgarstka było najlepszą rzeczą, jaka mogła się przydarzyć Michaelowi Phelpsowi.

Po polsku mówi się, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Ale czasem zabija.

- Gdy coś się wydarza, nie wiesz, czy to jest dobre, czy złe. Dowiesz się tego po latach, a może się nie dowiesz za swego życia. Ale z pewnością, gdy uznasz, że to coś złego, zaczniesz cierpieć i trudniej będzie ci działać.

Przestań wydziwiać, złościć się, skarżyć i czuć skrzywdzonym dlatego, że kosmos nie spełnił twoich oczekiwań. Doceń świat, żyj w zachwycie i wdzięczności. Żyjemy albo przeszłością, skupiając się na tym, co się nie udało lub co złego nas spotkało, albo przyszłością, mając nadzieję, że coś nam się uda. Tyle na to poświęcamy energii, że nie zauważamy tego, co tu i teraz. Tradycja buddyjska nie zaleca emocjonalnej obojętności. Ale musisz skupić się na tym, co dzieje się teraz.

Wyrzucić notes z planami?

- (Śmiech) Nie. Oczywiście, każde z nas ma swoje cele. Ale gdy tylko kierunek działania zostanie określony, skup myśli na tym, co robisz w tej chwili.

A tu i teraz cierpię?

- Cierpienie jest albo wynikiem chęci, żeby świat był jakiś, a on taki nie jest, albo nadziei, że będzie inny niż teraz. Cierpienie to oderwanie od teraźniejszości.

Dla człowieka Zachodu to paradoks. Zgodnie z chrześcijańską tradycją, aby sobie poradzić z cierpieniem, trzeba uwierzyć w przyszłe szczęście. Uśmiechnij się, jutro będzie lepiej.

- Oczekiwanie na to, co będzie po śmierci, nie pomoże tutaj, na ziemi. Wbrew obiegowym opiniom nie jest wskazane pocieszać się, że kiedyś będzie lepiej. Wybieganie myślą w przyszłość nie pomaga.

Zdarzyło się w Afganistanie - nieszczęsna wojna, ale mniejsza o politykę - że talibowie przechwycili oddział specjalny USA. Ocalał tylko jeden żołnierz, ranny, z połamanymi kośćmi, odstrzeloną połową twarzy. Jakoś przetrwał W książce, którą napisał, twierdzi, że pomogło mu szkolenie, a zwłaszcza ''tydzień w piekle'', gdy żołnierze niemal nie śpią, nie jedzą, są męczeni fizycznie i psychicznie. Ich głównym zadaniem jest skupiać uwagę wyłącznie na ''następnym kroku''. A już zwłaszcza nie pocieszać się: ''jeszcze tylko cztery dni''.

Twoje nauczanie jest mieszanką prawd filozoficznych w wersji light i ilustrujących je przypowieści.

- Mam to szczęście, że jestem spadkobiercą wielkich nauczycieli duchowych. Potrafię przekazać ich nauki językiem zrozumiałym w postindustrialnym społeczeństwie. Utrzymuję się z tej pracy, ale jednocześnie jest ona misją mego życia. Zawsze czytałem duchowych mistrzów, ale przez wiele lat nie miało to wiele wspólnego z tym, jak żyłem. Ich słowa przenosiły mnie w szczęśliwe przestrzenie, ale powroty do życia były gorzkie.

Odpowiadałeś m.in. za marketing filmu ''Egzorcysta''. Niby też o duchach, ale mało uduchowione

- (Śmiech) Tak, w Warner Communications. Nie byłem zbyt szczęśliwy, na szczęście miałem zawsze oparcie w żonie. Ale w głębi duszy tlił się niepokój. Męczyły mnie myśli: ''Czemu nie pracuję na bardziej prestiżowym uniwersytecie? I nie jestem dość sławny? I nie jestem bogaty?''. Tak mówiło moje ego.

W 1994 r. wpadłem na pomysł kursu, który by pomógł ludziom zrozumieć i zastosować prawdy duchowe, które zgłębiałem. Było to dość bezczelne, bo sam tego nie umiałem, ale uznałem, że jakoś sobie poradzimy.

