Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Fot. ŁUKASZ GIZAW okolicach czerwca osiemdziesiątego dziewiątego roku usłyszałem w radiu zdanie: ''za cenę wolności Polacy mogą jeść tylko suchy chleb''.

Miałem wtedy dziesięć lat i poważnie się zaniepokoiłem. Po pierwsze, w moim krótkim życiu spędzonym w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej nie zdarzało mi się jeść wyłącznie suchego chleba. Po drugie, suchy chleb kojarzył mi się raczej z więzieniem, nie z wolnością. No i w końcu po trzecie - czy ten miły pan z radia pytał mnie, co ja "za cenę wolności" będę jadł? No bo czy wolność nie dotyczy też jedzenia?

Kilka miesięcy później w Gdańsku wybuchła fala strajków. Płonęły opony. Nie tylko ja byłem zaniepokojony.

W ogóle przy okazji rozmaitych rewolucji, czy to aksamitnych, czy prawdziwie rewolucyjnie krwawych, mówi się o chlebie. Maria Antonina w nieprawdziwej, niestety, ale ulubionej przez rewolucjonistów anegdocie radzi biednym, żeby jedli ciastka, jeżeli nie mają chleba. Źródła twierdzą, że nie mówiła o ciastkach, tylko o bułkach, które francuscy piekarze mieli obowiązek rozdawać za darmo, jeśli w piekarni zabraknie chleba.

Tak czy siak - gdybym jako dziesięciolatek ''made in PRL'' usłyszał Marię Antoninę, to jednak wolałbym ciastka od suchego chleba. Podobnie przy okazji dyskusji o ostatnich 25 latach zamiast o wolności wolałbym usłyszeć o równości, a nawet - rety! - o braterstwie. No ale w wolnej Polsce jakoś o równości wiele się nie mówi. Może dlatego że równość źle się kojarzy? Patrzymy na nią jak na niezrealizowane hasło poprzedniego niewolącego reżimu. A poza tym według tuzów ekonomii równość wolności szkodzi. Zwłaszcza tej gospodarczej.

***

Czy nie byłoby przyjemniej - i, bo ja wiem, bardziej epicko? - pisać dzisiaj o 25 latach równości zamiast o 25 latach wolności? Bycie równym wydaje mi się ciekawsze od bycia wolnym. A przede wszystkim bardziej adekwatne, jeżeli chodzi o społeczne aspiracje i o kondycję wolnej Polski.

Bo od czego jesteśmy wolni?

Może od polskiego przemysłu, który dla wielu był tzw. niechcianym reliktem PRL? Profesor Witold Kieżun, którego ciężko posądzić o sentyment do Polski Ludowej, opowiadając w jednym z wywiadów o polskiej prywatyzacji, przytacza dane, według których w 1989 roku Polska była na 12. miejscu na świecie jeżeli chodzi o produkcję. Nie zamożność, ale produkcję. Wyobrażacie sobie państwo?

A może wolni jesteśmy od zabetonowanej sceny politycznej, na której od lat widzimy te same twarze?

Może od doktrynalnych poglądów ekonomicznych? Na przykład wyczytanych w latach 80. z podręczników szkoły chicagowskiej?

Może od ekonomicznych mędrków, którzy karmią ludzi pracy tymi samymi szlagwortami o zbyt dużej obecności państwa w gospodarce?

A może jesteśmy wolni od skandalicznie niskiego poziomu mediów publicznych? I w ogóle od oderwanych od rzeczywistości mediów, które wytworzyły sobie fałszywy obraz widza i liczą tą fałszywą miarą oglądalność?

Na pewno wolni jesteśmy od wpływu na kształt państwa, w którym żyjemy. Przez 25 lat skutecznie uwolniono nas też od bezpieczeństwa socjalnego. A konieczność emigracji w celach zarobkowych nazwano wolnością wyboru. Bo wreszcie wszyscy mają paszporty i mogą wyjeżdżać, gdzie im się żywnie podoba.

Czy jest za czym tęsknić?: ''La belle PRL?''


