Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Co robił Ilham Alijew o 3 w nocy 14 maja 2011 roku? Czy podzielał entuzjazm mieszkańców Baku, którzy wylegli na ulice z flagami Azerbejdżanu, wiwatując i puszczając na cały regulator zwycięską piosenkę "Running Scared" wykonaną przez duet Ell i Nikki?

Czy gratulacje, które składał w nocy zwycięskiej parze przez telefon, były szczere?

Czy wygrana i przywilej organizowania kolejnej edycji Eurowizji ucieszyła przywódcę narodu?

Być może spełniło się jego marzenie o potędze. Cała Europa będzie patrzeć na Baku i podziwiać.

Ale niewykluczone, że gdy wyszedł do łazienki, siarczyście przeklął. No bo jak tu zrobić w rok Europę w Azerbejdżanie?

Po pierwsze, Crystal Hall

W lutym, trzy miesiące przed konkursem, Baku wygląda, jakby rozjechał je armeński czołg (bo w Azerbejdżanie od czasów konfliktu o Górny Karabach wszystko, co złe, pochodzi z Armenii). Rozkopane miasto szykuje się na Eurowizję z takim impetem, że wybebeszone bloki wyburzanych dzielnic straszą w samym centrum.

Przy wejściu do ostatniego bloku stojącego na drodze do placu Flagi Narodowej oraz budowanej na Eurowizję Sali Kryształowej (znanej jako Crystal Hall) spotykamy mężczyzn zebranych wokół muszli klozetowej. Na nasz widok zaczynają wrzeszczeć: - Czego tu chcecie, my tu tylko pracujemy! To nie nasze decyzje! My stąd nic nie wynosimy!

Z góry woła nas Natalia Alibekowa. Idziemy po schodach, trzymając się bliżej ściany, bo barierek już nie ma. Tak samo jak drzwi do windy. Na każdym piętrze straszy dziura. Bez taśm zabezpieczających czy znaków ostrzegawczych. Rasul Jafarow, pracownik organizacji Human Rights Club, człowiek spokojny z usposobienia, stara się ukryć złość. - To złodzieje. To samo robili na Szamsi Badajbeli.

Mieszkanie Alibekowej, emerytowanej dziennikarki, wygląda, jakby tuż obok wybuchł granat. Od grudnia za oknami pracuje dźwig, który zdemontował już dwa górne piętra. Wokół trwają prace przygotowujące do zrównania bloku z ziemią.

- Pierwsze ewikcje (sądowe pozbawienia prawa własności) zaczęły się już w czerwcu, miesiąc po wygranej - opowiada Natalia Alibekowa. - Oficjalny powód - budowa autostrady. Początkowo proponowali w zamian mieszkania. Ale gdy ludzie zaczęli narzekać, zaoferowali 1500 manatów (manat to równowartość euro) za metr kwadratowy. Tylko że cena rynkowa wynosi 4000. Za pieniądze, które oni dają, można kupić tylko coś na obrzeżach miasta. A tu jest centrum. Sam prezydent mówił, że flaga umieszczona jest w najpiękniejszym miejscu w Baku.

Sąsiednie dużo niższe bloki zlikwidowali całkiem sprawnie. Demolkę bloku Alibekowej, która zorganizowała komitet protestacyjny, zaczęli od zniszczenia rur z wodą. - To ich strategia. Nie wyganiają cię siłą, ale robią wszystko, żebyś sama się wyniosła. Po odcięciu wody zniszczyli windę, wyrwali drzwi, niedawno odcięli na tydzień gaz.

Alibekowa pisała pisma, chodziła, do kogo mogła, trafiła nawet do mera Baku. - Wzięłam konstytucję, żeby mu pokazać, że nie chcemy niczego więcej, niż tam jest zapisane. A on na to: - Ja jestem konstytucja.

Po drugie, taksówki na poziomie

O taksówkach w Baku można by napisać poemat. Szczególnie o rozpadających się uroczych rosyjskich żiguli (nazwa eksportowa to łada). Choć, przepraszam, jest też nowa wersja żiguli, bo fabryka AutoWAZ nadal produkuje. Ale żiguli to nie jest samochód, którym Ilham Alijew chce przywitać gości z Europy.

