Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Szerokie na kilka pasów obwodnice Buenos Aires znikają za nami. Droga na południe biegnie przez pampę – szarozieloną, czasem płową równinę rozciągającą się od wybrzeża oceanu aż po ośnieżone  szczyty Andów. Na północy pampa sięga wijących się wstęgą rzek Parana i Urugwaj. Kończy się gdzieś przy Rio Negro pośrodku Argentyny. Czasem w oddali dostrzec można pasące się za wątłym ogrodzeniem stada krów wędrujące w wysokich trawach. Niekiedy na łagodnie unoszącej się i opadającej równinie majaczą pojedyncze domy. Mijamy małe osady ze stacją benzynową i sklepem spożywczym, w którym senny sprzedawca oferuje produkty pierwszej potrzeby. Jedziemy drugi albo trzeci dzień.

Koła defendera suną po płaskim asfalcie z usypiającym buczeniem. Raz na jakiś czas samochód podskoczy na kamieniu lub nierówności. Wtedy słychać metaliczne pobrzękiwania przedmiotów rzuconych na tył. Milczymy, oglądając niezmienny, surowy kraj- obraz. Ludzie przyjeżdżają tu zapomnieć o codzienności. Ci, którzy mają mało czasu, bawią się w gauczów, dawnych kowbojów wypasających bydło. W biurach turystycznych można wykupić jazdę konną po pampie albo po prostu wybrać się na jednodniowy Dia de Campo, czyli dzień w obozie: kilka godzin grillowania, wycieczkę krajoznawczą, wszystko, co serwowane jest zamiast prawdziwej przygody.

Słuchaj także: "Zdrowaś Mario". Aleksandra Pezda o medycznej marihuanie

Mamy do przejechania trzy tysiące kilometrów drogą biegnącą na południe. Na jej końcu znajduje się Ushuaia – najdalej wysunięta osada Ameryki Południowej. Jeszcze dalej – poszarpany, rozdrobniony na małe wyspy obszar Cabo de Hornos, przylądka Horn. Horn znany jest z morderczych wiatrów wiejących Cieśniną Drake’a. Potrafią zatopić nawet duże żaglowce. Do Ushuai jeździ się zobaczyć pingwiny, poczuć mroźną bliskość? Antarktydy albo udowodnić sobie, że można odbyć podróż na koniec świata. Nasz plan jest jednak inny: dla nas Ushuaia to początek. Chcemy tam dojechać, odpocząć i ruszyć dalej – na północ.

Słuchaj także:"Zdrój". Świetny debiut prozatorski poetki Barbary Klickiej

Kiedy opowiadamy o tych planach, nasi rozmówcy, obojętnie, czy są to przypadkowi ludzie, czy znajomi, potakują. Życzą powodzenia i gratulują odwagi. Niektórzy, po zdawkowym wyrażeniu podziwu dla naszego pomysłu i determinacji, oznajmiają z pewną wątpliwością w głosie, że ta droga to wyczyn nawet dla w pełni sprawnego podróżnika.

– A przecież wy – mówią – poruszacie się na wózkach.

Ale taki mamy właśnie plan. Dwóch kolesi na wózkach w land roverze defenderze, którego samodzielnie przystosowali do drogi, chciałoby przejechać obie Ameryki z najdalszego południa na samą północ. W Ushuai zacznie się nasza droga. Będzie prowadzić zachodnim wybrzeżem Ameryki Południowej – przez Chile, Boliwię, Peru, Kolumbię – do Ameryki Środkowej. Jeśli się uda, to przejedziemy też Stany Zjednoczone. Podróż chcielibyśmy zakończyć na Alasce.”

Dwóch chłopaków na wózkach inwalidzkich wybrało się w podróż. Bez pomocy opiekunów. By przejechać obie Ameryki, musieli zbudować specjalny samochód. Z systemem wind, urządzeń dostarczających prąd. Mówiąc krótko: dom na kółkach. Zawzięli się. I choć los czasem im przeszkadzał, "Def" miał awarię, przyszło wątpić w sens przedsięwzięcia - udało się. Jak to możliwe? O tym opowiada książka jednego z tych wspaniałych szaleńców - Michała Worocha cierpiącego na zanik mięśni.

W tym wydaniu Radia Książki opowiada o podróży (wspólnej z przyjacielem Maciejem) Michałowi Nogasiowi. A fragmenty "Krok po kroku. Z Ziemi Ognistej na Alaskę" czyta Maciej Więckowski. 


A za tydzień w Radiu Książki opowieść o "Posełkach", czyli pierwszych kobietach w polskim parlamencie. Gościem audycji będzie Olga Wiechnik. Polecamy!

Współproducentem Radia Książki jest Audioteka.pl. Audycja dostępna jest również w aplikacji Lecton, do pobrania z Audioteka.pl.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.