Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Stopa, pięść, sztuka

Szymon Białek, uczeń gimnazjum nr 78 w Warszawie

Taekwondo to koreańska walka. "Tae" znaczy "stopa", "kwon" - "pięść", "do" - "sztuka". Szymon zainteresował się taekwondo na festynie, potem poszedł na treningi w swojej szkole. Od tego czasu rozciąga się codziennie, żeby nie stracić formy. Był na mistrzostwach w Bukareszcie, w Bratysławie. Może pojedzie na olimpiadę, bo taekwondo jest już dyscypliną olimpijską.

Ma ochraniacze na ręce, dłonie, nogi, stopy. Te na ręce i stopy mają czujniki rejestrujące siłę uderzeń. Za głowę są 3 punkty, z obrotu na tułów 2.

Warszawa odpicowana

Juliusz Szalek, dziennikarz motoryzacyjny

Warszawa wyglądała kiepsko - poobijana, po brudnych szybach można było pisać palcem. Zobaczył ją w Poznaniu, niedaleko swojego mieszkania. Kosztowała 200 złotych. Nie przepłacił, choć było to w 96 roku, a samochód z 66.

Ujechał 4 kilometry i zagotowała się woda w chłodnicy. Poczuł wyraźnie, że będzie musiał poświęcić jej sporo czasu. A nie miał go aż tyle, bo matura na karku, dziewczyna chciała regularnych spotkań. Bał się, że będzie zazdrosna, ona, to znaczy dziewczyna.

Warszawę sprowadził do Warszawy, gdzie teraz mieszka; stoi w garażu, odpicowana. Dziewczynę też sprowadził, ale już nie jest jego dziewczyną, tylko żoną. Czasami stoją w garażu i patrząc na warszawę, wspominają Poznań.




Podlotki i puchary

Mieczysław Kenig, hodowca gołębi z Garwolina

Do gołębnika wchodzi codziennie, żeby nasypać ziarna, posprzątać. Kiedy wyjeżdża, to wchodzi żona, jak wtedy, gdy pojechał do córki do Australii. Tak mu się podobało, że córka przedłużyła mu pobyt o tydzień. Gdyby nie przedłużyła, to pojechałby na wystawę gołębi pocztowych do Katowic. Koledzy pojechali bez niego i zawalił się na nich dach hali wystawowej. Aż w Australii mówili, że zginęło 65 osób. Gołębie pocztowe ma od 47 lat. Jeszcze było NRD, jak jeździł do Belgii po materiał zarodowy. Sławni bracia Janssen za parę podlotków żądali 100 tysięcy franków. Ale od nich nie kupił; kupił za 6 tysięcy marek, też ładne.

Jest prezesem Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych - Oddział w Garwolinie. Jest również sędzią na wystawach. Swoich pucharów nie zliczy, najstarszy jest z 1985. Ćwiczył kiedyś zapasy. Sport to rodzinna tradycja, bo brat też jest zapaśnikiem, bratanek pływakiem. "A wie pan, że nawet bokser Tyson ma gołębie pocztowe? Pocztowe go stabilizują".




Kobieta w bokserkach

Urszula Skośkiewicz, instruktorka w Warszawskim Studiu Tańca

Lubi sukienki - zwłaszcza tę seledynową, ale najbardziej lubi bokserki. Nie jakiekolwiek, ale te, które dostała od przyjaciółki, przywiezione z Tajlandii, do boksu tajskiego. Nie, nie ma pojęcia o tym, że boks tajski to sztuka walki wykorzystująca łokcie i kolana. Ona wykorzystuje łokcie i kolana do tańca. Uczy, jak stawiać pierwsze kroki. Adepci przychodzą wyprasowani, ona w bokserkach. Gdy poleciała do Nowego Jorku, żeby doskonalić się w tańcu, zabrała bokserki. Uważa, że przyniosły jej szczęście, bo ją dostrzeżono.

A seledynowa sukienka? Sama sobie kupiła materiał, aż w Japonii. Sama sobie ją uszyła, wycięła prostokąt, potem nadała ludzkie kształty. Znajomi mówią, że mogłaby projektować. Ale dla innych by tak nie zaprojektowała. Dla siebie szyła z pamięci, czuła w głowie igły drogę.




Bilecik od prezydenta

Dorota Drozd, ekspert od PR

Zobaczyła w sklepie meble, pasowały jej do salonu. Ładne, z dwiema szafkami z szybką. W domu zrozumiała, że nie ma co za szybkę postawić; szklane ryby i kryształy wyszły z mody. Postawiła srebrny kubek. Kto wchodzi, chwali meble, ale kubka nie widzi. Ona widzi.

Dorota jako spec od PR przygotowywała wizytę Baracka Obamy w Warszawie. Chyba dobrze przygotowała, bo ludzie Obamy zostawili jej upominek zawinięty w złoty papier, z bilecikiem od prezydenta. Z wypiekami rozrywała papier. Zbladła, gdy zobaczyła kubek.

Koleżanki mówiły, że pewnie na kwiaty, na wodę, na długopisy. Wolała myśleć, że na kwiaty. Niedawno wyczytała, że kubek jest na likier miętowy. Taka pamiątka z USA, jak u nas talerz z Ćmielowa.




Emocje między skarpetkami

Natalia Myszkowska, właścicielka agencji PR

W sypialni jest szafa, w szafie ubrania, za ubraniami pudełko. Dwadzieścia lat temu wzięła do rąk pudełko po butach taty - bo tata nosił 47, a ona 32 - i okleiła kolorowymi gazetami. Zapełniała je latami.

Gdy Natalia nosi 39, pudełko jest pełne. W nim m.in. liścik od szkolnego macho: "Wcale mnie to nie interesuje, że nie zwracasz na mnie uwagi"; kaseta, na którą nagrywała autorskie audycje dla koleżanek, a koleżanki nagrywały dla niej - taka zabawa w radio; wiersz od babci na siedemnaste urodziny: "Smukła gazelo/ Świat stoi otworem/ Tajemniczy ogród/ Przyciąga jak magnes". Jest też liścik od narzeczonego, wyjątkowy, bo nie wiadomo, kiedy napisze następny, tak normalnie pisze SMS-y. A ona pisze mu na kartkach, zostawia w kubku na pastę, między skarpetkami. Uważa, że to, co napisane odręcznie, wyraża emocje. Nawet błąd ortograficzny ładniej prezentuje się w kolorze atramentu niż druku.





Akcję "Najbliżsi w sześciu krokach" prowadzimy wspólnie z HBO Polska, koproducentem filmu dokumentalnego "6 kroków" w reż. Bartosza Dombrowskiego.



Twórcy filmu postanowili sprawdzić teorię "sześciu stopni oddalenia" Stanleya Milgrama, mówiącą, że do dowolnej osoby na świecie można dotrzeć przez kilka osób. My postawiliśmy sobie i czytelnikom pytanie, czym jest dzisiaj bliskość. Z kim rozmawiamy na ważne tematy? Z kim dzielimy się radościami?

Więcej na stronie: wyborcza.pl/najblizsi

Czekamy na Wasze zdjęcia z rzeczami najbliższymi: listy@wyborcza.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.