Nosisz się z nim, odkładasz, nigdy nie zadasz. Albo na nie czekasz. Masz takie pytanie?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

 

Rys. Jan Kallwejt

Wejdź, czytaj, pytaj! wyborcza.pl/pytaniabeztajemnic

TABU RODZINNE

- Nazywałam się inaczej niż moje młodsze siostry. Nosiłam nazwisko panieńskie mamy. I pierwsze pytanie, które wiązało się z moim ojcem, wynikło ze zwykłej ciekawości dziecka. "Mamo, dlaczego ja się tak nazywam?". Moja matka mi nie odpowiedziała. Powiedziała tylko, że niedługo będę miała zmienione nazwisko.

I nie pamiętam już, jak się dowiedziałam, chyba ja to pytanie zadałam sąsiadce. A sąsiadka była taka, że mi skwapliwie wyjaśniła: "Bo ty masz innego tatusia". Mogłam mieć wtedy sześć czy siedem lat - opowiada 40-letnia Anna.

Nie pamięta, żeby jej świat się w tamtym momencie zawalił. Może nie zabolało bardzo, bo przecież odkąd pamiętała, zawsze miała w domu tatę, dobre dzieciństwo?

Ale taka ciekawość się otworzyła: gdzie tamten "inny" tata jest? Matki o to nie zapytała.

- Znalazłam na strychu walizkę z jej listami z młodości. I jak już umiałam czytać, to chodziłam tam i te listy sobie czytałam bezczelnie. I między innymi były tam listy mojego ojca biologicznego. Chodziłam do tej walizki przez lata, pamiętam, że szło się na strych takim długim korytarzem. I z czasem to wszystko sama ułożyłam sobie w całość.

*** Nie usiądziemy przy stole

Z walizki dowiedziała się, że oboje mieli po dwadzieścia kilka lat, było lato, mama zakochała się, on chyba też, bo przyjeżdżał do niej z odległego miasta. Kiedy okazało się, że mama jest w ciąży, przestał przyjeżdżać.

- Z listów wywnioskowałam, że jego rodzina była przeciwna małżeństwu. Doszło do tego, że on wyparł się wszystkiego i ojcostwo musiało być ustalane sądownie. Być może to był jedyny raz, kiedy on mnie w życiu widział, w tym sądzie - domyśla się Anna.

Domyśla się, bo mamie nie zadała tego pytania. W ogóle jej o ojca nie zapytała.

- Czułam, że nie powinnam. O tym się nie mówiło w domu. Jak się nie mówi, to czujesz, że nie ma sensu pytać. Bo nie chcesz komuś sprawić przykrości? Bo czujesz, że ktoś ma to wciąż niepoukładane? No nie wiem... Ja tego pytania nie zadałam.

Do dziś zastanawia się, czy jej rodzice świadomie zdecydowali, że w domu się o tym nie mówiło. Czy tak po prostu było, bo wtedy - 30 lat temu - życie było bardziej skryte.

Różne oblicza rodziny

 

''Patchwork. Rodzina na wiele sposobów'' - Teraz pary ''wolne od dzieci'' (ang. childfree) stanowią około 25 proc. wszystkich polskich rodzin, kolejne 15 proc. to rodziny niepełne. Do tego mamy singli, homorodziny, rodzinne patchworki, pary mieszkające osobno i inne konfiguracje;

 

''Miałam trzy matki'' - Dlatego zajmuję się terapią rodzin. Rozmowa z terapeutką Yoną Teichman;

 

''Chcemy związku partnerskiego'' - Kocham go, a państwo traktuje mnie, jakby nic nas nie łączyło. Ustawa o związkach jest dla nas bardzo ważna.

Anna: - Ale ja nie mam pretensji do rodziców. Nie wyobrażałam sobie nigdy takiej sceny jak na amerykańskich filmach, że usiądziemy wszyscy przy stole i powiemy, co mamy do siebie, zadamy sobie wszystkie te pytania. I właściwie ja już wszystko wiedziałam z tych listów. Nawet nie wiem, jakie pytanie miałabym mamie zadać...