Ilham Alijew chce wozić turystów taksówkami londyńskimi.

Ewentualnie zagranicznymi, ale nie rosyjskimi samochodami, nie starszymi niż z 2007 roku i koniecznie w kolorze białym. Do tego wyposażonymi w nawigację, licznik i terminal do płatności kartą. Z około 10 tysięcy taksówkarzy tylko 5 tysięcy dostanie oficjalną licencję. Z czego tysiąc zarezerwowany jest dla sprowadzonych z Szanghaju fioletowych taksówek londyńskich.

- I co pan zrobi w maju? - pytam przysadzistego taksówkarza w żółtym żiguli.

- Nic, szukam pracy.

- A ile pan jeździ taksówką?

- 15 lat.

- Nie chciał pan przesiąść się na taką z Londynu?

- No niestety, nie stać mnie, wynajem kosztuje 40 manatów dziennie.

- To pewnie pan przeklina tę Eurowizję?

- Skądże! Cieszę się, że świat wreszcie o nas usłyszy. Gdy byliśmy w ZSRR, to nikt nas nie znał. Najważniejsze, że już nie jesteśmy zależni od Rosji. Wolny jestem - dwa złote zęby błyskają w uśmiechu.

Wymagania dotyczące samochodu to tylko początek. Oprócz tego kandydat na taksówkarza licencjonowanego musi przejść test lekarski, psychiatryczny i narkotykowy. Ponadto zaliczyć kurs, który będzie zawierał podstawy psychologii, uprzejmego odnoszenia się do klienta oraz podstawowe zwroty w języku angielskim.

Po trzecie, bez rozgłosu

Jeszcze parę miesięcy temu na spotkanie z Lejlą Junus, szefową Instytutu Pokoju i Demokracji, szłabym na ulicę Szamsi Badajbeli 38. Dziś pod tym adresem można znaleźć jedynie gruzy.

11 sierpnia 2011 roku o godz. 21 do biura weszli mężczyźni z łomami. Obecny tam pracownik prosił o kilka minut, żeby mógł wynieść chociaż komputery. Na próżno. Zginęły nie tylko komputery, ale całe archiwum organizacji, publikacje, dokumenty, listy.

- To było mieszkanie po moim ojcu, wybudowano je na przełomie XIX i XX wieku. Moja babcia tam mieszkała, moi rodzice, ja spędziłam tam dzieciństwo - mówi 55-letnia Lejla i milknie, by uspokoić łamiący się głos.

- Nie chcemy niczego więcej niż poszanowania prawa - tłumaczy po chwili. - Prawo mamy dobre, ale nikt go nie przestrzega. W 2009 roku Abutalibow, samozwańczy mer Baku, wydał rozporządzenie, że na trzech ulicach powstanie ogród zimowy. W 2011 wydał kolejne, tym razem z 11 nazwami ulic. Tylko że on nie ma takich uprawnień! - mówi Lejla zdenerwowanym głosem. Mimo że nieustannie opowiada to dziennikarzom i organizacjom z całego świata, emocje nie gasną. - Nielegalne ewikcje zaczęły się w 2010 roku. Miasto wynajmuje bandziorów, którzy przychodzą o 6 rano, wyłamują drzwi, wyciągają mieszkańców siłą, a gdy oponują, policja bierze ich na posterunek. Rzeczy wyrzucają na ulicę, a tam od razu zajmują się nimi złodzieje.

Ostatnio na wyburzanych ulicach pojawili się ludzie w kamizelkach z napisem "Azinko", to nazwa firmy należącej do brata Karama Hasanowa, szefa rządowej komisji ds. własności. To właśnie mieszkania firmy Azinko są przydzielane w ramach rekompensaty. Tylko że nikt ich nie chce.

- Te mieszkania nie mają papierów. Oddajesz prawo własności swojego mieszkania, a w zamian dostajesz mieszkanie prywatnej firmy, która jutro może zniknąć. Bez doprowadzonej wody, gazu, żadnych administracyjnych papierów! - tłumaczy Lejla Junus.

- Korupcja zjada ten kraj. Od zawsze byłam w opozycji. Działałam też za komuny. Ale wtedy sprawa była jasna - walczysz w podziemiu, domagasz się zmiany prawa. A teraz? Żyjemy, jakby wróg okupował nasz kraj.

Po czwarte, wolny internet

- Jeśli ktokolwiek chce zobaczyć w Azerbejdżanie zmiany podobne do tych, jakie zaszły w Egipcie, zapewniam, że niezależnie od waszych pragnień nie zobaczycie tego - powiedział Ilham Alijew w odpowiedzi na pytanie dziennikarza w czasie konferencji na temat bezpieczeństwa odbywającej się w lutym w Monachium.

Ku zaskoczeniu wielu po wygranej w Eurowizji przywódca narodu zaczął odwiedzać kraje demokratyczne. - Chciałbym zwrócić uwagę na kilka faktów, których zapewne nie jesteście świadomi - dodał. - Podczas ośmiu lat mojej prezydentury dochód krajowy wzrósł o 300 proc. Poziom ubóstwa spadł z 50 proc. do 7,6. Inflacja wynosi 5,4 proc.

Oprócz ekonomicznych zwycięstw Alijew ogłosił, że sytuacja polityczna jest stabilna. Kraj ma system wielopartyjny, a obywatele cieszą się wszelkimi swobodami. Wolnością słowa, prasy, wyznania. I wolnym internetem.

Dżabbar Sawalan, 21-letni student historii z Sumgaitu, przekonał się, że internet, owszem, jest wolny, ale trzeba uważać, co się w nim pisze. W styczniu zeszłego roku, na fali protestów w Tunezji i Egipcie, wezwał na Facebooku do zorganizowania Dnia Gniewu. Dzień później wracał do domu z zebrania młodzieżówki Ludowego Frontu Azerbejdżanu, której jest członkiem, gdy przy wejściu do budynku skoczyło na niego dwóch mężczyzn i zaciągnęło do samochodu.

Na posterunku oskarżono go o posiadanie narkotyków. Kiedy mu podrzucili, nie wie. Przez dwa dni bili go i straszyli, że skrzywdzą mu rodzinę. Przyznał się i dopiero wtedy pozwolono na kontakt z prawnikiem. Został skazany na 2,5 roku więzienia.

Podrzucanie narkotyków to w Azerbejdżanie powszechna taktyka pozbywania się niewygodnych ludzi. Amnesty International szybko uznała Sawalana za więźnia sumienia, z całego świata zaczęły spływać listy. Ułaskawiono go po dziewięciu miesiącach.

Z działalności nie zrezygnował. - Naszym głównym postulatem przed Eurowizją jest wypuszczenie 16 więźniów sumienia i 60 politycznych. Sam doświadczyłem tego, jaką moc ma międzynarodowa pomoc, dlatego bardzo na was liczymy.

Po piąte, złota azerska młodzież i obsługa kart płatniczych

Od początku stycznia oficjalna strona Eurovision Baku przybliża gospodarza tegorocznego finału w formie cotygodniowych albumów fotograficznych. Można się z nich dowiedzieć, jak wiele dzieje się w mieście oraz jak spędza czas bakijska młodzież.

Na przykład: na zdjęciu wesoła gromada obrzuca się śnieżkami. Podpis: 30 stycznia. Flash Mob Azerbejdżan zorganizował potężny flash mob w formie walki na śnieżki. Tłumy młodych ludzi zebrały się, aby świętować pierwszy śnieg.

Kolejne zdjęcie: czterdziestu miłośników książek wzięło udział w kampanii "Czytanie jest w modzie".

Po drodze na spotkanie z pisarzem Alim Akbarem zachodzę do sklepu z zabawkami i artykułami papierniczymi nieopodal pokazowego placu Fontann.

- Czy jest plan Baku?

- Jest, proszę.

- A mogę zapłacić kartą?

- Oj, nie - pan uśmiecha się od ucha do ucha. - To dopiero w maju. W maju wszędzie mają być terminale, a wszystkie sklepy i restauracje w centrum będą musiały być otwarte 24 godziny na dobę.

- Cały miesiąc?

- Chyba tak, ale ja nie wiem. Na razie czekam na terminal. Najpierw mówili, że każdy musi kupić, ale to kosztowało 600 manatów i ludzie nie kupowali. To kazali bankom rozdawać. I rozdają.

- A cieszy się pan na Eurowizję?

- No pewnie! Nareszcie świat dowie się, gdzie na mapie jest Azerbejdżan.

Z Alim Akbarem idziemy do kawiarni Ali i Nino naprzeciwko księgarni o tej samej nazwie. "Ali i Nino" to wielka powieść o miłości Azera muzułmanina i Gruzinki chrześcijanki. Ali napisał tę historię od nowa, na parę kochanków wybierając Artusza Ormianina i Zaura Azera. Miłość dwóch gejów w połączeniu ze zdradą narodową to było za dużo. W dniu premiery książkę wycofano, sieć księgarni Ali i Nino zamknięto, a właściciela aresztowano.

Na stoliku ląduje śniadanie w stylu co najmniej amerykańskim (piętrowe tosty i frytki na półmisku), ale gdy Ali zaczyna mówić o władzy, traci apetyt.

- Ich skorumpowanie, zbrodniczość nie ruszają mnie tak bardzo jak brak smaku. To prymitywy, wszystko, co robią, to imitacja. Zachód mają tu za durniów. Remontują centrum miasta, budują szykowne butiki, cały ten glamour. A ja apeluję do turystów, żeby wyszli parę kroków za centrum. Pięć kilometrów od centrum znajdziecie Bangladesz.

Ali pracuje jako PR-owiec. Ale jego pasją jest literatura i prowadzenie zajęć dla młodzieży. Jedziemy z nim na zebranie Azad Genjlik, organizacji Wolna Młodzież, która dzisiaj ma wybory nowego przewodniczącego.

Znaleźć miejsce na takie spotkanie jest bardzo ciężko. Nikt nie chce wynająć sali opozycjonistom, a jak już się zgodzi, to zazwyczaj godzinę przed dzwoni, że jest awaria prądu. Tym razem salę udostępniła partia Miejska Solidarność, mają trzy mandaty w parlamencie, są lojalni wobec Alijewa, ale pozwalają młodzieży spotykać się w ich kwaterze.

Na początek hymn. Mimo że to wybory zwykłej organizacji młodych, obecni są przewodniczący dwóch najważniejszych opozycyjnych partii Ali Kerimli i Isa Gambar oraz wszyscy sympatyzujący z opozycją.

- Niech przewodniczący rządzi do śmierci - proponuje dziewczyna, która prowadzi komisję liczącą głosy. - I jeśli ma syna, niech on przejmie potem jego rządy.

Aluzje do prezydenta Hajdara Alijewa, który przekazał władzę synowi Ilhamowi, wywołują śmiech.

- Nie, my chcemy demokracji! - krzyczy ktoś z tyłu i sala dudni od oklasków.

Po głosowaniu rozmawiam z Ulvim Hasanlim, przewodniczącym, którego kadencja właśnie dobiegła końca.

- Jednym z działań Azad Genjlik są flash moby. Gdy koszt przejazdu metrem podniesiono z 15 na 20 gopików, usiedliśmy w metrze z kartką "Jesteśmy studentami, nie stać nas na przejazd, pomóżcie". Policja rozgoniła nas po 15 minutach.

Najczęściej robią flash moby czytelnicze. Siadają gdzieś w centrum w 50-60 osób, wyciągają książki i zaczynają czytać.

Policja pojawia się natychmiast i napomina: - Nie można czytać na ulicy. Lepiej zajmijcie się sportem.

Po szóste, sztuka

Zdaniem 26-letniej córki prezydenta Lejli Alijewej azerska młodzież, tak jak ona, zajmuje się modą i sztuką. Bo "sztuka jest pasją moją i wszystkich w Azerbejdżanie; jesteśmy artystycznym narodem od wieków" - pisze we wstępniaku do magazynu "Baku International". Wygrana w Eurowizji zmobilizowała ją do nadania swojemu pismu większego rozmachu. Dziś "Baku International" wydawany jest przez Condé Nast, obok takich tytułów jak "Vouge", "Vanity Fair" czy "The New Yorker".

W rubrykach towarzyskich na zdjęciu trudno odróżnić Lejlę od jej matki Merhiban. Najwyraźniej korzystają z usług tego samego chirurga plastycznego i nie jest to wyłącznie pusta, złośliwa plotka. Mówi się, że Merhiban, członkini parlamentu, szefowa Fundacji i honorowa przewodnicząca komitetu organizacyjnego Eurowizji, ma specjalną comiesięczną pensję na operacje plastyczne.

Podobno Lejla i dwójka jej rodzeństwa będą sąsiadami Brada Pitta i Angeliny Jolie na sztucznej wyspie Palma Dżamira w Dubaju. W sumie tatko kupił tam dziewięć domów.

Idę do Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

- Czy mogę zapłacić kartą? - pytam w kasie.

Pani w okienku otwiera szeroko oczy, ale z jej ust wydobywa się zdecydowane: - Tak. Tylko proszę chwilę poczekać.

Przychodzi pani od kart. Terminal podpięty, pani zakłada okulary, przyjmuje kartę i jednocześnie czyta wydrukowaną na kilku stronach instrukcję. Kątem oka widzę, że gdy pojawia się komunikat "podaj PIN", pani naciska enter.

Jeszcze raz. - Proszę podać PIN - słyszę (po rosyjsku, po anglijski niet). Pani sprawdza w instrukcji i pokazuje mi kartkę, na której jest cała lista potencjalnych komend i błędów po azersku i angielsku. Druga karta. To samo. Szukam po kieszeniach i znajduję 5 manatów gotówką, których żałuję, gdy tylko przekraczam próg sali z pierwszymi ekspozycjami. Takiego natłoku kiczu nie widziałam dawno. Nowoczesna sztuka Azerbejdżanu to kopie wszystkich po kolei nurtów malarstwa XX wieku. Obrazy wiszą jeden na drugim. Wisienką na torcie jest sala z portretami prezydentowej Merhiban. Przecież po kimś Lejla musiała odziedziczyć miłość do sztuki.

Po siódme, architektura

- Woda jest u nas dwie godziny rano i dwie wieczorem. Wtedy wystarczy odkręcić ten kurek, reszta musi być zakręcona - Lena, przystojna blondynka z połamanymi tipsami, która wynajmuje nam mieszkanie, stanęła przy ścianie z pięcioma kurkami niczym kapitan statku kosmicznego. - Pamiętajcie, aby nabrać też wtedy wodę do baku. Gdy nie ma wody miejskiej, możecie używać tej z baku, piecyk gazowy wam ją ogrzeje.

Pamiętając tę lekcję, spieszymy do domu, żeby porządnie się wykąpać i nabrać wody na rano. (Brak wody nie martwi Ilhama Alijewa - w hotelach, szczególnie tych w centrum, woda jest 24 godziny na dobę).

Mieszkanie Leny, tak jak centrum miasta, przeszło euroremont. To znaczy zostało przystosowane do wyobrażeń o europejskich standardach. Ciemne kafelkila marmur w łazience, szafy wnękowe, barek między kuchnią a salonem. Dużo metalowych rurek. I dużo gadżetów w stylu zegar z figurką galopującej na koniu dziewicy.

Euroremont nie dotknął jednak budynku. Klatka schodowa straszy, światło świeci na co drugim piętrze. Z zewnątrz klasyczna chruszczowka. Niski blok z płyty, masowo budowany w byłym ZSRR. Gdyby mieszkanie Leny znajdowało się w bloku przy drodze na lotnisko albo trochę bliżej centrum, blok właśnie przechodziłby renowację. Fasada z żółtego piaskowca oraz podcienie z arkadami to przedeurowizyjne trendy tego roku.

Po ósme, niech świat zobaczy, jak skrzywdziła nas Armenia

Bangladesz, o którym wspominał Ali, to przede wszystkim bloki zamieszkane przez uchodźców z Górnego Karabachu. To w Baku. A poza miastem około 400 tysięcy osób od 20 lat mieszka w starych szkołach, przedszkolach i sanatoriach.

- Ktoś tu u nas był niedawno. Spisał problemy i powiedział, że po Eurowizji dadzą nam mieszkanie - mówi Hodża, biorąc na kolana swojego pięcioletniego syna ze zdeformowanymi uszami i chorobą wypisaną na twarzy. - Nasz syn wymaga lekarstw, operacji, dostajemy na niego 55 manatów miesięcznie. Mieszkamy tu w siedem osób, nie mamy wody, kanalizacji.

Pirszagi to miejscowość znajdująca się 40 km na północ od Baku. Położona nad brzegiem morza kiedyś była znanym resortem. Od 20 lat opuszczone budynki sanatorium zajmują przesiedleńcy.

- Eurowizję oglądamy, wszyscy oglądają - mówi żona Hodży. - Nie mam nic przeciwko temu, żeby Ormianie wystąpili u nas. Nie chciałabym tylko, żeby wygrali - uśmiecha się i zaczyna opowieść o tym, jak Ormianie uprzedzali Azerów o atakach, o mamkach, które karmiły dzieci swoje i ormiańskie, oraz o rzezi, jakiej byli świadkami. Hodża, który walczył, wstydzi się tego, że przegrali. Dopijamy herbatę.

Na zewnątrz roześmiany mężczyzna, zza którego pleców wystają lufy dwóch dubeltówek, trzyma pod pachą łabędzia. Białe pióra przecina kilka strumieni krwi. Teraz jeszcze tylko poderżnięcie gardła, odcięcie łba i można zanieść mięso kobiecie. Jest niedziela. Będzie obiad.

Parę kroków dalej kolejna rzeźnia w plenerze. Ktoś zarżnął, odarł ze skóry, poćwiartował krowę i teraz nią handluje na prowizorycznym stoliku. Z tym że tego rodzaju widok można spotkać wszędzie w Azerbejdżanie, również w centrum Baku. Krowy zabijane są raniutko, o piątej, szóstej, często wokół stoi kolejka, tylko w ten sposób ludzie są pewni, że kupują świeże mięso.

Po dziewiąte, żadnych kundli

- Nie znoszę poranków - mówi Sumara Alijewa, wolontariuszka w młodzieżowej organizacji pomagającej bezdomnym psom. - Gdy jadę przez miasto, mogę natknąć się albo na kogoś zabijającego krowę, albo na patrole strzelające do psów. W Europie albo Stanach mogłabym za to pozwać do sądu. Tutaj ludzie śmieją mi się w twarz.

Bo w Azerbejdżanie rozwiązaniem problemu bezdomnych psów jest wymierzenie w nie z pistoletu. Teraz, przed Eurowizją, patrole widzi się dużo częściej.

- Nasza organizacja od lat proponuje władzom sterylizację jako najskuteczniejszy sposób walki z bezdomnymi psami. Niestety, nikt nas nie słucha - mówi Azer Garajew z Animal Protection Society. - Jedyne, co możemy robić, to przenosić psy z dzielnicy do dzielnicy, ukrywać je przed patrolami.

Po dziesiąte, społeczeństwo obywatelskie

Biuro komitetu przygotowującego Eurowizję znajduje się w nowoczesnym budynku na pokazowym nadmorskim bulwarze. Po wielu podejściach wreszcie udało nam się umówić na spotkanie.

Na parterze wystawa dóbr kultury i jedyne na całym świecie Muzeum Eurowizji, a dokładniej udziału Azerbejdżanu w Eurowizji (czyli czterech lat). Można podziwiać stroje - na przykład świecącą, wartą 300 tysięcy dolarów sukienkę Safury Alizadeh, w której śpiewała na konkursie w 2010 roku. Jest też karta prasowa dziennikarki rządowej telewizji z zeszłorocznej edycji konkursu.

