Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
xxxxx''Tego się nie da zreformować. To trzeba po prostu zamknąć'' - napisał o polskich szkołach prof. Jan Hartman. Czego powinna uczyć szkoła, Małgorzata I. Niemczyńska pyta filozofa i historyka religii profesora Zbigniewa Mikołejkę

Sprawa edukacji to polski problem numer jeden. System kształcenia w obecnej postaci pracuje bowiem na naszą degradację cywilizacyjną. Częściowo z nieświadomości, a częściowo ze zwykłego cwaniactwa społeczeństwo chce dziś takiego systemu, który dyplom daje za darmo. Bo choć w różnych sprawach bywa ono represyjne, kiedy mowa o młodych, staje się nadmiernie liberalne, a nawet dobrotliwe.

Nie wszyscy muszą studiować i nie wszyscy muszą mieć maturę, choć każdy powinien mieć na to szanse. Ale nie za darmo - potrzebne są progi, które trzeba przekroczyć. Jak w życiu. I reforma powinna polegać na ich wzmocnieniu. Nie na zniesieniu matury, ale na jej wzmocnieniu. Być może nawet na przywróceniu egzaminów na wyższe uczelnie. Tak wyglądała reforma edukacji w Brazylii. 90 proc. szkół średnich było tam w rękach prywatnych, podczas gdy szkolnictwo wyższe pozostawało państwowe. Uczelnie były niezadowolone z poziomu absolwentów szkół średnich, bo za pieniądze kupowali oni świadectwa. Reforma polegała więc na zaostrzeniu kryteriów rekrutacji na studia, co przymusiło szkoły średnie do podwyższenia poziomu.

Bardzo ładnie jest czytać Jacka Żakowskiego, który mówi: ''A po co młodemu człowiekowi >>anafora<<''? I zaraz będzie: a po co mu wiedza o tym, co to jest anakonda albo anoda? Tymczasem, jak powiedział Wittgenstein, granice mojego języka są granicami mojego świata. Ograniczając zasób słów, tworzymy więc bardzo wąskie światy. A jeśli chcemy uczyć myślenia, musi być też jakaś jego materia. Muszą być jego pewne podstawy, jak znajomość faktów i zjawisk. Języków choćby trzeba się nauczyć na pamięć. Także matematyki, która - o czym się zapomina - jest dyscypliną językową.

W szkole potrzebna jest więc praca pamięci. Ja wiem, że to jest bolesne, ale wszelki awans społeczny i ekonomiczny musi boleć, to wymaga wyrzeczeń. Krew, pot i łzy - taki jest świat. Dlaczego szkoła ma być miejscem, w którym się wyjmuje człowieka z doświadczenia społecznego? Dlaczego chowamy tylu Piotrusiów Panów, którym się tylko należy? Tacy nie znają żadnych wyrzeczeń, obrażają się na rzeczywistość, zaraz mówią, że wyjadą sobie do Londynu, gdzie - jak wiadomo - tylko na nich czekają i ulice usłane są funtami rozdawanymi Polakom za darmo.

Trzeba dać nauczycielom do ręki narzędzia, co tu dużo mówić, trzeba dać im możliwość pewnego rodzaju represji. Nie dla samej przyjemności przemocy, ale dla przygotowania młodych ludzi do lepszego losu. Niech się młodzi noszą, jak chcą, niech słuchają jakiej chcą muzyki, tu represji nie trzeba, to jest pole wolności. Ale niech pracują uczciwie na swoją przyszłość.

Co nawala w szkolnictwie wyższym wg Ernst&Young i ''Krytyki Politycznej'': ''10 grzechów głównych raportu Ernst&Young o stanie polskiej nauki i szkolnictwa wyższego''


''Katastrofa w polskiej szkole'' - debatuje Klub Ronina

Jestem zwolennikiem dość tradycyjnego ''kanonu'' wiedzy, którego ośrodkiem powinny być język polski, historia i matematyka. A do tego - jak należy - fizyka, chemia, biologia, geografia i filozofia (z elementami logiki i psychologii), języki obce (dwa). A poza tym dwa ''bloki'': wiedza o kulturze w szerszym niż teraz zestawie (sztuka, muzyka, religioznawstwo) i wiedza o świecie, nie - jak dotychczas - o społeczeństwie, obejmująca podstawy socjologii, prawa, ekonomii, nauk politycznych. Ten drugi ''blok'' powinien uczyć jednocześnie pewnych zachowań praktycznych i dawać żywy obraz współczesnego świata globalnego, nie zaś skupiać się na suchej nauce o instytucjach i regułach, zwłaszcza z polskiego ''ogródka''. Wychowanie fizyczne powinno skupiać się na indywidualnych pragnieniach i predyspozycjach uczniów, nie na jednolitych ćwiczeniach dla wszystkich, zaś religia musi powrócić do Kościołów. Mówię tu, rzecz jasna, o sytuacji, kiedy te przeklęte gimnazja zostaną nareszcie zniesione i przywróci się cztero- i pięcioletnie szkoły średnie oraz przyzwoicie pomyślane szkoły zawodowe.

