Moje dzieciństwo: ojciec nadużywał alkoholu, był gościem w domu. Gdy miałem 15 lat, zdjęliśmy z nim mamę ze sznura. Odebrała sobie życie w Boże Narodzenie
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Marcel K.: – Jestem pedagogiem. Jednak chodząc na wywiadówki do moich dzieci, słuchając narzekania na nie, jakie są okropne, zawsze miałem wrażenie, że polska szkoła fantastycznie by funkcjonowała, gdyby tylko można było usunąć z niej te niesforne i złe dzieci. Dlaczego nagle mówię o dzieciach, mam przecież 43 lata. Bo ja jako dziecko byłem niewidziany. Opuszczony. Niechciany. Skupię się na relacji z ojcem, żeby wydobyć moją prawdę. Miał 78 lat, był schorowany i się nie leczył. Schował diagnozę, czekał, aż tętniak pęknie, a on umrze w domu. Tętniak nie chciał pęknąć, urósł do niespotykanych rozmiarów. I ojciec operację na Banacha przeżył.

Moje ostatnie 10 lat to walka z jakimś niewidzialnym wrogiem, poszukiwanie wybawienia od wewnętrznego, trudnego do określenia cierpienia. Dużo czytałem, chciałem zrozumieć, co się ze mną dzieje: ból kręgosłupa i brzucha, krwotoki, egzema, operacja barku, alergia, pisk w uszach, bezsenność, niepokój, smutek, pustka, samotność, wstyd, nieadekwatność. Wędrówki po fachowcach, terapia. Nazywamy to często depresją, nerwicą i leczymy, a to żadna choroba, tylko zdrowa, normalna reakcja organizmu. Na chore traktowanie nas przez innych.

Moje dzieciństwo: ojciec nadużywał alkoholu, był gościem w domu. Gdy miałem 15 lat, zdjęliśmy z nim mamę ze sznura. Odebrała sobie życie w Boże Narodzenie. Kilka miesięcy wcześniej na schizofrenię zachorowała siostra. Ojciec był wrogi, nieobecny, miał nas w dupie. Jedyne, czego nie brakowało, to pieniądze. Próbowałem kilka razy porozmawiać z nim szczerze i głęboko, odbijałem się od ściany. Więc jak zachorował, napisałem w liście wszystko, co mi leżało na sercu. Wręczyłem mu i zostawiłem samego. Myślałem, że serce mi żebra połamie. Zadzwonił po 20 minutach, żebym przyszedł. Podziękował za list, a potem – atak. Nieprawda, że nie miał dla mnie czasu, że nigdy nie poszedł ze mną na lody, pograć w piłkę, że źle traktował matkę, że wolał kolegów, wódkę i karty. Kazał mi zamknąć temat. Obraził się, powiedział, że jestem chory i gdyby był zdrowszy, toby mi załatwił dobrego psychiatrę. Jeśli masz pretensje do ojca, znaczy jesteś chory psychicznie. Poczułem się jak kiedyś, gdy jako chłopiec nie miałem prawa do mówienia, co czuję. Poczułem, jakby mnie nie było. Trzasnąłem drzwiami i wyszedłem.

Pogotowie zabrało go dwa miesiące później rano, a zmarł wieczorem.

To był przełom. Nagle znalazłem to, czego szukałem tyle lat. W końcu zrozumiałem, kim jestem. Co czują moje dzieci, dlaczego rozpadło się moje małżeństwo. Jak to wszystko działa. Przestałem szukać, w książkach czy w internecie, bo nagle znalazłem: byłem niechcianym dzieckiem, a rodzice nie dali mi miłości. Musiałem to odchorować jako dorosły, jako dziecko nie przeżyłbym z taką prawdą.

Prawo nakłada obowiązki na rodziców, oni powołali nas do życia, mają, mamy, gigantyczną odpowiedzialność. To my, dorośli, przygotowaliśmy taki świat, jaki istnieje, dla naszych dzieci. A one mają prawo nas rozliczyć. Bardzo ostro i konkretnie.

Ustawa mówi: rodzic ma obowiązek dbać o rozwój fizyczny i duchowy dziecka. Duchowy, czyli ma być z dzieckiem, dać mu uwagę, ciepło, czułość, zrozumienie, czas, akceptację. Kto nas z tego rozlicza? My, dorośli, oceniamy i rozliczamy dzieci z niepojętą pasją – ciągle klasówki, testy, egzaminy, czy jest grzeczny, czy mówi dzień dobry, czy szanuje starszych. A może nie ma powodów, żeby nas szanować. Może nasza kasa i gonitwa za nią są gówno warte? Może zamiast dbać o rozwój duchowy dziecka, zwyczajnie je tłamsimy, tresujemy, urabiamy, krzywdzimy i na końcu mamy czelność mieć do nich pretensję, że nas nie szanują i nie kochają.

***

"Nadzieja" - polscy pisarze niosą pomoc w czasach pandemii

„Nadzieja” to akcja charytatywna z udziałem polskich pisarzy, reporterów i poetów, w ramach której ukaże się książka. Cały dochód z jej sprzedaży zostanie przeznaczony na wsparcie ośrodków pomocy dla seniorów – podczas pandemii i po jej zakończeniu

 „Nadzieję” napisali:  

Olga Tokarczuk, Hanna Krall, Wiesław Myśliwski, Ewa Lipska, Urszula Kozioł, Andrzej Stasiuk, Mariusz Szczygieł, Magdalena Grzebałkowska, Joanna Bator i Przemysław Truściński Trust, Jacek Dehnel, Wojciech Chmielarz, Małgorzata Rejmer, Sylwia Chutnik, Grażyna Plebanek, Ignacy Karpowicz, Mikołaj Grynberg, Łukasz Orbitowski, Ziemowit Szczerek, Magdalena Parys, Dominika Słowik, Katarzyna Boni, Jerzy Sosnowski, Julia Fiedorczuk, Filip Springer, Małgorzata Lebda, Krzysztof Varga, Natalia Fiedorczuk-Cieślak, Joanna Gierak-Onoszko, Paweł Piotr Reszka, Jarosław Mikołajewski, Aleksandra Zielińska, Waldemar Bawołek, Ilona Wiśniewska, Grzegorz Uzdański, Paweł Sajewicz, Agata Romaniuk, Jacek Napiórkowski, Grzegorz Bogdał, Andrzej Muszyński, Juliusz Strachota.

Pierwszy nakład książki zgodziły się wydrukować za darmo drukarnie Abedik SA, Perfect SA oraz POZKAL Sp. z o.o. Papier w specjalnej cenie zaoferował producent papieru Arctic Paper Polska Sp. z o.o.

Partnerami akcji są rzecznik praw obywatelskich, Fundacja Agory oraz Empik.

Książka cegiełka ukaże się 8 lipca, ale już teraz można ją zamawiać w przedsprzedaży. Pomoc trafi do mieszkańców i pacjentów ośrodków pomocy społecznej i hospicjów prowadzonych przez organizacje społeczne, dziś często pozbawionych wystarczającego wsparcia ze strony państwa, borykających się z brakiem personelu, sprzętu, maseczek czy kombinezonów.

Tu można zamówić "Nadzieję":

Zapisz się na przegląd wydarzeń. Codziennie rano i wieczorem

Wyborcza to Wy, piszcie: listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Bartosz T. Wieliński poleca
Czytaj teraz

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Naprawdę nie wszyscy powinni mieć dzieci. Kiedyś urodzenie dziecka było obowiązkiem. To bóg dawał dziecko i jeżeli nie dał, to uuuu.., co ty masz na sumieniu kobieto, że nie otrzymałaś tego boskiego daru.
    Dziś już chyba rzadko kto tak mówi, ale z kolei są naciski na ludzi, którzy świadomie nie chcą mieć dzieci. Rodzice twierdzą, że obowiązkiem dzieci jest dać im wnuki, bo oni chcą je mieć. Inni przekonują kobiety, że zmienią zdanie, gdy zostaną matkami, że wtedy obudzą się w nich uczucia, których teraz nie mają.
    Są ludzie, którzy pod presją otoczenia decydują się na dzieci, ale uczuć, które miały się pojawić nie ma. Ogarniają jakoś te dzieci, dają im jeść, posyłają do szkoły, kupują zabawki. Nie dają im jednak tego, co najważniejsze- miłości, akceptacji, bezpieczeństwa, czasu. Nie dają, bo być może sami tego nie dostali, a trudno jest dać komuś to, czego nie mamy.
    Dziecko nie jest winne niczemu. Ani temu, że twoje życie nie toczy się tak, jak chciałeś(aś), ani temu, że pojawiło się w niewłaściwym momencie, kiedy nie byliście gotowi na rodzicielstwo.
    Ludzie, którzy nie chcą mieć dzieci, nie potrafią kochać, nie powinni ich mieć. Dziecięcych nieszczęść na świecie jest dużo, nie potrzeba następnych.
    @cholinexy
    Zrówno felieton M. Szczygła, jak i komentarz do refleksji w Dniu Dziecka. Lepsze od lukrowo-laurkowych piań nad rozkoszami dzieciństwa.
    już oceniałe(a)ś
    24
    0
    To prawda. Garb niewidzialnego dziecka ciąży. Ważne, żeby pomógł ktoś, nawet obca osoba, ale życzliwa. Musimy wiedzieć, że jesteśmy ważni sami dla siebie, kochać i szanować siebie. Mnie pomogły książki. Jedno zdanie : nie jesteśmy odpowiedzialni za błędy rodziców.
    już oceniałe(a)ś
    32
    0
    rozdzierająca serce prawda
    już oceniałe(a)ś
    29
    0
    tak, czasem lepiej nie fundować koszmarnej egzystencji kolejnej istocie .... Godki tego świata zamartwiają się płodami, ludzie już ich nie interesują. A z tych niechcianych, nieszczęsnych płodów wyrastają nieszczęśliwi dorośli, przekazujący nieszczęście dalej. Nigdy tak naprawdę nie wyrasta się z dziecięcych krzywd, i bynajmniej nie chodzi o wielkie krzywdy, czasem zwykły brak uwagi, miłości czy poczucie, że jest się przypadkowym i niechcianym, powoduje, że nigdy nie będziemy szczęśliwymi ludźmi, a swoje dramaty i wewnętrzne koszmary przekażemy kolejnym pokoleniom...
    już oceniałe(a)ś
    16
    0
    Pamietam, jak moja matka mawiala do ojca "dzieci sie na swiat nie prosily". I sama musiala ogarnac czworo dzieci.
    już oceniałe(a)ś
    16
    0
    antynatalizm- to mógłby byc kolejny wróg wszech-Polaka-katoliba
    ale chyba nie mieści się na razie w ciasnym śwatopoglądzie
    już oceniałe(a)ś
    14
    0
    Wychowaliśmy z żoną czwórkę zdrowych i już dorosłych dzieci, ale szczęściem naszym było
    wychowywanie ich poza Polską, gdzie ogromny wpływ na rodzinę mają bliscy i znajomi. Nie brzmi
    to zbyt pochlebnie, ale jest rzeczywistością której nie dostrzegamy sami w sobie, gdyż dobrze oddaje
    stwierdzenie że dobrymi chęciami jest całe piekło wyłożone, oraz że widzimy bardzo dokładnie każdy
    najmniejszy błąd u innych a nie dostrzegamy katastrofalnych błędów u siebie. Jak wspomniałem
    żyjąc poza granicami i bez rodziny mieliśmy ten luksus że nikt nam nie podpowiadał co nasze dzieci
    zmajstrowały i że trzeba je za to ukarać. Oczywiście wraz z dorastaniem dzieci trafiały się i nieraz
    jakieś konfliktowe sprawy lub wydarzenia i nieraz automatycznie jako choleryk wybuchałem, ale
    zawsze po kilku minutach powracałem swymi myślami do okresu swego okresu młodości i stawiałem
    sobie pytanie ,,jaki ty byłeś jako dziecko w jego (jej) wieku i zawsze odpowiedź była byleś po wielokroć
    gorszym. Więc powracałem do dziecka i zawsze prowadziliśmy już spokojną rozmowę chcąc poznać powód
    jaki powodował daną sytuację. Nieraz przyznawałem rację dziecku, a najczęściej szukaliśmy razem
    najlepszego rozwiązania na przyszłość aby pozbyć się wszystkich negatywów i aby dziecko mogło
    poznać różne możliwości wyjścia z niepożądanych stresów i zajść. Nigdy nie biłem i nie karałem
    swych dzieci, kładąc nacisk na możliwości rozwiązywania na bieżąco konfliktów i zajść rozmową.
    Teraz są dorośli, wszyscy po studiach i jestem z nich bardzo dumny i dalej tam gdzie mogę i tego
    oczekują staram się być im pomocnym, pomimo mego powrotu do kraju, gdyż mówiłem im, że
    zawsze byli wszyscy moim najskrytszym marzeniem i pragnieniem, że swym przyjściem na Świat
    robili mnie najszczęśliwszym człowiekiem i że to ja jestem zawsze dla nich do pomocy, nie na
    odwrót, gdyż to Oni sprawiali że jestem szczęśliwy. Tym inspirowałem się stale też w okresie ich
    rozwoju i dorastania i wiedziałem, że to ja jestem dorosłym i że mam być im w tym dorastaniu
    stale i możliwie najbardziej pomocnym, w tym celu przeczytałem też dziesiątki różnych poradników
    i książek, aby być świadomym jak to czynić. Uważam że głównym mym doradcą była moja do Nich
    bezwzględna miłość rodzicielska, możliwie wiele czasu przeznaczanego swym dzieciom i co
    chyba najważniejsze żona i Ich niesamowicie spokojna Ich matka, która nigdy nie poskarżyła się na
    Ich zachowanie. Ona to w gruncie rzeczy dbała stale o spokój i harmonię naszego współżycia.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0