Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na początku były zdjęcia. Z aparatem i ciężką torbą przemierzała rodzinną Ziemię Pszczyńską, by znaleźć ostatnie takie domy. Ceglane, pamiętające odległe czasy. Takie jak ten, w którym mieszkała babcia.

Dziś wspomina, że wiele napotkanych na drodze osób dziwiło się, czego szuka. Czy naprawdę warto rozpamiętywać dawny świat, robić zdjęcia rozpadającym się ścianom?

Zawzięła się i na Facebooku założyła profil "Ceglane domy". A potem zaczęła to wszystko, co zobaczyła i usłyszała, opisywać. I tak powstały "Domy bezdomne", reporterski debiut Doroty Brauntsch.

Zaczyna od obrazu, który pobudza wyobraźnię, od zaproszenia do jednego z prezentowanych w książce domów:

"Młody wróbel wpadł do kuchni prosto w kopkę świeżo skubanego pierza. Trzepot skrzydeł rozniósł puch i pióra. Białe kłaczki osiadły na meblach, zasłonach, na gorących jeszcze kołoczach. Nawet we włosach Hanka miała gęsie pierze.

To dlatego gospodyni nigdy nie czytała książek. Oczy Hanki miały ważniejsze rzeczy do robienia niż czytanie. Były potrzebne po to, by odróżnić ziarno od plew, po to, by wybrać z mąki robaki, które wpadały tam czasem przez dziurawe sito, po to, by równo pokroić bochenek, którego musiało starczyć dla całej rodziny do końca tygodnia. Jego spękana skórka przypominała bruzdy zaoranej ziemi lub korę starych drzew. Aby upiec ten chleb, najpierw trzeba zaorać pole, mawiała Hanka, obsiać żytem i pszenicą, skosić zboże, wymłócić, zemleć, zakwasić i wyrobić ciasto."


Mariusz Szczygieł, reporter i wydawca, napisał, że "książek reporterskich powstaje w Polsce dużo, ale mało który reporter czy reporterka pisze językiem literatury. Dominuje język dziennikarski. A Dorota Brauntsch umie to już od debiutu. Sprawia, że niszowy temat nabiera waloru uniwersalnego. Bo dom to archetyp. A te pod Pszczyną były stawiane - jak zauważyła Anna Dziewit-Meller - sercem a nie rozumem. Dorota zakochała się w murowanych domach chłopskich z okolicy Pszczyny jak ja zakochałem się w mojej Miedziance - uważa Filip Springer - i straciła dla nich głowę, a nie rozum".

Słuchaj także: "Nie ma". Mariusz Szczygieł o swojej ostatniej książce


W 57. wydaniu Radia Książki Michał Nogaś pyta debiutantkę Brauntsch nie tylko o pracę nad książką i projektem fotograficznym, ale także o historię Ziemi Pszczyńskiej, o cegły i piece i o to, dlaczego niektórzy marzą, by wejść i ożywić domy swoich dziadków.

Słuchaj także: Reporter stworzył fikcję. Filip Springer w Radiu Książki

A autorka czyta fragmenty "Domów bezdomnych", w których pisze między innymi tak jeszcze, oddając głos jednemu z bohaterów:

 "Dlaczego się mówi, że stare domy mają duszę? Bo były wielopokoleniowe. Taki dom nigdy nie stał pusty – nawet jak wszyscy poszli w pole, zostawał dziadek albo babka. Rodzina skupiała się wokół kuchni, w której ojciec miał warsztat szewski, matka stale coś na piecu warzyła, tu się lęgły kurczęta, a tam koty. Zadania szkolne odrabialiśmy na kolanie albo na parapecie, przy stole nigdy nie było miejsca. Największą radość sprawiało nam pieczenie kołocza na niedzielę. A domu nie można było opuścić nawet na jeden dzień, bo oprócz ludzi żyły w nim zwierzęta. Dziś domy to hotele, stoją całymi dniami puste." 

Współproducentem Radia Książki jest Audioteka.pl. Audycja dostępna jest również w aplikacji Lecton, do pobrania z Audioteka.pl.


 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.