Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"My, dzieci z dworca ZOO" dostępne na Publio.pl. Sprawdź >>


Christiane F. brała narkotyki. I dlatego właśnie, jeszcze zanim skończyła 20 lat:

na jej konto wpłynęło pół miliona marek;

chodziła po czerwonym dywanie w Hollywood w towarzystwie aktorów i reżyserów;

imprezowała z zespołem AC/DC w kalifornijskim pałacu z marmurową posadzką;

miała tyle samo fanek, które pisały do niej listy i zakładały fankluby, co David Bowie.

Całe Niemcy, a potem Europa i świat, kibicowały zmagającej się z uzależnieniem od heroiny 16-letniej Christiane F., która zdecydowała się ku przestrodze opowiedzieć ze szczegółami swoją historię w książce "My dzieci z dworca Zoo".

Jak Christiane poradziła sobie z nałogiem, dzięki któremu stała się sławna i bogata? Przez 35 lat regularnie sprawdzali to niemieccy dziennikarze.

Rok 1978. "Christiane F. przeżyła już wszystko"

Włosy upięte w grzeczny warkocz, podkrążone oczy, wielkie źrenice, pełne usta. Buzia dziecięca, ale w oczach czai się dojrzałość. I podpis: "Christiane, 16 lat, przeżyła już wszystko. W wieku 12 lat brała valium, mając 13 lat, sięgnęła po heroinę i się uzależniła. Chodziła do szkoły, a popołudniami na ulicę. Jej matka niczego nie zauważyła". To okładka magazynu "Stern", w którym ukazuje się seria reportaży "My, dzieci z dworca Zoo", napisanych przez dziennikarzy Horsta Riecka i Kaia Hermanna na podstawie rozmów z 16-letnią Christiane. Niedługo zostaną wydane w formie kultowej książki, która sprzeda się w milionach egzemplarzy.

Christiane mieszka wtedy w Kaltenkirchen pod Hamburgiem, z babcią, wujkiem, ciotką i kuzynem. Matka zawiozła ją tam, by oderwała się od heroiny i środowiska berlińskich narkomanów. Na ścianach wiszą poroża jeleni, babcia nosi bawarski strój, uwielbia Franza Josefa Straussa, konserwatywnego premiera Bawarii, i ciągle gotuje. Christiane wygląda, jakby wciąż przechadzała się po dworcu Zoo - wkłada futerko z królików, obcisłe dżinsy i buty na wysokich obcasach. Nie chce zjadać wszystkiego z talerza. Nudzi się. Musi wracać do domu o 9.30. Wkurzają ją te zakazy, ale się do nich stosuje.

Mówi sobie, że wkrótce stąd pryśnie, ale w głębi duszy boi się tego, co przez ostatnie lata uważała za wolność.

Z nudów próbuje się uczyć, zaczyna nawet odrabiać lekcje. Ale trzy tygodnie po rozpoczęciu roku szkolnego dyrektor liceum dostaje jej akta z Berlina i dowiaduje się o narkotykach i konfliktach z prawem. I o tym, że przez ostatni rok była w szkole w sumie trzy miesiące. Tłumaczy jej, że nie spełnia wymagań liceum. Christiane trafia do zawodówki.

Na boisku jest gruba biała kreska. Po jednej stronie na przerwach przesiadują licealiści, po drugiej ci ze szkoły zasadniczej. W miasteczku są dwie dyskoteki - jedna dla licealistów, druga dla uczniów zawodówki. Christiane wie, że marzenia o nowym, lepszym życiu bez hery może włożyć między bajki. Ludzie i tak będą ją oceniać na podstawie tego, co przeżyła. Jako była narkomanka nigdy nie dostanie dobrej pracy. Z nowymi znajomymi zaczyna pić i palić haszysz. Ale na serio myśli, że nie będzie miała już nic wspólnego z heroiną.

Któregoś dnia widzi swą twarz w witrynie kiosku z gazetami. Dociera do niej, że właśnie całe Niemcy poznają intymne szczegóły z jej życia - od opisów rzygania na odwyku po sceny z klientami w samochodach.

Ma rację. Reportaż wywołuje burzę, a ona szybko staje się główną atrakcją Kaltenkirchen.