Jeśli już, to może czy wyszła potem za mąż specjalnie po to, żeby mi zapewnić ojca. Może kiedyś zapytam... Ale właściwie spodziewam się, jaka będzie odpowiedź, więc po co miałabym pytać.

*** Z tej inności czerpię siłę

Biologiczny ojciec przysyłał alimenty, przychodziły awiza, matka trzymała je w portfelu i w walizce też było ich pełno. Wypisane jego ręką.

Anna: - Mój ojciec biologiczny pięknie pisze. Strasznie mi się podobało to pismo. I ja brałam te awiza i nauczyłam się pisać tak jak on. Moja mama, kiedy w końcu udało się nam o tym porozmawiać, powiedziała: "Wiesz, nawet piszesz tak jak on".

Bo w końcu udało im się porozmawiać, jeden raz. Miała wtedy 19 lat, poszła na studia, do stypendium trzeba było załatwić formalności związane z alimentami.

- I wtedy trzeba było już coś powiedzieć, mama próbowała, ale jej się głos łamał... Widać było, że to tak głęboko w niej siedzi. Powiedziałam: "Dobra, mama, ja mam to poukładane, nie musimy o tym mówić". Nie pytałam już o nic. Czasami myślałam sobie o tej sytuacji, ale to nie była jakaś "trauma", poukładałam to sobie, przyklepałam. Wiesz, jakby cię ojciec zostawił, gdy już go znałaś, to byłoby inaczej, ale ja go nigdy nie widziałam. I miałam przecież tatę, który zajmował się mną, jak umiał najlepiej, myślę, że zrobił to rewelacyjnie. Kiedy dojrzewałam, czułam się może w środku trochę inna, ale nie cierpiałam z tego powodu, wydaje mi się nawet, że z tej inności czerpię siłę. Dzisiaj myślę: jest w tym wszystkim jakaś tajemnica życia.

*** Jedź tam, zapukaj

Biologiczny ojciec znał adres Anny, nigdy do niej nie przyjechał. Tylko raz w życiu, gdy wygasł obowiązek alimentacyjny, skierował kilka oficjalnych słów, zaczął od: "Szanowna waćpanno...".

Anna zna jego adres. Nigdy go nie widziała, tylko na jednym zdjęciu z walizki mamy, dwudziestoletniego. Przyjaciółka, gdy poznała jej historię, wykrzyknęła: "Jedź tam, zapukaj, powiedz mu: - Oto jestem!". Ale Anna myśli, że raczej tego nie zrobi, skoro on przez całe życie nie szukał z nią kontaktu.

- Jedyne pytanie, jakie mogłabym dziś mu zadać: czy po prostu nie jest ciekawy? Masz dziecko, nieważne, w jakich okolicznościach, ale to twoje dziecko, krew z krwi, być może palec tak samo unosi jak ty, może ton głosu ma twój, nie mam pojęcia co... I ty nie jesteś ciekawy?

Prawdopodobnie nigdy mu pytania nie zada, ale napisała do jego syna - swojego przyrodniego brata.

Bo jej biologiczny ojciec ma jeszcze trójkę dzieci. Namiar na młodszego brata znalazła na Naszej Klasie. Kiedy zobaczyła jego zdjęcia, nie miała wątpliwości. Jest bardzo do niej podobny.

 

Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta

- Chodziłam z tym dwa lata. Napisać? Zapytać? Może zepsuję coś temu chłopakowi? Ale przecież z drugiej strony jesteśmy już dorośli, ma siostrę, czy nie chciałby o tym wiedzieć? Ktoś mi powiedział: "Musisz zapytać, będziesz się z tym męczyć całe życie, pomyśl sobie!". No dobra... Po dwóch latach wysłałam ten list. I wiesz, ulgę poczułam.

Zapytała w liście, czy wie, że ona istnieje.

I na koniec: "Mam nadzieję, że się odezwiesz i że się spotkamy. Myślisz, że to możliwe?".

Odpisał. Lakonicznie, że nic o tym nie wie, że to jest mało prawdopodobne, poprosił o szczegóły. Wysłała szczegóły. I już nie odpisał.

