Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Jan Nałęcz, 32 lata: Na Żoliborzu moja była żona wpycha wózek z dzieckiem przed ciężarówkę. Samochód ostro hamuje. Ale w tym wózku nie ma dziecka. Tylko my wybiegamy z bram i strzelamy, kierowca ginie.

Na Starym Mieście jesteśmy sekcją miotacza ognia. Miotaczem typu K z gaśnic i butli chcemy spalić transporter, który jedzie na barykadę.

To fragment artykułu z najnowszego ''Dużego Formatu''. Całość jest dostępna dla abonentów PIANO. Przejdź do pełnej wersji artykułu.


Na Czerniakowie konspirujemy. Odbieramy broń esesmanom, ale wyjeżdżają na nas niemieckie motory. Wywlekają nas, kobiety płaczą. Jesteśmy rozstrzeliwani, jesteśmy martwi.

Dlaczego powtórzyć powstanie?

Michał Lewicki, 18 lat: Koledzy namówili mnie trzy lata temu. Lepiej tak niż przed komputerem. Gry komputerowe zakłamują historię, w grach wszystko się powtarza. Tu zakładam mundur i sprawdzam: jakie emocje czuli ludzie? Nie widzę śmierci, ale czuję ich wysiłek.

Jan Nałęcz: W pocie nosimy wyposażenie, w dymie przeładowujemy karabiny, zbiegamy z plecakiem ciężkim jak kowadło. Maszerujemy za czołgiem i wdychamy spaliny. Nie zdajesz sobie sprawy z powstańczego trudu, dopóki nie spróbujesz. Dziadek i wujek opowiadali mi o wojnie. Moja rodzina jest z Woli, z Działdowskiej. 80 proc. sąsiadów wymordowano, ale babcia z sześcioletnim bratem mamy przeżyli rzeź.

Michał Lewicki: Babcia przeszła przez obóz w Pruszkowie. Pomyślałem, że zobaczę, jak to wyglądało. Wolałbym nie przenosić się w czasie i zobaczyć naocznie. Rekonstrukcja daje możliwość poczucia tej atmosfery.

Katarzyna Ambrozik, 18 lat: Moja rodzina nie pochodzi z Warszawy. Rekonstruować przyszłam miesiąc temu, bo uważam, że trzeba pamiętać o historii, dzięki temu nie będziemy powtarzać błędów. Rodzice ucieszyli się, że będę robić coś więcej, niż tylko siedzieć przed komputerem.

Jak ubrać powstańca?

Jan Nałęcz: Ubieramy się w kombinezony robocze używane przez organizację Todta. Na Mokotowie zdobyto duży magazyn tych kombinezonów, dlatego nosili je głównie powstańcy Mokotowa i Śródmieścia. Idziemy do muzeum sfotografować kombinezon i sprawdzić, jak został uszyty. Zamawiamy materiał, mają zgadzać się kolor i gramatura. Potem do krawcowej (razem z materiałem to 500 zł). Na głowę możemy włożyć polską rogatywkę. Szyją ją firmy, które specjalizują się w mundurach dla rekonstruktorów (100 zł). Można kupić na bazarze, ale oryginały są w złym stanie i wysokiej cenie (ponad 1 tys. zł). I szkoda nosić. Oficerki po wujku znajdujemy na strychu. Albo kupujemy replikę produkowaną przez Chińczyków (buty chińskie - 200 zł, prawdziwe - 700 zł). Teraz coraz więcej mundurów przyjeżdża z Chin.

Najbardziej kłopotliwa jest broń. Można kupić odlew przypominający prawdziwy.

Michał Lewicki: Jest broń airsoftowa. Strzela kulkami 6 mm na sprężone powietrze. Nie da się zrobić krzywdy, ale trzeba mieć ochronę na oczy. Można tak pobiegać i stać się z przyjaciółmi na dwie godziny nieprzyjaciółmi, wymienić się z nimi kompozytem. Czyli plastikowymi kulkami. Kulkę czuć mocno. Zostają siniaki, krwiaki. Najgorzej dostać w twarz, czasem zęby wypadają.

Jan Nałęcz: Ciągle im powtarzam, że rekonstrukcje, czyli pokazywanie mundurów i przypominanie o historii, to jednak nie zabawa w lesie. Można mieć też oryginalną broń pozbawioną cech bojowych, czyli sztuki zdekowane: spiłowana iglica, rozwiercone komory, zaspawane lufy. Zarejestrowane przez policję i zatwierdzone przez Centralne Laboratorium Kryminalistyki.

Interesują się nami służby. Jesteśmy obserwowani, monitorowani, sam miałem wizyty. Ja to rozumiem. Kiedyś biegaliśmy po lesie sami, nikt o nas nie wiedział. Teraz na Facebooku ludzie chwalą się replikami w internecie.

Co czuć w mundurze?

Jan Nałęcz: Na Czerniakowie stoimy przy bramie, jemy jabłka z koszyka i patrzymy na maszerujących esesmanów. Wiedzieliśmy, że zaraz zaczniemy powstanie, i nasze reakcje były naturalne: jeszcze chwila, moment i zaczniecie ginąć. Oni potem mówili, że czuli te nasze spojrzenia z karabinami pochowanymi za pazuchą.

Michał Lewicki: Zapinam ostatni guzik i jestem dumny, bo kultywuję historię zapisaną 70 lat temu. Mam obowiązek przedstawienia wszystkiego zgodnie z historią. Kiedy się zaczyna, zmienia mi się stan świadomości. Jestem żołnierzem, jestem powstańcem.

Jan Nałęcz: Powstanie wybuchłoby prędzej czy później. Jak nie w 1944 r., to przeciwko Moskwie w 1956 r. Skończyłoby się tak samo. W Polakach nie da się tego zatrzymać.

Jak być hitlerowcem?

Jan Nałęcz: Trzeba pokazać rozstrzelanie, jeśli było rozstrzelanie. I spalić stodołę, jeśli była spalona, pokazać rzeź, jeśli zarzynano. Ale nie może być obok kiełbasek, dmuchanego zamku, trzeba widzów ograniczyć wiekowo, uprzedzić, na co idą. Bo batalistyczne rekonstrukcje łatwo jest robić. Wynajmę pięć czołgów, zrobię piro [pirotechnikę] i jest reko. Żeby pokazać likwidowanie getta, trzeba pomyśleć. Ale pokazać trzeba. Jeśli mówimy, że czegoś nie można pokazać, to znaczy, że nie radzimy sobie i nie umiemy zrobić dobrej inscenizacji. Cel rekonstruktorów to prezentowanie żywej historii.

W czwartek w ''Dużym Formacie'' czytaj też:

Michał Sołowow. Mistrz kierownicy ucieka
Jestem rozżalony na was, podkładacie mi nogę bez żadnego powodu - mówi największy polski inwestor giełdowy. I zapowiada koniec kariery... rajdowej

Opiekunowie starych ludzi bez zasiłków
Jestem zawsze do jej dyspozycji, zawsze czujna. Nie umiem się odprężyć ani zregenerować. Mam już objawy depresji, ale nie biorę leków. Muszę być przytomna

Mryj, świnio mryj!
Nie chciała umierać i nerwowa była atmosfera, bo miała być zabita bezboleśnie i szybko, a ona zdychała i zdychała, i trzeba było poprawiać

Niech cię piorun trzaśnie!
Coraz więcej osób musi składać coraz więcej przysiąg. Kiedyś ślubowali rycerz i król. Sprawdzamy, na co przysięgają Polacy



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.