Rok 1981. "Mit Christiane F."

Wąskie dżinsy, srebrna kurtka, biała koszula, lśniące proste włosy z przedziałkiem, nieobecne spojrzenie. To aktorka Natja Brunckhorst, która zagrała główną rolę w filmie "Christiane F." Udiego Edela, na okładce magazynu "Spiegel". I podpis: "Mit Christiane F. - dziecka z dworca Zoo". Wilhelm Bittorf, dziennikarz "Spiegla", z okazji premiery filmu jedzie odwiedzić "prawdziwą, oryginalną" Christiane F. Ma już 19 lat i mieszka w Hamburgu. Otwiera mu drzwi ubrana w czerwony pulower i dżinsy, na głowie ma irokeza, oczy pomalowane na czarno. Ogląda telewizję, leżąc na starym materacu.

Gdy tylko skończyła 18 lat, uciekła od rodziny. Przez jakiś czas dekorowała witryny sklepowe, a kiedy książka "My, dzieci z dworca Zoo" trafiła na szczyt listy bestsellerów, zaczepiła się na stażu w księgarni. W weekendy jeździła na koncerty do Hamburga, włóczyła się po barach i szybko wkręciła się w środowisko artystyczne. Była przecież słynną Christiane F., wyglądała ekstra. Wynajęła mieszkanie z grupą nowych znajomych. Była zachwycona - jednym z nich był Frank Ziegert, wokalista Abwärts, jej ulubionego zespołu. Ze zdziwieniem stwierdziła jednak, że nie jest tak znany i bogaty jak ona. To Christiane wpłaciła 6000 marek kaucji za mieszkanie. W swoje 18. urodziny uzyskała dostęp do konta, na które spływały tantiemy za książkę. Było na nim pół miliona marek.

Christiane właściwie nie korzysta z tych pieniędzy. Pracuje w księgarni, pomaga przy koncertach, imprezuje. Okazyjnie pali skręty i wciąga kokainę. Wiąże się z 16-letnim Alexandrem Hacke, który za kilka lat zasłynie jako muzyk industrialnego zespołu Einstürzende Neubauten. Zakładają zespół Sentimentale Jugend, w którym Christiane próbuje grać na gitarze, nagrywa też kilka solowych płyt pod pseudonimem Christiana. "Jestem taka uzależniona/ Myślę, że to cudowne" - śpiewa w piosence "Wunderbar". Gra tancerkę go-go w cyberpunkowym filmie ''Decoder'' u boku amerykańskiego skandalisty Williama S. Borroughsa. Jest gwiazdą niemieckiej bohemy. "Traktowałam muzykę niezbyt poważnie, tak samo jak aktorstwo" - wzrusza ramionami.

Sławę ma już zapewnioną. Kiedy ekipa "Christiane F." jedzie do USA promować film, ojciec zabrania 15-letniej Natii Brunckhorst podróży do Hollywood. Zamiast niej leci 19-letnia Christiane. Prosto z samolotu wsiada do czarnej limuzyny, która czeka na płycie lotniska i jedzie na wywiad do kultowej stacji radiowej KROQ. W Los Angeles pije sok pomarańczowy z rockowym muzykiem Billym Idolem, włóczy się z niemiecką piosenkarką Niną Hagen po pokazach mody w loftach. Jest zachwycona, chociaż nie może szaleć, bo wstęp do klubów jest od 21 lat. "Uwielbiano mnie w Stanach Zjednoczonych, to było genialne" - zachwyca się.



Rok 1985. "Christiane F. - prawdziwa historia"

Rozczochrana, bosa dziewczyna w pasiastym szlafroku frotté pochyla się nad półotwartą czarną trumną. To zdjęcie ze "Sterna". Fotograf magazynu postanawia odwiedzić 23-letnią Christiane. Ze zdziwieniem stwierdza, że w trzypokojowym berlińskim mieszkaniu znajduje się tylko skórzana kanapa, materac i czarna trumna, w której Christiane trzyma swoje rzeczy, oraz sterty gazet zasikanych przez jej psy.

Niedługo potem Christiane zostanie aresztowana z pięcioma gramami heroiny. Trafi do więzienia.

Przez ostatnie kilka lat pomieszkiwała w Zurychu u Anny i Daniela Keelów, właścicieli znanego szwajcarskiego wydawnictwa Diogenes. Zaprosiła ją Anna, zafascynowana jej książką. Oficjalnie Christiane jest au pair dla ich dzieci, choć młodszy syn ma 14 lat, a starszy, pełnoletni, nie mieszka z rodzicami. Dlatego raczej zajmuje się ich gośćmi. Keelowie kilka razy w tygodniu wydają eleganckie kolacje, na których serwują tanie spaghetti po bolońsku i drogie wino. Schodzą się pisarze związani z wydawnictwem, artyści i ludzie filmu: Federico Fellini, Patrick Süskind, autor słynnego ''Pachnidła'', Patricia Highsmith, amerykańska pisarka, autorka książki "Utalentowany pan Ripley". Christiane siada do stołu i woła: "Ej, mam przed sobą sześć widelców. Co mam niby z tym zrobić?". Towarzystwo wybucha śmiechem. Keelowie proszą Christiane: "Opowiedz jeszcze o Berlinie", i wszyscy słuchają jej historii o narkotykowych odlotach. "Poznawanie bogatych czy sławnych ludzi zawsze było mi obojętne" - stwierdza Christiane.

Keelowie podsuwają jej lektury, zabierają do teatru, ale po trzech tygodniach Christiane zaczyna się nudzić, czuje się jak u babci w Kaltenkirchen. Włóczy się po mieście, zagaduje rówieśników. Szybko trafia do Platzspitz, słynnego ''Parku Igieł'' obok dworca w Zurychu. W latach 80. władze miasta zgodziły się na legalne zażywanie i sprzedaż narkotyków w parku, żeby kontrolować narkotyki w mieście. W parku rozdawano czyste igły, kompresy i kremy antyseptyczne. Bywały dni, kiedy siedziało tam nawet trzy tysiące narkomanów, niektórzy wystawiali stoliki, z których sprzedawali wszystkie narkotyki świata. Park zamknięto dopiero w latach 90., kiedy nadeszła epidemia AIDS, a Platzspitz zaczął zmieniać się w wysypisko śmieci i teren wojen między gangami. Christiane przepada tam czasem na całe tygodnie, sypia w parku i u ludzi. Kiedy Anna Keel orientuje się, że Christiane znów bierze, zabiera ją na dwa seanse hipnozy, podobno niezwykle skuteczne. Każdy kosztuje 500 franków szwajcarskich. Nie pomagają.

Do Keelów przyjeżdża Kai Hermann, współautor "My, dzieci z dworca Zoo". Próbuje pogadać z Christiane, ale rozmowa się nie klei. Dziennikarz widzi, że dziewczyna znowu jest uzależniona od heroiny. Nie chce pisać kolejnej historii o życiu zniszczonym przez narkotyki. Zakończenie byłoby lepsze, gdyby Christiane był czysta. Wyjeżdża. Nawet jeżeli Keelowie są trochę rozczarowani, że w wydawnictwie Diogenes nie ukaże się książka o dalszych losach Christiane F., nie dają nic po sobie poznać.

Rok 1994. "Christiane F. w Grecji"

Christiane ubrana w białą koszulkę z kapturem i białe spodnie siedzi na murku, głowę chowa w ramionach. Ma już 32 lata. W tle piękne białe miasteczko, błękitne morze, kwiaty hibiskusa. Reporterzy Spiegel TV odwiedzili ją w Grecji, gdzie spędziła ostatnie siedem lat. To miały być tylko wakacje, na które pojechała ze swoim ówczesnym chłopakiem. Po kłótni on wraca do Berlina. Christiane wyprowadza się z hotelu i rozbija namiot na plaży Pounda Beach na wyspie Paros. Tam spotyka wysokiego, chudego Greka z czarnym psem. Nazywa się Panagiotis i mieszka w domku wydrążonym drzewie. "Wakacyjne miłostki nie są w moim stylu" - oświadcza jej na wstępie. Christiane wprowadza się do niego. Od pierwszego spojrzenia wie, że to narkoman. Kiedy Panagiotis miał 15 lat, do wioski na granicy z Albanią, gdzie mieszkał i całymi dniami pasał owce, przyjechali wędrowni hipisi. Jechali wymalowanym w psychodeliczne wzory Magic Busem słynnym Hippie Trail, którym w latach 60. i 70. jeździły tysiące żądnych mistycznych doznań Europejczyków. Szlak wiódł z Aten lub Amsterdamu przez Stambuł, Teheran, Kandahar i Kabul do Indii. Panagiotis tłumaczył ojcu, że dzięki tej podróży pozna życie. Jednak podobnie jak wielu pasażerów Magic Busa poznał głównie heroinę - na szlaku było stanowczo zbyt wiele makowych pól. Krążyła nawet plotka, że w Kabulu znajduje się cmentarz ofiar Magic Busa.

Panagiotis od powrotu z Indii włóczy się po greckich wyspach. Christiane dołącza do niego. Śpią na plaży, zimą zajmują puste domy. Panagiotis zarabia, robiąc tatuaże turystom, wystarcza im na ryż. Łowią małże, zbierają ślimaki. Christiane gotuje na ognisku, zmywa pod ulicznym kranem. Jednak na heroinę mają pieniądze. Kiedy jest ciężko, Christiane jeździ do Szwajcarii pogrzać się u Keelów. I odwiedzić park Platzspitz. Zdarza się, że za jednym razem wstrzykuje sobie heroinę wartą 1000 marek.

Pasuje jej anonimowość, ma dość bycia Christiane F. Panagiotis przez długi czas nawet nie zdaje sobie sprawy, że mieszka z dziewczyną z dworca Zoo. Fakt, że jest sławna i bogata, nie robi na nim wrażenia. Zresztą Christiane w Grecji w ogóle nie korzysta ze swoich pieniędzy. Jak twierdzi, w okolicy nie ma żadnych sklepów. Z konta bierze tylko 250 marek na aborcję.



Rok 2008. "Odbierają jej dziecko!"

Smutna Christiane z ciemnoblond włosami do ramion, w białej koszulce i różowej marynarce patrzy ze zdziwieniem w obiektyw. Zdjęcie zrobiono z zaskoczenia. Obok kadr z filmu "Christiane F." przedstawiający bohaterkę wstrzykującą sobie heroinę i wielki nagłówek: "Kolejny upadek, odbierają jej dziecko!". I obok mniejszymi literami "Dramat dziewczynki z dworca Zoo". To okładka tabloidu "Berlins Grösste Zeitung". W tym roku podobnych nagłówków było zresztą więcej. "Christiane F. straciła syna!", "Christiane F. znów pogrążyła się w narkotykowym piekle!". Dziennikarze usiłują przekupić jej znajomych, by dostarczali o niej informacje. Ekipy telewizyjne koczują pod jej mieszkaniem, rzucają się z pytaniami na każdego mieszkańca, który wychodzi z budynku. 46-letnia Christiane opuszcza mieszkanie tylko w nocy, gdy pod drzwiami jest już pusto. I tylko po to, by kupić tytoń, alkohol i heroinę.

Zawsze upierała się, że nie chce mieć dzieci. Przeszła kilka aborcji i poronień. Tłumaczyła: "Nie chcę być złą matką, która nie daje rady - taką jak moja".

Jednak stało się inaczej. W latach 90. w Niemczech zaczęto leczyć uzależnienie od heroiny metadonem. Narkoman musi codziennie wypić ściśle określoną dawkę metadonu, który niweluje głód narkotyczny i powoduje, że zażycie heroiny nie dostarcza oczekiwanej euforii. Metadon jest bezpieczny, nie wyrządza szkód w organizmie. Christiane postanawia spróbować terapii. Leku nie można dostać na zapas, więc musi codziennie jeździć do szpitala i w obecności lekarza wypić swoją działkę. Tam spotyka Sebastiana - młodszego o dziesięć lat sprzedawcę gazet z metra. Sebastian ma tlenione włosy i ciuchy w jaskrawych kolorach, słucha techno, szaleje na rave'ach i Love Parade. Christiane zachodzi w ciążę. Ma 33 lata, myśli, że to pewnie jej ostatnia szansa na macierzyństwo. A dzięki metadonowi po raz pierwszy od dawna jest zupełnie czysta.

Jednak cały czas boi się, że coś ułoży się źle. Nie chce wiedzieć, czy to będzie chłopczyk, czy dziewczynka. Nie zastanawia się nad imieniem. Podczas porodu pielęgniarki nie mogą znaleźć ani jednej dobrej żyły, żeby podłączyć kroplówkę. Kiedy podają jej syna, jest najszczęśliwszą osobą na świecie. Nie karmi piersią, bo boi się, że jej mleko będzie pełne toksyn, zawsze ma pod ręką butelkę.

Kłóci się z Sebastianem. Po którejś kłótni idzie do baru na rogu, by się napić i uspokoić. Obok przejeżdża czerwony mercedes. Facet w środku macha na Christiane. Wsiada z nim na tylne siedzenie po raz pierwszy od czasów dworca Zoo, dostaje 50 marek. Robi to, by zranić Sebastiana. Niedługo potem się rozstają.

Przenosi się do małego mieszkanka na obrzeżach Berlina. Na kilka lat znowu staje się anonimowa. Prowadzi normalne życie - kibicuje synowi na treningach piłki nożnej, codziennie wieczorem robi mu gorącą czekoladę. Dziecko uczy ją ustalonego rytmu dnia, wczesnego wstawania. Po raz pierwszy w życiu pamięta o płaceniu rachunków i umówionych spotkaniach. Ale kiedy czasem w drodze po metadon spotyka stare znajome, które mają przy sobie heroinę do wciągania, zdarza się, że nie odmawia. Jej organizm przyjął tyle kilogramów heroiny, że jedna kreska raz na jakiś czas nie może nic jej zrobić. W przeciwieństwie do jej nowego chłopaka - syna bossa narkotykowego, który rządzi rynkiem kokainy i metaamfetaminy w Berlinie.

Zaczynają planować wspólną przeprowadzkę do Amsterdamu. Christiane z dnia na dzień zabiera syna ze szkoły. Pomysł nie podoba się opiece społecznej, która decyduje, by odebrać jej 11-letnie dziecko. Christiane odnajduje zapłakanego syna w poczekalni Wydziału ds. Nieletnich. Udaje, że chce się z nim pożegnać: "Teraz szybko zejdziesz po schodach, po lewej czeka na ciebie taksówka. Biegnij z całych sił i wskocz do środka!" - szepcze mu do ucha.

W Amsterdamie mieszkają we trójkę w przyczepie. Ale Christiane nie ma dostępu do swoich kont, brakuje jej pieniędzy, nie może nawet posłać syna do szkoły. Nie ma ubezpieczenia zdrowotnego, więc musi przerwać terapię metadonową. Próbuje ratować się alkoholem i marihuaną. Kiedy jej chłopak staje się agresywny, postanawia wrócić do Berlina. Gdy tylko przekracza niemiecką granicę, widzi na dworcu czterech policjantów. "Bądź grzeczny, niebawem wrócimy razem do domu" - mówi na odchodnym do syna, wręczając mu czekoladę. Dla siebie kupuje dużą butelkę wódki i karton soku pomarańczowego. Siada pod drzewem. "To koniec" - myśli. Kiedy wraca do Berlina, zostawia bagaże w skrytkach na dworcu i biegnie szukać towaru. Pod jej mieszkanie zaczynają się schodzić dziennikarze.

Rok 2013. "Życie mimo wszystko"

Okładka prawie identyczna jak ta sprzed 35 lat. Włosy upięte w grzeczny warkocz, podkrążone oczy, wielkie źrenice, pełne usta. Tylko że zdjęcie jest czarno-białe i inny podpis: "Jej los pomiędzy narkotykami i prostytucją wstrząsnął Niemcami. W >>Sternie<< opowiada o swoim dramatycznym późniejszym życiu". To część promocji jej nowej książki "Życie mimo wszystko", którą Christiane Felscherinow, lat 51, napisała wspólnie z dziennikarką Sonją Vukovic. Ta książka nie ma na celu przestrzegać młodzieży przed narkotykami. Christiane chciała po prostu wytłumaczyć się światu, który przez ostatnie 35 lat oczekiwał od niej tylko jednego - żeby skończyła z heroiną.



Dziennikarka "Spiegla" zauważa, że Felscherinow ręce ma pokryte siateczką drobnych blizn po niezliczonych zastrzykach. Nie może się skoncentrować, ponieważ zaraz po wywiadzie ma spotkanie z fanami, podpisuje specjalne wydanie swojej książki, uzupełnione o zdjęcia i rysunki. Ma około miliona fanów, którzy piszą do niej listy, zakładają fanpage w różnych językach, rozwiązują quizy: "Jak dobrze znasz Christiane F.?" i kolekcjonują wydania książki, "My, dzieci z dworca Zoo".

Najchętniej opowiada o synu. Właśnie skończył 17 lat, mieszka u rodziny zastępczej. Christiane widuje go regularnie, opłaca mu korepetycje, rachunki za telefon. Jednak mimo że trzy lata temu odzyskała prawo do opieki, nie stara się go sprowadzić z powrotem do siebie. Tłumaczy, że nie chce go wyrywać z jego otoczenia.

Wciąż żyje z praw autorskich do książki, na jej konto spływają tantiemy (około 2000 euro miesięcznie), ale gdy doskwiera jej samotność, wprowadza się na chwilę do kolegi w przytułku dla bezdomnych, śpi z nim w łóżku. "Zawsze wolałam spać na dworze, na deszczu, spędzić noc na dworcu albo pójść do jakiegoś stowarzyszenia, niż zostać sama w domu" - wyznaje. Choruje na żółtaczkę typu C, ma zniszczoną wątrobę, ciągle się poci, wymiotuje. Nie może zdecydować się na długie i bolesne leczenie. "Który lekarz wpisze narkomankę jadącą na metadonie na listę oczekujących na przeszczep?" - stwierdza z przekąsem.

Do dziś nie udało jej się odstawić narkotyków. Codziennie biegnie do lekarza po 8 mililitrów metadonu. Pije dużo alkoholu, zwłaszcza likier Southern Comfort, popala trawkę. Czasem zdarza jej się kupić parę gramów heroiny.

"Dlaczego?" - pyta dziennikarz.

"Nigdy nie chciałam odstawić narkotyków - ucina Christiane. - Nie znałam nic innego. Postanowiłam żyć inaczej niż zwykli ludzie".

I na usprawiedliwienie dodaje: "Nie jestem czysta, ale wy też nie jesteście. Każdy jest zniewolony w ten czy inny sposób".


''My, dzieci z dworca ZOO''
Christiane F., Kai Hermann, Horst Rieck, tłum. Ryszard Turczyn
do kupienia na Publio.pl






''Christiane F. Życie mimo wszystko''
Christiane V. Felscherinow, Sonja Vukovic, tłum. Jacek Giszczak
wyd. Iskry, Warszawa 2014





W ''Dużym Formacie'' czytaj też:

Połączyły ich kółka do zasłon
Prawdziwa historia powstańczego małżeństwa

Dzień dobry, ile za perłę?
Za publiczne pieniądze dyrektorzy szpitali, wójtowie, burmistrzowie i prezydenci kupują sobie Perły, Orły i Rzetelne Samorządy

Jestem w terapii
Zaczęłam pisać bloga o mojej walce z depresją, najpierw tylko dla siebie, potem publicznie. Koniec chowania się!

Dron, owad doskonały
Jego dronami interesują się Hollywood i Bollywood. Nie ma kontynentu, na którym by nie latały

Albania szuka grobów
Jovan pożegnał się z mężczyzną, który strzelił jego ojcu w tył głowy, i poszedł szukać dalej

Babcia daje na siłkę
Ile kosztuje student? Od 22 tys. w wersji ekonomicznej do 421 tys. zł w wersji ekskluzywnej

Zasieki w głowie
Może wcale nie o wolność nam chodziło, tylko o coś, co bywa jej przeciwieństwem - o bezpieczeństwo

Jak osiągnąć feng shui
Tylko w księgarni Amazon znajdę 5187 poradników na ten temat. W tym o feng shui randkowania



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.