Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Grzegorz Lato - duma Mielca, wielki piłkarz, średni trener, kiepski senator i menedżer zagadka. Od półtora miesiąca prezes PZPN - wybrany głosami piłkarskiego betonu. Dzięki poparciu "leśnych dziadków".

Sportowy pegeer (2008)Stadion Stali Mielec. W sklepiku z pamiątkami zżółkła bawełniana koszulka z numerem 7 i napisem "Lato". Niebieskie (klubowe barwy) lamperie jak w peerelowskich podstawówkach.Stadion jest wielki, na 30 tysięcy ludzi - pamiątka wielkiej przeszłości. Płyta w niezłym stanie, obok hotel. W 2006 był pomysł, żeby rozegrać tu turniej eliminacyjny mistrzostw Europy w piłce nożnej kobiet. Ale te trybuny... Przyjechała komisja z PZPN, myślała, czy nie przemalować chociaż ławek na biało.

- Ale zrezygnowali z nas - mówi prezes Andrzej Korczykowski.

Remont stadionu kosztowałby 20 mln zł. Miasto znalazło inwestora - chce postawić 10-tysięczny stadion za miastem, a w miejscu starego wybudować galerię handlową. Tyle że nic z tego chyba nie wyjdzie, bo rada osiedla protestuje.

Zostaje upadający pegeer w świecie sportu.

Ryk ze stadionu (1972)

Mielec kocha piłkarzy. Stadion pęka w szwach, na mecze przyjeżdżają autokary z całego Podkarpacia, ludzie siedzą nawet na bieżni.

Stal w 1969 roku awansuje do pierwszej ligi, a w 1973 zdobywa mistrzostwo Polski.

Grzegorz Lato zapamiętał, że fachowcy w gazetach pisali o Stali "podwórkowy mistrz Polski z grajdołka". To bolało.

- Sprzedawaliście wtedy mecze? - pytam Grzegorza Latę.

- Co pan? Myśmy mieli tak wysokie premie za zwycięstwa, że nie było możliwości tego przebić.

Budżet klubu to ok. 4 mln zł.

- Większość 18-tysięcznej załogi płaciła na klub po 1 proc. swojej pensji - pamięta wiceprezes Stali z lat 1967-1984 Edward Kazimierski.

Pensje płaci piłkarzom fabryka. Lato: - Na początek dostałem 2,1 tys. zł. Ale już po roku, jako "wybitny specjalista", 12 tys. zł. Plus kadrowe za grę w lidze (w pierwszej 1,5 tys. zł). I premie meczowe - 10 tys. zł za wygrany mecz.

Gra w Stali od 12. roku życia. Wpadają z kolegami pod blokiem na pomysł: zapiszmy się do trampkarzy. Idą w ośmiu, trener robi im małą gierkę. Trzem - w tym Grzegorzowi - każe przynieść na drugi dzień zdjęcia do legitymacji klubu.

W Stali Lato dostaje najpierw 400 złotych stypendium: - Z tego żyliśmy ostatnie dziesięć dni w miesiącu, przed wypłatą mamy.

W domu się nie przelewa. Kiedy Grzegorz miał dziewięć lat, jego ojciec, mechanik z WSK PZL Mielec, pojechał do Krosna po kukuruźnika do remontu. Wszedł w kałużę oleju, wywrócił się, uderzył głową w krawężnik. Umarł w szpitalu.

- Miał 37 lat, a ja dziewięć. Do snu czytał mi "Potop". Ojciec był naszą ostoją. Miał dobrą pensję, dorabiał kursami nauki jazdy, mieliśmy motocykl, to było coś. Powodziło nam się lepiej niż przeciętnie - opowiada Grzegorz Lato.

Mama musi dokładać do pensji z oszczędności, sprzedaje motor, przeżyją za to parę miesięcy.

Grzegorz idzie do technikum samochodowego. Od matury gra w pierwszej drużynie Stali. Początkowo pracuje w WSK PZL Mielec, przez dwa tygodnie wierci dziury na dachach telewizyjnych wozów transmisyjnych i zakłada nity.

- Żeby się młodemu nie przewróciło w głowie - opowiada dziś Lato. - Przychodziłem na siódmą, przebierałem się, brałem sprzęt, robiła się ósma, do dziewiątej pracowałem, zdawałem sprzęt, myłem się, przebierałem, bo o 10 był trening. W końcu kierownik powiedział, że szkoda zdrowia.