Szkolnictwo wyższe musi zostać zhierarchizowane. Do najlepszych szkół bezpłatnych dostęp powinien być maksymalnie utrudniony (myślę o wymogach intelektualnych) i w tych szkołach powinno się solidnie pracować.

Nie można się przywiązywać do myśli, że nauki techniczne i umiejętności praktyczne są najważniejsze. One same w sobie nie działają. Wynalazków dokonuje się tam, gdzie się rozwinęły nauki humanistyczne i społeczne, a technika jest tylko jednym z elementów całego systemu. Tak jest w bodaj najlepszym na świecie Instytucie Technologicznym w Massachusetts.

Trzeba postawić sprawę mocno: albo wybieramy dla Polski rozwój i w związku z tym przywracamy szkolnictwo w dość tradycyjnym wymiarze, albo chcemy mieć społeczeństwo peryferyjne, świadczące usługi krajom bardziej od nas rozwiniętym.

10 książek, które każdy maturzysta znać powinien, według prof. Mikołejki:

Biblia (Księgi Psalmów, Koheleta i Hioba, przynajmniej jedna z Ewangelii), ''Uczta'' Platona, ''Król Edyp'' Sofoklesa, ''Opowieści o królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu'', ''Boska Komedia'' (''Piekło'') Dantego, ''Hamlet'' Szekspira, ''Faust'' (część pierwsza) Goethego, ''Dziady'' Mickiewicza, ''Zbrodnia i kara'' Dostojewskiego, ''Tako rzecze Zaratustra'' Nietzschego, ''Proces'' Kafki.
Powinno się to uzupełnić antologiami piśmiennictwa Wschodu i Zachodu - wyborami poezji, opowiadań, dramatów, fragmentami tekstów filozoficznych i ''mądrościowych''


NIK przygląda się problemom szkolnictwa wyższego

Czy klasa umarła?

''Szkół nie da się zreformować. Trzeba je zamknąć'' - napisał w zeszłym tygodniu filozof Jan Hartman, profesor UJ. Jego zdaniem ''szkolnictwo powszechne w obecnym kształcie jest XIX-wiecznym przeżytkiem''. To system, który produkuje absolwentów ignorantów. Wiedza wtłaczana im do głów i sprawdzana w formie testów to zdaniem Hartmana ''breja ulepiona z przypadkowych i mało pożywnych składników'', czyli wiadomości ''obojętne i nieprzydatne, które nie czynią nas mądrzejszymi ani nie ułatwiają życia'', a sama szkoła to ''bastion drobnomieszczaństwa i filisterstwa, wszelkiej dulszczyzny i oportunizmu''. W czasach błyskawicznych zmian cywilizacyjnych, internetu i demokracji szkoła w obecnym kształcie to zdaniem Hartmana przeżytek. Młodzi ludzie uczą się poza nią, przychodzą do niej wyłącznie w celach towarzyskich.Hartman: ''Mam nadzieję, że w ciągu tego stulecia obowiązkowe szkoły powszechne znikną. Szkoły staną się dobrowolne i zmienią się w instytucje samouczenia się pod kierunkiem nauczycieli pomagających dobierać odpowiednie środki i materiały tym, którzy uczyć się pragną i mają po temu jakieś predyspozycje''. Czego uczyć w takich szkołach? Hartman proponuje:

*By człowiek umiał myśleć logicznie, trzeba go uczyć logiki. *By liznął mądrości, potrzebuje trochę filozofii. *Skoro ma być obywatelem, trzeba go uczyć podstaw prawa. *Skoro tak strasznie chce żyć sto lat w zdrowiu i seksie, trzeba go uczyć elementów medycyny. *Skoro chce mieć dużo pieniędzy, niechaj się dowie, skąd się bierze bogactwo i bieda. Tekst Hartmana poruszył publicystów i czytelników

* Robert Siewiorek: ''Szkoła musi buntować''
* Marek Beylin: ''Skąd ta pogarda?''
* Piotr Pacewicz: ''Kto do szkoły, kto do łopaty''
* Wojciech Orliński: ''Żeby człowiek nie błądził''
* Listy czytelników: ''Pan mnie zna. Ja tego nie czytam, wystarczą streszczenia''
* Listy czytelników: ''Szkoła w stylu slow''



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.