Anna myśli, że skoro jej zadanie pytania zajęło dwa lata, on też może potrzebować czasu; czeka na odpowiedź.

TABU MAŁŻEŃSKIE

Patrycja, lat 34: - Wiele nas łączy. Kupiliśmy dom, mamy ogród, psa. Trzy lata temu urodziła się nam Karolina.

Nie chcę więcej dzieci. Powiedziałam o tym mężowi. Był zaskoczony, choć sam też długo nie chciał mieć dzieci. Ale powiedział: - OK.

Kocham Karolinę, ale nie mam do niej cierpliwości. On ma do naszego dziecka lepsze podejście.

Niby wszystko jest w porządku. Oboje mamy świetną pracę. Dwa dni temu dostałam podwyżkę, uczciliśmy to. Byliśmy w kinie, potem kochaliśmy się.

Ale widzę, jak mąż czasem na mnie patrzy - z takim zniecierpliwieniem, żalem albo z obojętnością. Może nawet pogardą. To dla mnie nowe doświadczenie. Nie umiem sobie z tym poradzić, ale nie umiem też zapytać: czy jesteś mną rozczarowany?

TABU GEJA

Andrzej, 26 lat: - Przez lata zastanawiałem się: czy rodzice są ze mnie dumni? Nigdy ich o to nie zapytałem. Dopiero kiedy skończyłem studia, zacząłem słyszeć od znajomych: "Widziałem się z twoimi rodzicami, ale oni są z ciebie dumni!".

W głowie kłębią mi się różne pytania, których nie zadaję rodzicom: czy wiedzą, że jestem w związku z chłopakiem? Czy się tego domyślają? Co o mnie sądzą?

Nie pyta, boi się odpowiedzi.

- Może to nie jest jeszcze ten moment... Wcześniej w ogóle nie było to możliwe, bo na studiach byłem od rodziców uzależniony finansowo. Gdyby przestali mi pomagać, pewnie musiałbym zrezygnować. Ale niedawno skończyłem studia, pracuję. Mógłbym im teraz powiedzieć, zapytać... Wolałbym jednak, żeby to oni wyszli z inicjatywą. I może to powoli się staje. Bo nagle Michał, mój partner, zaczął się pojawiać w rozmowach. Mama pyta: "Co u niego słychać? Czy przyjdzie na obiad?".

Rodzice wiedzą, że mieszka z Michałem - ale jego brat miał 30 lat i też wciąż wynajmował mieszkanie z kolegą. Tylko że wokół Andrzeja nigdy żadna dziewczyna się nie kręciła, na wakacje zawsze z chłopakami... Czy możliwe jest, że naprawdę się nie domyślają? Czy po prostu postanowili o tym nie mówić.

Pamięta, że mama kiedyś jakby próbowała go o to zapytać. Ale to było dawno, był jeszcze nastolatkiem. Obraził się. Bo wtedy chyba sam sobie nie chciał tego pytania zadać. A potem już mama tego nie tykała.

Yga Kostrzewa, część I, "Oswajanie lwa"

 

''Pociąg osobowy'' - Piotr Pacewicz rozmawia z Ygą Kostrzewą, działaczką LGBT

- Z ojcem jeździmy na ryby, na basen, do lasu na grzyby, ale nie interesuje się moim życiem osobistym. Nie ogarnia moich znajomych. Zwraca się do mojego Michała: "I co tam u ciebie, Jacku?".

Wie mój brat. Sam się domyślił, ja nie zaprzeczyłem. Nasze relacje się nie zmieniły, są wciąż bardzo dobre. Brat ma moją zgodę, gdyby mama się zapytała, ma jej powiedzieć.

A jeśli rodzice nigdy nie zapytają? Jak długo będzie czekał? Kiedy im powie? Nie jest tak, że budzi się i zasypia z tymi pytaniami - częściej budzi się z pytaniem, czy starczy do pierwszego - ale to ciąży, generuje też napięcia między nim i Michałem.

Zastanawia się na przykład, co zrobić z najbliższymi świętami. Michał chce, żeby spędzili je razem. On nie chce psuć świąt rodzinnych, a dotychczas to oznaczało, że jedzie do rodziców sam. Mógłby powiedzieć sobie, że jest dorosły, nie musi martwić się, co powiedzą mama i tata. Tylko że on ich najzwyczajniej kocha, nie chce stracić. - A jeśli postawią mi ultimatum: "Albo my, albo on"?

TABU WOJENNE

- Miałam dwadzieścia parę lat, dziecko i własny dom. Ojciec przyjechał do nas na wakacje, poszliśmy na spacer i wtedy pierwszy raz zaczęliśmy rozmawiać o wojnie. Wiedziałam, że brał udział w Powstaniu Warszawskim i że po wojnie trafił do oflagu. Tylko tyle. O wojnie i przeszłości ojca w domu się nie rozmawiało - opowiada 60-letnia Marta.

- Wtedy, na spacerze, w wielkiej tajemnicy - to były lata 70. - ojciec powiedział mi, że w czasie wojny był w Kierownictwie Dywersji Komendy Głównej Armii Krajowej. Powiedział, że wydawali wyroki na zdrajców. Spytałam, czy kogoś zabił. Nie odpowiedział. Bałam się pytać dalej. To była pierwsza i ostatnia nasza rozmowa o wojnie.

Wiem tylko, że po wojnie ojciec kilka razy zmieniał adresy, pracę, był warszawiakiem, ale nigdy do Warszawy nie wrócił. Nie wiem, czy nie zmienił nazwiska. Nigdy nie byliśmy na grobie jego krewnych. Nigdy nie poznałam jego rodziców, ciotek, kuzynów, znajomych z Warszawy. Miał tylko jedną siostrę, z którą nie utrzymywał kontaktów. Dlaczego? - Marta zadaje sobie te pytania do dziś.

Ojciec zmarł w 1979 r. Na pogrzeb przyszło z 300 osób. Był niezwykle lubianym człowiekiem, towarzyskim. Ale w domu - wymagający, rygorystyczny. Marta nie mogła zrozumieć: dlaczego w domu był tak inny?

- Był dla mnie obcą osobą. Fajnym ojcem był jedynie, kiedy byłam mała, poświęcał nam wtedy czas, był zabawny. Potem prawie z nami nie rozmawiał. Nigdy nie zapytał: "Jak było w szkole? Z kim się przyjaźnisz?". Bardziej interesowało go, czy mam czyste buty i paznokcie - pamięta.

Może miał już wcześniej dzieci? Zadaje sobie i to pytanie.

- Kiedy byłam nastolatką, w rodzinie doszło do wielkiej awantury - babcia w przypływie złości nazwała moją siostrę bękartem. Przeprosiła, ale ziarno niepokoju zostało zasiane. Włamałyśmy się z siostrami do szuflady z rodzinnymi papierami i odkryłyśmy, że rodzice mają tylko ślub cywilny i że wzięli go, kiedy mieli już dzieci. Mama była panną z dzieckiem! To wtedy było szokujące. Czy zwlekali ze ślubem z powodu akowskiej przeszłości ojca? A może ojciec nie mógł dostać rozwodu? Bo tyle wiem, że mój ojciec miał 40 lat, kiedy założył rodzinę, i był rozwodnikiem. Mama nigdy nie chciała o tym rozmawiać.

Zachowało się zdjęcie, na którym ojciec stoi z małą dziewczynką, trzyma ją za rękę. W domu mówiło się, że to jest jakaś "obca dziewczynka". Kim była? I kim była Lucyna, która kiedyś nas odwiedziła i którą mama odwiedziła w Warszawie? Siostrą ojca, jak wtedy sądziłam, czy może jego byłą żoną? Dlaczego tak mało o swoim ojcu wiem? - pyta. Oboje rodzice już zmarli i nie ma kogo pytać.