Ślub biorą najpierw w urzędzie, potem w kościele. Kiedy wychodzą, słychać ryk ze stadionu Stali, akurat trwa tam mecz.

- Strzelili gola - mówi Grzegorz Lato do żony. Ma 22 lata, jest prawoskrzydłowym Stali.

- Daj spokój, teraz mamy życzenia - strofuje go Zdzisława. Ale w duchu myśli, że to na szczęście od drużyny.

Po ślubie dostaje dwupokojowe mieszkanie. Kiedy rodzi mu się syn - czteropokojowe.

Parodia obrad PZPN z programu ''Za chwilę dalszy ciąg programu''



Jeździec bez głowy (1973)

Trener Kazimierz Górski zarzuca mu "wiatrakowatą technikę".- Jeździec bez głowy! - mówi najsłynniejszy polski komentator Jan Ciszewski o Lacie po jego pierwszych występach w reprezentacji. Bo Lato leci do przodu jak szalony, wyprzedza wszystkich, a potem nie wie, co zrobić.

Dwa miesiące przed słynnym meczem na Wembley Polska gra z Bułgarią, ale pół kadry leczy urazy po tournée po Ameryce Południowej i Górski powołuje Latę. Wygrywamy 2:0, Lato strzela obie bramki i zostaje w kadrze na dziesięć lat.Na Wembley to on podaje piłkę Janowi Domarskiemu, który zdobywa najsłynniejszego gola w historii polskiej piłki. Na MŚ w 1974 zdobywa tytuł króla strzelców. Błyszczy na mundialach w 1978 i 1982. Rozegrał najwięcej spotkań w reprezentacji Polski - aż 104.Czapki z głów.

Plotki, że mecz ustawiony (1978)

- Wiem, że dwa razy mi chłopcy mecz przehandlowali. Z Pogonią Szczecin i z Ruchem Chorzów - mówi Edward Kazimierski, były wiceprezes Stali. W obu grał Lato. Może chodzić o rok 1978. Mocna Stal przegrywa z broniącymi się przed spadkiem Pogonią Szczecin 0:3 i Ruchem Chorzów 0:1.

- Cha, cha, cha - śmieje się z tego Grzegorz Lato. - To było inaczej.

Wersja Laty: z Pogonią Szczecin grali w 1972 i wygrali 2:0. Wszyscy spodziewali się, że podłożą się potem zaprzyjaźnionej Stali Rzeszów. Kibice nawet nie pojechali na mecz. A oni wygrali 2:0 i Stal Rzeszów spadła, a utrzymała się Pogoń.

- Mistrz robienia dobrej atmosfery - mówi trener Mariusz Łuc o Grzegorzu Lato



A z Ruchem? Lato: - Byliśmy na zgrupowaniu w Parkoszu koło Dębicy, wracamy, a trener mówi tak: "Zostaje Kukla, Kasperczak, Szarmach i Lato. A reszta na trybuny". Naszą czwórkę zostawił, bo selekcjoner reprezentacji Jacek Gmoch wymagał, żeby kadrowicze grali. A za pozostałych wpuścił juniorów, bo chodziły plotki, że mecz jest ustawiony. Przegraliśmy u siebie 0:1.

- Czyli rzeczywiście przegraliście.

- Głupia bramka wpadła, błąd juniora. Normalnym składem byśmy ich roznieśli. Nie wiem, żeby ktoś wziął pieniądze. Może działacze się dogadali? Na pewno nikt z naszej czwórki.

- Kiedy zetknął się pan z korupcją w piłce?

- Chodziły słuchy, że Zagłębie Sosnowiec [ulubieńcy Edwarda Gierka] musi się utrzymać.

- A wy sprzedawaliście?

- Do mnie nikt nie próbował podejść z propozycją. Czy z sędziami coś załatwiali, to nie wiem. Ale co sędzia mógł załatwić na Stal Mielec? Da panu rzut karny - to jedna bramka. A my strzelaliśmy trzy albo pięć. Polski futbol stał wtedy na wysokim poziomie. Sędziowie też byli bardzo dobrzy. Nie chcieli się zeszmacić.

100 dolarów do tyłu (1991)

W 1984 Lato kończy karierę piłkarską w Atlante Meksyk, wyjeżdża do Kanady. Zakłada ze wspólnikiem sklep sportowy w Toronto.

