Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Jerzy Sosnowski
Ur. w 1962 r. Pisarz i dziennikarz. Z wykształcenia historyk literatury. Opublikował m.in. "Apokryf Agłai", "Linię nocną", "Sen sów".


Osobliwe były reakcje stron sporu, który wybuchł w Kościele katolickim podczas zeszłorocznego synodu o rodzinie: zarówno tradycjonaliści, jak i zwolennicy liberalizacji doktryny zdają się zadowoleni z adhortacji apostolskiej "Amoris laetitia" (Radość miłości). Uldze pierwszych, że Franciszek nie zezwolił rozwodnikom na przystępowanie do komunii, towarzyszy nadzieja drugich, że wypowiedź papieża to "dopiero początek drogi" (tak określił "Amoris laetitia" arcybiskup Berlina Heiner Koch). Być może jeden z najtrafniejszych komentarzy można było znaleźć w "New York Timesie", a mianowicie, że adhortacja próbuje wprowadzić zawieszenie broni między skonfliktowanymi stronami.

CZYTAJ TEŻ: Rewolucyjny przypis papieża w sprawie komunii świętej dla rozwodników



Wszystko po staremu

"Adhortacja" to z punktu widzenia łacińskiego źródłosłowu "zachęta" lub "napomnienie". Dokumenty tego typu podsumowują obrady synodów. Nie są wypowiedziami ex cathedra, które katolik, jeśli chce być dalej katolikiem, ma obowiązek uznać za nieomylne. Mamy tu jednak do czynienia z nauczaniem papieskim, które nie będąc wiążące dla sumienia wierzącego, musi być potraktowane przez niego z uwagą.

Ponieważ w Polsce istnieje tendencja do przeciwstawiania postępowego Franciszka biskupom polskim, którzy są postrzegani jako obrońcy tradycji (co, w zależności od naszych sympatii, bywa zaletą lub wadą) - dobrze jest od razu podkreślić, że adhortacja nie zmienia doktryny. Znajdziemy tu wielokrotne odniesienia do encykliki "Humanae vitae", która wbrew większości teologów podtrzymała zakaz stosowania środków antykoncepcyjnych, potępienie aborcji i eutanazji, pełen rezerwy stosunek do "ideologii gender", rozdzielającej płeć biologiczną od płci kulturowej, a wreszcie, w akapicie 81, znalazło się zdanie: "Dziecko domaga się zrodzenia z tej miłości, a nie w jakiś inny sposób" - które wydaje się zawoalowaną krytyką techniki in vitro. Papież wypowiada się także przeciwko traktowaniu związków homoseksualnych jako małżeństw. Nie formułuje też zasady ogólnej, w myśl której rozwodnicy, po spełnieniu określonych wymogów, mogliby przyjąć komunię. W tym sensie wszystko zostaje po staremu.

A jednak ogólne wrażenie jest wprost przeciwne: że mamy tu do czynienia z jakąś uderzającą nowością.

CZYTAJ TEŻ: Franciszek dał kapłanom jasne zalecenie: koniec z wszelkimi formami pogardy wobec miłości, rodziny, seksualności



Co właściwie mówi Franciszek?

Pierwszym z powodów tego wrażenia nowości są rozmaite niuanse, na które natknąłem się, szukając potwierdzenia tezy o podtrzymaniu przez papieża dotychczasowego nauczania. W sprawie aborcji Franciszek cytuje relację końcową z III Nadzwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów: "Kościół odrzuca ze wszystkich sił działania państwa przymuszające do antykoncepcji, sterylizacji czy wręcz aborcji" (akapit 42). Mowa o przymuszaniu, nie o legalizacji! O samej aborcji mówi z mocą: "nie mogę przemilczeć, że jeśli rodzina jest sanktuarium życia, miejscem, gdzie życie się rodzi i jest otaczane troską, to straszliwą sprzeczność stanowi jej przekształcanie się w miejsce, gdzie życie jest odrzucone i niszczone" (akapit 82). Tylko że ta niezgoda na "mentalność aborcyjną", jak i eutanazję, zostaje zaraz powiązana z inną niezgodą: "Kościół nie tylko czuje naglącą potrzebę potwierdzenia prawa do śmierci naturalnej (...), ale także zdecydowanie odrzuca karę śmierci". Z tą analogią w polskich świątyniach, a zwłaszcza w rodzimej publicystyce katolickiej, spotykamy się niezbyt często.

Nie chcę przez to powiedzieć, że Franciszek, zapytany wprost, powiedziałby coś innego niż to, co głosi także w Polsce Kościół katolicki: że legalizacja aborcji i eutanazji jest nie do przyjęcia. Zwracam tylko uwagę, że w adhortacji expressis verbis o tym nie mówi.

Zasadniczy temat

Papież przede wszystkim dzieli się przemyśleniami na temat sytuacji rodziny we współczesnym świecie. Konfrontuje jeden z najpiękniejszych fragmentów Biblii, "Hymn o miłości" św. Pawła, z doświadczeniami ludzi z różnych kontynentów, także z doświadczeniem uchodźców. Mówi o bezrobociu i ekologii. Cytując biskupów hiszpańskich, zwraca uwagę na zmiany cywilizacyjno-kulturowe, które "nie pozwalają na nieroztropne trwanie form i wzorów z przeszłości" (akapit 32). "Nie ma sensu - dodaje - aby zatrzymywać się na retorycznym oskarżaniu aktualnego zła, jakby to mogło coś zmienić. Niczemu nie służy także próba narzucania norm siłą władzy" (35). Ze zrozumieniem odnosi się do feminizmu:

"Niektórzy twierdzą, że wiele problemów aktualnych ma miejsce na skutek emancypacji kobiet. Ale argument ten nie jest słuszny, to fałsz, nieprawda, jest to forma seksizmu . (...) O ile pojawiają się formy feminizmu, których nie możemy uznać za właściwe, to podziwiamy również dzieło Ducha Świętego w bardziej wyraźnym uznaniu godności kobiet i ich praw" (54).

Odnosi się także do kryzysu męskości, podkreślając, że udział mężczyzny w pracach domowych nie jest niczym uwłaczającym. Rozwija myśl, której jednym z najważniejszych zwiastunów była przed laty książka Karola Wojtyły "Miłość i odpowiedzialność": "żadną miarą nie możemy rozumieć erotycznego wymiaru miłości jako dozwolonego zła lub jako ciężaru, który trzeba tolerować dla dobra rodziny, ale jako dar Boga, który upiększa spotkanie małżonków" (152). Dostrzega skutki przedłużenia się średniego życia człowieka w wielu krajach: "mamy do czynienia z czymś, co nie było powszechne w przeszłości: relacja intymna i wzajemna przynależność muszą być zachowywane przez cztery, pięć lub sześć dekad" (163), i stara się dostrzec pozytywy tego nowego wyzwania. Mnie zachwyciło wykorzystanie pojęcia "negocjacji" do opisu tego, co dzieje się między małżonkami.

Franciszek sięga po taniec jako metaforę życia w małżeństwie, a rodziny zachęca: "Kiedy potrafimy świętować, to ta zdolność odnawia energię miłości" (226). Wdowom i wdowcom przypomina zaś, że każda żałoba powinna mieć swój kres, gdyż inaczej "oznacza to trwanie w przywiązaniu do pewnej przeszłości, która już nie istnieje, a nie miłości realnej osoby, która jest teraz po tamtej stronie" (255).

Ten realistyczny obraz codziennego życia rodziny z jej autentycznymi troskami i radościami wydaje mi się w niemałym stopniu odpowiadać za wrażenie, że adhortacja zawiera coś, o czym w kościołach słyszymy zbyt rzadko.

Najważniejsze słowo

Ale w "Amoris laetitia" uderza coś jeszcze. Już w pierwszym rozdziale Franciszek wprowadza pojęcie, które powraca wiele razy: "Na horyzoncie miłości, centralnej dla chrześcijańskiego doświadczenia małżeństwa i rodziny, wyróżnia się również inna cnota, często zapominana w obecnych czasach relacji burzliwych i płytkich: czułość" (28). Ta czułość jest konsekwentnie przeciwstawiana "zimnej doktrynie". To właśnie w tym kontekście padają szokujące uwagi o tym, że ze słusznych obiektywnie norm nie wolno czynić kamieni, którymi rzuca się w innych. Zamiast tego należy naśladować Jezusa, który "proponując wymagający ideał, jednocześnie nigdy nie stracił współczującej bliskości wobec osób słabych" (38).

Zasadniczym przesłaniem Ewangelii jest miłosierdzie, bez którego katolickie nauczanie o rodzinie stałoby się "jedynie obroną jakiejś zimnej i nieżyciowej doktryny" (59). Wyraźna jest tutaj inspiracja myślą o stopniowalności cnót: na to człowiekowi dany jest czas, aby rozwijał się i poprawiał, zmierzając do ideału, lecz ten osiągalny jest w gruncie rzeczy dopiero w wieczności. Każde osądzanie bliźniego jest zatem przedwczesne, a przy tym nie respektuje autonomii ludzkiego sumienia. "Jesteśmy powołani do kształtowania sumień - pisze mocno Franciszek - nie zaś domagania się, by je zastępować" (37). Należy zobaczyć życie jako proces, często pełen sytuacji dość skomplikowanych, by opracowanie katalogu właściwych rozwiązań było marzeniem nieroztropnym. Właśnie dlatego "nie należy oczekiwać od Synodu ani też od tej adhortacji nowych norm ogólnych typu kanonicznego, które można by stosować do wszystkich przypadków. Możliwa jest tylko nowa zachęta do odpowiedzialnego rozeznania osobistego i duszpasterskiego indywidualnych przypadków" (300).

Ostatecznie, podsumowując najgłośniejszy medialnie wątek dyskusji na temat komunii dla rozwodników, stwierdza papież: "nie mamy prostych odpowiedzi" (298), dodając tylko: "ludzkie sumienie powinno być lepiej włączone do praktyki Kościoła w niektórych sytuacjach, które obiektywnie odbiegają od naszego rozumienia małżeństwa" (303). A my będziemy się teraz w Kościele spierali, co to w praktyce oznacza. Ponieważ sumienie sumieniem, ale zawsze czujemy się bezpieczniej, kiedy w taki czy inny sposób zostanie sformułowany jakiś przepis...

Zmiana akcentów

Adhortacja jest zatem taka jak papież Franciszek: stroniąca od rozwiązań systemowych, rozumiejąca sprawiedliwość w kontekście miłosierdzia (a nie odwrotnie), szanująca autonomię ludzkiego sumienia, pozbawiona jeremiad na temat współczesnego świata (w "Amoris laetitia" znalazło się nawet miejsce na życzliwą wzmiankę o... walentynkach, które należałoby wykorzystać w duszpasterstwie, zamiast się na nie oburzać). Najmocniejszym odejściem od tradycji wydała mi się w tym wszystkim teza, na którą w komentarzach nie zwrócono chyba uwagi. Chodzi o radykalne zerwanie ze spopularyzowanym w średniowieczu przekonaniem, że dziewictwo jest wyborem lepszym niż małżeństwo. Słowa świętego Pawła na ten temat radzi papież rozumieć w kontekście nieuzasadnionego, jak się okazało, oczekiwania na rychły koniec świata. "Właściwsze wydaje się ukazanie, że różne stany życia wzajemnie się dopełniają" (159) - pisze Franciszek. Ale od pierwszych zdań tekstu, gdy czyni rodzinę figurą Trójcy Świętej, aż po gorzkie słowa, że "kapłanom często brakuje odpowiedniej formacji, aby podjąć złożone dzisiejsze problemy rodzin. W tym sensie może być także pożyteczne doświadczenie wschodniej tradycji księży żonatych" - papież kwestionuje popularne przeświadczenie, że duchowni z racji swej bezżenności są bliżej ideału niż małżonkowie.

To znak, że chrześcijaństwo, do którego wiedzie Franciszek, jest naprawdę (jak pisał kiedyś ks. prof. Tischner) dopiero przed nami. Tylko jak daleko zdąży nas tą drogą poprowadzić obecny papież, skoro wspomniał już w zeszłym roku o swojej rezygnacji?

Wideo "Magazynu Świątecznego" to coś więcej - więcej wyjątkowych tematów, niezwykłych ludzi, najważniejszych wydarzeń, ciekawych komentarzy i smacznych wątków. Co weekend poznasz ciekawy przepis, zasłuchasz się w interpretacji wiersza i przyznasz, że jest cudem, dowiesz się, co w trawie piszczy - w polityce, kulturze, nauce.





W Magazynie Świątecznym:

Jo Nesbo: Bez przemocy byłoby trochę nudno
Zacząłem pisać książki, tak jak grać w piłkę nożną - bo miałem na to ochotę. Z Jo Nesbo rozmawia Katarzyna Bielas

Umberto Eco: O pożytkach z oglądania się za dziewczynami
Życie jest jak film z mojej młodości: wchodzimy, kiedy wiele rzeczy już się stało, i trzeba poznać to, co zdarzyło się przed naszym narodzeniem. Ale dziś, kiedy idziesz do kina, od razu ktoś bierze cię za rękę i mówi, co dzieje się na ekranie

Richard Flanagan: Uchodźcy z Syrii. Byliśmy błogosławieni
Elias, operator kamery, przestaje filmować. Robi łódkę z papieru dla małego Eida. - Popłyńmy nią do Niemiec - mówi Samir. Namiot przecieka, śnieżyca się wzmaga. Zostawiamy ich własnemu losowi, z ulgą wychodzimy w rozdeptane błoto na zewnątrz

Paulina Wilk: Dorosłe dzieci mają żal
Transformacja, arogancja władzy, wojny za progiem - to nie tłumaczy, dlaczego kulimy się w kącie z wyszczerzonymi zębami. Pora sięgnąć do książek zepchniętych na pobocze, bo zawalały autostradę do nieba

Jerzy Sosnowski: Doktryna i czułość
Ze słusznych obiektywnie norm nie wolno czynić kamieni, którymi rzuca się w innych

Horyzont. Andrzej Stasiuk
Co z ciebie za Polak, jak cię na rzyganie bierze, Andriusza? Toż to twój naród, a ty krew z ich krwi oraz kość z ich kości. Umarli, żebyś żyć mógł i bąki zbijać

Ignacy Karpowicz: Wielki Jork, małe życie
Nasze życie zawsze pozostanie małym i choćbyśmy sukcesami wspięli się ponad nasz początek - zawsze istnieć będzie coś większego. Tego nas uczy Nowy Jork

Jak oni piszą
Joanna Bator łapie zahaczki, Janusz L. Wiśniewski buduje wątki na basenie, Katarzyna Bonda marznie, Rafał Kosik ustawia czarny ekran i zielone litery

Diane Ducret: Praca, aborcja, ojczyzna!
Mężczyźni z rządowych ław nie potrafią poradzić sobie z bezrobociem, kryzysem i terroryzmem, więc chcą pokazać, że panują nad czymś najpotężniejszym: nad życiem



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.