 

Zwiastun filmu ''Kanał'' w reż. Andrzeja Wajdy

TABU KSIĘDZA

- Moje pierwsze wakacje po wstąpieniu do seminarium. Przyjechałem do domu. I pamiętam, byłem taki... obrażony na moich bliskich, że oni w ogóle nie pytają, jak mi się tam żyje - opowiada ksiądz Marek, trzydziestolatek.

Do dziś nie pytają.

- Rozmawiałem z mamą przez telefon dwa dni temu. Byłem tego dnia w kiepskim nastroju, to było słychać w moim głosie, ale mama po raz kolejny mnie nie zapytała, po prostu: "Co u ciebie?". Opowiadała o pogodzie. Już od lat rozmawiamy w ten sposób. I po tej ostatniej rozmowie pierwszy raz rzuciłem telefonem.

Dlaczego matka nie pyta? Tego pytania jej nie zadał, nie umiał. Domyśla się odpowiedzi.

- Ktoś niedawno wytłumaczył mi, że może to jest taki strach, bo ja jestem już dla mojej rodziny z innego świata. Ksiądz jest w naszej kulturze ciągle kimś "nadnaturalnym", innym niż my. I jeżeli zacznę dopytywać np., jak on sobie radzi z samotnością, to może odpowiedź rozbije ten obraz księdza, który chciałbym zachować. Ja dla mojej mamy jestem księdzem, a nie Markiem. I mama się chyba boi tego, że idealny Marek kapłan okaże się nagle Markiem, który przeżywa kryzys swojego życia.

Wierni też nie pytają.

- Oczywiście, pytają, co u mnie, ale mam wrażenie, że nie oczekują prawdziwej odpowiedzi. Trochę się ludzie księdza boją. Żeby przypadkiem nie okazało się, że on ich oczekiwań nie spełnia. Chciałbym, by ktoś zapytał: co ksiądz przeżywa? A ja mógłbym szczerze odpowiedzieć.

Nie jest tajemnicą, że my, duchowni, korzystamy z terapii, mamy swoich spowiedników. Ale na takim poziomie po prostu ludzkim chciałbym, żeby ktoś zapytał, jak sobie radzę...

*** Słowa spowiedzi zostają

- Czasami idę na spacer do miejskiego parku bez koloratki i sobie myślę, żeby ktoś podszedł i po prostu zapytał: jak się pan czuje? To śmieszne, nikt obcy mnie nie zaczepi, to się zdarza w filmach.

Co przeżywa? Na przykład to: w niedzielę ten park jest pełen rodzin, ludzie w jego wieku z dziećmi. A do niego właśnie teraz dochodzi, co się stało. Co to naprawdę znaczy, że będzie sam. Wielu mówiło mu, że po kilku latach kapłaństwa taki kryzys przychodzi. Teraz musi sobie to wszystko przerobić na nowo, sam.

Dzwoni telefon księdza Marka. To jego siostra. Z nią rozmawia mu się łatwiej niż z mamą. Siostra potrafi go zapytać: co jesteś taki przybity? - Ale tylko przez telefon. Tak bezpośrednio też jest trudno usiąść i zapytać: jak tobie się żyje? Im bliżej, tym trudniej - mówi ks. Marek.

Ostatnio ktoś właściwie obcy zadał mu jedno z pytań, na które czekał. "Jak ty sobie radzisz z tym, co słyszysz na spowiedzi?".

Mógł odpowiedzieć, że radzi sobie z trudem. Kiedy był klerykiem, myślał, że to będzie inaczej: spowiedź się kończy, Bóg ją zabiera, on idzie dalej... Ale to w nim zostaje.

Portrety księży w reportażach:

 

''Użądlenie szatana. Samobójstwo na plebanii'' - Ksiądz Wojtek był bardzo delikatny, nie umiał znieść tego wstydu ani porozmawiać z innymi duchownymi;

 

''Portfel księdza'' - Jadę na pogrzeb za 200 zł, a na cmentarzu widzę trębacza, trumnę wypasioną i wieniec za 450 zł. No i wkurzam się, bo tylko na księdzu zaoszczędzili. Rozmowa z proboszczem z Łodzi o pieniądzach parafialnych i prywatnych;

 

''Ksiądz, jego zona i reporterka'' - Prosi mnie, żebym w artykule koniecznie napisała, że aż do ślubu cywilnego zachowali z Ewą czystość.

- Często też słyszę od ludzi o problemach, które i ja mam.

Ktoś przyszedł i powiedział, że jego życie małżeńskie jest zrujnowane, nie wie, co robić. Odpowiedział, że jego życie jako księdza też jest zrujnowane, przeżywa trudny moment. To było wbrew sztuce duszpasterskiej, bo przecież powinien głosić Ewangelię i pokazywać ludziom Boga w ich życiu, to jest jego robota. Tamta osoba podziękowała mu za szczerość.

W zeszłym tygodniu zapytał kogoś podczas spowiedzi: "W jakiej jesteś kondycji? Jak się czujesz?". Usłyszał po tamtej stronie westchnienie ulgi. Podobnie było w Wielkim Tygodniu, kiedy zadawał każdemu w czasie spowiedzi tylko jedno pytanie: "Co cię najbardziej boli?". Wielu było zaskoczonych, dopytywali, o co mu chodzi. Potem zaczynali mówić, szczerze do bólu, jakby długo na takie pytanie czekali.

*** Lepiej, żeby ksiądz miał żonę

Nikt z wiernych nie zapytał go nigdy: czy naprawdę wierzysz w Boga? Jak się modlisz? Jak sobie radzisz z życiem podług przykazań? Czy robisz tak, jak nam mówisz? Nie bałby się tych pytań, niech będą początkiem rozmowy.

I nie chodzi o taką rozmowę jak kiedyś na kolędzie. - Małżeństwo, oboje po siedemdziesiątce. I ten pan do mnie, szczeniaka, który od kilku miesięcy jest księdzem, mówi: "Lepiej, żeby ksiądz miał tę żonę jednak! Ten celibat to jest zły dla was!". Mnie wtedy zabrakło słów. To nie było pytanie, ale z buciorami wejście w coś tak intymnego, mój celibat, moją samotność.

On sam chciałby jeszcze zadać ludziom takie pytanie: "Czy to, co mówię na kazaniach, do was trafia?". Dlaczego jeszcze nie zadał? - Nie wiem... - uśmiecha się. - Kto mi szczerze odpowie... Jeden z biskupów powiedział, że im się wyżej jest w Kościele, tym trudniej usłyszeć cokolwiek prawdziwego na temat swojego kazania. My nawet nawzajem, pośród księży, tego sobie nie mówimy.

 

Ksiądz Michał Misiak (z prawej) z Łodzi ze swoimi podopiecznymi podczas jazdy na deskorolce; Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

Czego jeszcze nie mówią sobie wśród księży?

Jeden z wikarych bardzo rzadko pojawia się na wspólnych posiłkach, modlitwach, unika ich towarzystwa. Ktoś powiedział, że trzeba go zapytać, dlaczego. Ktoś inny odparł, że dobry pomysł, tylko czy pytając, masz ochotę usłyszeć odpowiedź i wziąć odpowiedzialność za jego problemy. Nie zapytali.

- Teraz uświadamiam sobie, że działamy trochę jak ta moja rodzina, która się boi pytań. Mijamy się, "cześć, cześć", mieszkamy obok, może mamy te same problemy, ale trudno się spotkać.

Usłyszał kiedyś od jednego z księży: "Czy gdybyśmy nie byli księżmi, to chodzilibyśmy do kościoła co niedzielę i modlili się codziennie?".

Ksiądz Marek: - To są bardzo dobre pytania dla księży, otrzeźwiające.

Jest jeszcze jedno pytanie, które chciałby zadać swojej matce. Sam jest zawiedziony tym, w jaki sposób z nim rozmawia. - Ale może moja mama też jest zawiedziona? Chciałbym ją kiedyś o to zapytać: "Czy zawiodłaś się na swoim synu?"

Jakie najtrudniejsze pytanie usłyszałeś? Jaka historia się z nim wiąże i czy udało ci się znaleźć na nie odpowiedź. Podziel się z nami: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem