Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Agnieszka Kublik: "Zanim zdradzono prezydenta w Smoleńsku, najpierw zdradzono go w Polsce" - z takim hasłem pod zdjęciem prezydenta Lecha Kaczyńskiego szli przed rokiem 11 listopada manifestować swoją miłość do ojczyzny ci, którzy nazywają siebie patriotami.

Prof. Krystyna Skarżyńska: Ten cytat to przykład wykorzystania dwóch znanych psychologom zjawisk: monopolizacji patriotyzmu oraz moralizacji konfliktu, czyli nadawania wartości moralnej tylko jednej stronie sporu, a deprecjacji moralnej adwersarzy. Jednocześnie jest tu odwołanie się do bycia ofiarą zdrady, od dawna zamierzonej i planowanej. Czyli przekonanie, że żyjemy w oblężonej twierdzy, mieliśmy i mamy wrogów, będziemy ich mieć, bo my jesteśmy nieskazitelni, szlachetni, najlepsi, a tego oni nie mogą znieść.

Z badań pani i pani zespołu nad postawami Polaków wynika, że w dzisiejszej Polsce funkcjonują dwa rodzaje patriotyzmów obok siebie, a może i przeciwko sobie: pragmatyczny i narcystyczny.

- Rzeczywiście są różne podstawy przywiązania i więzi do własnego kraju i oparte na nich rozmaite patriotyzmy. Jedni patrioci cieszą się, że mogą być dumni ze swoich dawnych bohaterów, trwania w miłości do Boga i Ojczyzny. Drudzy mówią: bohaterowie są istotni, dobrze, że ich mamy, ale musimy dzieci nakarmić, mieć wizję lepszej przyszłości dla nich, chcemy mieć dobrą opiekę zdrowotną, dobre szkoły, przyjazne relacje z sąsiadami - z Niemcami, z Rosjanami.

Patriotyzm symboliczny jest dziś łatwiejszy, w zasadzie niewiele trzeba robić, żeby go realizować. Wystarczy sentyment, pamięć o narodowych pomnikach, sympatia do smaku i zapachu polskich poziomek. Patriotyzm racjonalny wymaga nie tylko odczuwania, ale działania, by polepszyć funkcjonowania instytucji.

Te dwie odmienne podstawy patriotyzmu to nie jest polska specjalność, one występują wszędzie tam, gdzie je badano: w Ameryce, Europie, Izraelu. U nas przez długie lata silniejszy był patriotyzm symboliczny, ale ostatnio widać, że wyrównują się postawy symboliczne i racjonalne. Przybywa patriotów racjonalnych. W 2012 r. w moich badaniach po raz pierwszy w Polsce wśród młodych dominujący jest patriotyzm racjonalny.

Zaskakujące. Patrząc na to, jak od kilku lat wyglądają obchody 11 Listopada, można odnieść wrażenie, że silniejszy wśród młodych jest patriotyzm symboliczny.

- Bo jest bardziej widowiskowy, bardziej publicznie się dzieje. Jego istotą jest to, że ludzie razem go przeżywają i wyrażają w obecności innych. To bycie razem z innymi, wspólnie śpiewane pieśni i czuwanie przy grobach bohaterów ma dla nich wartość. Dowodzi, że mają rację, bo inni też robią i myślą podobnie. Wspólnie - i bez słów - ustalają, kto jest nasz, a kto wróg; kogo przyjąć oklaskami, kogo wybuczeć, wygwizdać, popchnąć. To wspólne przeżywanie emocji dla patriotów symbolicznych staje się tradycją rodzinną, rodzice uczą tego swoje dzieci, dziadkowie - wnuków.

A patriotyzm pragmatyczny jest mniej publiczny, jest raczej lokalny, bo lokalnie się różne rzeczy załatwia: szkoły, przedszkola, wywożenie śmieci.

Patriotyzm symboliczny cechują pewne atrybuty, które mogą spowodować negatywne konsekwencje dla społeczności. Przede wszystkim jest on zamknięty dla inaczej myślących, ceniących inne symbole czy innych bohaterów; wyklucza więc innych z narodowej wspólnoty. Ponadto nie jest oparty na rzetelnej wiedzy historycznej, jego podstawą jest sentyment oparty często na mitach, wierzeniach. Symbolicznymi patriotami kierują emocje i wiara, a nie wiedza i realistyczne cele.

Wiara w co?

- W nadzwyczajne zasługi własnego kraju czy narodu oraz - w przypadku Polski - wiązanie tych zasług z nadzwyczajnymi cierpieniami. Polski patriota symboliczny jest silnie przekonany, że żaden naród nie był nigdy skrzywdzony tak bardzo jak my. Jego zdaniem historia nauczyła nas, że musimy być podejrzliwi wobec zamiarów innych narodów wobec nas. Nasze istnienie zarówno jako narodu, jak i jednostek jest nieustannie zagrożone.

W 2009 r., czyli jeszcze przed katastrofą smoleńską, w badaniach Michała Bilewicza, Mirosława Kofty i Adriana Wójcika z Uniwersytetu Warszawskiego, zadano pytanie: "Czy naród polski był częściej krzywdzony w swoich dziejach niż inne narody?". Aż 52 proc. Polaków odpowiedziało, że tak.

Miłość ojczyzny według dzieci: ''Patriotyzm. Obciachu nie ma''; ''Z memuarów polonistki: polscy uczniowie wyznają krwawy patriotyzm''


prof. Andrzej Nowak zastanawia się, jak przekonać młodzież do patriotyzmu

I to jest właśnie tzw. narcyzm narodowy.

- Zaraz do tego dojdziemy. Już od czasów psychoanalizy mówiło się o narcyzmie jako specyficznej formie koncentracji na "ja" i na przesadnie pozytywnym, choć niestabilnym, własnym wizerunku. Pojęcie "narcyzm grupowy" lub "kolektywny" zostało wprowadzone do psychologii kilka lat temu i jest analogiczne do pojęcia "narcyzmu indywidualnego". To przesadne emocjonalne inwestowanie w wielkość własnej grupy, w pozytywny wizerunek własnej grupy i jednoczesne przesadne oglądanie się na ocenę z zewnątrz. To ciągłe szukanie lustra, w którym widzimy się jako wspaniali i niezwykli. I złość, gdy takiego potwierdzenia się nie dostaje od innych.

Jeżeli myślimy, że jesteśmy nadzwyczajni jako Polacy i nigdy żeśmy nie grzeszyli, tylko zbawialiśmy wszystkich wkoło, to trudno jest znaleźć zewnętrzne potwierdzenie: tak, wy jesteście wyłącznie bohaterskimi aniołami. Zawsze znajdą się krytycy, którzy wytkną nam jakieś niedoskonałości. Tę krytykę trzeba uprzedzić, bo jest groźna. Trzeba nie szczędzić wysiłku i ofiar, aby tych psujących nasz pozytywny wizerunek osłabić, nie dopuścić, by nas atakowali i w końcu zniszczyli. Tak więc z "narcyzmem kolektywnym" nieodłącznie związana jest gotowość do wrogości - bo rozdęte grupowe ego może być niedocenione, zaatakowane. Trzeba być czujnym i walczyć z wrogiem. Dlatego wiążę narcyzm z martyrologią.

Pierwsi wpadli na ten związek badacze, którzy badali społeczeństwa będące w ostrym, przewlekłym konflikcie międzygrupowym. Znaleźli taki rys mentalności we współczesnym społeczeństwie izraelskim, zarówno wśród Żydów, jak i Palestyńczyków. Każda ze stron konfliktu sądzi, że wyjątkowo w nim ucierpiała, ma nadzwyczajne zasługi moralne, jest ofiarą, tkwi w ciągłym zagrożeniu i opresji, dlatego więcej jej wolno.

W Polsce te zjawiska badamy systematycznie od 2011 r. W pierwszym badaniu zobaczyliśmy silny związek grupowego narcyzmu z symbolicznym patriotyzmem, a nie z tym racjonalnym. I z niskim zaufaniem do ludzi w ogóle, czyli z podejrzliwością wobec innych oraz brakiem przyjaciół. Nazwaliśmy to "deficytem kapitału społecznego".

Znaleźliśmy także związki między martyrologicznym narcyzmem a roszczeniowością. Na przykład, osoby, które akceptowały narcystyczne przywiązanie do Polski i przekonania martyrologiczne, uważały, że polska prezydencja w Unii Europejskiej przede wszystkim powinna zadbać o nasze sprawy, a nie o europejskie, czyli wspólne. W innych badaniach - z Adrianem Wójcikiem - pokazaliśmy, że ten sposób przywiązania do Polski i polskości wiąże się ze słabszą tendencją do wypłacania Żydom odszkodowań za utracone mienie i jednoczesnym faworyzowaniu Polaków w podobnych sytuacjach, a także z odrzucaniem winy kolektywnej za krzywdy wyrządzone przez Polaków innym narodom.

I wreszcie okazało się, że patriotyzm martyrologiczno-symboliczny wiąże się z wyraźną niechęcią do obcych, silną ksenofobią, czyli np. lękiem przed imigrantami. Ci, którzy uważają, że jesteśmy wspaniałym i szczególnie cierpiącym narodem, twierdzą, że tutaj żadni obcy nie są nam potrzebni. Bo nie tylko niosą spustoszenie kulturowe, ale także zabierają nam pracę, zmieniają obyczaje, zwiększają przestępczość i tak dalej.

A ci, co 11 listopada, w Święto Niepodległości, idą pod hasłem "Polska nie jest wolna", a pod Pałacem Prezydenckim w kolejne miesięcznice katastrofy smoleńskiej śpiewają: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie"? To patrioci symboliczni?

- To jest doskonały przykład na połączenie narcyzmu narodowego z narcyzmem martyrologicznym. Patriota to ten, który cierpi, jest skrzywdzony przez wrogów wewnętrznych i zewnętrznych i musi być wiecznie w pogotowiu, bo tylko czyhają, żeby go zabić lub przynajmniej skrzywdzić.

Widzę tu sporą niekonsekwencję. Jak to jest, że Polska jest i wielka, i wspaniała, a jednocześnie ciągle zniewolona? Nie mamy, my, wielcy, dostatecznie dużo siły i zdolności - chyba to niemożliwe - by utrzymać niepodległość? Trudno szukać w tym innej logiki niż myślenie spiskowe: ktoś nam celowo tę naszą niezależność państwową tłamsi. Ale czym ta niezależność ma być? W dzisiejszym zglobalizowanym świecie nie ma takiej niezależności państw, jaka była wcześniej. Wszyscy jesteśmy zależni od innych, ale to nie oznacza utraty niepodległości. Gdy ktoś dobrze śledzi politykę zagraniczną i to, co się dzieje na świecie, to rozumie, w czym jesteśmy niezależni, w jakich elementach prawodawstwa. Dzisiaj pełna niezależność oznaczałaby raczej tylko tyle, że nikomu na Polsce nie zależy; że nie jesteśmy partnerem; że jesteśmy na peryferiach Europy i świata. Ale trudniej jest coś wiedzieć, łatwiej krzyczeć o zniewoleniu.

Polski problem polega na tym, że chociaż jesteśmy bardzo zróżnicowani, to nie próbujemy poznać innych stanowisk, postaw, wartości, zachowań. Albo je odrzucamy, albo lekceważymy. Z badań wynika, że zdecydowana większość zwolenników PO nie zna takich osób, które uważają, że w Smoleńsku był zamach, a 25 proc. zwolenników PiS-u nie zna takich, którzy uważają, że raport Millera i hipoteza wypadku jest prawdziwa. Chyba trzeba już od przedszkola uczyć, że poznanie i zrozumienie kogoś, kto inaczej myśli czy odmiennie się zachowuje, to wielka frajda. Oczy otwarte na innych otwierają nas na świat.

Socjologowie z UW przygotowują konferencję z okazji 50. rocznicy śmierci profesora Stanisława Ossowskiego, wybitnego humanistycznego socjologa. Z tej okazji sięgnęłam raz jeszcze po prace profesora i znalazłam tam wiele ciekawych i aktualnych tez na temat społecznego życia. Ossowski się zastanawiał m.in. nad tym, jak to jest, że ludzie są jednocześnie i dobrzy, i źli (pisał to w czasie okupacji), że można bardzo kochać swoją rodzinę i swoje zwierzęta, a być obojętnym na los Żydów w getcie czy na los cudzych dzieci, które są maltretowane i zabijane. Jedna z jego hipotez była taka, że to jest problem braku wyobraźni i kontaktów. Że jeżeli są silne bariery odgradzające mnie od innych, to moja wyobraźnia nie jest w stanie wejść w położenie drugiego człowieka. Myślę więc, że ćwiczenie wyobraźni i rozbijanie stereotypów grupowych - także przez poznawanie i kontakty z innymi - może nas uratować przed tym, że będziemy rzeczywiście tylko wrogimi lub w najlepszym razie obojętnymi sobie plemionami, albo samotnymi jednostkami, a nie społeczeństwem.

Kibice dla Polski: ''A wy jakich macie bohaterów?''


''Biały orzeł'' - klip popularnego hiphopowego Zjednoczonego Ursynowa

Pamiętam z marszu 11 Listopada w 2011 r. takie hasło: "A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści". Jacy komuniści?

- No właśnie, agresja - nie tylko słowna - kierowana jest przeciwko tym, do których może być adresowana bez utraty aprobaty grupy i w dodatku bez innych sankcji. A także odnosi się do starych, utrwalonych schematów i symboli. Polska prawica dysponuje większą pulą symboli, do których - pozytywnie i negatywnie - chętnie się odwołuje. Lewica i centrum nie ma aktualnie nośnych symboli. Chyba za mało w tej sferze się stara. Może znaleźliby się jacyś pogodni (a nie martyrologiczno-mesjanistyczni) poeta czy poetka, którzy coś by tu wymyślili? Nie ponurego, ale ważnego i wpadającego w ucho i serce.

Którzy patrioci pójdą 11 listopada na marsz?

- Różni. Choć ci narcystyczno-martyrologiczni będą bardziej widoczni, głośniejsi. Ale w ich pochodzie będą także ludzie racjonalni, troszczący się o polskie sprawy oraz tacy, którym sprawy Polski są głęboko obojętne, ale pociąga ich tłum, ruch, siła. Patriotyzm symboliczny ma to do siebie, że przyciąga różnych ludzi, jest łatwiejszy, można sobie pośpiewać i pokrzyczeć. Ludzie dołączają się do tego marszu wcale niekoniecznie z ideologicznych powodów, ale za sprawą osobowości, temperamentu. Lubią, kiedy się coś dzieje. A tu się dzieje, wybuchają race, jest okazja, by się poszarpać z policją. Pójdą też z nimi niezadowoleni z rządu, bo czują, że ten marsz jest sprzeciwem wobec władzy. Tam się hasła przeciwko władzy mieszają z narodowymi. I wreszcie mogą też tam pójść tacy ludzie, którzy mają problemy osobiste i bycie razem trochę zaspokaja ich potrzebę przynależności do grupy.

Jak silnie takie postawy wiążą się z wiarą w smoleński zamach? Narcyzm narodowy objaśnia, dlaczego tak wielu Polaków - 17 proc. według "Diagnozy społecznej" prof. Czapińskiego - wierzy w zamach na prezydenta Kaczyńskiego.

- Nie jest tak, że hipoteza narcyzmu narodowego wyjaśnia wszystko, co się po katastrofie stało w Polsce. Bo niemal nigdy jeden mechanizm psychologiczny nie wyjaśnia złożonego społeczno-psychologicznego zjawiska. Ale rzeczywiście, badania wykazały, że osoby o przekonaniach narcystyczno-martyrologicznych częściej wierzą, że za katastrofą stoi spisek Rosjan.

Psychologiczne źródła takiej reakcji na to, co się zdarzyło 10 kwietnia 2010 r., tkwią głęboko w naszej mentalności, schematach myślenia o Polsce, o nas, o naszych sąsiadach. Smoleńsk wydobył na powierzchnię to, co w nas było dość głęboko ukryte, co się wydawało zamierzchłą przeszłością. Romantyczno-mesjanistyczną tożsamość, gdzie cierpienie uszlachetnia, a Polska to Chrystus narodów, naród niezwyciężony w swoich wartościach. Najkrócej, oznacza to, że dla wielu Polaków ciągle bohaterem można zostać tylko przez męczeńską śmierć. Polski bohater nie umiera zwyczajnie.

Politycy PiS-u wielokrotnie mówili o "poległych" pod Smoleńskiem.

- Psychologia zna zjawisko społecznego konstytuowania heroizmu. Ktoś, kto ginie wskutek intencjonalnego działania wrogich mu osób ma większe szanse na bohatera w społecznej świadomości niż ktoś, kto ginie w wypadku. Jeżeli ktoś chce widzieć bohatera w Lechu Kaczyńskim, nie może myśleć, że to był wypadek.

Jarosław Kaczyński mówi wprost, że brat został zamordowany.

