Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ciemność. Ahmed otwiera oczy rankiem, widzi noc. 30 lat budziło go mocne słońce. Jednak kiedy miał oczy, wielu rzeczy starał się nie widzieć (nędza, polityka, więźniowie z wyrwanymi paznokciami, stan wyjątkowy). Lubił PlayStation i Pink Floyd. Właściwie, tłumaczy Ahmed, to wszyscy mieliśmy problem ze wzrokiem.

Niektórzy więc widzieli tylko to, co bardzo blisko (swoje nosy, kuszari w miseczce na obiad). A niektórzy tylko rzeczy dalekie (racja stanu, sytuacja międzynarodowa). A jeszcze innym obraz zupełnie się rozmazywał.

- Ale w końcu zobaczyliśmy wyraźnie. - mówi Ahmed. Po omacku szuka papierosów.

I. Pierwsze oko Ahmeda Harary

Ahmed Muhammad Harara, rewolucjonista. Siedzi w białej koszulce w tej gwarnej knajpie, gdzie zawsze spotykali się rewolucjoniści. Na koszulce okładka Pink Floyd "Dark Side of the Moon" (płyta ma 40 lat, Ahmed po ciemnej stronie od roku i dwóch miesięcy).

Knajpa to Café Riche przy Talaab Harb, niedaleko placu Tahrir. Do Riche przychodzi kairska lewica i liberałowie, od zawsze. Riche została otwarta w 1908 roku i spotykali się tu członkowie rewolty przeciw Brytyjczykom z 1919 roku. Snuli plany i drukowali ulotki. Mocną kahwę pijał tu przed rewolucją 1952 roku Gamal Naser.

Przez lata do kawiarni mało kto zaglądał. Bo i nikt nie chciał się buntować. Od dwóch lat znowu w Riche gwarno. Pan Magdi dba o rewolucjonistów - Ahmed ma tu wszystko za darmo. W lampie błyska mlecznym okiem. W oku błyszczy "wolność". Arabski napis "horeya" kazał wypisać na białej soczewce kontaktowej. Dwa i pół roku temu Ahmed nie miał jeszcze tej wolności w oku, ale miał oczy. - Wszystko ma swoją cenę - uśmiecha się i zapala papierosa. Dym unosi się nad stolikiem, przypomina ten, który od dwóch lat co jakiś czas pojawia się nad namiotami z placu Tahrir. Wstęgą leci przez Riche, też szuka wyjścia z zamkniętego pomieszczenia.

*

Oko nie lubi tego, co znajduje się pod nim (przysłowie arabskie).

*

Jakby mówił o nieznajomym: - Ja? Przed rewolucją? Lubiłem gry wideo. I muzykę. Elektroniczną. I tego brytyjskiego komika transwestytę Eddiego Izzarda - dodaje Ahmed. Bardzo śmieszny (musi wysłuchać go na żywo, ale najpierw...). - Pochodziłem z dobrej rodziny z klasy średniej. Miałem też dobrych sąsiadów, dużo wojskowych. Czasem razem ze znajomymi narzekałem na system, ale to było takie tam narzekanie.

Prywatna szkoła, prywatne studia dentystyczne. Chciał być dentystą - jak najbardziej znany współczesny pisarz egipski Alaa al-Aswany (który nawet jak stał się już znany na całym świecie, dalej boruje zęby).

"Stary słoniu, twoje panowanie dobiegło końca - pisał w egipskich gazetach dentysta pisarz Al-Aswany parę miesięcy przed rewolucją. - Pamiętam nadzieje, jakie miały zwierzęta na początku twojego władania. Ale otoczyłeś się najbardziej zepsutymi i plugawymi z nas. I nasz bunt to jest rezultat. Odejdź do lasu, słoniu" .

Hosni Mubarak, prezydent Egiptu, rządził już od 30 lat. Od 30 lat w Egipcie był stan wyjątkowy. Ahmed nie znał Egiptu bez Mubaraka, miał półtora roku, gdy Mubarak został prezydentem.