- Większość ludzi nie ma wystarczającej wiedzy na temat Eurowizji, mają jakieś wyobrażenia, ale nie znają faktów - tłumaczy Adil Karimli, producent wykonawczy konkursu. - Podobne muzeum powstało w Düsseldorfie, stworzył je fan Eurowizji. My jesteśmy pierwszym krajem, który będzie miał państwowe muzeum.

Oprócz muzeum Baku szykuje mnóstwo niespodzianek, ale Adil nie może nam ich zdradzić. Na pewno zaskoczy nas show, który wyznaczy nowy kierunek. No a jeśli bardzo chcemy, to może zdradzić, że w użyciu będą wędrujące światła, technologia wykorzystana w Stanach, ale jeszcze nigdy w Europie. No i Kryształowa Sala.

- A co z ewikcjami, które mają miejsce w okolicy Sali?

- Proszę nie łączyć tego z Eurowizją. Projekty miejskie to wieloletnie inwestycje, niemożliwe, żeby w ciągu roku zrobić coś specjalnie pod konkurs. Nie znam żadnego remontu robionego ze względu na Eurowizję - uprzejmie informuje Adil.

- A czy Eurowizja zmieni coś w odbiorze Azerbejdżanu?

- Eurowizja uświadomi ludziom, że Azerbejdżan to część Europy. Nie żaden kraj azjatycki, tylko świecki, nowoczesny. Taka kombinacja Wschodu i Zachodu, ale modern. Różnorodny i tolerancyjny. Mamy dużo mniejszości i wszystkie są równe wobec prawa.

- Nawet homoseksualne?

- Tak, różne plotki się roznoszą, ale to najbezpieczniejsze miejsce w regionie. Mamy tu prawdziwe społeczeństwo obywatelskie.

- Wielu dziennikarzy porównuje nas do Iranu, co jest wybitnie denerwujące, bo w Iranie gejów wieszają - mówi Kamran Rzajew, szef organizacji Gender and Development, która zajmuje się prawami gejów, ale nie może mieć tego w nazwie. - Na ulicy nie ma problemu, w Azerbejdżanie faceci często łapią się za ręce, więc nikt nic nie podejrzewa - wybucha śmiechem. - Dlatego cała ta akcja, co będzie z gejowskimi fanami Eurowizji, jest niepotrzebnie nadmuchana - kwituje. Ale przyznaje, że gdy w pracy wyda się, że ktoś jest gejem, zazwyczaj od razu jest zwolniony. Aby zachować pozory i mieć święty spokój, szczególnie ze strony rodziny, bardzo często się zdarza, że para gejów żeni się z parą lesbijek.

Gdy Ali Kerimli, przewodniczący opozycyjnego Ludowego Frontu Azerbejdżanu, słyszy słowo "gej", prosi, aby wyłączyć dyktafon. W 2008 roku w państwowej telewizji pokazano program, który sugerował, że Kerimli jest gejem. Jest to forma dyskredytowania przeciwników, wcześniej podobną prowokację zrobiono wobec dziennikarza niezależnej gazety "Azadlig". Ale Kerimli nie chce o tym mówić. Już sama rozmowa jest jego zdaniem zwycięstwem przeciwników. O innych oskarżeniach możemy rozmawiać swobodnie. A było ich sporo. - Ostatnio słyszałem, że pracuję dla Al-Kaidy, Hezbollahu, dla islamskich ekstremistów z północnego Kaukazu i dążę do zjednoczenia ich wszystkich. A przecież oni sami ze sobą walczą. Inna wersja głosi, że pracuję dla Armenii, która pomaga mi dojść do władzy, bo obiecałem oddać im Karabach.

Prawda jest taka, że prezydenckie wybory w 2003 roku były zafałszowane, moja wygrana została ukradziona. Od sześciu lat nie mam paszportu. Moja partia nie ma siedziby, spotkania odbywają się w domach, zawsze grozi nam aresztowanie. Obecnie dziesięcioro naszych działaczy jest w więzieniu. Przed Eurowizją przygotowaliś-my plan transformacji z systemu autorytarnego do demokracji. Żądamy uwolnienia więźniów politycznych, zagwarantowania prawa do zgromadzeń, wolnej prasy oraz reformy prawa wyborczego tak, aby przyszłoroczne wybory były demokratyczne.

Po jedenaste, gramaż

Jest parę rzeczy, które zdaniem prezydenta turysta z Zachodu doceni bardziej niż demokrację. Oprócz londyńskich taksówek i możliwości zapłacenia za wszystko kartą jest to odpowiednia obsługa w restauracji.

- Był u nas ostatnio facet, który sprawdził wszystko pod kątem nowych rozporządzeń, i odkrył mnóstwo błędów. Na przykład w menu danie "kurczak curry" nie ma opisu. Ale co ja mam napisać: "kurczak curry, czyli kurczak w sosie curry"? Doczepił się też, że trzeba wszędzie dodać gramaż i objaśnienie po angielsku. Nasi kelnerzy powinni znać angielski i francuski oraz mieć uniform. Mam tego tak dosyć, że na czas Eurowizji po prostu zamknę knajpę - opowiada właścicielka restauracji w okolicy placu Fontann.

Ilham Alijew stawia też na hotele. To nic, że ceny najtańszych miejsc wahają się od 20 euro za nocleg w ośmioosobowym pokoju do 50 za pokój w mieszkaniu. Najważniejsze, że w ciągu roku udało się otworzyć cztery pięciogwiazdkowe hotele, w tym Marriott, co ogłoszono ostatecznym dowodem na rozwój Azerbejdżanu.

Ale największe nadzieje ma Ilham wobec lotniska. Roboty, które mają powitać turystów, w połączeniu z odnowioną, pełną podświetlanych palm drogą do centrum powalą Europę na kolana.

Wychodząc z biura Eurowizji, pytam szefa PR-u Tahira Mammadowa, czy myśli, że zdążą. Sala niegotowa, po angielsku ciężko się dogadać, kartą zapłacić też w sumie nierealne. - Myślę, że tak. Poza tym nikt nie jest idealny, ostatnio byłem w Niemczech i w żadnej taksówce nie udało mi się zapłacić kartą.

Ale przede wszystkim roboty

W dniu wygranej Azerbejdżanu Emin Husejnow był w Moskwie na przyjęciu na cześć wielkiej opozycjonistki Ludmiły Aleksiejewej. To dla nas szansa! - pomyślał. Rosjanie byli sceptyczni. Eurowizja, która odbyła się w 2010 w Moskwie, nie miała żadnego wpływu na politykę. - Bo nie próbowaliście - przekonywał Emin. - Jeszcze zobaczycie, Eurowizja stanie się orężem w walce o demokrację!

Po powrocie wraz z innymi organizacjami pozarządowymi utworzył kampanię "Sing for democracy" ("Śpiewaj dla demokracji"), której celem jest ochrona wartości demokratycznych w Azerbejdżanie.

Emin Husejnow dobrze pamięta sfałszowane wybory w 2003 roku. Był wtedy na ulicach Baku i próbował wraz z kolegami wzniecić rewolucję. Mieli kolor (pomarańczowy, odniesienie do Ukrainy), nazwę organizacji Magam! (Dość!) i doradców z Gruzji, którzy organizowali "rewolucję róż". Zabrakło wsparcia z zagranicy. Stany i Europa nie mają interesu w tym, aby wyzwalać kraj bogaty w ropę, która może uniezależnić ich od Rosji.

Ale Husejnow i jego koledzy wciąż liczą na to, że zmiana nadejdzie. Nagłaśniają wszystkie przypadki naruszenia prawa, lobbują w Parlamencie Europejskim, apelują do piosenkarzy, aby upomnieli się o prawa człowieka w Azerbejdżanie.

Dziś zaproszono go do Radia Wolna Europa (sygnał z Pragi). Drugim gościem jest przedstawiciel tak zwanej rządowej organizacji pozarządowej.

- A co z ofiarami upiększania miasta przed Eurowizją? - pyta Emin.

- Ofiary są, owszem, ale jak mówi francuskie przysłowie, piękno wymaga poświęceń.

Zresztą kto uwierzy w ofiary, gdy na lotnisku przywita go robot?

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.