- To zjawisko dość powszechne, że tragiczna śmierć zawiniona przez osoby trzecie uszlachetnia ofiary i czyni z nich bohaterów. Trudno jednak powiedzieć, czy jaka jest kolejność przesłanek takiego myślenia u ciężko doświadczonego brata prezydenta. Ponadto są w mentalnym pogotowiu odwieczni wrogowie, którzy źle mu życzyli.

Jeden wróg - Rosja.

- Tak, taki, który tylko czyhał na sposobność, żeby nas dopaść. I dopadł. Agnieszka Golec de Zavala w swoich badaniach wprost pokazała, że osoby, które mają narcystyczne przywiązanie do Polski, z dużą łatwością mówiły, że to mogli zrobić Rosjanie. I to jeszcze zanim tak bardzo została nagłośniona hipoteza zamachu.

W kwietniu 2010 r. na Krakowskim Przedmieściu był też transparent z napisem "Tusk ma krew na rękach". Premier to też wróg tych narcystycznych Polaków.

- No tak, bo ten typ patriotyzmu wyklucza wszystkich, którzy myślą inaczej. I tu widać, jak poważny mamy problem ze stosunkiem do innych. Jeszcze raz powiem: rzecz jest nie w tym, że się różnimy, tylko że te różnice są moralizowane. Że ten, kto myśli inaczej, musi być kimś niemoralnym, złym, zdrajcą. Zbyt łatwo przypisujemy innym złe intencje.

Jak Kościół kocha ojczyznę: ''Twarze i gęby patriotyzmu''


Prawdziwy patriota o prawdziwych patriotach: ''Brak twardej pryncypialności''. Rozmowa z Robertem Winnickim, liderem Ruchu Narodowego

Ludwik Dorn w książce rozmowie ''Rozrachunki i wyzwania'' mówi o Jarosławie Kaczyńskim: ''To jest ulubiony zabieg pana Kaczyńskiego: powiedzenie, że jeśli się ze mną politycznie nie zgadzasz, to moralnie jesteś świnią''.

- Właśnie. Mówiłyśmy już o "moralizacji konfliktu", to częste zjawisko prowadzące do zaostrzenia sporu i polaryzacji postaw społecznych. Przestajemy wymieniać argumenty, spieramy się o wiarę. A jak wiadomo - w tej trudno o racjonalne rozstrzygnięcia.

Kwiecień 2011 r., pierwsza rocznica katastrofy. I takie oto hasła padają: "Znajdzie się kij na Tuska ryj", "Sikorski won z Polski", "Smoleńsk pomścimy", "Putin oddaj wrak, weź Tuska i Komoruska".

- I to także jest dowód, że pokłady narcyzmu narodowego są niebywale pokaźne. Jest w nim dużo wrogości. Jeżeli człowiek o narcystycznym nastawieniu nie otrzymuje absolutnego wsparcia i podziwu ze strony innych, jest niedoceniany czy krytykowany, wyzwala to w nim chęć ataku. Często nawet ataku wyprzedzającego krytykę - po to, by osłabić potencjalnego krytyka. W ten sposób pokazuje, że on, ten narcystyczny podmiot, jest ważny. Co więcej, widzi siebie jako ofiarę, mimo że często to on jest agresorem. A rozumuje tak: skoro jestem ofiarą i cierpię, to mi więcej wolno. A jak mi więcej wolno, to ja mogę ostrzej atakować, bo mnie usprawiedliwią, już tyle wycierpiałem, już mam tego dosyć i muszę wykrzyczeć swój ból, w związku z tym mnie wolno obrażać premiera, mówić o hańbie i o zdradzie narodowej, pluć na prezydenta. Natomiast innym nie wolno nawet mnie lekko uszczypnąć.

Pojawia się także inny element tradycyjnej polskiej mentalności, odkryty przy okazji Smoleńska: specyficzne ujęcie polskiego honoru i etyka godnościowa. Wyraziło się to m.in. w asymetrii poziomu dopuszczalnej krytyki wobec polskich i rosyjskich oficerów. Głośno wyrażano przekonanie, że jest niegodne krytykować polskich generałów, "ruskich" generałów można było krytykować do woli. Honor może być atrybutem tylko naszej grupy. Inni, nie z naszej grupy, nie są obdarzeni tą godnością.

Naszej grupy patriotycznej.

- Tylko naszym patriotom honor przysługuje, więc jak nas krytykują, to jest to nadepnięcie na honor. Innych można gnoić, bo nie są ludźmi honoru. To bardzo często się powtarzało: z panem nie będę gadać, bo pan nie jest człowiekiem honoru.

Jarosław Kaczyński tak mówi.

- I to właśnie jest powrót do mentalnej polskiej przeszłości.

I co z tego wszystkiego wynika?

Jan Kott w ''Szkicach o tragedii greckiej'' pisał o tym, jak zmarli zjadają żywych. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że coś takiego przytrafiło się polskiej elicie politycznej po Smoleńsku. Koncentracja uwagi przez trzy i pół roku na tych, których już nie ma, powoduje, że po pierwsze, mniej czasu poświęca się ważnym realnym polskim problemom; po drugie, deprecjonuje się tych polityków, którzy żyją i rządzą, a jednocześnie poświęca się im mniej krytycznej, rozsądnej uwagi. Jednym wybacza się głupoty, bo cierpią; innym - bo są niesłusznie obarczani winą za cierpienia tych pierwszych. Zaraz po katastrofie mówiło się, że w tej katastrofie zginęła cała polska elita. Nie, nie zginęła cała polska elita. Takie mówienie to efekt uszlachetnienia poprzez śmierć, to martyrologiczne przekonanie, że martwy bohater jest zawsze lepszy niż żywy człowiek. Coś z tym trzeba zrobić, chociażby zauważyć i docenić tych, którzy są wspaniali, chociaż nie polegli. Zanim śmierć ich pożre.

W drugą rocznicę katastrofy smoleńskiej pod ambasadą rosyjską spalono kukłę Putina, potem wiszącą na szubienicy maskotkę Kaczora Donalda, a tłum krzyczał "A teraz Bronka", czyli prezydenta Komorowskiego.

- To bardzo prosty i dramatyczny przykład tego, jak łatwo narcyzm grupowy wskazuje wrogów. Jego nosiciele widzą ich wszędzie, na każdym kroku. To się wiąże z polaryzacją sceny politycznej, bo wrogowie lokowani są po jednej stronie politycznej sceny. Byli tam już wcześniej, przed katastrofą, a spolaryzowana polityka ułatwiała tego typu widzenie.

Smoleńsk pokazał nam też inne zaszłości. Np. to, że istnieją całe duże grupy ludzi, którzy nie czerpią pełnymi garściami z dobrodziejstw transformacji. Opozycja z łatwością ich przechwyciła.

Wydawało się też, że spory ideologiczne czy tożsamościowe albo światopoglądowe nie są w dzisiejszej Polsce ważne. Tymczasem po Smoleńsku wyszło, że to nieprawda. Śmierć dużej liczby znaczących osób uruchomiła myślenie o wartościach.

Jak w przypadku każdej śmierci.

- Tak, bo wtedy, gdy nieuchronność śmierci staje się szczególnie wyrazista - a w smoleńskiej katastrofie zginęli ludzie chronieni, o wysokiej pozycji, co wyostrza przekonanie, że śmierć spotka nas wszystkich - zaczynamy myśleć o zachowaniu swoich wartości. Że trzeba ich bronić i przywiązywać do nich większą wagę, bo one będą trwały dłużej niż nasz indywidualny los. Martyrologiczno-narcystyczni patrioci bardzo głośno wyrażali swoje wartości, co pobudziło do wyrażania własnych wartości patriotów racjonalnych. I oni także zaczęli mówić: my też mamy swoje wartości! Demokracja, rozwój Polski, doganianie Zachodu, euro, zwyczajne dobre życie. Wcześniej o ważnych dla siebie rzeczach nie mówili głośno, wydawało się, że są nastawieni wyłącznie na sukces materialny.

Skąd się wziął lud smoleński: ''Komu do twarzy w męczeńskim wieńcu''


Koncert w trzecią rocznicę katastrofy

Profesor Binienda mówi tak: "Ktoś steruje nienawiścią do mnie. Tylko w Polsce nie czuję się bezpiecznie, ośmiela się ludzi do działań, które mogą grozić mojemu bezpieczeństwu, nie mogę spokojnie przyjechać do Polski, by odwiedzić grób moich rodziców, aby się przy nich pomodlić i zapalić świeczki".

- Klasyczny przykład poczucia osaczenia i zagrożenia wynikającego z chwiejnej samooceny, a służący podkreśleniu własnej ważności: jestem zauważony, rozpoznają mnie, boją się mnie - więc chcą się mnie pozbyć.

Albo prof. Rońda: "Z okazji badań katastrofy już kilkadziesiąt osób straciło życie", "Ja się czuję zagrożony, wrzuciłem do kosza moje dwa telefony komórkowe, kupiłem cztery nowe. Czuję się osobą prześladowaną".

- Tak, poczucie zagrożenia jest elementem wyobrażenia, że się żyje w oblężonej twierdzy.

Jarosław Kaczyński po ujawnieniu kompromitujących zeznań trzech głównych uczonych od Antoniego Macierewicza mówił, że od 1968 r. nie było takiej napaści na polską naukę.

- No właśnie, nie było, czyli to, co my robimy, ma wyjątkowe znaczenie. Jest nadzwyczajnie ważne.

Dorn w książce o Kaczyńskim przekonuje, że bracia Kaczyńscy zawsze świat zewnętrzny postrzegali jako obcy, nieprzyjazny, wrogi i szalenie niebezpieczny. I w obronie przed nim wykształcili u siebie cechy niezbędne w takiej sytuacji: brak zaufania, podejrzliwość, interpretowanie zdarzeń w kategoriach spisku przeciwko sobie.

- Prezes PiS-u już zapowiada, że po "odzyskaniu" prokuratury przeprowadzi prawdziwe smoleńskie śledztwo i ukaże winnych. To niebezpieczne, bo to jest szykowanie świadomości społecznej na odwet. Czyli jak dojdziemy do władzy, to pokażemy im ich winy i ukarzemy należycie i przykładowo.

We wnioskach z waszych badań piszecie: "Narodowy narcyzm jest korzystny dla narcyzów, ale już dla grupy społecznej nie, ponieważ to są ludzie, którzy są politycznie i społecznie bierni i roszczeniowi".

- Tak, bo ludzie przyjmują postawy narcystyczne dlatego, że to - na krótką metę - kompensuje im indywidualne braki, np. brak przyjaciół, czy niepewną indywidualną samoocenę, ale też pozwala znieść różne porażki. Jeżeli świat jest przeciwko nam, to jeżeli ja czegoś nie osiągam, wina nie jest moja, tylko świata. Ale to jest społecznie niefunkcjonalne, ponieważ społeczności narcystyczne nie mają empatii, bagatelizują nieszczęścia i krzywdy innych, niechętnie angażują się z pomocą, słabiej współpracują. Są także bardziej nieufne i skłonne do wyrażania wrogości.

Lud smoleński to taka właśnie społeczność?

- Tak, narcystyczno-martyrologiczna. Chociaż nie sądzę, że tak było od początku. To jest raczej punkt dojścia. Były bardzo różne powody, które połączyły ludzi w tę wspólnotę. Przynależność do niej przynosiła korzyści psychologiczne pojedynczym ludziom i w efekcie oni są przekonani, że są członkami grupy o takim samym światopoglądzie, zupełnie innym, niż mają ich wrogowie. A ich dzielność polega na tym, że są w opozycji do moralnego zła, że stawiają czoła tym, którzy nie chcą uznać ich wartości. Moje jest dobre, szlachetne, wspaniałe, cudze - złe, niemoralne i łajdackie.

Narcyzm narodowo-martyrologiczny to fundament polskiej tożsamości?

- Nie, to tylko podstawa polskości dla pewnej grupy Polaków. Nasze ostatnie badanie (z przełomu 2012/13) pokazuje, że silna polska tożsamość, przywiązanie i akceptacja tego, że jest się Polakiem, nie prowadzi bezpośrednio do martyrologiczno-narcystycznej tożsamości. Istotną drogą do takiej tożsamości jest narodowy narcyzm i pewne indywidualne właściwości osobowości. Gorące uczucia do Polski nie wystarczą do tego, by być narodowym narcyzem. I dobrze.

*prof. Krystyna Skarżyńska - psycholożka społeczna, pracuje w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie i w Instytucie Psychologii PAN

Skąd się wziął lud smoleński: ''Komu do twarzy w męczeńskim wieńcu''


Kto uczy młodzież miłości ojczyzny - klip ''Patriotyzm'' hiphopowców z Zipery

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.