Nie spodziewałem się, że moi studenci MBA z Long Island University, gdzie byłem profesorem marketingu, zapiszą się na taki kurs. Okazał się jednak takim sukcesem, że przeniosłem go na uniwersytet Columbia. W programie napisałem: ''Ten kurs zmieni twoje życie''.

Dobry marketing! Ale po takie rzeczy idzie się do świątyni, a nie na uczelnię.

- A tu świątynia przyszła na uniwersytet. Najdziwniejsze, że kurs faktycznie zmienia ludziom życie! Prowadziłem zajęcia w najlepszych uczelniach biznesu: Columbia, Berkeley, London Business School. Powstało stowarzyszenie absolwentów, taka nasza sangha (śmiech).

Buddyzm opiera się na trzech filarach. Budda to kontemplacja największego duchowego potencjału, jaki kiedykolwiek istniał. Dharma to nauki Buddy, a sangha to społeczność, która dąży do oświecenia.

''Doceń to, co masz!''

- radzi prof. dr hab. Ewa Trzebińska Grzegorzowi Sroczyńskiemu.

 

''Plug into your hard-wired happiness'' - wykład Rao na konferencji TEDx.

Założyłeś wirtualny klasztor?

- Wspieramy się w pracy nad przebudzeniem biznesu. Wierzę, że biznes może zmienić świat, o ile nie będzie się skupiał na tym, jak maksymalizować zysk, ale zapyta, jak rozwiązywać problemy.

Bądźcie jak daruma, mówisz. My, Słowianie, też mamy taką lalkę nie do przewrócenia. Nazywamy ją wańka-wstańka.

- Daruma jest potężną metaforą [lalka to talizman używany w buddyzmie zen dla upamiętnienia dziewięcioletniej medytacji jego twórcy Bodhidharmy, w czasie której uschły mu nieużywane nogi]. Kiedy się ją przewraca, wraca do pionu. W jej naturze leży wstawanie, podnoszenie się. Tak samo w naturze człowieka leży bycie szczęśliwym, spełnionym, pomimo trudności, które naruszają naszą równowagę.

Budda nauczał, że ''nikt nie może uniknąć śmierci i nieszczęścia. Jeśli ktoś oczekuje wyłącznie szczęścia w życiu, srodze się rozczaruje''.

- Taki był punkt wyjścia, gdy książę Siddhartha w wieku 29 lat opuścił pałac i odkrył, że ludzie cierpią i umierają. Rzecz w tym, jak to przeżywać. Kiedy jesteś na wspaniałych wakacjach i czujesz lekki ból głowy, nie zmniejsza to twej radości. Nawet największe problemy możemy traktować jak ból głowy.

Parę dni temu zmarła w wieku 42 lat na raka bliska nam osoba. To nie jest mały ból głowy!

- Po pierwsze, musicie zrozumieć, że opłakujecie nie swoją przyjaciółkę, tylko siebie samych. Myślicie: ''Co ja teraz zrobię bez niej?''. Albo: ''Nie pożegnaliśmy się jak należy''. Albo: ''Śmierć jest straszna, ja też kiedyś umrę''. Może wasza przyjaciółka wypełniła to, co miała wypełnić w ziemskiej wędrówce, i ruszyła dalej? Jesteśmy jak pasażerowie w pociągu. Prędzej czy później każde z nas wysiądzie na jakiejś stacji.

Wierzysz w reinkarnację?

- Jestem zakorzeniony w hinduskiej tradycji duchowej. Ale nie nazwałbym siebie osobą religijną.

Czyli nie wierzysz?

- Wiara nie jest już dla mnie ważna. Nie myślę, że muszę robić dobre rzeczy, żeby odrodzić się w lepszym życiu. To się stanie samo lub nie. Według hinduskiej tradycji człowiek na swojej drodze do wyzwolenia musi przejść przez ciąg reinkarnacji. Uważam, że osiągnięcie wyzwolenia jest możliwe już w tym życiu. Oczywiście nie do nas należy decyzja, czy to się uda, ale trzeba się do tego przygotować.

Świat jest tajemnicą?

- Wiele jest cudów. Nie możesz ich czynić, ale możesz tak żyć, by niespodziewane zrządzenia losu - czyli cuda - regularnie ci się przydarzały. Świat, w którym żyjesz, to tylko konstrukt, to nie jest ''rzeczywistość'', to tylko jedna z rzeczywistości.