Zdjęcia z zamieszek, styczeń 2011:

zobacz

 

Zwiastun filmu ''Goodbye Mubarak'' pokazującego Egipt tuż przed wybuchem rewolucji

Kiedy dentysta pisarz Al-Aswany pisał ten artykuł, dentysta Ahmed pracował już w szpitalu w Dar el Salam. Na leczenie zębów przychodzili do Ahmeda też prości kairczycy. Ahmed dłubał w ich zębach i w swoim sumieniu. Opowiadali na fotelach o biedzie, korupcji, biurokracji.

Zepsute zęby, zepsuty Egipt.

Ahmed nabrał mocnych przekonań.

- Z przyjaciółmi rozmawialiśmy coraz goręcej. W końcu mówiliśmy tak: a niechby ten system już padł, inszalah.

*

Zima w północnej Afryce potrafi być chłodna, ale tamta zapłonęła wysokim płomieniem.

Najpierw podpalił się sprzedawca owoców z Tunezji, co zmiotło z tronu prezydenta Ben Alego. Wtedy ludzie zaczęli podpalać się także w Egipcie. Jeszcze dwa miesiące wcześniej patrzyli, jak w wyborach parlamentarnych władze kupowały głosy za pomidory i haszysz. Teraz gniew pęczniał na ulicach, ludzie nie mieścili się od kamienicy do kamienicy. 25 stycznia 2011 roku na ulice wyszły tysiące.

- W życiu nie widziałem takich demonstracji - mówi Ahmed. - Wcześniej były spychane na boczne uliczki, daleko przed wzrokiem turystów.

Zbierali się na placu Tahrir. To największy plac Kairu, największego miasta Egiptu, najważniejszego arabskiego kraju. Tahrir to agora Bliskiego Wschodu. Cały świat patrzy więc na plac Tahrir. Tahrir znaczy "wyzwolenie". Ale tamtego dnia, 25 stycznia, Ahmed nie wyszedł na ulicę.

- Ludzie żądali ustąpienia Habiba al-Adlego, ministra spraw wewnętrznych. Pomyślałem: zastąpić jednego drugim? To nie miało sensu. Ale przeczytałem, że następnego dnia ludzie ruszają z hasłem "Obalić reżim". To brzmiało! Wyszedłem. Kolejnego dnia też. Trochę szarpaliśmy się ze służbami specjalnymi. Gaz, kule.

Potem był 28 stycznia, piątek. W piątki demonstracje zawsze są największe. Ludzie wychodzą z meczetów. Są już razem, łatwo namówić innych i pójść trochę dalej. O jedną ulicę, dwie. Łatwiej krzyknąć, kiedy krzyczą już inni.

Ten piątek nazwali piątkiem gniewu. - Byłem szczęśliwy - mówi Ahmed. - To był ten dzień.

Odejdź, odejdź, Mubarak! - skandował. - Wolność, horeya.

*

O drugiej po południu na moście Kasr el-Nil Ahmedowi drogę odcięły policyjne samochody. Trzasnęło. Poczuł, że to on trzaska. Głowę odrzuciło do tyłu jak kamyk od mankali. Upadł.

 

W piątek gniewu zginęły w Kairze 22 osoby. W innych miastach kolejne dziesiątki. Ahmeda ściągnięto z ulicy. Spędził w śpiączce dwa dni.

Nie wiedział więc, że 29 stycznia ulica nadal protestowała. I że do protestów zaczęły przyłączać się grupy Braci Muzułmanów, fundamentalistycznej organizacji religijno-politycznej zakazanej przez Mubaraka. Kiedy Ahmed się przebudził, dowiedział się, że ma 64 małe ziarna śrutu w czaszce. Sześć miał też w karku. Bolały go płuca, więc lekarz powiedział mu, że są jeszcze cztery w klatce piersiowej. Mógł otworzyć tylko lewe oko, więc lekarz powiedział mu, że tak, no tak, są jeszcze cztery odłamki. Dostały się w środek prawej gałki ocznej, do siatkówki. Wypaliły. I że na to oko już nie będzie widział.

Przez Egipt szedł Marsz Miliona: Kair, Aleksandria, Suez, Port Said. Ahmed pluł krwią.

*

Leżał w szpitalu, kiedy prezydent Mubarak oddawał władzę. Po kawałeczku, jak gdyby tak było oddać lżej. Najpierw wyrzucił ministrów. Potem przyrzekł, że nie będzie następnej kadencji. Jeszcze później, że część władzy przekaże wiceprezydentowi.

Na Tahrir wjeżdżali na wielbłądach zwolennicy prezydenta. Pałkami próbowali rozgonić demonstrantów. Ale ich przybywało.

11 lutego jest nowina: Mubarak ustępuje i ucieka do Szarm el-Szejk. Władzę do czasu wyborów ma przejąć wojsko. Ludzie wybiegają na ulice.

- Śmiałem się ze szczęścia - opowiada Ahmed. - Tego dnia wypuszczono mnie ze szpitala. Świętowałem. Wierzyłem wojsku. Generał Mohsen el-Fangary zasalutował męczennikom.

Mubarak ustąpił -

relacja

 

Owacje na placu Tahrir po ustępieniu Mubaraka

Na plac wracają samochody. Ochotnicy zbierają gruz, śmieci. Plac będzie piękny, mówią, jeszcze piękniejszy niż przed rewolucją. Ale niektóre namioty zostają.

*

Ahmed leczy się w domu. Ogląda telewizję i czyta gazety.

Wojskowi obiecują, że będą rządzić najwyżej sześć miesięcy. Bractwo Muzułmańskie obiecuje, że nie wysunie kandydata na prezydenta.

Ale mijają tygodnie. Dlaczego wojsko zwleka z przeprowadzaniem zmian? Dlaczego dogaduje się Bractwem? Przez dekady byli wrogami. Kiedy młodzi kairczycy na ulicy upominają się o szybkie reformy, wojsko strzela. Dwie osoby giną. Na ulicy protestują też kobiety. Policja i wojskowi traktują je z pogardą. Porządne dziewczyny nie protestują razem z mężczyznami! Jeden z generałów przyznaje, że te, które zostają aresztowane, mają testy na dziewictwo. Żeby potem nie mówiły, że ktoś je zgwałcił na posterunku. Do gwałtów dochodzi też na ulicach. Diablice, mówią radykalni salafici , same chcą być zgwałcone!

Ahmed: - Siedziałem w domu, brałem środki przeciwbólowe. Byłem wściekły.

Na prawe oko zakłada opaskę: "28 stycznia" (piątek gniewu, w którym stracił oko). Wychodzi na plac. - Nie mogłem pracować jako dentysta. Złożyłem podanie do banku Al-Ahly. Czekałem. Miałem czas, nie opuszczałem placu.

Z tą opaską ludzie szybko zaczęli go rozpoznawać.

Dwa i pół roku temu Ahmed nie miał jeszcze tej wolności w oku, ale miał oczy. - Wszystko ma swoją cenę - uśmiecha się i zapala papierosa

 

Jeden z protestujących opowiada, jak stracił oko w ''piątek gniewu''

Marszałek Tantawi, który sprawuje władzę w imieniu wojska, chce w nowej konstytucji zapisu: rząd nie będzie miał kontroli nad wojskowymi pieniędzmi. Przemówienie budzi gniew. W Egipcie wojskowi posiadają hotele, fabryki, firmy usługowe. Rewolucjoniści orientują się: armia nie chce utracić wpływu na rząd i imperium biznesowe. Zniknęli turyści, ryż podrożał, bezrobocie wśród młodych sięga 40 procent. A wojsko, zamiast przeprowadzić reformy, kombinuje, jak najwięcej zatrzymać. Tahrir znowu wrze. Blokada, gaz, wojsko jest brutalne.

Nadchodzi listopad, robi się chłodniej. Wojsko opóźnia termin wyborów prezydenckich.

Tym razem gorąco protestuje Bractwo. Bracia nie mogą doczekać się wyborów. Na placu ludzie budują barykady. - Odejdź, odejdź! - krzyczą znowu, tym razem do marszałka. Krzyczy Ahmed. - Nie bałem się. Co mogło się stać? Kolejne rany? Umrzeć? Wiele osób tam umarło.

II. Drugie oko Ahmeda Harary

19 listopada Ahmed idzie w demonstracji. - Nie byłem na pierwszej linii, ale łatwo można było dostrzec mnie w tłumie z powodu opaski. Ludzie mówili: odejdź, Ahmed. Jeszcze stracisz drugie oko.

Gdy gumowa kula uderzyła w czaszkę, upadł na asfalt. Tego dnia oczy straciło jeszcze pięciu protestujących. Kilkudziesięciu innych miało rany twarzy. Na placu szeptano, że w tłumie kręcą się łowcy oczu. Że celują demonstrantom w źrenice. Ktoś nagrał film - jeden policjant klepie drugiego po ramieniu: "Trafiłeś w oko. Kapitalnie, przyjacielu". Tamten się uśmiecha. Kamera zatrzymuje się na twarzy. Twarz zostaje wydrukowana na setkach ulotek i rozlepiona na placu Tahrir. Protestujący obiecują 5000 funtów egipskich za informacje o strzelcu. Ahmed w pulsującej ciemności słucha w szpitalu wieści z placu. Ludzie maszerują z transparentem: "Teraz wszyscy jesteśmy twoimi oczami, Ahmedzie Hararo".

Władza używa ostrej amunicji, a...

''Tahrir nie wierzy armii''

 

Egipska policja brutalnie tłumi zamieszki - 21 listopada 2011 r.

*

Plac zna prawie na pamięć. Jest tu z powrotem w grudniu. Wyobraża go sobie, kiedy za rękę prowadzą go znajomi albo brat Hatem. Ahmed staje się sławny - ma wywiad w amerykańskim "Time", oklaskuje go ulica.

W wyborach do parlamentu wygrywa Bractwo Muzułmańskie. A właściwie stworzona przez nich z okazji wyborów partia Wolność i Sprawiedliwość. Sukces mają też bardziej radykalne partie salafitów. Nazywają się pięknie: Światło albo Cnota. Żądają wprowadzenia szariatu. Bracia Muzułmanie i salafici zajmują 70 procent parlamentu. Nie ma w nim żadnego przedstawiciela młodych z Ruchu 6 Kwietnia, którzy rozpoczęli styczniową rewolucję. Ponieważ prawo wymaga, żeby każda partia miała wśród kandydatów kobiety, salafici wstawiali kandydatki na koniec list. Na plakatach w miejsce twarzy mogły wkleić kwiat albo portret męża (większość wybrała kwiaty). Wiele kobiet na listach ma za to Bractwo Muzułmańskie. Do 500-osobowego parlamentu dostają się cztery. Jedną z nich jest Azza al-Garf.

*

33 lata temu, kiedy rodzi się Ahmed Harara, pani Azza al-Garf postanawia wstąpić do Ichwan, czyli Bractwa Muzułmanów. Bractwo założył w 1928 Hasan al-Banna. Od tego czasu było już ruchem odbudowującym moralnie młodzież, organizacją terrorystyczną. Opiekowało się biednymi, budowało szkoły i szpitale. Stało się największą siłą opozycyjną Egiptu. Rok po wstąpieniu do Bractwa pani Azzy w zamachu ginie egipski prezydent Sadat (niektórzy uważają, że inspiratorami zamachu byli Bracia). Jego następcą zostaje Hosni Mubarak. Za Mubaraka Bracia siedzieli w więzieniach. Dziś pani Azza przyjmuje w biurze w Mieście Szóstego Października (to rocznica wybuchu wojny Jom Kipur) pod Kairem. Meble pachną nowością, a mężczyźni pilnujący drzwi mają tu na czołach zabiby - dosłownie: rodzynki, znamiona od bicia czołem w ziemię podczas modlitwy.

 

Na ścianie są słowa Al-Bany: "Nie śmiej się za dużo bez powodu". Więc Azza się za dużo nie śmieje. Choć Bractwo nie przyłączyło się do rewolucji od początku, dziś obalenie Mubaraka uważa też za swoją zasługę. Pijemy herbatę z duraleksowych szklaneczek z flagą Egiptu i napisem "25 stycznia". - Nikt z mojej rodziny nie był w Bractwie. Byłam młoda, kiedy zaczęłam czytać "Al-Dawah", gazetę Braci. Spodobała mi się ta ideologia, sposób myślenia. Mieszkałam przy medresie, poznałam mądrych, wierzących ludzi. Zaczęłam działać.

Wtedy, w latach 70., Egipt był bardziej otwarty, pani Azza krzywi się. Otwarty, znaczy niedobrze. Potem poznała Zaynab al-Ghazali, współpracownicę Al-Banny, przepracowała z nią 25 lat. - Moim mężem jest dziennikarz związany z Bractwem. "Jesteś z Bractwa, to pewnie z powodu męża", tak mi mówią. Odwrotnie. To ja szukałam człowieka, który będzie odpowiadał mi poglądami. Dziś Bracia to całe moje życie. Ciężko było nam za Mubaraka, próbowałam startować w wyborach kilka miesięcy przed rewolucją. Nie przyjęto moich papierów, męża zamknięto w więzieniu, okradziono dom, straszono dzieci, a mam ich siedmioro. Ale teraz jest wolność. I nadzieja. Tylko ludzie zaczęli się jakby gorzej zachowywać. Na przykład ci, co wciąż protestują na placu, są niemoralni. Przecież wygraliśmy.

W parlamencie Azza al-Garf ma pomysły: kobiety powinny decydować o obrzezaniu córek. Turystyka halal - koniec z alkoholem i bikini dla turystów.

W swoim biurze poselskim w Mieście 6 Października Azza al-Garf tłumaczy: - Nasz islam nie jest skrajny, tylko taki średni.

- Religia i polityka nie powinny być odseparowane?

- Nie. Bo nasz pomysł na świat jest kompletny. Islam jest całością. Ma w sobie wszystko: pomysł na edukację, pracę, modlitwę. Demokracja, ale z muzułmańską tożsamością i muzułmańskim fundamentem.

- Religia rozwiąże problemy?

- Tego nie powiedziałam. Ale to nasza droga. Tylko ty wiesz, jakie masz problemy i jak je rozwiązywać. Więc zostaw nasze problemy nam. Jesteśmy otwarci na świat, ale musi być muzułmańska tożsamość i fundamenty. Prawa kobiet? A ile kobiet mają liberałowie? A czy u was prezydentem jest kobieta? Wierzymy, że kobiety powinny mieć wszelkie prawa, ale oparte na naszej muzułmańskiej bazie. Jeśli szukasz godności i prawa, najlepszym rozwiązaniem dla kobiety jest szariat, muzułmańskie prawo.

Koniec z alkoholem i bikini dla turystów - postuluje w parlamencie Azza al-Garf

 

- Na placu Tahrir mówią, że rewolucja się nie skończyła.

- Ci, którzy okupują drogi, niszczą hotele, to nie są rewolucjoniści. Rewolucjonista wie, że wygraliśmy. I przyjdzie do nas, powie, co mu się nie podoba.

*

- Kradną rewolucję - mówi o Braciach Ahmed Harara. - Chcą nam zrobić państwo wyznaniowe.

Latem 2012 roku Egipt ma nowego prezydenta . Zostaje nim Mohammed Mursi z Bractwa. (Egipcjanie nie mają wielkiego wyboru, drugim poważnym kandydatem jest Ahmed Szafik, były człowiek Mubaraka). Młodzi cieszą się, że nie wygrał Szafik. Martwią się, że wygrał Mursi. Ahmed głosuje na Hamdina Sabahiego, który brał udział w rewolucji i krytykował też generałów. Ale jego kandydat przepada.

W listopadzie nowy prezydent rozszerza władzę o prawo do podejmowania decyzji, które uchronią rewolucję. Żeby chronić rewolucję, policja pałuje na ulicach rewolucjonistów.

W drugą rocznicę wybuchu rewolucji Ahmed Harara znów jest na placu. Teraz protestuje przeciwko Mursiemu.

Policja używa śrutu. Ahmed dostaje rykoszetem w głowę. Jest poparzony.

*

Mówią protestujący z placu: - Kłamią, kłamią! Twierdzą, że doprowadzamy do zamieszek, że palimy i rabujemy. Nie, sami pilnujemy, żeby na placu było bezpiecznie. Mamy straże i ratowników. Gdy ktoś zaczął okradać hotel, powstrzymaliśmy go. Boję się Bractwa i Hamasu, z którym Bractwo dobrze się dogaduje. Hamasu boję się bardziej. Gdybym w jednej ręce trzymał za gardło członka Hamasu, a w drugiej Bractwa, i musiałbym któregoś wypuścić, żeby drugiego udusić, to nie wypuściłbym tego z Hamasu

Doktor Ihab Amur, na placu od dwóch lat: - Ale zobaczysz! Może już w piątek napijemy się herbaty w gabinecie prezydenta? Inszallah! A dzisiaj jeszcze spotkał się z prezydentem Iranu. Nie chcemy tu Iranu. Przez gardło mi to nie przechodzi, ale jest gorzej niż przed rewolucją. Zbłądziliśmy .

Co jest na placu Tahrir dwa lata po rewolucji?

Są twarze. Kolorowe, pastelowe twarze rozdeptane butami. Z dziurami w czołach albo urwaną żuchwą. Te graffiti powstają na murach przy Tahrir od początku rewolucji. Są też zdjęcia, listy, portrety. Szahidzi. Męczennicy sprawy. Tamten z dziurą w czole to Żika - został postrzelony i zmarł drugiego dnia protestów. Miał 17 lat. Na murze jest twarz Ahmeda. Gdy stracił drugie oko, został żywym męczennikiem. Jest symbolem egipskiej rewolucji. Trwa, choć błądzi w ciemności

 

Mural na kairskim placu Tahrir z wizerunkami męczenników rewolucji powstaje od dwóch lat. Jest tu też twarz Ahmeda Harary

- Mnie rewolucja nic nie zawdzięcza - nie zgadza się Ahmed. - 65 osób straciło kompletnie wzrok od początku protestów. Po innych przejeżdżały wojskowe samochody, ginęli pod kołami, od kul, to trzeba pamiętać.

Jest osioł. Symbolizuje amerykańską Partię Demokratyczną. Egipcjanie czują gorycz, bo przez lata USA wspierały reżim Mubaraka tylko dlatego, że pilnował spokoju między Arabami i Izraelem. Roczna pomoc amerykańska osiągała wartość 1,3 mld dol. na cele wojskowe i 250 mln na cywilne, choć Egipcjanie żyli w nędzy. Gdy rozpoczęła się rewolucja, Amerykanie ostrożnie poparli protestujących, ale teraz znowu chcą się dogadać w zamian za spokój na Bliskim Wschodzie.

Jest Naser. Wszędzie Naser. Na obrazach, plakatach, naklejkach. Portrety Gamala Nasera, pierwszego prezydenta Egiptu, który obalił króla Faruka w 1952 roku. Wystają z namiotów, są nalepione na ścianach. - Naser chciał zjednoczenia i sprawiedliwości społecznej dla wszystkich - tłumaczy Harara.

Jest jeszcze handel. Można kupić: kominiarki z flagą Egiptu, rewolucyjne opaski i flagi (na kairskim lotnisku dobrze schodzą albumy fotograficzne o demonstracjach z Tahrir). Za funta albo dwa namalują też flagę na policzku. Chcesz być rewolucjonistą, mister?

*

9 lutego 2013, piątek. Ludzie wychodzą z meczetów i znów na plac (tym razem to piątek godności). Pojawiają się anarchiści z Czarnego Bloku, koktajlami Mołotowa obrzucają siedzibę prezydenta. Z dzielnicy Szubra maszerują chrześcijańscy Koptowie. Przeciwko przemocy mężczyzn demonstrują kobiety. Przeciwko prezydentowi - opozycja. Za prezydentem demonstrują sympatycy Bractwa. Przeciwnicy prezydenta mówią, że Bracia tworzą nowy reżim. Bracia mówią, że protestujący chcą obalić pierwszego demokratycznego prezydenta. W każdy piątek.

 

Protesty przeciwko przemocy wobec kobiet

Ahmed: - Niedokończona rewolucja. Mursi niczym nie różni się od Mubaraka. Brodą może. Nowa konstytucja nic nie zmienia. Patrz, patrz, co się dzieje.

Patrzę: Egipt blokuje dostęp do You Tube z powodu antyislamskiego filmu " Niewinność muzułmanów ". Egipski satyryk Bussem Youssef w telewizji śmieje się, że prezydent Mursi w przemówieniach wciąż mówi "miłość". Bussem trzyma czerwoną poduszkę ze zdjęciem prezydenta, w tle romantyczna piosenka. Zostaje oskarżony o podważenie autorytetu głowy państwa. "Egyptian Mail" pisze: "Mohamed el-Guindi, 28-letni aktywista, zmarł od ran w szpitalu, według opozycji był torturowany po demonstracjach z okazji drugiej rocznicy rewolucji". Miał pęknięte żebra, ślady duszenia i porażenia prądem.

Zepsute zęby, przypomina Ahmed, zepsuty Egipt. - Ale - przypomina sobie - i to nie wystarczy. Ucieszyłem się, kiedy się dowiedziałem, że na Wall Street protestują Amerykanie. Świat musi zbuntować się przeciwko systemowi. Dzisiejszy kapitalizm to jest reżim Mubaraka.

*

Co dała rewolucja:

- Nic - mówi Rami (na placu od dwóch lat).

- Proporcje - mówi doktor Ihab. - W Egipcie od lat były dwie siły: wojsko i Bractwo. Teraz tylko odwróciły się proporcje, a Bracia są legalni.

- Pękła bariera. Rozbiliśmy ją - mówi Ahmed Harara. - Ludzie przestali się bać, wychodzą w każdy piątek

- Nienawidzę ich wszystkich - liberałów i Braci - mówi Abdel Halim Adel, 60 lat.

Hamdy Mohamed, lat 40: "Nie wyczekujemy już wolnego piątku, nie kojarzą się z zabawą i odpoczynkiem. Boimy się ich" (2 lutego 2013, "The Egyptian Gazette").

W ubogiej dzielnicy islamskiej sprzedawcy warzyw kiwają głowami: Tahrir to nie Egipt.

Mówią protestujący z placu:

Rami Darwish z Aleksandrii, 35 lat, kiedyś w branży turystycznej, od dwóch lat przyjeżdża na plac: - Też jestem muzułmaninem, większość Egipcjan jest. Wierzę. Ale wiara to nie polityka. Krzyczymy, ale nas nie rozumieją. Nie tylko tu, ale na wszystkich placach kraju. Na Al-Manszeja w Port Saidzie i placu Orabiego w Aleksandrii. Zdzieramy gardła: ajisz, ajisz! To w dialekcie egipskim "chleb". Ale w klasycznym arabskim - "życie". I my wołamy "życie", chcemy wreszcie żyć wolni. Oni wciąż myślą, że chodzi nam o chleb, zapychają nas chlebem.

*

11 lutego (to druga rocznica odejścia Mubaraka) płoną ulice. Na Tahrir unosi się gaz (to wprowadzanie demokracji - mówi prezydent), a w Café Riche papierosowy dym znad rewolucyjnych dyskusji.

Dwa lata po rezygnacji Mubaraka: Strzały w Kairze

 

Ahmed Harara zaciąga się kolejnym papierosem. Właśnie zaczął pracować w organizacji praw człowieka. Na razie mieszka z rodziną, pomaga mu brat. Kiedyś nie czytał książek, dziś całe dnie słucha audiobooków. Chce się nauczyć grać na fortepianie. Może po Europie pojeździć. Ale jeszcze nie teraz, najpierw trzeba dokończyć. Za 10-20 lat będzie u nas jak w Europie!

Patrzy na plac mlecznym okiem z napisem "wolność". Nie może zobaczyć, że namiotów jest coraz mniej.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.