- Ale nie mogliśmy się dogadać - opowiada Lato. - Spłacił mi moją część. Z wyjątkiem ostatnich 100 dolarów, bo zbankrutował. Pieniądze korzystnie zainwestowałem, trenowałem drużynę Polonia Hamilton, a w 1991 r., jak przyjechaliśmy na wakacje do Polski, dostałem propozycję trenowania Stali. I wróciliśmy.

- Szefuje pan teraz wielkiej firmie, PZPN. Czym pan zarządzał w życiu z dobrym skutkiem?

- Swoją firmą w Kanadzie.

- Bardzo dobrym! 100 dolarów straty.

- To nie była moja strata, tylko jego bankructwo. Jak rozkręciliśmy interes, szło rewelacyjnie.

- Mały sklep to nie wielki związek. Jakie są pana kwalifikacje menedżerskie?

- Nie jestem człowiekiem orkiestrą. Prezesa poznaje się po ludziach, jakimi się otacza. Będzie menedżer od zarządzania środkami finansowymi. Ja wyznaczam cele.

- Ale gdzie w przeszłości sprawdził się pan jako menedżer?

- Czy każdy prezes zna się na wszystkim? Każdemu możemy tak dokopać, panie redaktorze.

Spieprzaj, "Fryzjer" (1995)

- Spieprzaj stąd - krzyczy trener Grzegorz Lato do menedżera zespołu. Menedżer to "Fryzjer", czyli Ryszard F., którego prokuratura we Wrocławiu oskarża teraz o szefowanie piłkarskiej mafii. Końcówka lat 90. Fachowcy mówią, że wtedy prawie wszystkie mecze były ustawiane.

Lato tak wspomina incydent z "Fryzjerem":- W trakcie sezonu zostałem trenerem Amiki Wronki. W Bełchatowie do przerwy wygrywaliśmy 2:1, wchodzę do szatni, a tam pan "Fryzjer" opieprza zawodnika. Wydarłem się. "Fryzjer" miał potem pretensje, że mu autorytet podważam. Nie minęło pół roku i wiosną 1996, mimo że byliśmy na czwartym miejscu, odsunięto mnie od zespołu. Robił wszystko, żeby tak się stało.

- Widział pan, co się dzieje?

- Nie wiem, czy "Fryzjer" jakiś mecz załatwił. Ja go wyrzuciłem i zakazałem zbliżania się do zawodników.

- Nie widział pan korupcji?

- Nie widziałem, bo musiałbym złapać kogoś za rękę. Słuchy chodziły różne, którego sędziego zna "Fryzjer". Wiem na pewno, że się opiekował sędziami.

- Nie żałuje pan tej znajomości?

- Złodziej nie ma na czole napisane, że jest złodziejem. Nie miałem dla niego nigdy poważania, raczej politowanie. Działacze Amiki się szybko na nim poznali i go odsunęli.

Rozmawiam z byłym działaczem Amiki. Incydentu w Bełchatowie nie widział. Ale może potwierdzić: - Panowie się nie znosili.

Jak rozpadała się Stal (1996)

Miały być pieniądze, a przyjeżdża komplet mebli do klubu. Thomas Mertel, niemiecki przedsiębiorca, ma być zbawcą Stali, która spadła już do II ligi. A zostaje jej grabarzem.

Trenerem Stali jest ponownie Grzegorz Lato. Klub po ośmiu kolejkach zajmuje trzecie miejsce i nagle zaczyna się upadek. Mertel przestaje wywiązywać się ze zobowiązań, zarząd wyrzuca go.

- Mertel narobił długów, odcięli nam światło i wodę. Ubłagaliśmy, żeby nam włączali na mecze - mówi ówczesny prezes Stali Manfred Sieroń.

Grzegorz Lato: - Korupcja? Nie widziałem, bo musiałbym złapać kogoś za rękę. Wiem na pewno, że ''Fryzjer'' się opiekował sędziami



Rundę jesienną klub kończy na przedostatnim miejscu w tabeli. Na wiosnę trener Lato wprowadza do drużyny juniorów w miejsce odchodzących graczy. Ale na cztery kolejki przed końcem sezonu walne zgromadzenie Stali podejmuje uchwałę o likwidacji klubu.

- Co mogłem zrobić? - mówi Lato. - Podałem się do dymisji i odszedłem.