Wyzwolenie to stan trudny nawet do opisania. Na co dzień żyjemy uwięzieni w paradygmacie - jak go nazywasz - ''jeśli/to''.

- Wszyscy myślimy w kategoriach ''gdy tylko stanie się X, to będę szczęśliwy''. Takie myślenie utrudnia cieszenie się życiem, bo nawet uzyskanie X nie daje satysfakcji, natychmiast sięgamy po cel Y, Z itd. Tymczasem powinniśmy dostrzec, że idealny jest ten moment, który przeżywamy TERAZ. Mówiłeś mi, Piotrze, że piszesz książkę, a ty, Alicjo, że próbujesz zmieniać polską edukację. Świetnie. Problem zacznie się, jeśli uznacie, że od powodzenia tych działań zależy wasze szczęście. Trzeba się oduczyć takiego wiązania. Przecież robicie te rzeczy, bo taka jest wasza droga. Cokolwiek z tego wyniknie, musicie to akceptować. Wtedy nie będziecie cierpieć. Trzeba dążyć do celu, ale nie martwić się o skutki działań, które zresztą i tak są poza naszą kontrolą. Przyjmijcie je, jakiekolwiek by były, z radością, na jaką was stać.

Dzięki takiej postawie szanse na sukces będą zresztą wyższe, niż gdybyście desperacko pragnęli osiągnąć cel.

Paradygmatu ''jeżeli/to'' uczy nas dom rodzinny i szkoła, na nim opiera się kultura masowa, reklama: jeżeli kupisz samochód T, poczujesz rozkosz. Jeżeli jesteś nieszczęśliwa, wypierz mężowi koszulę w proszku S. W kółko takie pranie mózgu.

''Macie już rzeczy, które miały was uszczęśliwić. Dlaczego więc nie jesteście szczęśliwi?''

- Magdalena Lankosz rozmawia z Srikumarem Rao.

 

Jak kurs ''The Happiness Matrix'' zmienił życie jego uczestników.

Ryszard Kapuściński, słynny polski reporter, opisywał Afrykanów siedzących w kucki. Nie robili nic, jakby na coś czekali. Byli idealnie pogodzeni ze światem, w pełni zadowoleni.

- Nie o to chodzi, by radośnie tkwić w bezczynności. Jako ludzie - Hindusi, Polacy, Afrykanie - mamy zawsze jakąś wizję świata. Ważne, byśmy starali się wprowadzać ją w życie. Może się uda, może nie.

''Wchodzisz w świat sam, odejdziesz też sam. W międzyczasie, mimo że jesteś otoczony innymi, to w gruncie rzeczy jesteś samotny''. A zarazem twierdzisz, że trzeba przezwyciężyć ego.

- Nie ma niespójności. Jesteś sam, gdy chodzi o ego. Sprawia ono wrażenie indywidualnego istnienia, ale tak naprawdę go nie ma. Złudzenie ego jest jednak tak silne, że trudno pogodzić się z jego nieistnieniem.

W jakim sensie ego nie istnieje? Kieruje naszym zachowaniem.

- Wyobraź sobie, że masz intensywny sen. Jesteś cesarzem, inne państwo wypowiada ci wojnę, walczysz, biorą cię do niewoli. Władca tego państwa osobiście wbija ci nóż w pierś. Czujesz silny ból i budzisz się. Co się stało z tym, co przeżyłeś we śnie? Oba potężne państwa znikają. Póki śniłeś, starałeś się wygrać. Teraz widzisz, że wszystko było snem.

Mówisz jak Segismundo z dramatu Calderona ''Życie jest snem'' . Za to Kartezjusz używał figury marzenia sennego, by udowodnić, że na pewno istnieje podmiot, który to wszystko dostrzega, ego cogito.

- Wielcy mistycy widzą to inaczej niż Kartezjusz: żyjemy życiem snem, życiem iluzją. Naszym zadaniem jest się przebudzić. Wtedy się okaże, że nie ma ani mnie, ani ciebie, wszyscy jesteśmy jednością.

Coca-Cola Company lubi takie nauczanie? Chciałaby zostać jednością z Pepsi?

- (Śmiech) Może gdyby ludzie posłuchali, co mówię, nie piliby tyle coli?