''Patologia transformacji'' - krytycznym okiem na rok 1989

***

Ktoś może oczywiście powiedzieć, że problemy, o których piszę, nie są polską specyfiką, ale ogólnoeuropejską. Myślę jednak, że dopóki cały czas będziemy, mówiąc o dzisiejszej Polsce, przykładać do niej miarę z dzisiejszych oficjalnych narracji o Polsce Ludowej, która w debacie publicznej jest przedstawiana albo jako czarny niewolniczy Mordor, albo jako film Barei, nie pójdziemy dalej. Obowiązująca wizja PRL knebluje usta krytykom obecnego systemu. Przecież było gorzej, a na półkach - tylko ocet.

Strażnikami takiej opowieści o PRL-u są ówcześni opozycjoniści. Wtedy rozgorączkowani, ideowi działacze, dziś ludzie butni, pewni siebie i swoich racji. Rozmawiałem z nimi i wiem, jak nieprzejednanie bronią swoich wyborów.

Jak słusznie zauważył kiedyś Władysław Frasyniuk, opozycjoniści byli mniejszością - jakieś 3 do 5 procent społeczeństwa. Nie dziwię się ich obecnej postawie. Broniąc obecnego kształtu III RP, bronią przecież siebie. Swoich życiorysów, swoich biografii, swojej niepewności, ryzyka. A przede wszystkim - celowości podjętych wtedy działań. Aspekt psychologiczny jest w tej opowieści nie do przecenienia. Jestem przekonany, że debata o współczesnej Polsce nie opiera się na racjonalnych argumentach, tylko na emocjach opozycjonistów.

***

Hasło "wolność" jest dla byłych opozycjonistów wygodne, ale kojarzy mi się ze złą stroną polskiego romantyzmu. No i jest zbyt łatwym retorycznym chwytem, kiedy mowa o polskiej transformacji.

To hasło, za którym stoi niewiele więcej niż przyjęta jako pewnik najbardziej prymitywna wersja kapitalizmu.

***

A co z wolnością od opresji? Też różnie. Nowy system polityczny dla jednych był mniej opresyjny, dla drugich bardziej, a jedni strażnicy zamienili się miejscami z innymi.

Dość powiedzieć, że w fascynującej książce Grzegorza Chlasty ''Czterech'', zbiorze opowieści ludzi, którzy budowali służby specjalne wolnej Polski, jedna z osób odpowiedzialnych za ich kształt z rozbrajającą szczerością opowiada o inwigilacji związków zawodowych w okolicach 1992 roku. Wyjaśnia to interesem narodowym.

Byli opozycjoniści tłumaczą się gładko z walki ze związkami, które doprowadziły ich do władzy i do obecnych wygód. W opowieści Chlasty nie są złymi esbekami, wilczurami systemu. Są racjonalnymi służbistami, funkcjonariuszami III RP, którzy bronili porządku.

Może przy okazji wzruszeń związanych z wolnością zacznie się - jak, nie mam pojęcia - rozmowa o moim kraju, która będzie dotyczyła większej grupy Polaków niż tamte 5 procent społeczeństwa.

PS. Miałem wytypować trzy osoby ostatniego 25-lecia. Trzy autorytety. Chyba nie jestem w stanie. Jeżeli ktoś mi przychodzi do głowy, to my - ludzie starający się godnie żyć w tym państwie. Płacący podatki, wychowujący dzieci, starający się kochać, pracować pomimo - a może i obok - tej mainstreamowej wolności.

*Paweł Demirski - dramatopisarz, pracuje na ogół w duecie z reżyserką Moniką Strzępką, dziennikarz, członek zespołu ''Krytyki Politycznej''

Paweł Demirski opowiada, jak wygląda nasza wolność: ''Łatamy dziury zjawiskami nadprzyrodzonymi''


Jak wyszło? Piotr Ikonowicz spiera się z Waldemarem Kuczyńskim

Dyskusja o 25-letniej Polsce

Przy okazji plebiscytu chcemy podyskutować z czytelnikami "Gazety Wyborczej" o tym, co nam się udało wspólnie zrobić w ostatnim dwudziestopięcioleciu. Jak doceniliśmy i wykorzystaliśmy naszą wolność? Co jeszcze powinniśmy zrobić, żeby nam wszystkim było z tą wolnością lepiej?

Czytajcie nas na wyborcza.pl/ludziewolnosci

Zapraszamy na fanpage plebiscytu na Facebooku!

Akcję prowadzimy wspólnie z TVN

Czytaj codziennie w "Gazecie Wyborczej". Pisz do nas: ludziewolnosci@wyborcza.pl



Fot. Gazeta Wyborcza / TVN



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.