Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Siergieja Kaledina, znajomego pisarza i moskwianina, u schyłku lata ogarnęła nostalgia. Pora się rozstać z daczą pod Zwienigorodem. A w mieście nie ma gdzie pobiegać, zimą na narty nie pójdziesz.

To mu powiedziałem, że mazać się nie ma czego, bo coraz bardziej europejska Moskwa oko cieszy. Dwa kroki od niego jest park Sokolniki, a i do Carycyna, z pietyzmem podniesionego z ruin, w które obrócili siedzibę Katarzyny Wielkiej bolszewicy, też niedaleko.

Nie wierzył, że zapuszczone parki w jego rodzinnym mieście mogły się tak odmienić przez jedno lato. Ale pojechał.

- Tam tańczą! Przychodzą emeryci, mają instruktorów tanga i godzinami tańczą - zachwycił się Sokolnikami. - Za darmo, wszystko za darmo. Jest świetne wi-fi. Zimą będzie trasa do biegania na nartach.

Koniec ery szoferaków

W Moskwie nie mam auta. Nigdy nie chciałem mieć, bo po co? Żeby stać w niekończących się korkach, awanturować się z innymi kierowcami, którzy w złości za pistolety czasem chwytają? Metro jest tu genialnie sprawne i bardzo je lubię.

Od czasów radzieckich tak się złożyło, że ten, kto za "barankoj", czyli kierownicą, czuł się paniskiem, przed którym piesi zmykają, bo taki ich psi obowiązek, pokornie pozwalają się obryzgiwać strugami błota. Wzięło się to pewnie od szoferaków, którzy wożąc po ZSRR różnych partyjniaków, też czuli się ważni.

W każdym razie jeszcze do niedawna na ulicach królowało tu nieopisane chamstwo i trzeba było bardzo uważać, żeby ujść z jezdni z życiem. Dziś Polak za kierownicą jest w porównaniu z Rosjaninem chamem.

W Moskwie - nie wiem czemu - raptem coś się zmieniło. Samochody grzecznie zatrzymują się przed zebrami.

Europa zazdrości

Każdy naczelnik rosyjskiego miasta, zaczynając rządy, obiecuje poddanym "gorod-sad", czyli miasto ogród. Kiedy kończy, zazwyczaj mówi się, że udał mu się "gorod-ad", czyli miasto piekło.

Przy Juriju Łużkowie, który przestał merować Moskwie całkiem niedawno, dobitnym potwierdzeniem tej reguły były stołeczne parki.

Mieszkałem obok Parku Kultury i Wypoczynku im. Maksima Gorkiego (znanego z filmu "Gorki Park"). Stale unosił się tam dym z przypalanych szaszłyków, tłumy pijanych doprawiały się sprzedawanym wszędzie piwem. Rozgrzane alkoholem i emocjami dziewuchy piszczały wniebogłosy na przywiezionych z niemieckich złomowisk rollercoasterach. Wypoczynek wątpliwy. Kultury zero.

W święta szczególne, jak Dzień Komandosa czy Pogranicznika, rządzili tu chłopcy odziani w amarantowe lub zielone berety i pasiaste wojskowe podkoszulki. Nurkowali w fontannach, rozbijali o swoje głowy butelki po wódce i wypatrywali, komu by tu w mordę dać.

Słowem, w moskiewskich parkach przytulnie było jak na polu minowym, a i za sam wstęp trzeba było zapłacić, i to solidnie.

Długo omijałem park Gorkiego szerokim łukiem. Zupełnie przypadkiem wpadłem tu u schyłku lata 2012. I oniemiałem. Cud. Wcale nie mniemany.

Rollercoastery nie hałasują na całe miasto, bo znikły. Spalonym nieświeżym mięsem nie śmierdzi, piwa nie sprzedają. Za to można wynająć rower i śmigać po oczyszczonych z kramów alejkach.

Publiczność też odmieniona, nie szaszłykożerna i piwopijna. Kiedy pogoda sprzyja, niedbale rozwala się na dmuchanych leżakach rozrzuconych na starannie przystrzyżonych trawnikach. Byczy się tak z książkami, tabletami, bo bezpłatne wi-fi w całym parku działa znakomicie.

Na estradach grają, i to nie żadne disco-russo. Posłuchać można wykładów, nauczyć się origami czy wykuć gwóźdź. Nawet nie Europa. Europa zazdrości.

Inne parki przeszły podobną metamorfozę. Są wzorowo uporządkowane, bezpieczne, wszędzie działa bezpłatny internet. Przez całe lato wszystkie te parki były sceną przeglądu Najlepsze Miasto Świata - ponad 70 festiwali, konkursów, wystaw.

A na początku września były oszałamiające Dni Moskwy. Nie tylko w parkach, bo w salon sztuk wszelakich, księgarnie, galerie zamieniło się też całe dziewięciokilometrowe Bulwarowe Kolco. Przez trzy dni przewinęły się tu 3 mln ludzi. To był kulturalny miejski car-festiwal, w żadnym wypadku tani jarmark.

Cały reportaż Wacława Radziwinowicza w bożonarodzeniowym wydaniu ''Magazynu Świątecznego''. Już w sobotę w kioskach i na wyborcza.pl/magazyn

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.