Na świecie narasta przekonanie, że powinniśmy się zbuntować, zmienić styl życia, fundamenty kultury i cywilizacji.

- Tak, bo dochodzi do zatracania człowieczeństwa. Ułamek ludzkości jest oburzająco bogaty i wciąż dąży do powiększenia swojego bogactwa. Rośnie globalna konsumpcja w skali, która jest nie do utrzymania. Dominuje model życia, w którym konsumpcja jest źródłem ''szczęścia''. Zachód zaraża tym inne kultury za pomocą filmów, reklam, supermarketów. Taki model na pewno runie.

A czy ty, paradoksalnie, go nie współtworzysz, skupiając uwagę na szczęściu jednostki?

- Nie można żyć satysfakcjonującym życiem w świecie egoistów, z których każdy i każda pieści swoje ego. Jeśli chcesz doświadczyć prawdziwej radości, musisz poświęcić się czemuś, co jest większe od ciebie, daje więcej dobra większej społeczności.

W świecie, w którym nawet w najbiedniejszych rejonach są już komórki, tablety, telewizja i szybko rozchodzą się informacje, rośnie świadomość, że nie może być już tak, jak jest. Pragnienie zmiany rośnie, ale bez klarownej wizji. Będzie dużo cierpienia. Jestem jednak nieroztropnie optymistyczny, że coś dobrego się z tego narodzi.

Skąd nadejdzie zmiana? Z zachodu czy ze wschodu?

- Geografia przestaje mieć takie znaczenie. Amerykański myśliciel Ralph Waldo Emerson w młodości studiował Wedy i buddyjskie księgi. Emerson wywarł wielki wpływ na Williama Jamesa , a także na Henry'ego Davida Thoreau , którego z kolei studiował Gandhi i znalazł u niego inspirację do non-violence. A Martin Luther King czytał Gandhiego Tworzenie nowego modelu może zacząć się gdziekolwiek.

Na wschodzie wnikliwie studiujemy ludzką świadomość. Na zachodzie badamy świat fizyczny. Trudno to zintegrować, bo obie ścieżki biegły daleko od siebie i w różnych kierunkach.

Jakiś czas temu robiłem sondaż, prosząc Polaków, by porównali czasy komunizmu i kapitalizmu. Ludzie odpowiadali, że po 1989 r. mają mniej przyjaciół, mniej czasu i mniej szczęścia niż w PRL. Mają za to więcej wolności i sensu w życiu.

- Ciekawe. Na zachodzie wolność rozumiemy jako coś zewnętrznego. Co wolno robić, co można mówić i tak dalej. Nie zauważamy, że jest wewnętrzna wolność, a więc także wewnętrzne zniewolenie. Popęd seksualny może mnie zmuszać do seksu, jakiego nie chcę. Ślepa ambicja robi ze mnie człowieka bezwzględnego. W komunizmie wasza wolność była skrępowana z zewnątrz, więc rozwinęła się do wewnątrz. Różnice materialne były mniejsze, konsumpcja ograniczona, nie było presji na rywalizację. Mieliście inne źródła satysfakcji. Poznaliście wartość przyjaźni. Czy dałoby się jakoś połączyć te dwa doświadczenia?

Świat kapitalizmu jest wciąż obcy wielu Polakom, nie czują się w nim jak w domu.

- To źle, bo trzeba czuć się jak w domu, niezależnie od tego, gdzie się jest. Jesteśmy zawsze na swoim miejscu.

Inaczej mówi chrześcijaństwo, ale także takie prądy jak egzystencjalizm czy psychoanaliza. Świat jest miejscem obcym, trudnym, trzeba się nacierpieć.

- Często słyszę, że cierpienie odegrało dużą rolę w historii kultury i nauki. Że wspaniałe dzieła rodziły się z braku i bólu. Ale zadam wam pytanie: czy wolicie, by do działania pchało was cierpienie, czy pociągała wspaniała wizja?

Próbuję wyobrazić sobie Dostojewskiego na twoim kursie (śmiech).

- Chyba od razu by zrezygnował.

Ale gdy pisał, był szczęśliwy.

- I dlatego pisał!

*Srikumar Rao , rocznik 1951, urodzony w Bombaju. Do USA przyjechał robić doktorat w 1980 r. Pracował m.in. w Warner Communication, był profesorem marketingu na kilku nowojorskich uniwersytetach. Sławę przyniósł mu kurs Creativity and Personal Mastery, który od 1994 r. prowadzi m.in. na najlepszych uczelniach biznesowych świata. Autor bestsellerów ''Unconventional Strategies for Achieving Personal Mastery in Business and Life'' oraz ''Happiness at Work: Be Resilient, Motivated and Successful - No Matter What''. Wykładowca m.in. na TEDzie. W Warszawie był w październiku, na zaproszenie HBO Polska. Poprowadził kilkugodzinny warsztat, wziął udział w panelu

Jak sobie radzić ze stresem. I czy warto prosić o pomoc terapeutę: ''Walka, ucieczka albo Facebook'' ; ''Dyktatura szczęścia''

 

Jak nadać swojemu życiu nowy wymiar? Warsztaty dr. Rao - ''dostarczyciela szczęścia''

 

Andrzej Leder: Cierpieć, by zmieniać świat

Profesor Srikumar Rao jest heroldem dobrych wiadomości. Przychodzi i mówi: wasze kłopoty, smutki, lęki są przez pomyłkę. Wystarczy poradzić sobie z błędem w myśleniu, żeby uzyskać szczęście. Powtarza wprawdzie, że to trudne, ale obiecuje, że nawet mały krok może dużo zmienić. Mój kłopot polega na tym, że taki przekaz dobrze robi ludziom i psucie go jest wrednym zajęciem. Ale muszę wejść w tę rolę.

Srikumar mówi: nasza energia emocjonalna jest pozytywna, a człowiek niepotrzebnie kieruje ją ku złemu. Taka antropologia wydaje mi się zbyt optymistyczna, jeśli wziąć pod uwagę nie tylko codzienne doświadczenie, ale także to, co wydarzyło się w XX wieku. Czy naprawdę tylko przez pomyłkę umartwiamy się, dręczymy innych, czynimy życie trudnym? A może jest w nas destrukcyjna energia, ponura, niszcząca, pchająca ku cierpieniu?

Za optymistyczną koncepcją człowieka stoi zaufanie do świata czy też do Boga. Po Kartezjuszu, który nie był pewien, czy rządzi nami dobry Bóg, czy zły demon, ja bym powiedział - ostrożnie z tym zaufaniem. Cierpienie jest nie tylko faktem, ale także obowiązkiem. Jeżeli zdarzyło się coś strasznego, to trzeba sobie pozwolić poczuć całą tego mroczną stronę. A myślenie po śmierci dziecka ''a co to dobrego przyniesie w moim życiu'' jest ucieczką, która znieczula na ból.

Cierpienie pozwala przeciwstawić się złu w sobie i w świecie. Trzeba cierpieć i współodczuwać cierpienie, by naprawdę zmieniać świat, by cierpienia było mniej. A nie zmieniać siebie, żeby tego cierpienia nie czuć.

 

Zafascynowała mnie sytuacja, w której się tu znaleźliśmy. Ta niosąca dobrą nowinę filozofia wywołała w nas reakcję negatywną. Zastanawiam się także nad swoją reakcją. Może filozofia Srikumara Rao coś nam zabiera? Uderza w coś, czego chcemy bronić?

 

Po pierwsze, uderza w polskość. Bo polskość to cierpienie. Nie ma czegoś takiego jak Polacy bez cierpienia. Bez niego rozpływamy się i stajemy się jednym z ciężej pracujących i słabiej wykwalifikowanych narodów kombinatu produkcyjnego, jakim jest współczesna Europa. Tym, co nas przenosi w innym wymiar, jest cierpienie. Stąd nasz silny opór.

 

Po drugie, przedstawiciele różnych szkół duchowych tłumaczą nam, że nie chodzi o to, by nie cierpieć, ale by pogodzić się z cierpieniem. To z kolei odbiera nam tożsamość europejską, która jest oparta na niezgodzie, poróżnieniu, konfrontacji z rzeczywistością. Wszelką rzeczywistością - od boskiej do diabelskiej.

 

Nasza kultura jest projektem rewolucyjnym. Pogodzenie się jest podejrzane. Pogodzony nie zmienia świata. Wzorem jest ''człowiek zbuntowany'', żeby zacytować Alberta Camusa.

