Tak dzi cicho o poranku. Nie strzelaj. A trudno uwierzy, 瞠 pier軼ie okr捫enia zosta domkni皻y. S這鎍e wstaje zza czarnych chmur z opon podpalonych na barykadach. Dymu z wraku helikoptera, kt鏎y spad wczoraj, ju nie wida. Z balkonu Andrieja zdawa這 si, 瞠 daleko, na horyzoncie, ale huk by taki, jakby wszyscy w S這wia雟ku strzelali naraz. Z 堯瞠k zerwa這 nas na r闚ne nogi.

A mo瞠 rzeczywi軼ie strzela wtedy, kto m鏬? Ciemne jeszcze niebo ci窸y pociski smugowe.
Pozosta這 97% tekstu
Twoja przegl康arka nie ma w陰czonej obs逝gi JavaScript

Wypr鏏uj prenumerat cyfrow Wyborczej

Pe軟e korzystanie z serwisu wymaga w陰czonego w Twojej przegl康arce JavaScript oraz innych technologii s逝膨cych do mierzenia liczby przeczytanych artyku堯w.
Mo瞠sz w陰czy akceptacj skrypt闚 w ustawieniach Twojej przegl康arki.
Sprawd regulamin i polityk prywatno軼i.