Po dwóch latach zatrudnia go Widzew Łódź. Zaczyna pracę od dwóch porażek po 1:4. I niedługo kończy karierę trenera.

Wybitny reprezentant (1999)

Na początku XXI wieku Grzegorz Lato staje się ikoną polskiej piłki. Rudolf Bugdoł - niegdyś prawa ręka niesławnego prezesa Mariana Dziurowicza, dziś nowy wiceprezes PZPN - zauważa, że kiedy na oficjalnym meczu na trybunie honorowej pojawia się prezydent albo premier i piłkarz, to rządzący się zmieniają, ale tym piłkarzem jest zawsze Grzegorz Lato.

Od 1999 Lato jest szefem Klubu Wybitnego Reprezentanta - to zawodnicy, którzy zagrali przynajmniej 60 meczów w kadrze.

Następny krok: polityka.

Wisi i będzie wisiał (2001)

Krzyż wisiał w domu Latów od zawsze. Dawniej był zwykły, prosty, polski. Teraz jest pamiątkowy, zdobiony, przywieziony z Meksyku.

- Wisiał, wisi i będzie wisiał - podkreśla Zdzisława Lato.

A Grzegorz dodaje: - Jestem za ludźmi pracy. Ale w kwestiach takich jak aborcja mam inne zdanie niż SLD. Mój dziadek był przez 50 lat kościelnym.

- Zawsze taki wierzący, budowę kościoła na Borku wspomagał. Po co mu to SLD było? - pyta Józef Witek. - Teraz nosi ten garb.

Na początku 2001 r. mówi się, że Grzegorz Lato zostanie parlamentarzystą z listy SLD. "Na razie nie zamierzam bawić się w politykę. Poza tym zawsze byłem katolikiem" - mówi w marcu dziennikowi "Życie". We wrześniu zostaje senatorem SLD. "To najrozsądniejsza opcja. Ma sprawdzone kadry, a nie farbowanych działaczy" - wyjaśnia we wrześniu w "Gazecie Krakowskiej".

Jest pierwszym senatorem tej partii na tradycyjnie prawicowym Podkarpaciu. Zdobywa aż 137 tys. głosów, nad drugim z podkarpackich senatorów ma blisko 50 tys. głosów przewagi.

W Senacie Lato zabierze głos trzykrotnie. Raz będzie apelował do ministrów sprawiedliwości i spraw wewnętrznych o "włączenie Sądu Rejonowego w Sandomierzu do obszaru właściwości Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu". Drugi raz będzie pytał ministra zdrowia, czy dzieci i młodzież uprawiające sport amatorski mają odpowiednio często przeprowadzane badania lekarskie. Trzeci raz będzie przekonywał ministra infrastruktury, by wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego podporządkował wojewodom, a nie zarządom wojewódzkim.

- Nie nudził się pan w tym parlamencie?

- Nieraz nie było co robić. Senator ma tyle roboty, ile jej dostanie od posłów. Byłem w komisji nauki, edukacji i sportu i w komisji emigracji Polaków za granicę. Jeśli chodzi o naukę, to panowie profesorowie się sami trzymali, żeby zaistnieć. Prowadziłem za to ustawę o sporcie kwalifikowanym.

- Jak pan prowadził, skoro w Senacie wystąpił pan tylko trzy razy i to w innych sprawach?

- To proszę sprawdzić, ile wystąpień mieli inni senatorowie.

- Sprawdziłem. Z siódemki senatorów V kadencji na literę L najrzadziej oprócz pana zabierał głos Grzegorz Lipowski - dziewięć razy. Najczęściej Marian Lewicki - 56.

Wiesław Ciesielski, wtedy szef SLD na Podkarpaciu, który wymyślił kandydaturę Laty: - Grzegorz nie jest mówcą, trybunem. Oczekiwałem, że tak będzie - dużo spotkań z ludźmi. I konkretne sprawy. Dużo pomógł oświacie na Podkarpaciu, niejedną halę sportową otworzyliśmy.

Ciesielski o kampanii Laty: - Dziś to się nazywa "hand to hand". Po spotkaniu wyborczym bywało ognisko, gitara, piwo, jak ktoś chciał, to i coś mocniejszego.Lato wystartuje jeszcze w wyborach na senatora w 2005 i 2007 roku. Bez powodzenia.

Aż ciarki przechodzą (2007)

Wiceprezes Bugdoł pamięta, kiedy Grzegorz Lato wyrósł na kandydata na prezesa związku. W styczniu 2007 roku zaczęła się "druga wojna futbolowa", do związku wkroczył przysłany przez ministra sportu Tomasza Lipca kurator - prezes spółki Ekstraklasa SA Andrzej Rusko.

- Grozili, że nas rozpędzą - mówi Bugdoł. - Atmosfera wokół związku była fatalna. Trudno było znaleźć kandydata, który miałby odwagę zostać szefem PZPN. Grześ się zgodził.

Lato: - Atak ministra Lipca na związek nas rozjuszył. Powiedziałem kolegom, że się zgadzam, jeśli będą za mną murem stali. Nie uznaję odpowiedzialności zbiorowej. Powiedziałem ministrowi, że nie pozwolę na szarganie mojego nazwiska. Bo kiedyś na Stadionie Śląskim 100 tys. ludzi śpiewało mi "Jeszcze Polska nie zginęła". Na dole jest taki rezonans, że ciarki przechodzą. W ciężkich czasach dawałem ludziom trochę radości.

- Pewnie, że tak. Tym bardziej smutne, że został pan człowiekiem z betonu.

- I bardzo dobrze, bo dom stawia się na betonie. Wyście tak nazwali tę olbrzymią liczbę działaczy ze związków wojewódzkich.

- Inaczej: "leśne dziadki".

- Że nie są młodzi? Każdy może działać, młody też, tyle że młodzież zaraz pyta: "za ile?". A to praca społeczna, mało kto jest na etacie.

- Nie sądzi pan, że PZPN jest dziś archaiczny jak PZPR w 1989 roku?

- Niech pan mi nie mówi o PZPR. Zmiana warty jest w piłce potrzebna, a ja jestem działaczem PZPN od czterech lat. A nie od trzech czy pięciu kadencji, jak niektórzy na Wiejskiej. PZPN za rok będzie miał 90 lat. Historii nie można tak wyrzucić. Potępia pan PZPR, ja też wiem, że wtedy były złe rzeczy. Ale kiedy polska piłka miała największe sukcesy? Właśnie w tamtych czasach, w latach 1974-1982.

- Jak będzie wyglądała pana "odnowa"?

- W styczniu na walnym zebraniu zostanie powołany związkowy prokurator, który będzie reagował na każdy sygnał. Nie może być tak, że przyjdzie Janosik, weźmie siekierkę i zacznie machać w lewo i w prawo. Będziemy rozstrzygać prawnie udokumentowane sprawy. Na razie są tylko plotki.

- Jak to plotki? Mówi pan o wielkim korupcyjnym śledztwie prokuratury we Wrocławiu?

- Plotki, bo wyroku jeszcze nikt nie dostał.

- Siedmiu przyjęło dobrowolnie wyroki, ponad setka czeka w kolejce.

- Powiem panu, co mnie boli. Jak się łapie samorządowca z jakiejś partii, to partia go wyrzuca i nikt jej nie oskarża o sprzyjanie korupcji. Myśmy zrobili to samo, wszyscy, których złapano, zostali wyrzuceni z PZPN.

- Nie wszyscy, tylko ci, którzy się przyznali. Wy nawet za zarzut prokuratorski nie wyrzucacie.

- Jak to nie wyrzucamy? Zawieszamy do wyjaśnienia sprawy. A najpierw jest domniemanie niewinności.

Oświadczenie w biurku (2008)

- Pracuje w związku na etacie były sędzia, który był wezwany do prokuratury, przedstawiono mu zarzuty - opowiada mi Stefan Antkowiak, członek obecnego zarządu PZPN. - On mi napisał oświadczenie, że jest niewinny, trzymam je w biurku. Nie mam podstaw, żeby go zwolnić. Zwłaszcza że są ludzie z wyrokami, którzy nadal pełnią funkcje. Gdzie? W policji, w szpitalach.

Wiem, że dwa razy mi chłopcy mecz przehandlowali. Z Pogonią Szczecin i z Ruchem Chorzów - mówi Edward Kazimierski, były wiceprezes Stali. W obu grał Lato



Antkowiak był trampkarzem Lecha Poznań. Pracował w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego. Jest po AWF, kierował działem socjalno-bytowym. Był I sekretarzem komitetu zakładowego PZPR. W 1986 został wiceprezesem Lecha. - Potem zaczęło się wyśmiewanie sportu przy zakładach pracy, w 1992 przyszła do klubu nowa ekipa - wspomina Antkowiak. - Odszedłem. Dokąd? Na szefa wojewódzkiego oddziału PZPN.

Fachowcy od lat domagają się, by do zarządzania piłką dopuścić menedżerów. A w nowym zarządzie PZPN królują "leśne dziadki". Tak mówi się o działaczach w wieku przedemerytalnym, którzy na piłce zęby zjedli.- Oni zurzędniczeli, stracili poczucie misji - wyjaśniają mi w Ministerstwie Sportu powody ciągłych wojen z PZPN. - A przede wszystkim zobojętnieli na patologie. To nie musiała być korupcja z dużymi pieniędzmi. W niższych klasach to latami tak wyglądało: "Słuchajcie, dajcie nam ten mecz, my się też wam kiedyś odwdzięczymy". Tego prokuratura nie złapie, środowisko musi mieć wolę samooczyszczania się. A tego nie widać.

Kiedy pytam członków zarządu PZPN o korupcję, dominuje odpowiedź "to nie my, to oni".

Zbigniew Lach (wychowanek Kolejarza Prokocim Kraków, w 1966 grał krótko w Stali, skończył zaocznie prawo na UJ, był wiceprezesem Kolejarza): - W małych klubach na korupcję nie ma pieniędzy. Co innego w wielkiej piłce. Za moich czasów Wisła też załatwiała mecze - z Odrą Opole, z Szombierkami. Łapie się sędziów i działaczy, a zawodnicy też biorą. W I lidze to widać, czy zawodnik zrobił kiks, czy specjalnie się myli.- Co z tym zrobić?- Sprawa się powoli oczyści. Teraz już się chłopcy boją.Wiceprezes PZPN Jan Bednarek (wieloletni prezes Bałtyku Koszalin oraz zachodniopomorskiego PZPN) z korupcją zetknął się raz w życiu: - Zawiesiliśmy na dwa i pół roku obserwatora, który był u mnie szefem wydziału sędziowskiego. Parę klapsów za to dostałem. Henryk Klocek, prezes pomorskiego PZPN, przez wiele lat sędzia i obserwator, przyznaje, że codziennie czeka na radiowóz, który zawiezie go na przesłuchanie do wrocławskiej prokuratury w charakterze podejrzanego (27 listopada zeznawał już jako świadek). Nabił sobie fatalny billing - 296 rozmów telefonicznych z "Fryzjerem". O korupcji w piłce nie chce rozmawiać.

- Już się na ten temat wypowiadałem, także w "Gazecie". Powiem panu tylko, że przez ostatnie trzy lata zatrzymano 160 osób z polskiej piłki, a tylko w tym roku wykryto 1,6 tys. skorumpowanych policjantów. Że dopóki człowiek nie jest skazany prawomocnym wyrokiem, to należy go traktować jak niewinnego.

- A przysięgnie mi pan na wszystkie świętości, że pan nie brał udziału w korupcji?

- Nie będę rozmawiał z panem na ten temat.

Zdjęcie na okładce (2008)

Stal Mielec upadła, Lato błyszczy. Zawsze miły, sympatyczny, uśmiechnięty.

- Bardzo serdeczny człowiek, z sercem na dłoni - sąsiad Laty Kazimierz Miłoś ciepło wspomina wspólne spacery z psami.

- Mistrz robienia dobrej atmosfery - mówi trener Mariusz Łuc, prowadzi zajęcia piłkarskie na nowoczesnym boisku ze sztuczną nawierzchnią, które wybudowało miasto.

- Grzesiu głosu raczej nie zabierał. Siedział w kąciku i się uśmiechał - wspomina Edward Kazimierski, wiceprezes Stali sprzed lat.

W Mielcu szkoła sportowa od czterech lat nosi imię Grzegorza Laty. A tom drugi Encyklopedii Miasta Mielca autorstwa Józefa Witka ma na okładce cztery fotografie:- Stanisława Mieleckiego - ojca kasztelana krakowskiego Sebastiana i marszałka wielkiego koronnego Jana;- błogosławionego ks. Romana Sitki zamordowanego w Oświęcimiu;- Kazimierza Sabbata, przedostatniego prezydenta rządu londyńskiego;- Grzegorza Laty.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.