 

Podejście Srikumara Rao budzi nasz sprzeciw, bo nie chcemy się pogodzić ze światem. Gdybyśmy zrezygnowali z naszej niezgody, to kultura Zachodu przestałaby być sobą.

 

Andrzej Leder - filozof, antropolog, terapeuta psychoanalityczny, autor książek ''Nauka Freuda w epoce Sein und Zeit'' , ''Nieświadomość jako pustka'' i ''Przemiana mitów'' . Komentarz wygłoszony podczas panelu z udziałem prof. Srikumara Rao w Warszawie 31 października.

 

Agnieszka Graff: Chcę zareklamować rozpacz

Profesorze Rao, pana imponujący sukces w Stanach wynika moim zdaniem stąd, że to, co pan mówi, jest bardzo amerykańskie. To sprawne połączenie amerykańskiego etosu pracy nad sobą z elementami New Age. Pana filozofia jest prawdziwa o tyle, o ile jest skuteczna - jak w pragmatyzmie Williama Jamesa. Inny wielki amerykański filozof Ralph Waldo Emerson mówił, tak jak pan, że zło nie istnieje, jest tylko brakiem dobra. Odczytuję więc ten przepis na szczęście jako współczesną wersję czegoś, co w kulturze amerykańskiej istnieje od 200 lat: to etos ciężkiej pracy, autonomii i samopomocy, a do tego cała masa wytrwałości i optymizmu.

Prowadzi pan zajęcia dla ludzi zorientowanych na karierę. Zastanawiam się, na ile lansowane przez pana ''szczęście'' jest celem, a na ile narzędziem wdrapywania się po drabinie awansu. Czy spotkania z panem skłaniają czasem kogoś do rezygnacji z tego, co uważa za wartość? Na przykład z kariery?

Mój osobisty stosunek do tej filozofii jest krytyczny. Irytuje mnie przymus bycia szczęśliwym, ten nieustępliwy pragmatyzm i optymizm. Szczęście stało się dziś obowiązkiem, ludzie smutni czy melancholijni postrzegani są jak nieudacznicy. Tymczasem w życiu jednostki i w życiu zbiorowości dzieją się rzeczy bolesne, przerażające, okropne. I może warto się z nimi zmierzyć inaczej niż przez optymistyczne machnięcie ręką.

Brakuje mi w tym podejściu otwarcia na rozpacz, kiedy bywa bardzo, bardzo źle. I otwarcia na bunt. Bo ta nieustanna afirmacja wyklucza coś, co sobie cenię i w sobie, i w innych - niezgodę na świat, niezgodę na niesprawiedliwość. Ja nie chcę z uśmiechem na ustach wygrywać kolejnych etapów wyścigu, ja się chcę konfrontować z tym, że wokół dzieją się dobre i złe rzeczy.

Pan reklamuje szczęście, więc ja chcę zareklamować rozpacz, ten stan ducha, kiedy wiemy, że jest beznadziejnie a będzie gorzej. Mamy prawo do rozpaczy. Optymizm małych kroków, przekonanie, że nawet jeśli jest źle, to będzie dobrze, a jeśli nie, to i tak lepiej o tym nie myśleć, ma fatalny wpływ na osoby, które naprawdę są w złej sytuacji. Bezpłodna kobieta bezustannie słyszy, że na pewno w końcu jej się uda - to jest dodatkowe źródło cierpienia i alienacji. Także człowiek, który umiera na raka, nie chce słyszeć, że wszystko będzie dobrze.

Dajmy ludziom prawo do pożegnania się z nadzieją. Rozpacz bywa sensowna. Jest przyznaniem, że życie nie jest sprawiedliwe i czasem musimy przegrać. A wtedy potrzebujemy innych ludzi, którzy z nami tę rozpacz podzielą.

* Agnieszka Graff - amerykanistka, feministka, autorka książek ''Świat bez kobiet'' , ''Rykoszetem'' , ''Magma'' , publicystka, członkini zespołu ''Krytyki Politycznej''. Komentarz wygłoszony podczas panelu z udziałem prof. Srikumara Rao w Warszawie 31 października

Czy jestem szczęśliwa/y? Co jest najważniejsze w życiu? Czy warto zadawać sobie takie pytania na co dzień? Jakie jest Twoje pytanie? Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem